» joszko | czwartek, 16-3-2006 10:51



Nazywam się Lincoln Six-Echo i jak mi powiedziano, jestem wyjątkowy. Zostałem wybrany. Moim celem jest Wyspa. Nie pytaj mnie o wiek - mam znacznie mniej lat, niż Ci się wydaje. Całe swoje życie byłem okłamywany. Nie, to złe słowo. Byłem narzędziem…narzędziem, które ma tylko i wyłącznie jeden cel, do którego dąży w życiu – Wyspę. Nie wiesz, czym ona jest? Cóż. Nie dziwię ci się. Zapewne pochodzisz z Zewnątrz i nie masz pojęcia, co działo się tuż pod twoimi stopami. Czasy, w których żyję są zupełnie inne. Wszyscy egzystujemy w sterylnych warunkach, głęboko pod powierzchnią ziemi, ponieważ prawie cała planeta została skażona i nie nadaje się już do życia. Jest jednak jedno miejsce, piękne miejsce, które jest spełnieniem marzeń każdego mieszkańca. Trafiają tam tylko najzdrowsi wybrańcy losowani w loterii, którzy maja odbudować populację ludzką. Tym miejscem jest Wyspa…


The Island
, czyli po naszemu Wyspa to nowy film Michael’a Bay’a z Ewanem McGregorem i Scarlett Johansson w rolach głównych. To, co wyróżnia go z pośród lawiny innych Hollywoodzkich produkcji to rewelacyjna fabuła, która nie tylko zaskakuje zwrotami akcji, ale porusza i daje do myślenia. Niejeden z Was zada sobie pytanie dotyczące postępu technicznego (jest lepsze słowo, które ciśnie mi się na klawisze ale jeśli go użyję, zdradzę duży sekret filmu).

Powierzchnia Ziemi została skażona i jest śmiertelnie niebezpieczna, dlatego wszyscy ocaleni schronili się w podziemnych bunkrach, które bardziej zasługują na miano podziemnych miast. Jest tam wszystko, co było przed skażeniem na Ziemi. Wszystko z wyjątkiem swobody i uroków otwartej przestrzeni. Każdy mieszkaniec ubiera się tak samo i wykonuje z góry zaplanowane zadania. Nikt jednak nie protestuje gdyż każdy mieszkaniec dąży do tego, aby być wybranym na Wyspę. Główny bohater odkryje jednak pewien sekret, który zdeterminuje jego i jego towarzyszkę do ucieczki.


Zanim odkryłem prawdziwe oblicze Wyspy, spędziłem całe miesiące w nadziei, że następnym razem to ja wygram Loterię. Często wyobrażałem sobie jak naprawdę wygląda Słońce i czy jego zachód jest tak piękny, jak mówią. Zanim poznałem prawdę o całym świecie, który mnie otacza, poznałem i polubiłem wielu ludzi. Pewnego dnia zobaczyłem ją – Jordan Two-Delta. To dziwne, ale po tym spotkaniu ciągle o niej myślałem, nie mogłem doczekać się spotkania. A gdy już do niego dochodziło czułem się dziwnie zaniepokojony. Lubiłem ją inaczej niż wszystkich innych. Niestety musieliśmy uważać, aby nie stać zbyt blisko siebie. Takie kontakty były zabronione.

Pora na bliższe przyjrzenie się grze aktorskiej, która jest bardzo dobra i trudno do czegokolwiek się przyczepić. Chyba tylko najwięksi malkontenci znajdą (na siłę) jakieś niedopatrzenia. Aktorzy zagrali znakomicie, a największe brawa należą się McGregor’owi oraz S. Johansson, którzy odegrali główne role. Niełatwo jest dobrze i naturalnie zagrać człowieka, dla którego niesamowitą rzeczą jest chociażby żmija czy chmura na niebie (prowadzi to do wielu mniej lub bardziej zabawnych sytuacji). Pozostali aktorzy trzymają bardzo wysoki poziom. Oczywiście etatowi „narzekacze” pewnie coś wynajdą (bo przecież nie można żyć bez narzekania), ale przeciętny widz może być spokojny o swoje uszy. Atak aktorskiej tandety Wam nie grozi.

Muzyka, którą słyszymy w czasie kolejnych scen jest rewelacyjna i w odpowiednich momentach znakomicie buduje nastrój i odpowiedni klimat. W trakcie oglądania bardzo szybko wpada w ucho i długo nie chce z niego wypaść. Być może nie jest na tyle dobra, aby kupować ją na oddzielnej płytce CD, a po obejrzeniu nie będziecie sobie jej nucić, ale wierzcie mi na słowo – z pewnością zdaje ona egzamin z „budowania nastroju”.

Osobny akapit należy poświęcić efektom specjalnym, bo te są po prostu niesamowite i zapierają dech w piersi. Nie chodzi tu tylko o same fajerwerki czy gigantyczne kule ognia. Takie „bajery” prawdę mówiąc już nam się przejadły i nie robią większego wrażenia. Wyspa w wielu miejscach po prostu wgniata w (niezbyt wygodny) kinowy fotel. Mówię tu o scenie pościgu, która z pewnością pozostanie w mej pamięci na lata. Pierwszy raz w życiu widziałem tak doskonale rozlatujące się samochody i tak znakomite ujęcia. Na uznanie zasługują również spokojniejsze sceny, których jest cała masa. Już na samym początku możemy zobaczyć świetnie zrealizowaną scenę przebudzenia głównego bohatera, czy też ukazanie mini harpunów lecących w powietrzu. Po co i na kogo lecą – zobaczcie sami. Taki przepych może nie wszystkim się spodoba, jednak ja byłem po prostu zachwycony.


Jordan była wyjątkowa, dlatego właśnie z nią postanowiłem uciec, gdy zobaczyłem, co zrobili ze zwycięzcą Loterii. Miałem nadzieję, że po wyjściu na powierzchnię będziemy wolni i szczęśliwi. Myliłem się. To był dopiero początek koszmaru, przez jaki przeszliśmy. Na zewnątrz czekał na nas brutalny świat i miliony nieznanych wcześniej rzeczy, którym musieliśmy stawić czoło. Cały czas musieliśmy uciekać, walczyć o życie. Nie mieliśmy ani chwili spokoju, cały czas ktoś chciał nam zrobić krzywdę. To, co przeżyłem można opisać jednym słowem – piekło na Ziemi.

Po opisie fabuły, muzyki i efektów specjalnych przyszła pora na odpowiedź na pytanie: „czy Wyspa jest filmem dobrym”. Odpowiedź jest prosta. To nie jest dobry film. To rewelacyjny film, a słowo „dobry” jest w tym przypadku niewystarczające. Stwierdzenie „to dobry film” po prostu go krzywdzi. Od siebie dodam, że jest to jeden z najlepszych filmów, jakie kiedykolwiek widziałem w swoim życiu. A duży w tym udział ma rewelacyjny scenariusz, dzięki któremu fabuła filmu jest bardzo nietypowa, a film trzyma widza w niepewności do samego końca. Dodatkowo historia przedstawiona w filmie daje dużo do myślenia i nie powinna nikogo pozostawić obojętnym. Nie zabraknie również poruszających momentów, takich jak scena porodu czy też walki o życie czarnoskórego mężczyzny. Zobaczycie w kinie, o co mi chodzi. Powiem tylko, że obie są bardzo sugestywne i poruszające.

Przygotowując się do napisania recenzji próbowałem znaleźć słabe strony filmu i prawdę mówiąc to, co teraz wymienię będzie „czepianiem się na siłę”. Jedyne, co mi nie przypadło do gustu, to fragment sceny pościgu, w której główny bohater porwał „latający motor”. Oczywiście do perfekcji w kierowaniu tym czymś doszedł w kilka sekund. No, ale jak już wspomniałem – to czepianie się na siłę, a ta jedna scena nie jest w stanie zatrzeć jak najbardziej pozytywnego wrażenia.

Przez te wszystkie lata obawiałem się skażenia i jak dziecko marzyłem o wyjeździe na Wyspę. Wiedziałem, że czeka na mnie tam szczęście, zielone rośliny, zwierzęta i to cudowne Słońce, dzięki któremu zmienia się kolor skóry. Jaki głupi i naiwny byłem. My wszyscy byliśmy. Ale się wyrwałem z tego delirium. Oprzytomniałem. Rozpoczynając ucieczkę podpisałem na siebie wyrok, lecz udało się. Po tym wszystkim musiałem nauczyć siebie i Jordan wszystkiego, co dla przeciętnego dziecka jest oczywiste. Nauczyłem się odróżniać dobro od zła, nauczyłem się pisać i czytać. Nauczyłem się nazywania wszystkich uczuć znanych człowiekowi. Strach, szczęście, gniew, miłość…. To ostatnie jest szczególnie przyjemne. Minęły lata. Ciągle się uczę, ale przynajmniej żyję w spokoju z moją Jordan. Nikt nam nie mówi, co mamy robić. Zapomniałem już o koszmarze, jakim była Wyspa. Zapomniałem, kim…czym jestem, a raczej byłem. Porzuciłem też część swojego imienia. Nazywam się po prostu Lincoln. Dla przyjaciół „Lin”. Nie ważne, kim byłem i po co żyłem. Nie ważne, co o mnie mówiono. Nie ważne, co robiłem i jak bardzo walczyłem o życie. Nie ważne, bo teraz wiem, myślę, czuję, rozumiem. Nie ważne, bo jestem człowiekiem. Tak jak ty.

Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam ten film. Jeśli w najbliższych dniach macie zamiar wybrać się do kina – zdecydowanie wybierzcie Wyspę. Gwarantuję Wam, że nie zawiedziecie się, bowiem czeka na Was znakomity film z wartką akcją, trzymającą w napięciu do ostatniej minuty, niesamowitymi efektami specjalnymi i bardzo dobra fabułą, która wyróżnia go z natłoku nienajlepszych hoollywodzkich produkcji. Wyspa jest filmem, który być może nie zapisze się w historii kinematografii, lecz z całą pewnością na długie lata zapisze się w pamięci kinomaniaków i miłośników ambitniejszych produkcji. Ja już zarezerwowałem dla niego miejsce na półce z moją kolekcją DVD. Wam też radzę to zrobić.

djsound


« Dark Water: Fatum Gnijąca Panna Młoda Tima Burtona (Tim Burton’s Corpse Bride) »

Zostaw komentarz