» DeDark | sobota, 9-9-2006 1:28

Klasyczna seria “Złamanego Miecza” znana jest każdemu prawdziwemu fanowi tej wspaniałej trylogii przygodowej. Od pewnego czasu głośno już o kolejnej części przygód Georga Stobbarta tropiącego sekrety Templariuszy i złoczyńców, którzy za wszelką cenę chcą uprzykrzyć życie głównemu bohaterowi…

Broken Sword I – The Shadow of The Templars

Zacznijmy jednak od korzeni… Rok 1996. Firma Revolution Software po sukcesie również dobrze znanej gry Beneath – A Steel Sky nie próżnowała zbyt długo, bo już po ukończeniu tej produkcji postanowiła dalej brnąć w stronę magii gier przygodowych. Postawiła wszystko na jedną kartę, tworząc historię Georga Stobbarta, który podczas swoich wakacji w stolicy Francji znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. Podczas popijania kolejnej kawy stał się świadkiem zamachu bombowego w kafejce, świadkiem, który widział zamachowca przebranego za zwykłego miejscowego clowna. Jest jedyną osobą, która wzięła odpowiedzialność we własne ręce, chcąc rozwiązać tajemniczą zagadkę…

Sam początek już czaruje graczy swoją intrygą i nutką niepewności “co się stanie dalej?”. Piękna dwuwymiarowa grafika rysowana profesjonalną kreską, świetne dialogi z ludźmi napotkanymi na swojej drodze, spora dawka akcji oraz wątek miłosny tworzą niezapomnianą historię amerykańskiego “średniaka”, który chciał jedynie skosztować smaku mocnej, czarnej kawy w paryskiej kafejce. Wraz z piękną Nicole Collard, wysnuwamy z biegiem wydarzeń nowe wnioski na temat przebiegu przygody. Dobrze skonstruowane i niebanalne zagadki doprowadzą do wielu zarwanych nocy przy komputerze. Z góry wiadomo było jednak, że po sukcesie “Broken Sword – The Shadow of the Templars” nadejdzie moment na jej kontynuację…

Broken Sword II – The Smoking Mirror

… i nie trzeba było długo czekać. Już w 1997 roku, czyli dokładnie rok po pierwszej części, na półki sklepowe (Polska premiera nastąpiła niestety dopiero w roku 2001) trafiła druga część przygód tego samego bohatera. Już na początku można było podziwiać wersję z 2CD, co od razu uświadomiło wszystkim fanom, że grać się będzię dłużej i przyjemniej. Historia jest mocno związana z pierwszą częścią.

George postanawia kolejny raz odwiedzić Paryż i swoją przyjaciółkę, z którą związał się w dość bliski sposób w pierwszej części. Wraz z Nico postanawiają odwiedzić znanego profesora Oubiera, specjalizującego w kulturze Majów. Po paru minutach oczekiwania na niego w jego gabinecie, sprawy nabrały nieciekawy obrót. Dziewczyna głównego bohatera zostaje porwana, a on sam - ogłuszony, przywiązany do krzesła, zamknięty w pokoju, który za parę minut zmieni się w spaloną ruinę i (jakby tego miało być mało) wraz z jadowitym pająkiem, który krok po kroku zbliżał się do stóp Stobbarta. Jak już widać, od samego początku w drugiej części przygód gracz poddany zostaje wielkiej próbie…

Podobnie jak część pierwsza, Broken Sword – The Smoking Mirror charakteryzuje się wspaniałą, ręcznie wykonaną grafiką, idealną ścieżką dźwiękową, która wprowadza graczy w trans, z którego trudno się przebudzić ;). Tym razem kierujemy Georgiem i Nico. Wraz z rozwojem wydarzeń zwiedzamy przeróżne krainy: od mrocznych zakamarków metra w Londynie, przez Wyspy Karaibskie , aż do samego serca kultury Majów, Ameryki Południowej. Bardzo dobrym rozwiązaniem było również wprowadzenie gry “na czas”. Cała filozofia polega na tym, by w jak najszybszy sposób poradzić sobie w danej sytuacji, gdyż inaczej nasza postać zostanie po prostu zabita. Spotykamy na swojej drodze jeszcze więcej postaci, z którymi prowadzimy całą masę zabawnych dialogów oraz uzyskujemy coraz to więcej potrzebnych informacji, by rozwiązać zagadkę “Dymiącego się Lustra”. Jak to bywa, polskie tłumaczenie nie brzmi najlepiej, ale fabuła gry jest niesamowita. Z upływem lat gry przygodowe schodziły na margines z powodu sukcesów gier FPP, RPG itp., dlatego fani obawiali się, że moment nadejścia trzeciej już części “Złamanego Miecza” albo nadejdzie po długiej przerwie, albo w ogóle nie zostanie zrealizowany…

Broken Sword III – The Sleeping Dragon

… po 6 latach oczekiwań w 2001 roku, doszło do kolejnego przełomu w dziedzinie gier przygodowych. Revolution Software, postanowiło przenieść absolutną klasykę “Point & Click” w świat 3D z obawą, czy zostanie on dobrze przyjęty przez fanów serii. Było to jednak dla wszystkich wiadome, że w gry XXI wieku skupiają się na grafice trójwymiarowej. Znanymi przykładami są Grim Fandango czy też Monkey Island 4 firmy LucasArts. Te dwa tytuły były świetnie zrealizowane pod względem samej grafiki, jak i klimatu, który mimo braku używania tradycyjnej myszki do gier przygodowych, nie został zmieniony.

Tak też miało być z III częścią gry Broken Sword. Ale czy do końca? Owszem, faktem jest to, że sama grafika była wykonana na wysokim poziomie, ruchy postaci, brak większych bugów w grze oraz znikoma liczba rażących w oczy pikseli nie zniechęcała fanów do gry. Co innego można powiedzieć o mało przemyślanych “zagadkach” np. przesuwania skrzynek tak, by bohater mógł wejść na wysoko umieszczony klif/platformę/okno. Drugim problemem było sterowanie. Według mnie, trudno jest przyzwyczaić się do tych wszystkich ruchów postacią i obsługiwania ekwipunku. Zmarnowałem na to prawie 30 minut, a to tak czy owak zbyt dużo.
Historia natomiast trzeciej części gry była również błyskotliwa, jak jej poprzedniczek. Nadal wszystkim już znany George wraz z piękną Nicole wpadli w kolejne tarapaty, z których nie lada wyczynem jest wyjść bez żadnego szwanku. Stobbart pracujący jako rzecznik leciał właśnie na spotkanie z naukowcem, który miał opowiedzieć mu o pewnej maszynie wytwarzającej duże dawki energii. Piękna Collard natomiast jako zawzięta pracowniczka lokalnej gazety nadal poszukiwała odpowiedniego materiału do błyskotliwego artykułu. Do tego sukcesu przybliża ją pewien naukowiec, który wzywa ją na spotkanie twierdząc, że światu grozi zagłada (wielka mi nowość, no nie?). Cała historia nabiera nieciekawych obrotów, co związane jest z kolejnymi niebezpiecznymi przygodami tej pary. Również w tej części, jak i poprzednich, twórcy wymagają od gracza niekiedy szybkich decyzji podczas gry, by uniknąć dość drastycznych sposobów pozbawienia naszych bohaterów życia. Niestety efekt końcowy już nie był taki sam, jak w dwóch poprzednich częściach, ale mimo wszystko nadal można było parę nocek spędzić na rozwiązaniu wszystkich zagadek i uniemożliwieniu złym charakterom po raz kolejny zniszczenia świata. Trylogia zakończona… Ale czy aby na pewno? Fani przewidywali, że po kiepskiej ostatniej części, twórcy postanowią chyba zakończyć kolejny rozdział w dziejach tej gry…

Broken Sword IV – The Angel of Death

… już od paru miesięcy gracze oczekują z radością na kolejną, już czwartą odsłonę “Złamanego Miecza”. Revolution Software na zlecenie korporacji wydawniczej THQ postawiło wszystko na jedną kartę. Postanowiono mianowicie aby i ta część była równie dobrze odebrana przez graczy, jak 1 i 2 tom przygód Georga. Z każdym miesiącem na temat samej gry wiadomo coraz więcej; przede wszystkim, że gra będzie wykonana również w trój wymiarze, Czy jednak graficy dołożą wszelkich starań aby była ona o wiele lepiej wykonana i bardziej efektowna? Po pierwszych screenach zaczęto już prowadzić wiele różnych rozmów na temat “co z Nico?”. Po obejrzeniu tajemniczej “pani w blond włosach”, zastanawiano się, czy przez utratę jednej z kluczowych postaci w poprzednich częściach gry, Broken Sword nie straci dużo na samym klimacie, jaki posiadał do tej pory. Owszem, nie straci, gdyż od razu mogę wszem i wobec ogłosić, że Nico POJAWI się w czwartej odsłonie gry. Anna-Maria Prisa (bo tak się zwie nowa bohaterka), pojawiając się u boku nadal nieśmiertelnego jak do tej pory amerykańskiego fajtłapy Stobbarta, staje przed kolejną mroczną zagadką, która doprowadzi do wszelakich zwrotów akcji. Jest jeszcze wiele spraw dotyczących nowej części gry, które nie zostały wyjawione, fabuła nie jest do końca znana, twórcy jak na razie dali nam do dyspozycji jedynie jeden trailer (no, w zasadzie dwa, ale pierwszy nie prezentuje w ogóle nowej części gry), parę screenów i poglądowe demo. Twórcy od razu pomyśleli o poprawionej pracy kamery podczas gry i co najważniejsze o sterowaniu postacią. Jest to bardzo dobra wiadomość, ale w jakim stopniu zostanie ona spełniona, to już będziemy musieli ocenić sami. Następną bardzo dobrą wiadomością dla fanów starych gier jest wprowadzenie do gry dobrze wszystkim znanej akcji “point & click”. Oczywiście również twórcy pomyśleli o osobach wolących sterować klawiaturą. Wybór jak sterowania podczas gry, będzie należał do gracza,. Gra zaś rozpoczyna się w dość ciekawy sposób…

Nowy Jork - teraźniejszość. Poszukiwacz przygód George Stobbart tonie w papierach biura
prawniczego, znajdującego się głęboko w centrum Harlemu. Był bardzo zajęty, odkąd po
zeszłorocznej, dramatycznej walce ze “smokiem” został zatrzymany i intensywnie przesłuchany
przez agentów tajnych służb. W końcu sprawę nazwaną “Fenomenem Glastonbury” uznano za
kolejny przypadek ludzkiej paniki.

George wrócił do domu, z postanowieniem zajęcia się swoją pasją – wynalazkami, aż do dnia
swojej śmierci. Niestety jego biuro zbankrutowało a George stracił źródło utrzymania. Nikt
nie chciał go zatrudnić, więc w akcie desperacji zatrudnił się jako pomoc prawna w Big
Bros`s Bail Bonds - najmniej dochodowej firmie prawniczej w mieście. Nowi klienci to
narkomani, gangsterzy, mordercy. Nowe życie - malutki pokój w najgorszej dzielnicy miasta.

Patrząc na grupkę wielbicieli tatuaży stojących w kolejce po zgodę na kaucję, obiecał sobie,
że wyrwie się stąd któregoś dnia.

Została mu tylko nadzieja…

O co tym razem się chodzi w tej odsłonie gry? Otóż, badacze Biblii od dawna podzielali pogląd, iż Mojżesz nie był jedynie biednym synem pasterza. Stwierdzono również, że był uczonym, który od najmłodszych lat zagłębiał się w tajnikach alchemii.

W “Broken Sword: The Angel of Death”, gracze ponownie wcielą się w przypadkowego bohatera, Georgea Stobbarta przeszukującego mroczne sekrety dawno zapomnianej historii. Odkrywając nikczemną intrygę przywrócimy do życia toczącą się od wieków rywalizację pomiędzy najpotężniejszymi ugrupowaniami świata, ujawniając przy okazji tajemnicę, o którą tak zażarcie walczyli od ponad millenium. Tajemnicę, która ostatecznie poprowadzi przygodę Georga do bolesnych i przejmujących wniosków. Co jest prawdą, a co fikcją… sam będziesz musiał zdecydować. I domysły stały się faktem. Czytał on różne dokumenty, niepełne szczątki papirusów mówiących o starych, wymarłych już cywilizacjach. Wśród wszystkich tych zapisków miały się również znajdować prymitywne szkice broni o niewyobrażalnie wielkiej sile. Mojżesz miał możliwość skonstruowania tego i zrobił to. W tym samym czasie Faraon zabronił Izraelitom opuszczania granic Egiptu, co jak wiadomo z historii, wkrótce odbiło się krwawym echem w całym jego państwie.

Broń Mojżesza była ostatnią i najgorszą z Wielkich Plag. Chytrość jej polegała na tym, że potrafiła ona zabijać selektywnie, pozostawiając Izraelitów nietkniętych. Egipcjanie nazwali ją “Aniołem Śmierci”. Setki lat później wszystkie szkice i sekrety konstrukcji wykonanej przez Mojżesza zaginęły bez śladu, chociaż pamięć po niej żyła jeszcze długo później. Lecz jak to bywa, nic nie układa się tak jak powinno. Wszystko zostało odnalezione, a co za tym idzie świat po raz kolejny zostaje zagrożony… A kto jedynie potrafi pomóc? Oczywiście, że George Stobbart…

Dokładna data premiery nowej odsłony gry Broken Sword nie jest jeszcze znana. Jak na razie zapraszam wszystkich fanów do obejrzenia pierwszego filmiku wykonanego podczas samej gry, oraz zagranie w wersje demo. Od razu widać, czym się różni od poprzedniczek. Pozostało nam jedynie czekać…

      

      

      

Wojciech “Shaggy” Stępczyński

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

« Creative i multiklan „Fear Factory” Szykuje się LEGO Batman? »

1 komentarz do “Broken Sword IV”

  1. bryzg napisał:

    Ogólnie nawet udana. Jednak trzeba mić mocny sprzęt :/ acha no i sterowanie postacia pozostawia wiele do życzenia a kolejne etapy wgrywają się strasznie długo. Fabuła ciekawa jednak to co mi sie podobalo najbardziej to kilka naprawde oryginalnych postaci jakie spotykamy na swojej drodze. To co jeszcze mnie pozytywnie zaskoczylo to długość rozgrywki bo jeśli chodzi o 3 część to czas gry stanowił mniej więcej 50% części 4. Niestety jeżeli chodzi o klimat to tutaj się rozczarowałem. Trójka która i tak była że się tak wyraże sucha nie dawała po sobie odczuć aż tak mocno braku tego nieokreślonego pierwiastka. Nie wiem może to wina topornych lokacji którym poprostu brak tego czegoś a może jestem zbyt sentymentalny co do grafiki z perwszych 2 części. W końcu moja przygoda z tym gatunkiem zaczeła się od części pierwszej tej serii a upłynęło już sporo lat. Jednak mimo wszystko miło było usłyszeć carakterystyczne głosy Georga i Nico…

Zostaw komentarz