» joszko | czwartek, 16-3-2006 10:43 |
|
Modne ostatnio w mainstreamowym kinie ekranizowanie książek, popularnych legend i tym podobnych dopadło jakiś czas temu cykl powieści Douglasa Adamsa, "The Hitchhiker’s Guide to the Galaxy". Za reżyserię poradnika autostopowicza wziął się Garth Jennings. Na Zachodzie film jest dwa dni po premierze.
W filmie w Arthura Denta, ofiarę losu, kórej jednego dnia zniszczyli dom, a parę godzin później całą planetę (obydwa z tego samego powodu: by zrobić miejsce na autostradę), wciela się Martin Freeman. Na koncie ma, jak dotąd, "Ali G Indahouse" oraz parę seriali.
Na ekranie zobaczymy także Johna Malkovicha, któy wciela się w tajemniczego Humma Kavulę. Slartibartfasta zagrał Bill Nighy, a przyjaciela Arthura, Forda Prefecta - amerykański raper Mos Def. Ciekawostka: spora część obsady "Autostopem przez galaktykę" jest zarazem obsadą "Wysypu żywych trupów". Prześledziwszy sukces drugiej pozycji, pozostaje mieć nadzieję, że nie jest to zły omen…

Jeśliby wierzyć brytyjskim i amerykańskim krytykom, należy spodziewać się średnio śmiesznego, średnio zgodnego z książką, zwyczajnie średniego filmu. Z drugiej strony, ekranizacja chwalona jest za wszechobecny humor (jeżeli nie z wyższej, to przynajmniej średniej półki), efekty specjalne na naprawdę porządnym poziomie oraz za bogatą wyobraźnię twórców. A jak jest naprawdę? Każdy z nas będzie miał okazję dowiedzieć się już 10 czerwca.
a_meba









