» joszko | środa, 15-3-2006 19:27 |
|

Commandos to tytuł, który powinien być znany każdemu szanującemu się graczowi. Każdy miłośnik „łamania głowy” powinien spróbować swoich sił w tej grze. Tak, „spróbować” - nie przesłyszałeś się drogi czytelniku. Commandos był od zawsze grą „dla wybranych”. Do wymagań komputera można śmiało dopisać to, czego wymaga się od gracza. Przede wszystkim pomysłowości i cierpliwości. Gra odwdzięczała się przepotężną grywalnością i ogromną satysfakcją z ukończenia misji.
Do tej pory każda z trzech części (nie licząc dodatków) była taktyczną strategią rozgrywaną w czasie rzeczywistym. Akcję oglądaliśmy z lotu ptaka, dzięki czemu widzieliśmy niemal wszystko to, co się wokół nas dzieje. Twórcy z Pyro Studios postanowili odświeżyć „nieco” tytuł i zmienić perspektywę. Najnowsza część będzie taktycznym FPSem, co z pewnością dla wielu graczy będzie sporym szokiem. Do tej pory takie zmiany nie wychodziły tytułom na dobre. Close Combat: First to Fight był po prostu zwykłym FPSem, niczym wielkim. Fani serii mogli tylko zapłakać i przekląć developerów za bezczeszczenie ich ukochanego tytułu. Ten sam los wcześniej spotkał serię C&C. Czy ktoś jeszcze pamięta o „Renegacie”? Wyciągniętych rąk nie widzę, jednak jakoś się temu nie dziwię – o takich wpadkach bardzo szybko się zapomina. Miejmy nadzieję, że podobny los nie spotka C:SF. Zanim przejdziemy do najważniejszej części tej zapowiedzi, muszę rozczarować miłośników Call of Duty czy Medal of Honor. To nie ten adres panowie. To, że mamy doczynienia ze, „strzelanką” nie oznacza, że nie będziemy musieli dużo i intensywnie myśleć.
Commandos: Strike Force oferuje trzy kampanie, których akcja dzieje się kolejno we Francji, Rosji i Norwegii. Czekają nas takie zadania, jak zabicie ważnego oficera czy wysadzenie określonych celów strategicznych, np. budynków wroga. Jednak ciężko byłoby tego dokonać bez grupy specjalistów. Do dyspozycji dostaniemy trzech doskonale znanych komandosów. Podobnie jak w poprzednich częściach gry, każdy z nich będzie zupełnie inny. Jedynie odpowiednie wykorzystanie ich umiejętności będzie kluczem do sukcesu. Zielony Beret doskonale poradzi sobie z wszelkimi karabinami. Snajper przyda się, gdy trzeba będzie kogoś „sprzątnąć” z dużej odległości. Może on wstrzymać oddech, dzięki czemu nie tylko ustabilizuje celownik, ale także wejdzie na chwilę w tryb „bullet time” (tylko co na to fani?). Szpieg będzie mógł po cichu eliminować przeciwników za pomocą struny fortepianowej (wojenny Hitman?). Nie zabraknie także prowadzenia najróżniejszych pojazdów. W tym momencie muszę wspomnieć chyba o największym minusie gry, który dla fanów serii z pewnością okaże się dodatkowym ciosem. Do wykonania misji przeważnie dostaniemy do dyspozycji dwie, a nie raz tylko jedną z pośród trzech postaci. Pozostaje cichutko zapłakać…
Wypadałoby też wspomnieć o stronie technicznej gry. Najnowsza część wygląda bardzo dobrze (popatrzcie zresztą na screeny). Widzieliśmy już wiele brzydszych, ale i ładniejszych gier. Teksturki są dobrej jakości, podobnie jak i jakość wykonania otoczenia. Co prawda postacie jak na dzisiejsze czasy są nieco kanciaste, jednak tragedii nie ma. Przecież grafika w przypadku takiego tytułu z pewnością nie jest najważniejsza. Z oceną muzyki i dźwięku musimy poczekać do premiery, bo póki co nic na ten temat nie wiadomo.
Wygląda na to, że miłośnicy Thiefa, czy Hidden & Dangerous dostaną nową, bardzo dobrą zabawkę. W dodatku premiera gry zapowiedziana została na koniec lata, także już całkiem niedługo! Miejmy nadzieję, że nowe wcielenie Commandosów będzie dumnie reprezentować tą zasłużoną serię. Nie potrzebujemy bowiem kolejnego „gniota”.



















