» DeDark | niedziela, 14-1-2007 22:43

Pamiętacie jak uczyliście się pływać? Z pewnością zaczynaliście na płyciźnie pod czujnym okiem opiekuna. Powoli zgłębialiście tajniki unoszenia się na powierzchni. A gdy nauczyciel nauczył was wszystkiego, co potrafił ruszaliście na głęboką wodę. Pewni siebie, gotowi na wszystko, co może się przytrafić. Ten sposób poznawania nowych rzeczy jest miły, przyjemny i bezstresowy. Najwyraźniej jednak twórcy Great Invasions postanowili nie bawić się w zbędne ich zdaniem zaznajomienie nowicjuszy z grą i od razu rzucić ich na głęboką wodę…

      

Za Great Invasions stoi niejaki Philippe Thibaut. Nic ci nie mówi to nazwisko? Nic nie szkodzi. Na pudełku gry można wyczytać, że jest on twórcą gry Europa Universalis. Jednak nie chodzi tu o grę komputerową, ale o jej planszową wersję. Wygląda na to, że pan Thibaut postanowił pójść z duchem czasu i wziąć się za tworzenie gier wymagających komputera. Postawił on chyba jednak sobie zbyt wysoką poprzeczkę. Ale po kolei…

      

Gra obejmuje okres 700 lat od momentu, gdy Konstantynopol stał się stolicą imperium rzymskiego (r. 375) aż do bitwy pod Hastings (r. 1066), która pozwoliła Wilhelmowi Zdobywcy na zdobycie panowania nad Anglią. Mogłoby się wydawać, że to bardzo krótki okres w historii Europy (w końcu taka Cywilizacja obejmuje całą historię rodzaju ludzkiego). Mimo tego - jak ludzie obeznani z historią starego kontynentu zapewne wiedzą - jest to okres burzliwy, pełen zmian. Europę przemierzały wtedy wzdłuż i wszerz plemiona barbarzyńskie. Jedne państwa znikały, inne pojawiały się na ich miejsce. Nic dziwnego, że nikt wcześniej nie próbował zrobić gry strategicznej obejmującej jedynie początki średniowiecza.

      

Najprościej jest Great Invasions porównać do Europa Universalis (tyle, że do wersji elektronicznej nie planszowej). W obu grach mamy do czynienia z dwuwymiarową mapą starego kontynentu podzieloną na prowincje. W obu przyjdzie nam tak rządzić państwem tak by przetrwać i pokonać przeciwników. Na tym jednak się podobieństwa kończą. Jak już wspomniałem okres, który wybrano był dość burzliwy. Istniało duże prawdopodobieństwo, że nacja, którą sobie wybierzemy zostanie szybko… zneutralizowana. To mogłoby powodować, że gracze będą się szybko zniechęcać. Mądrzy ludzie w trosce o zdrowie psychiczne gracza znaleźli rozwiązanie. Otóż w grze kierujemy nie jedną, lecz czterema nacjami. Do wyboru jest 80 nacji, którymi możemy pokierować i kilkanaście niegrywalnych. W teorii wszystko wygląda pięknie i ma sens. Lecz w praktyce kierując czterema nacjami nie jesteśmy w stanie skupić się dostatecznie na kierowaniu wszystkimi na raz. Jesteśmy zalewani komunikatami dla każdej z nacji. Jest to o tyle denerwujące, że w przeciwieństwie do Europa Universalis gramy w czasie rzeczywistym a nie w turach. Co prawda możemy włączyć pauzę, lecz w czasie jej trwania nie można wydawać wszystkich rozkazów. Dotyczy to zwłaszcza „forteli”, które są czymś w rodzaju jokerów w grze karcianej pozwalających na zrobienie rekonesansu, wysłanie szpiega czy też wzbudzenie rewolty w czyjejś prowincji.

      

Oprócz walki przyjdzie nam również zarządzać naszym państwem (państwami). Odbywać się to będzie na płaszczyznach militarnej, ekonomicznej, dyplomatycznej, czy wreszcie religijnej. O ile trzy pierwsze płaszczyzny to standard w każdej porządnej grze strategicznej to nie przypominam sobie innej gry przykładającej do religii tak wielkiej wagi. Jest to wręcz ewenement w czasach poprawności politycznej. Wydaje się jednak, że w grze umiejscowionej w czasie intensywnej ekspansji zarówno chrześcijaństwa jak i islamu oraz wojen krzyżowych ten temat poruszyć należało.

      

Wspomniałem na samym początku o wrzucaniu graczy na głęboką wodę. Powiedzmy sobie szczerze – to nie jest gra dla nowicjuszy. Nie jest to też gra dla osób, które nie maja cierpliwości by zmagać się z niedociągnięciami interface’u. Wydaje mi się, że twórcom elektronicznej wersji Europa Universalis udało się stworzyć grę, w którą mimo wszystko dało się grać bez potrzeby zerkania, co chwilę do instrukcji. Z Great Invasions jest zupełnie inaczej. Jeśli instrukcja nie stanie się waszym przyjacielem to czeka was droga przez mękę. Na przykład w przeciwieństwie do innych gier samouczek nie jest misją, w której ktoś prowadzi Ciebie za rękę. Nie ma żadnych napisów, żadnego lektora. I jeśli nie zerkniecie do instrukcji to nie będziecie wiedzieli, o co chodzi.

      

Tak, więc czym jest Great Invasions? Niewypałem? Skądże! Nie jest to gra idealna, lecz z potencjałem. Nazwałbym to nawet przerostem treści nad formą. Mamy burzliwy okres historyczny, bogatą paletę możliwości, zarządzanie armią, ekonomia, dyplomacją i religią. Jedyne, czego zabrakło to umiejętności dopasowania do tego interface’u. Jeśli masz odrobinę samozaparcia to jest szansa, że będziesz się przy tej grze doskonale bawił. Jeśli jest to jedna z tych cech charakteru, której zawsze miałeś niedobory to… może lepiej zainteresuj się czymś innym.

      

Info:Gatunek: Strategia
Oficjalna strona gry: http://www.greatinvasions.iqp.pl/
Producent: Philippe Thibaut Studio
Wydawca: Digital Jesters
Wydawca PL: IQ Publishing
Cena: 59,90zł
Ceneo

Wymagania:
Procesor: Pentium III 800 MHz
Pamięć: 256 MB RAM
Karta grafiki: 3D z 64 MB pamięci zgodna z DirectX™ 8.1
karta dźwiękowa: zgodna z DirectX™
Napęd: napęd CD-ROM x8
Miejsca na HDD: 800 MB
System operacyjny: Microsoft® Windows® 98SE/ME/2000/XP
DirectX™: 8.1

Składam podziękowania za współpracę firmie IQ Publishing

Marcin “joszko”Brzeski

Podyskutuj na forum

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

« The Mark inspirowane “Nieuchwytnym Celem” Coffee Break »

1 komentarz do “Great Invasions: Mroczne wieki”

  1. joszkolandia » Blog Archive » Great Invasions: Mroczne wieki napisał:

    […] Ciąg dalszy recenzji na Voodoo Guild […]

Zostaw komentarz