» joszko | czwartek, 16-3-2006 10:48

Star Wars: Episode III – Revenge of the Sith,
czyli opowieść o tym, jak George Lucas zniszczył cały Wszechświat

Nie tak dawno temu w bardzo bliskiej nam galaktyce kilka osób miało genialny pomysł. Lśnienie. I postanowili wprowadzić go w życie. Odnieśli ogromny sukces i najpewniej zostaliby dzięki niemu zapamiętani na tak zwane całe wieki. Dokonaliby żywota w bogactwie i chwale. Niestety, chęć zysku przechyliła szalę, gdyż jeden z nich, zaślepiony możliwością powiększenia swojego bogactwa, postanowił powtórzyć kinematograficzne zwycięstwo.

Od początku wiedział, że przyjdzie mu nieść brzemię oczekiwań milionów wyznawców, jakich zyskał w rekordowo krótkim czasie. Niestety nikt nie wie, czy w ogóle starał się im sprostać.

Zemsta Sithów miała stanowić pewien rodzaj przeprosin i zadośćuczynienia dla fanów po mało udanych pierwszych dwóch epizodach, a zarazem ukoronowaniem nowej trylogii. Niestety, korona nie jest ani złota, ani spiżowa - co najwyżej miedziana. To w tym odcinku wszystko miało się wyjaśnić: jak to się stało, że zakon Jedi został zdziesiątkowany, religia przez nich wyznawana zabroniona, a co najważniejsze, czemu Anakin Skywalker wybrał zło ponad dobro. Miał to być pomost pomiędzy starą i nową trylogią. Ale od początku.

WÅ‚aÅ›nie poczÄ…tek wydaje siÄ™ być najlepszÄ… częściÄ… filmu. Wielka bitwa w kosmosie, nie najgorsze sceny walki na miecze, chociaż roboty-bzykacze majÄ…ce rozkÅ‚adać maÅ‚e bojowe statki to wedÅ‚ug mnie lekka przesada. Potem zaczynajÄ… siÄ™, niestety, dialogi. A one… no cóż, wszystko niszczÄ…: swojÄ… sztucznoÅ›ciÄ…, dziwnym doborem słów, zabawnÄ… mimikÄ… aktorów. Najbardziej widać to w trakcie wypowiedzi Anakina (Hayden Christensen), szczególnie podczas rozmów z Padmé (Natalie Portman). BeÅ‚kot o demokracji jest nieznoÅ›ny, infantylny i pozbawiony sensu, jakby żywcem wziÄ™ty z przemówieÅ„ George’a W. Busha. NaprawdÄ™, można byÅ‚o skonstruować te dialogi lepiej i ambitniej.

Z drugiej strony to najzabawniejszy z nowych epizodów. Co nie znaczy, że jest tak dobrze, jak powinno: na początku humor wydaje się zbyt nachalny, a potem znika zupełnie ustępując pola wszechobecnemu dramatyzmowi. Oczywiście humor to w przeważającej części czysto sytuacyjny, bo do złośliwej wymiany zdań między Hanem Solo a księżniczką Leią bardzo, bardzo daleko. Całkowite zero wyczucia.

Przemiana Anakina w lorda Vadera zaszła zbyt raptownie, łatwo i okazała się płytka. Nie można przecież ot tak, po prostu zmienić całego swego światopoglądu i charakteru! Wątek romansowy, potraktowany w starej trylogii z pewnym przymrużeniem oka, tutaj staje się nagle śmiertelnie poważny. Nie twierdzę, iż należałoby go ominąć, stanowi wszak ważną część akcji, ale nie aż tak, jak sugeruje George Lucas. Nie mogę się także zgodzić z jego opinią, iż jest to najmroczniejszy z epizodów.

Obi Wan Kenobi (Ewan McGregor) i kanclerz Palpatine (Ian McDiarmid) to definitywnie najlepiej zagrane postacie. Anakin i Padmé, jak wspomniałam wcześniej, są monotonni i bez wyrazu, przez cały czas mówią niezmiennie jednym tonem. Mistrz Yoda (Frank Oz, który podkładał głos także śwince Piggy) nie tylko czasami zapomina o swojej oryginalnej gramatyce, ale w walce na miecze świetlne wygląda nie groźnie, lecz co najwyżej zabawnie. To niestety nie jest dlań komplement.

Oczywiście efekty specjalne są bez wad, muzyka także (nic dziwnego, skoro zwyczajowo zajął się nią John Williams). Jednakże miejscami filmowi zupełnie brakuje realizmu. Kosmiczna Republikę komputerowo dopieszczono do takiego stopnia, że aż odtrąca swoją sterylnością. Tak krzykliwa, że łatwo dostać oczopląsu. Zupełnie, jakby Lucas chciał za wszelką cenę efektami uratować całą produkcję i poniekąd swój honor. Niestety tutaj także się nie udało.

Zanim obejrzałam film, miałam - podobnie jak większość fanów - głowę pełną sprzecznych opinii na jego temat. Plus, oczywiście, własne oczekiwania i doświadczenia wyniesione z obcowania z dwiema pierwszymi częściami trylogii. Niestety potwierdziły się wszystkie moje obawy.

Zemsta Sithów to film, który obejrzeć należy - z przyzwoitości, jak na fana przystało. Miejcie jednak na uwadze, że zbyt wiele przyjemności w trakcie seansu nie zaznacie. Życzę wszystkim, aby bilety były tanie, fotele w kinie wygodne, a popcorn niedrogi i dosolony.

a_meba


« 2046 Autostopem przez galaktykÄ™ »

Zostaw komentarz