» djsound | wtorek, 3-10-2006 13:24 |
|

Jak ten czas leci. Wydawać by się mogło, że zaledwie wczoraj uczniowie usłyszeli pierwszy powakacyjny dzwonek…a tu minął już miesiąc. Wieczory są coraz dłuższe, ranki i noce zimne. Już niedługo zaczną padać deszcze, a w powietrzu zawiśnie groźba jesiennej depresji. Ale mamy na nią sposób: ciepła herbatka, ulubiona gra i coś na ząb powinny pomóc. Jak co miesiąc proponujemy Wam kilka gier, w które graliśmy w domowym zaciszu. Oprócz nowości takich jak FlatOut 2 znajdziecie kultowego już Fallouta – grę, która ma 9 lat, a nadal znajduje nowych miłośników. Ale dość gadania…

bilbo
Wrzesień przyniósł mi możliwość zagrania w polską superprodukcję pod tytułem Call of Juarez. Piszę superprodukcja, bowiem w naszym kraju niewiele powstaje jeszcze gier, na tak wysokim poziomie. Zastanawiałem się, co też polak może mieć do powiedzenia w temacie dzikiego zachodu, skoro tak naprawdę nawet samym amerykanom, nie udało się stworzyć dobrego game westernu – za wyjątkiem stareńkiego Outlaws.
Gra bardzo mile mnie zaskoczyła. Zastosowanie w grze ulepszonego silnika Chrome Engine, autorstwa programistów z Techlandu sprawiło, że naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Szczegółów możecie dowiedzieć się, czytając naszą recenzję, ja zaś skupię się tylko na swoim własnym odczuciu w stosunku do gry.
W CoJ grało mi się doskonale, choć z racji naprzemiennego sterowania dwoma postaciami, momentami odniosłem wrażenie nie równości rozgrywki. O ile gra pastorem była w większości bardzo, bardzo miodna, o tyle prowadzenie Billego czasem doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Elementy skradankowe, same w sobie złe nie są, kiedy jednak wyżynamy wszystkich bronią palną, nastawiamy się na pewien konkretny rodzaj rozgrywki. I kiedy zaczyna nam się to podobać, zostajemy sprowadzeni bardzo brutalnie na ziemię, po to, by po stokroć wykonywać dwie czynności: zapisz / ładuj. Frustrujące. Przypuszczam, że gdyby nie była to nasza krajowa produkcja, po prostu rzuciłbym grą w kąt. Co ciekawe, paradoksalnie element skradankowy sam w sobie zły nie jest, jednakże doskonale nadawałby się do gry w której mielibyśmy tylko i wyłącznie spokojną, powolną i logiczną rozgrywkę.
Niestety w takiej formie, mikstury piorunującej, kiedy na przemian to strzelamy, to skradamy się, dla mnie osobiście taka forma była zbyt uciążliwa, bowiem brakowało mi swego rodzaju wyważenia. Co rusz z misji na misję, przechodziłem ze skrajności w skrajność. Albo na maksa mieliśmy niemal westernowego Serious Sama, albo niemal ekstremalnego Thiefa. Coż, być może w tym szaleństwie jest metoda. Mnie jednak ona troszkę zaskoczyła.
Nie był bym sobą, gdybym nie wytknął swego rodzaju błędu. Błędu jednak, który zaważy na ilości graczy, którzy będą mogli zagrać w CoJ. Mam wrażenie, że programiści kompletnie nie znają słowa optymalizacja, a nawet jeśli znają to sprawiają wrażenie, iż nie wiedzą co ono znaczy. Gra ma absolutnie masakrycznie niebotyczne wymagania sprzętowe, nota bene jak wszystkie gry, które korzystają z Chrome Engine. Niestety, są obecnie na rynku produkcje, które mają lepszą grafikę i o wiele mniejsze wymagania. Odnoszę wrażenie, ze w grze zostały zaimplementowane wszelkie obecne nowinki techniczne „jak są”, bez najmniejszej próby jakiejkolwiek optymalizacji. Według mnie, to najpoważniejsza wada CoJ jaka jest i jaką nie tylko ja zauważyłem.
To o czym wcześniej pisałem – prócz wymagań sprzętowych – są to moje osobiste przemyślenia i nikt nie musi się z tym zgadzać. Niemniej jednak warto zagrać, polecam.

djsound
W tym miesiącu powróciłem do gry “dla której ludzie kupowali X-pudło Microsoftu” - Halo: Combat Evolved. Nie jest to żadna rewelacja, ale kilka nietypowych rozwiązań wyróżnia ją z tłumu. Pokażcie mi drugą grę, w której…żal strzelać do przeciwnika :) Najmniejsze “ufolki” są po prostu sympatyczne. Ot takie Pokemony na sterydach. Wystarczy takiego przydusić ogniem, a ucieknie w popłochu wymachując rękami i wydzierając się: “kosmici, oni są wszędzie, zginiemy!!!!” No ale żeby nie było zbyt dobrze, to te większe są naprawdę bardzo groźne. Na szczęście nie jesteśmy bezbronni. Co prawda możemy nosić tylko dwie “pukawki” na raz, ale to w zupełności wystarcza. Nie zabraknie pojazdów jeżdżących i latających. Grafika powoli się starzeje, ale dźwięk nadal robi wrażenie (genialne wykorzystanie EAX). Serdecznie polecam

Havret
FlatOut 2 jest grą, która umilała moje życie w tym miesiącu. Grą, która sprawiła, że nawet koniec wakacji i początek nowego roku szkolnego nie mogły zepsuć mi humoru. Produkcja Bugbear Interactive jest po prostu niesamowita!!! Powalająca grafika, wgniatająca w fotel oprawa audio, niezwykła fizyka jazdy, kraksy jakich nie uświadczycie w żadnej innej grze i najważniejsze, czyli hektolitry grywalności „wylewające się” z monitora potrafią sprawić, że zapominamy o całym świecie. Liczy się tylko gra. FlatOut 2 to najlepsza ścigałka na PC, w którą po prostu każdy, naprawdę każdy musi zagrać!

joszko
Gra, której chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Absolutny klasyk. Zanurzając się w tych postapokaliptycznych klimatach czułem się jakbym spotkał starego znajomego, którego dawno nie widziałem. Tyle, że jak już się tego znajomego poznało wzdłuż i wszerz to nie ma on już nic nowego do zaoferowania. Smutne, ale prawdziwe. Stare dobre czasy nie powrócą…

n3gative
Miesiąc, który upłynął w moim życiu pod hasłem zmian, umiliła mi strategia ekonomiczna pod wymownym tytułem Glory of the Roman Empire. Wcielamy się w niej, w zarządcę jednego z miast rzymskich i kierujemy losami naszej metropolii. Gra jest naprawdę rozbudowana, wątek ekonomiczny, to prawdziwa gratka dla wszystkich fanów gier typu Zeus Pan Olimpu czy Cezar. Jeżeli chcesz połączyc przyjemne z pożytecznym (poznawanie architektury, kultury Cesarstwa Rzymskiego) sięgniesz niewątpliwie po tę grę. Serdecznie polecam!

Shaggy
U mnie będzie raczej metoda “W co grałem”, gdyż miałem przyjemność przejść tą grę już pare tygodni temu. Dalsze losy April Ryan i jej kompana Kruka oraz nowej postaci Zoe Castillo. Gra mnie zwaliła z nóg swoim pięknem… A jakim? Po kupnie gry dostałem 2 płyty, gdzie na jednej znajdowała się sama gra, a na drugiej jej soundtrack. Samo pierwsze wrażenie wzbudziło we mnie podziw, a “wtopienie” się w świat Dreamfall powodował migotanie serca
Niebanalny scenariusz z dobrze wykonanymi zagadkami, przepiękna muzyka tworząca odpowiedni nastrój podczas gry, grafika zawierająca olbrzymie tereny do zbadania, setki dialogów (i tych poważnych i tych śmiesznych) i… i o wiele wiele więcej! Faworyt na grę roku, daje nam wszystkim (fanom przygodówek) do myślenia, że ten rodzaj gier nigdy nie umrze. Aby zdobyć odpowiedni efekt, najlepiej wpierw zagrać w jej pierwszą część The Longest Journey, gdyż inaczej ciężko będzie się połapać o co tutaj tak na prawdę chodzi. Co tutaj więcej mówić? Grać, grać, grać! Zdecydowany lider ze zbiorów moich gier komputerowych. Oby tak dalej!
Do zobaczenia za miesiąc!









