» joszko | środa, 15-3-2006 19:53


Gdzie ja do cholery jestem? Skąd ta krew na moich rękach? O Boże – czy ten człowiek nie żyje? Co ja zrobiłem… Ale przecież to nie byłem ja. To nie mogłem być ja! Ktoś mnie do tego zmusił, tylko kto? Jak ja to udowodnię, że ktoś mną kierował? Muszę stąd jak najszybciej uciec, zanim ktoś znajdzie zwłoki! Ale nie mogę tak wyglądać - od razu mnie złapią. Muszę gdzieś ukryć zwłoki i nóż, od ciosów którego zginął ten biedny człowiek… A potem zmyć krew. Ona jest wszędzie – ja tego nie wytrzymam! Ale spokojnie, bo jeszcze mnie ktoś usłyszy… OK, toaleta posprzątana, ja też wyglądam nieco lepiej – trzeba się stąd szybko wydostać. Okno jest za wysoko – nie ma szans, bym się tędy wydostał. Tylko spokojnie… Są jeszcze drzwi – może mi się uda. Wychodzę…

W dzisiejszych czasach coraz rzadziej się zdarza, by gra mogła nas czymś zaskoczyć. Nietrudno zauważyć, że pomysłowość poszła w odstawkę… Teraz liczy się „super-extra” grafika, dzięki której gracz będzie mógł zobaczyć poruszający się zarost na twarzy głównego bohatera, a pozostałe aspekty gry traktuje się po macoszemu. Ile to już mieliśmy klonów Quake’a, Command & Conquer i wielu innych hitów z przed lat, które różnią się tylko coraz to lepszą grafiką. Co więcej, ostatnio nastała moda na Grand Theft Auto w różnych formach - jak nie z murzynami, to Latynosami czy Arabami. Gdyby to jeszcze były udane produkcje, ale prawda jest taka, że „uczeń nigdy nie pobije mistrza”. Producenci licząc na łatwy szmal, tworzą gry według oklepanych schematów, co nie zawsze się sprawdza. Czy to oznacza, że twórcom gier zabrakło pomysłów na stworzenie czegoś „nowego”?


Na szczęście nie jest tak źle. Podczas niedawno zakończonych targów E3 zaprezentowano kilka innowacyjnych gier, wśród których zdecydowanie wyróżniał się Spore. Jednak nie o tym tytule będzie tutaj mowa. Na tegorocznym E3 pokazano także inny tytuł, który co prawda przeszedł bez większego echa, jednak z pewnością nie można o nim zapomnieć. Projekt ten powstaje już od ponad 3 lat i wszystko wskazuje na to, że w tym roku doczeka się swojej premiery. Tą grą jest Fahrenheit, znane także jako Indigo Prophecy, stworzone przez studio Quantic Dream. Firma ta kilka lat temu stworzyła Omikron: The Nomad Soul – grę, która w mistrzowski sposób łączyła gatunki przygodówki, zręcznościówki i mordobicia(!). Niestety, tytuł ten przeszedł bez większego echa, jednak Ci, którzy spróbowali swoich sił w tym niesamowitym, cybernetycznym świecie, stworzonym na potrzeby gry, z pewnością nie żałują ani minuty. Ten sam los mógłby spotkać Fahrenheit’a, jednak wszystko wskazuje na to, że tak się nie stanie. A dlaczego? Zaraz się dowiecie…

Nasz główny bohater nazywa się Lucas Kane. Zatrzymał się w restauracji na obrzeżach miasta, by przegryźć co nieco w ten mroźny wieczór. W trakcie posiłku wyszedł do toalety i czekał. Czekał na swoją ofiarę… Jednak Lucas o tym nie wiedział. On w ogóle nie wiedział, co się dzieje - był w jakimś koszmarnym transie, w którym ktoś poruszał jego członkami ciała niczym marionetką. Ktoś wyszedł z toalety obok, zaczął myć ręce, kiedy Kane rzucił się na niego z nożem, dźgając go raz po raz. Lucas nagle odzyskał świadomość, jednak tamten człowiek już nie żył. Było już za późno… Nasz główny bohater, cały we krwi, musi się wydostać z tego przeklętego miejsca. I w tym momencie gracz wkracza do akcji, biorąc losy mordercy w swoje ręce. Prawda, że ciekawie?


Akcja gry rozgrywa się w Nowym Jorku, podczas największej od kilkunastu lat śnieżnej nawałnicy. Jednak to nie największy problem tej potężnej metropolii. Miasto bowiem nawiedza seria niewyjaśnionych, rytualnych morderstw, a jeszcze dziwniejsze jest to, że popełniają je zwykli ludzie, mieszkańcy Nowego Jorku. Nie mieli oni żadnych motywów, by zabić daną osobę. Co więcej, nawet ich nie znali, a po popełnieniu morderstwa nic nie pamiętają. Policja jest bezsilna, a miasto żyje w ciągłym strachu, bo nie wiadomo, kto padnie kolejną ofiarą.

Jak już wcześniej wspomniałem, gracz wcieli się w rolę Lucasa Kane’a – jednego z morderców. Jednak podobnie jak inni – on także nie wie, dlaczego to zrobił. Jego pierwszym zadaniem będzie ucieczka z miejsca zbrodni, jednak nie będzie to łatwe, gdyż w tym samym budynku znajduje się również gliniarz! Jednak Lucas nie będzie jedynym bohaterem gry. Gracz będzie mógł również kierować poczynaniami Pani detektyw - Carli Valenti, jej partnera - Tylera Miles’a, oraz brata głównego bohatera gry – Marcusa, który jest księdzem. Rozwiązanie dość zaskakujące i dotychczas niespotykane, dlatego jestem niezwykle ciekaw, jak to się sprawdzi „w praniu”.


Przejdźmy teraz do najważniejszego, czyli do rozgrywki. Jak już wcześniej wspomniałem, gra będzie łączyć kilka gatunków w jedną całość. Na pierwszy plan wybijają się elementy przygodowe, czyli podnoszenie przedmiotów, używanie, kombinowanie itp. Jednak nasze poczynania ograniczać będzie czas, dzięki czemu gra zmieni się w popularne action-adventure. Ale to jeszcze nie wszystko. Dość często atakować nas będzie wróg wszelakiej maści (od ludzi aż po różnego rodzaju maszkary), dlatego też graczowi przydadzą się również „zręczne palce”. Wszystkie te elementy powodują, że rozgrywka być nie tylko ciekawa i wciągająca, ale także i dynamiczna. Co więcej, na gracza czeka zupełnie nieliniowa fabuła! To od niego zależy, czy wykona jakąś czynność, czy nie – wówczas fabuła gry może potoczyć się w całkowicie inną stronę. Takiej swobody gry jeszcze nigdzie nie było!

Kilka dni temu ukazała się wersja demonstracyjna Fahrenheita, dzięki czemu można już napisać nieco więcej o samym sterowaniu. Mamy tutaj do czynienia z dość innowacyjnym systemem kontroli postaci, jakiego dotąd w żadnej innej grze nie wiedziałem. Gdy kontrolowana przez gracza postać podejdzie do jakiegoś konkretnego przedmiotu, wówczas w górnej części ekranu pojawiają się przykładowe „akcje”, które on może wykonać. Robimy to za pomocą myszy, klikając i wykonując nią ruch w górę lub w dół w zależności od zalecenia, które znajduje się przy ikonie określonej „akcji”. Brzmi dość dziwnie i niedorzecznie? Może i tak, jednak w praktyce sprawdza się rewelacyjnie, a poszczególne czynności wykonuje się wręcz intuicyjnie. Co prawda niektórzy mogą zarzucić sterowaniu, że jest mocno „konsolowe” – ciężko się z tym nie zgodzić, gdyż widać, że gra tworzona była właśnie z myślą o konsolach, jednak i na PC sprawuje się ono nad wyraz dobrze.


Ale to jeszcze nie koniec innowacji. W grze zaimplementowano bowiem „odporność psychiczną” naszego bohatera, która będzie oznaczać samopoczucie kontrolowanej przez gracza postaci. Będzie się ona podnosić lub obniżać w zależności od tego, co się będzie dziać na ekranie naszego monitora. Jeśli coś mu się będzie nie udawać – wówczas stan jego psychiki pogorszy się, a to może się skończyć szaleństwem naszego bohatera i jego śmiercią. Natomiast w przypadku, gdy wszystko będzie się toczyć po jego myśli – stan psychiki poprawi się, dzięki czemu na wykonywane czynności będzie reagował szybciej i „żywiej”.

Nie mniej ciekawy jest pomysł ze zbliżającym się niebezpieczeństwem. Wówczas ekran gry dzieli się na dwie części – na jednej z nich widzisz siebie, a na drugiej zbliżającego się przeciwnika. W praktyce sprawdza się to naprawdę nieźle, powodując, że adrenalina skacze w momencie na nieco wyższy poziom. Już w demie można było zobaczyć, jak to się sprawdza i muszę przyznać, że autorzy stanęli na wysokości zadania, za co im wielka chwała!

Jeśli chodzi o stronę techniczną gry, to Fahrenheit nie ma się czego wstydzić. Solidna grafika spełnia swoje zadanie, gdyż jest niezwykle „filmowa”. Postaciom nie brakuje polygonów, otoczenie wygląda świetnie – czego chcieć więcej? Nie uświadczymy tutaj najnowszych efektów graficznych, takich jak bump-mapping, czy Shadery w wersji 3.0, jednak to nie jest najważniejsze w przypadku Fahrenheit’a. Co prawda już na pierwszy rzut oka widać „konsolowe korzenie” tego tytułu, jednak w niczym to nie przeszkadza.


Natomiast strona dźwiękowa gry jest rewelacyjna. W tle pobrzmiewać bowiem będzie muzyka wykonana przez Angelo Badalamenti’ego. Z pewnością niewielu z Was kojarzy tego kompozytora, jednak to on pracował nad muzyką do takich filmów, jak Twin Peaks, Zagubiona autostrada, czy Mulholland Drive. W trailerach oraz wersji demonstracyjnej gry można usłyszeć próbkę jego możliwości i trzeba przyznać, że naprawdę robi ona wrażenie. Jest niezwykle sugestywna, tajemnicza, miejscami ponura – po prostu genialna. Mam tylko nadzieję, że do gry będzie dołączona oddzielna płyta z soundtrackiem, bo czegoś „takiego” można słuchać godzinami. Jeśli chodzi o różnego rodzaju dźwięki oraz dialogi bohaterów gry – tu także powinno być bardzo dobrze.

Grając w wersję demo Fahrenheit’a miałem wrażenie, że uczestniczę w czymś wielkim. Pierwszy raz tak się czułem, mimo, iż młody już nie jestem i swoje widziałem. Jest to niezwykle „filmowy” thriller, którego scenariusz mógłby równie dobrze posłużyć do stworzenia kinowego hiciora! W dodatku wszystko, co robi kontrolowana przez nas postać zależy tylko i wyłącznie od gracza i znacząco wpływa na dalsze jego losy! Nieliniowość fabuły, ogromna pomysłowość autorów gry oraz ciekawe rozwiązania sprawiają, że Fahrenheit jest jedną z najbardziej wyczekiwanych przez mnie gier. Demo mnie urzekło, dlatego też po finalnej wersji gry spodziewam się najlepszego. To musi być hit!

Basza

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

« Prey Serious Sam 2 »

Zostaw komentarz