» DeDark | sobota, 26-8-2006 19:38 |
|

Pierwsza myśl po krótkiej przygodzie z grą to nieśmiertelna kwestia „War, war never changes…”. Bo przecież zmienia się sceneria, broń i wróg, lecz nigdy nie zmienia się cel. Totalne unicestwienie przeciwnika. Tym razem będziemy zajmować się tym na Nu Earth, planecie, która dzięki swojemu unikalnemu położeniu stała się polem bitwy między dwiema frakcjami. Wojna trwa już od wielu lat i żadna ze stron nie ma zamiaru ustąpić. Rajska planeta stała się przez to wypaloną planetą, zniszczona bronią masowej zagłady. Takie warunki wymagają specjalnych środków. Takim środkiem mieli być tacy żołnierze jak Rogue.
Jak to zwykle w grach komputerowych bywa Rogue, którym sterujemy nie jest zwyczajnym żołnierzem. Jest jednym z wielu żołnierzy stworzonych przez genetyków w laboratoriach jednej ze stron konfliktu – Milicon’u. Już na pierwszy rzut oka wyróżnia się z tłumu, bowiem wygląda jak smerf na sterydach. Jest niebieski. Dodatkowo może oddychać skażonym powietrzem planety bez dodatkowej aparatury tlenowej, co dla zwykłych śmiertelników jest niemożliwe. Oprócz tego jest odporny na wszystkie trucizny. Najciekawszy jest jednak chip wszczepiony w okolicy potylicy żołnierza. Przechowuje on osobowość i wspomnienia. Gdy dany osobnik polegnie jego chip może zostać wszczepiony do innego ciała. Niemalże żołnierz idealny nieprawdaż? Powstał on w wyobraźni Gerry’ego Finley-Day’a i Dave’a Gibbonsa – twórców serii komiksów 2000 AD. Z tej serii pochodzi także bardziej znany na świecie Judge Dredd.
Grę rozpoczynamy, gdy odział genetycznej piechoty wpada w zasadzkę. Ktoś zdradził. Wynikiem zdrady jest nie tylko rzeź na żołnierzach Genetycznej Piechoty, lecz także zaburzenie równowagi sił na planecie. Korporacja MilliCom pozbawiona swoich doborowych jednostek a także zdradzona przez jednego z generałów ze sztabu generalnego jest łatwym celem dla totalitarnego państwa Northów. Ostatnia nadzieję jest jedyny ocalały z pogromu. Jest nim Rogue. Lecz nie będzie on wbrew pozorom osamotniony w swej walce jak wielu bohaterów innych gier. Rogue będzie walczył wraz ze swoimi poległymi kompanami. Nie będą oni go wspierali jedynie „duchem”, lecz realnie przyczynią się do zwiększenia możliwości naszego bohatera. Nie chodzi przy tym o żadne moce nadprzyrodzone, lecz o potęgę techniki.
Pamiętacie te chipy wszczepiane żołnierzom, o których już wspominałem? Rogue będący świadkiem zagłady swojego oddziału przy pomocy noża będącego w standardowym wyposażeniu wielu armii wydłubać tego chipa i podłączyć do swojego ekwipunku. Dlatego też Gunnar zostaje częścią karabinu. Dzięki temu przestanie być konieczne dokładne celowanie, ponieważ imć Gunnar zrobi to za nas, (choć im celownik będzie bliżej wroga tym większą będziemy mieli skuteczność). Dodatkowo będziemy mogli postawić karabin jako samodzielne działo będące w stanie napakować masę ołowiu w zadek każdego, kto ośmieli się znaleźć w jego zasięgu. Kolejnym kamratem, którego chip zdobędziemy będzie Bagman. Dzięki jego chipowi możliwe stanie się przetwarzanie złomu i ekwipunku na amunicję, granaty (cztery rodzaje), ulepszenia broni i apteczki. Nie uświadczymy żadnych apteczek porozrzucanym po mapie – o nie musimy zadbać sami. Ostatnim towarzyszem broni będzie Helm. Jak sama jego nazwa wskazuje trafi do hełmu. Jego głównym zadaniem będzie obsługa komputerów znajdowanych po drodze. Zwykle będzie wyglądać to tak, że umieszczamy hełm na komputerze, rozpoczyna się proces łamania kodu dostępu a my przez ten czas żeby się nie nudzić będziemy musieli odpierać atak wrogich jednostek. Dzięki niemu dostępny będzie również radar pokazujący pozycje jednostek wroga.
Jeśli już o naszych przeciwnikach mowa to warto wspomnieć o ich różnorodności. Przyjdzie nam się zmierzyć z różnymi rodzajami piechoty zaczynając od zwykłych żołnierzy piechoty, poprzez marynarzy i ich wariacje z różnym uzbrojeniem aż po jednostki elitarne. Pojawią się także jednostki zmechanizowane a dokładnie to wielkie zbroje kryjące w sobie sterującego nimi człowieka. Każda jednostka posiada swoje słabe punkty. Piechota uzależniona jest od butli z tlenem noszonych na plecach. Jeden dobrze wymierzony strzał i pechowiec zaczyna tańczyć próbując zatamować wyciek niestety będący poza jego zasięgiem by potem zostać rzuconym kilka metrów przez eksplozję zbiornika. Gdy nie chce nam się bawić w celowanie wystarczy zwykły head-shot lub celnie rzucony granat. Słabym punktem ciężko opancerzonych żołnierzy jest malutkie okienko, przez które wygląda wrogi żołnierz. Kilka celnych strzałów załatwia sprawę. Czasem przyjdzie nam też zmierzyć się z ogromnymi czołgami, zniszczymy je przy pomocy wielkich moździerzy. Natomiast na jednostki latające najlepsza jest artyleria przeciwlotnicza za sterami, której możemy usiąść. Często przyjdzie nam też postrzelać sobie z ciężkich karabinów maszynowych zamontowanych na barykadach czy też w śmigłowcach. Niestety nigdy nie zasiądziemy za sterami czegoś takiego. Zawsze sterowaniem zajmować się będzie Helm a my jako jedyna osoba posiadająca ręce obsługiwać będziemy uzbrojenie. Ciekawostkę jest transporter wykorzystywany przez Northów. Wygląda on jakby był żywcem wyrwany z Command & Conquer: Tiberian Sun. Jest to, bowiem transporter podziemny, który może wyłonić się nie raz za naszymi plecami.
W codziennej przeprawie przez Nu Earth oprócz Gunnara pomagać nam będą jeszcze inne rodzaje broni. Nie ma tutaj zbyt wielkiej ekstrawagancji, jeśli chodzi o dostępną broń. Jest tradycyjny pistolet, shotgun, moździerz i broń energetyczna. Oprócz tego wspomniane już cztery rodzaje granatów. Niestety mimo tej różnorodności najczęściej korzystać będziemy z karabinu. I w tym momencie dochodzimy do największej wady gry. Jest ona za mało wymagająca (na normalnym poziomie trudności). Oferuje ona wiele możliwości wykończenia wroga zarówno po cichu bez wzbudzania alarmu jak i w stylu rambo. Niestety wielu z graczy pewnie skorzysta z tej drugiej opcji, ponieważ pilnując czy ma się odpowiednią ilość apteczek można przejść w ten sposób niemal całą grę. Nie muszę chyba pisać jak traci na tym rozgrywka…
Rogue Trooper tworzony był na konsole obecnej generacji, więc grafika nie jest zbyt wyrafinowana. Mimo wszystko buduje klimat. Postacie są wykonane szczegółowo, choć trochę topornie. Widać jak dwutlenek węgla wydobywa się z aparatów tlenowych żołnierzy, jak kuleją, gdy są zranieni. Lokacje również robią pozytywne wrażenie. A zwiedzimy pokaźny kawałek planety. Od piaszczystych plaż poprzez skamieniały las aż do zabudowań Nu Atlanty. Zwykle nie mamy czasu zastanawiać się nad brakami w grafice, ponieważ jesteśmy pochłonięci przez grę czając się ze snajperką aż jakiś żołnierz nieopatrznie wychyli się zza barykady. Od strony dźwiękowej gra również prezentuje wysoki poziom. Northowie mówią z wyraźnym rosyjskim akcentem a żołnierze MilliComu mówią poprawnym amerykańskim angielskim. Komiks, na którym opiera się gra powstał w okresie zimnej wojny, więc aluzje są zrozumiałe. Od czasu do czasu odzywają się nasi trzej towarzysze niedoli. Wielkim osiągnięciem jest fakt, że ich odzywki nie denerwują, choć często się powtarzają.
Podsumowując mamy bardzo dobrą grę, której jedynym grzechem jest to, ze jest momentami zbyt przyjazna dla użytkownika. Nie oznacza to, że jest zbyt łatwa – gwarantuję wam, że polegniecie nie raz. Kolejnym ewenementem w tej grze jest fakt, że śmierć nie jest aż tak demotywująca. Ponieważ (nie boję się przyznać, że) eksterminacja wrogich jednostek wciąga niczym bagno po deszczu. Jednak nie ważna jest sama gra. Bardzo interesująca była (przy najmniej dla mnie) encyklopedia świata Nu Earth, w której kolejne pozycje odblokowujemy po zebraniu odpowiedniej ilości złomu. Niby taka mała rzecz a szalenie motywująco wpływająca na grę. Głównie, dlatego, ze oprócz opisu jednostek można znaleźć tam także grafiki z gry a także fragmenty komiksu, w którym pokazane są dane jednostki tak jak wyglądały w oryginale..
Jednym słowem jest to jedna z tych gier, które mają to „coś”, co nie pozwala odejść od komputera przed ukończeniem gry. Mimo, że jest ona dość krótka to zakończenie wskazuje, że to nie był ostatni raz, kiedy pokierujemy losami niebieskiego żołnierza. Gorąco polecam! Najlepszym tego potwierdzeniem jest fakt, że mógłbym tak o tej grze pisać bez końca lecz musze się powstrzymać, żeby nie popsuć wam zabawy.

Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega Poland
Marcin “joszko” Brzeski

























