» joszko | czwartek, 16-3-2006 10:54 |
|

Jeszcze kilka lat temu polskie wydania filmów na DVD były, co najwyżej przeciętne (np. koszmarnie wydany "Nawiedzony"). Dziś, wersja z lektorem jest standardem, ale wystarczy spojrzeć na opakowanie filmu sprzed kilku lat, aby zobaczyć, że pudełka miały na sobie zachęcające do kupna wielkie nalepki z napisami typu „film z lektorem!”. Wydania specjalne /kolekcjonerskie/rozszerzone (jakby ich nie nazywać zawsze chodzi o to samo), były prawdziwą rzadkością. Na szczęście powoli się to zmienia i na rynku ukazuje się coraz więcej tego typu pozycji. Możemy już kupić Park Jurajski 4DVD, Gladiatora 3DVD, Ben Hura 4DVD, a już niedługo na sklepowe półki trafi taka perełka, jak cztero płytowe wydanie Titanica. Ale przejdźmy do gwiazdy dzisiejszej recenzji, czyli filmu Gladiator.
Jak zapewne wiecie nie jest to nowa produkcja. Powstała w 2000 roku i zaraz po premierze została okrzyknięta „pierwszym epickim dziełem XXI wieku”, a Akademia Filmowa nagrodziła go aż 5 statuetkami, w tym za najlepszy film i najlepszego aktora. Czym zasłużył sobie na takie pochwały? Akcja została osadzona w starożytnym Rzymie, w czasach jego największej świetności. Trzeba dodać, że jest to bardzo realistyczna i naturalna wizja. Legioniści są brudni, zmęczeni długą wojną. Każdy najmniejszy przedmiot sprawia wrażenie używanego, nic tu nie jest dolepione na siłę. Nic nie wygląda tak, jakby przed chwilą wyszło spod ręki fachowca od rekwizytów. Zbroje są pogięte i zardzewiałe. Mówiąc krótko, ekipie udało się przedstawić bardzo wiarygodny obraz Rzymu.
Film opowiada historię Maximusa (Russell Crowe)– wielkiego człowieka, znakomitego generała i przywódcy, który dowodził armiami Cesarza Marka Aureliusza. Gdy Rzym podbił już to, co podbić się dało, Cesarz zapragnął jednego – pokoju. Maximus zaś powrotu do domu, do żony i synka. Cesarz był człowiekiem bardzo starym, którego już dawno dopadło zmęczenie i choroby, dlatego też w ostatnich tygodniach swego życia postanowił, że po jego śmierci władzę nad Rzymem obejmie nie jego własny syn Kommodus, a generał Maximus. Mimo tego, że w żyłach Kommodusa płynęła szlachetna cesarska krew, jedyne co potrafił dobrze zrobić, to płakać z bezsilności. Zawsze przyjeżdżał na pole bitwy, gdy nie było już z kim i o co walczyć, a jego miecz nigdy nie zatopił się w ciele przeciwnika. Nie nadawał się ani na żołnierza ani na generała, a do tego był ostatnią osobą, która poradziłaby sobie w rządzeniu Rzymem. Kommodus naiwnie wierzył w to, że zostanie Cesarzem. Dlatego gdy dowiedział się, że nie przejmie władzy po ojcu, popadł w obłęd. Jego zemsta na rodzinie Maximusa była okrutna, a sam generał cudem uniknął śmierci. Po tym wszystkim Maximus zbudził się następnego dnia w drewnianej klatce. Z największego dowódcy Rzymu stał się niewolnikiem – Gladiatorem. Od tej pory pragnął jednego. Zemsty. Krwawej zemsty na człowieku, który w równie krwawy sposób zniszczył całe jego życie. Maximus przeszedł długą drogę zanim mógł to zrobić. Dostał jednak znakomitą szansę – czy z niej skorzystał? Po odpowiedź zapraszam do wypożyczalni lub sklepu.
Historia zapowiada się bardzo dobrze prawda? Najsmutniejsze jest to, że czasami marni aktorzy potrafią zniszczyć nawet najlepszy scenariusz. Na szczęście w tym filmie nikt niczego nie psuje, a wręcz przeciwnie. No, ale czy Russell Crowe (wcielający się w Maximusa) może coś źle zagrać? Jego kreacja jest bardzo dobra, poruszająca, ale przede wszystkim – naturalna. Na duże uznanie zasługuje także Joaquin Phoenix, który wcielił się w rolę nowego, nieudolnego Cesarza. Kommodus jest osobą, podłą, zaszczutą, bezwzględną, która do celu idzie po trupach. Niestety nie potrafi nic ponad to. Joaquin świetnie oddał wszystkie cechy charakteru tej postaci. Już na pierwszy rzut oka w pierwszej scenie wyraźnie widać, że podłość „ma wymalowaną na twarzy”. Wraz z Crowem tworzą świetny duet, a sceny z ich udziałem są jednymi z lepszych i bardziej emocjonujących w filmie. Takie momenty jak ujawnienie się Maximusa Cesarzowi, czy też ostatnie chwile Kommodusa, pozostają na bardzo długo w pamięci. Mówiąc krótko – zaliczam kolejny plusik do oceny głównej – tym razem za aktorstwo i kreacje bohaterów.
Nowe edycje mają to do siebie, że muszą w jakiś sposób przyciągnąć widza na nowo. Nie zrobią tego tylko i wyłącznie ładnym i błyszczącym pudełkiem. Wydawcy przeważnie kuszą nas bonusowymi płytami wypełnionymi po brzegi dodatkami, a coraz częściej sam film zostaje poddany obróbce cyfrowej, dzięki czemu wygląda znacznie lepiej, a efekty dźwiękowe wprawiają w osłupienie pomimo tego, że film ma XY lat. Tak jest np. z klasyczną trylogią "Gwiezdnych Wojen". O ile najstarsza "Nowa Nadzieja" (epizod IV) wygląda i brzmi po prostu dobrze, to już "Imperium Kontratakuje", a szczególnie "Powrót Jedi" (ostatnia VI część) przebijają wiele najnowszych produkcji. Dzięki komputerom epizody IV-VI wyglądają jakby miały 2, a nie ponad 20 lat.
Podobnie ma się sprawa z trzy płytowym Gladiatorem. Dostajemy dwie płyty dodatków, oraz poddany obróbce cyfrowej film, dłuższy od wersji kinowej o 17 minut. Różnica w jakości obrazu nie jest aż tak widoczna, jak np. w przypadku sagi Lucasa, gdzie jest wręcz kolosalna. Ale i temu z Gladiatora nie można nic zarzucić. Jest ostry jak żyletka, czysty jak łza, kolory soczyste, a ziarno tak małe, że tylko malkontenci oglądający film z nosem dotykającym ekranu, będą narzekać. Efekty specjalne pozostały niezmienione, lub zmiany są tak niewielkie, że trudno je wychwycić. No, ale Gladiator to przecież nie "Władca Pierścieni" i nie musi nikogo urzekać gigantycznymi epickimi bitwami, czy chodzącymi drzewami (z całym szacunkiem dla Entów). Nieraz ciężko uwierzyć, że to, co oglądamy to obraz wygenerowany na komputerze przez zdolnego animatora, a nie po prostu rzeczywistość. Takie właśnie efekty ujrzymy najczęściej w Gladiatorze. Dyskretne, ledwie widoczne, poprawiające a nie tworzące rzeczywistość.
Przejdźmy do opisu tego, co usłyszymy z głośników. Na pierwszy…rzut ucha (?) słychać, że solidnie popracowano nad oprawą audio. Na płycie z filmem mamy do wyboru dwie ścieżki dźwiękowe: polski DD 5.1 oraz angielski DD 5.1. Płyty z dodatkami to angielskie stereo i napisy w językach takich jak: angielski, włoski, rosyjski, rumuński, turecki czy najbardziej nas interesujący – polski. Wszystkie dodatki zostały przetłumaczone. Cieszy to tym bardziej, że np. we "Władcy Pierścieni" tylko część ma polskie podpisy (co jest idiotycznym pomysłem), a w "Gwiezdnych Wojnach" nie ma ich w ogóle, co jest karygodne. Jedynie menu główne płyt pozostało angielskie. Można chyba powiedzieć, że era dodatków tylko dla wybrańców dobrze znających angielski powoli przemija, czego przykładem jest chociażby Gladiator. Mimo, że film oferuje tylko i wyłącznie DD 5.1, nie można mu nic zarzucić.
Rozmieszczenie dźwięku w scenach bitew (których nie zabraknie) jest idealne, dzięki czemu sceny rozgrywające się w Koloseum, to prawdziwa uczta dla miłośników dobrego, przestrzennego brzmienia. Bardzo dobrze udźwiękowiono pojedynki gladiatorów: dźwięk trąb, szczęk broni, przelatujące koło ucha strzały (takie sprawiają wrażenie) i wrzask podekscytowanej widowni. Prawdziwą rewelacją są tłumy, jakie oglądają pojedynki gladiatorów, czy też hordy barbarzyńców. W wielu scenach jesteśmy po prostu otoczeni wrzaskiem wydobywającym się z setek tysięcy gardeł. Można poczuć się jak widz Koloseum.
Ale udźwiękowienie to nie tylko wciskające w fotel efekty przestrzenne. To także muzyka, a ta skomponowana przez Hansa Zimmera jest po prostu piękna. Krystalicznie czysta, wydobywa się ze wszystkich kanałów urzekając widza. Największą jej zaletą jest to, że robi to, do czego została stworzona – wywołuje i działa na emocje. Jeśli miałbym stworzyć toplistę swoich ulubionych soundtracków, ten z Gladiatora byłby 3 lub 4, a widziałem już dziesiątki filmów ze świetną muzyką. Podsumowując powiem tylko, że ani razu nie usłyszymy…ciszy. Głośniki pracują przez cały czas, ciągle słyszymy jakieś drobne dźwięki wypełniające przestrzeń wokół widza. Wielkie brawa dla dźwiękowców – zasłużyli sobie.
Jako że jest to recenzja edycji specjalnej, nie mogę nie poświecić akapitu dodatkom zawartym na dwóch płytach. Nie będę opisywał jak wygląda pudełko, bo powinniście je widzieć na załączonych obrazkach. Powiem tylko, że jest ono częściowo polakierowane, co dało bardzo interesujący efekt. Błyszczą tylko wybrane elementy takie jak np. napis „GLADIATOR”, reszta pozostaje matowa. Pierwszy krążek to film, wstęp Ridleya Scotta, komentarz Russella Crowe’a i Scotta, oraz ciekawostki o filmie.
Druga płyta to tylko…jeden dokument. Ale spokojnie - „Siła i honor” to prawie 200 minutowy film, który ukazuje, jak wiele przeszli filmowcy i ile musieli włożyć pracy, aby widzowie tacy jak my, mogli Gladiatora dziś oglądać. Został podzielony na kilka części, które możemy włączyć osobno. Są to filmy ukazujące cały proces prac: od pomysłu, poprzez pisanie scenariusza, kręcenie zdjęć, efekty specjalne, kostiumy czy w końcu ten ukazujący, co działo się po premierze. Każdy rozdział szczegółowo opisuje proces prac. Bardzo ciekawy jest ten dotyczący scenariusza. O dziwo w pierwszej wersji scenariusza, Maximus chciał tylko i wyłącznie wrócić do domu, do rodziny, która spokojnie czekała na jego powrót (a jak wiemy Kommodus zemścił się na niej). Nie było mowy o żadnej walce z Cesarzem, żadnej zemście. Takich ciekawostek jest znacznie więcej. W każdym etapie prac (scenariusz, kostiumy, zdjęcia itp.) filmowcy natrafiali na coraz to nowe problemy. Jedne były przygnębiające, zniechęcające do dalszej pracy, a inne zabawne. Jak np. tygrysy. Jakbyście się czuli, gdyby wam kazano grać w filmie z prawdziwym tygrysem stojącym dwa metry za Waszymi plecami? Okazało się, że nie były one aż tak agresywne. Co więcej…bały się okładających się wzajemnie aluminiowymi mieczami dwóch aktorów. Jeden z kociaków miał niebezpiecznie zbliżyć się do Russella Crowe’a, a postanowił, że poleży na ciepłym piasku i za nic nie dał się ruszyć z miejsca. Dokument ukazuje także kilka odrzuconych scen. Jedną z ciekawszych, która nigdy nie została ukończona jest pojedynek Maximusa z… nosorożcem. Sam reżyser ją zaproponował, ale stworzenie takiego pojedynku pochłonęłoby zbyt dużo czasu i pieniędzy. Jej powstanie kosztowałoby ponad 3 miliony dolarów (całkowity budżet na efekty – 8 milionów), należałoby też ściągnąć przynajmniej 2 żywe nosorożce i stworzyć wirtualny model zwierzaka. Już wiecie, dlaczego została odrzucona, zanim w ogóle powstała. Możemy jednak pooglądać szkice koncepcyjne i wczesny wirtualny model nosorożca.
Jedyne, czego mi brakuje w tym 200 minutowym filmie to coś o stworzeniu muzyki. Jest zaledwie mała wzmianka – kilka zdań. Szkoda. Ostatnią bardzo interesującą rzeczą na płycie z numerem dwa, jest ukryty mini film mówiący o… kontynuacji Gladiatora. Warunkiem stworzenia drugiej części jest napisanie dobrego scenariusza. Miejmy nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie. Gladiator jest pojedynczą, spójną historią, która nie potrzebuje jakiejkolwiek kontynuacji. Trzecia i ostatnia płyta to już wręcz standardowe dodatki - trailery, spoty tv, fotki. Jest też kilka dokumentów, które prawdopodobnie zostały przeniesione z poprzedniej płyty, bo 200 minut to i tak bardzo dużo jak na dokument "making off". Mamy zatem trzy krótkie filmiki poświęcone w całości scenie z nosorożcem, nowym napisom początkowym, oraz scenie nazwanej "krwawa wizja". Są też dwa nieco dłuższe filmy, mówiące o efektach specjalnych w dwóch scenach - bitwie w Germanii i scenie z Koloseum. Tu równierz jest bardzo ciekawie i miłośnicy tego typu dodatków powinni być zadowoleni.
Niestety jest kilka rzeczy - drobnych wpadek, które należy odnotować. Pierwsza to brak spisu scen w pudełku. Przydałby się chociażby kawałek ulotki, który ułatwiłby poszukiwania ulubionej sceny. W pudełku jest na nią specjalne miejsce. Może dostałem wybrakowany egzemplarz, albo panie z poczty ją "pożyczyły"? Kolejna sprawa to angielskie menu. Wszystko inne zostało przetłumaczone, ale nie ono. Szkoda. Ostatni babolek to mini reklamy, na końcu niektórych dokumentów. Są bardzo krótkie, ale jednak troszkę przeszkadzają. I to już koniec wymieniania wad.
Gladiator jest filmem, który już w dniu premiery zdobył wiele serc, w tym moje. To prosta historia człowieka, który po prostu chciał być z rodziną. Jego ambicją nie było uratowanie świata, czy też zyskanie niewyobrażalnej władzy. On po prostu chciał być z tymi, których kochał. Nowe specjalne wydanie DVD urzeka jakością obrazu i zachwyca idealną oprawą audio. Jeśli macie zamiar kupić jakiś naprawdę dobry film na DVD, nie szukajcie zbyt długo. Gladiator będzie idealnym wyborem. Zapewni wam dwie godziny niesamowitych wrażeń, a do tego nie opróżni zbytnio Waszego portfela. Kosztuje bowiem niecałe 70 złotych. Serdecznie poleca zachwycony autor recenzji.
djsound





















lipiec 26th, 2007 o 10:28
Zajefajny film oglawiatorze
listopad 24th, 2007 o 9:55
czy jest grana na komputer z z tego filmu