» DeDark | środa, 24-1-2007 20:10 |
|

Tworzenie gier przypomina gotowanie. Nietypowe mieszanki prowadzą najczęściej do gwałtownej, niezbyt przyjemnej reakcji ze strony żołądka. Są jednak wyjątki. Czasami połączenie jest zaskakująco smaczne. Tak było w przypadku Trackmanii – mieszanki wyścigów i gry logicznej. Dziś mamy dla Was beta test najnowszej odsłony zatytułowanej United.
United Games of Trackmania
Na „chłopski rozum” tworzenie logicznych wyścigów jest równie inteligentne jak horroru osadzonego w świecie Gumisiów. Jak widać zdrowy rozsądek nie zawsze sprawdza się w branży gier komputerowych. Trackmania była szalenie grywalna, ale niestety brzydka. Mimo nie najlepszej oprawy audio/video odniosła sukces i dała początek serii. Sunrise mogła pochwalić się dużo lepszą grafiką. Nations rozbudowała tryb multi. United jednoczy je wszystkie. Polski dystrybutor – firma Techland udostępnił nam 10 dniową wersję beta. Po ponad tygodniu zabawy, wracam aby podzielić się z Wami wrażeniami.
Zaczniemy od tego, co ukazuje się jako pierwsze po uruchomieniu gry – menu głównego. Powiem wprost. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Menu pozwala na znacznie więcej niż zmianę rozdzielczości, załadowanie gry czy wyjście do Windows. Zabawę zaczynamy od stworzenia profilu, wybrania narodowości (to ważne), imienia, e-maila oraz hasła. Gdy już się z tym uporamy, czeka na nas spora niespodzianka. Po prawej wyświetlane są wiadomości oraz ostatnie posty z oficjalnego forum dyskusyjnego, aktualna tabela wyników strefy oraz lista najlepszych graczy. To nie koniec. Możemy wysyłać i odbierać wiadomości, zarządzać Coppersami (wirtualna gotówka), oglądać powtórki innych graczy a nawet ściągać i instalować dodatki bez wychodzenia z gry! Mimo, iż grałem w betę ani razu nie miałem najmniejszych problemów. Wszystko działa bez zarzutów. Gdy już się otrząsnąłem postanowiłem przetestować tryb Solo – jak nie trudno się domyślić, przeznaczony dla pojedynczego gracza. I tu kolejny szok.
Internetowe Solo
Trackmania United to gra, która bez połączenia z internetem traci cały swój urok. Nawet tryb solo z niego korzysta. Owszem, możemy ścigać się z AI, odblokowywać tory, walczyć z czasem…ale nie tylko. Wystarczy zapłacić 10C, aby rozpocząć oficjalny przejazd, którego czas powędruje na tabelę wyników. Jeśli kogoś pokonamy, otrzymamy nagrodę w postaci wirtualnej gotówki. Przed chwilą wspomniałem, że podanie prawdziwej narodowości jest ważne. Śpieszę z wyjaśnieniami. Rankingi i tabele podzielono na konkretne kraje. Na dzień dzisiejszy nie mogę powiedzieć, czy nasza Polska strefa będzie podzielona na poszczególne województwa tak jak USA na stany. Musiałem grać na francuskich serwerach, bo tych było najwięcej. Rodzimych, póki co brak. Jak w każdej innej „ścigałce” możemy obejrzeć sobie powtórkę wyścigu, ale w żadnej nie ma ona takiego znaczenia. Po pierwsze możemy ją obrobić we wbudowanym w grę edytorze, a następnie umieścić w sieci. Ale to nic w porównaniu z jej drugą funkcją. Każdą ściągniętą powtórkę możemy wykorzystać jako… przeciwnika. Komputer zamiast AI do sterowania drugim pojazdem wykorzysta zapis przejazdu innego gracza. Co to daje? Możliwość samotnego ścigania się z żywym przeciwnikiem – nawet bez połączenia z internetem! Brzmi to dość dziwnie, ale tak właśnie jest. Wystarczy nagrać niewielki plik na płycie CD-RW i przekazać koledze, który spróbuje być lepszy. Brakuje mi słów… W typowych wyścigach, takich jak ToCA czy NFS możemy napisać: „w grze znajdziemy XY torów”. W Trackmanii sprawa ma się nieco inaczej. W dowolnej chwili możemy ściągnąć nowe, a gra sama wbuduje je do trybu Solo. Na razie jest ich niewiele, bo pełna pudełkowa wersja trafi na rynek dopiero w marcu.
No dobrze, ale przez cały czas rozpisuję się o ściganiu się z czasem, AI czy nawet powtórkami, a nie wspomniałem o dostępnych trybach. Te nie są do końca „normalne”.
Race to typowe, znane z każdej innej gry wyścigowej „kto pierwszy do mety ten lepszy”. Nie będę się o tym rozpisywał. O Platform już tak. Cel - dojechać do mety w jak najkrótszym czasie, najlepiej za pierwszym razem. Wydaje się proste, prawda? Ale takie nie jest. Kluczem do sukcesu jest najczęściej duża prędkość, a autorzy robią wszystko aby ją zredukować. Platformy mają to do siebie, że są ustawione wysoko, pod dużym kątem (ot 45 stopni), pełno w nich przerw, dziur, skoczni i przeszkód. Jakich? Jedne wyłączają silnik – musimy polegać na sile grawitacji, inne działają jak NOS. Po drugie – jedne przeszkody wymagają precyzji, inne szybkości. Niby nic trudnego, ale mijanie „słupa” postawionego na środku „drogi” przy prędkości ok 200 km/h jest dość trudne. Co więcej wciskanie gazu do podłogi nie zawsze pomaga. Bardzo często wyskok przy maksymalnej prędkości kończy się lądowaniem poza trasą, albo dachowaniem. Mówiąc krótko: trzeba wiedzieć kiedy przyspieszyć, kiedy zwolnić, kiedy i jak skręcić. Początkowe etapy są bardzo proste, ale po pewnym czasie robi się coraz trudniej. Pokonanie ostatnich tras za pierwszym razem na poziomie easy jest trudne, na normal – niemożliwe. Nie mówiąc o hard. No dobrze, ale co się właściwie stanie gdy zamiast na trasie skok zakończy się w pobliskim basenie? Wystarczy wcisnąć ENTER, a wrócimy do ostatniego punktu kontrolnego. Ale, uwaga - gra zlicza wszystkie powroty na trasę. I tak: brązowy medal mamy do 10 powtórek, srebrny do 5, złoty do 1 (to tylko przykład, wartości są różne). Tyle teorii. A jak się to sprawdza w praktyce? Rewelacyjnie! Zabawa jest szalenie emocjonująca i wymaga nie lada zręczności. W wielu innych grach bardzo często nie wiemy co jest za ostrym zakrętem, albo pagórkiem. Tu jest jeszcze lepiej, bo możemy spodziewać się… wszystkiego (dziury w drodze, słupa, wyskoczni etc). Jeśli po 10-20 próbach zdobędziemy złoty medal czujemy się jak dziecko, które właśnie nauczyło się wbijać gwoździe. Bez masakrowania sobie palców. To jedna z rzeczy za które ludzie kochają Trackmanię. Drugą, jest tryb Puzzle.
Co powiecie na zręcznościowe wyścigi wymagające skupienia się oraz intensywnego myślenia?
Bo takie są właśnie lokalne Puzzle. Sięgnijcie do najgłębszych zakamarków fantazji. Wyobraźcie sobie typowy wyścig z „bramkami”. A teraz zerwijcie cały asfalt z drogi, zostawcie jedynie punkty kontrolne. Widzicie to? Zielona trawka, a na niej kilka bramek pod którymi trzeba przejechać. Tak właśnie wygląda omawiany tryb. Nasze zadanie teoretycznie jest proste – ułożyć trasę z ograniczonej liczby kawałków drogi. Rozwiązań jest wiele, ale musimy znaleźć to najlepsze. Żeby nie było zbyt łatwo, autorzy nie zapomnieli o niespodziankach. A to na naszej drodze stanie panel wyłączający silnik… przed pagórkiem, a to rzeczka, a to bramka stoi na wzniesieniu. Przeszkadzajek jest naprawdę wiele, a poziom trudności rośnie szybko. Oczywiście liczba powtórek czy powrotów na trasę nie ma najmniejszego znaczenia. Liczy się tylko i wyłącznie czas przejazdu.
W kupie raźniej… jak to mówią muchy.
Prędzej czy później postanowimy pościgać się z kimś żywym „w czasie rzeczywistym”, bez ściągania powtórek czy walki z oficjalnymi czasami. W nowej Trackmanii nie zabrakło multiplayera, a właściwie dwóch. Jeśli odwiedzą nas znajomi możemy poszaleć w trybie „gorącego krzesła”. Przed wyścigiem musimy wybrać czy o zwycięstwie zadecyduje czas (Race, Puzzle, Platform) czy liczba powtórek (Puzzle). Cała reszta jest taka jak w Solo, więc przejdę od razu do multi – tego „prawdziwego”. Mimo, iż grałem w betę nie miałem problemu ze znalezieniem serwerów. Niestety czasami inni gracze rozmawiali po francusku, więc nie miałem zielonego pojęcia o czym mowa. Mimo to bawiłem się dobrze. Powtórzę się i powiem, że multi działa na takich samych zasadach jak solo. Mamy więc trzy tryby, a zwycięża ten kto pierwszy przekroczy linię mety. Jest jednak pewna różnica. Podłączając się do serwera możemy trafić na jedną z „oficjalnych tras”, ale i stworzoną przez użytkownika. Możliwości jest wiele. Jedne to skomplikowane tory w stylu Formuły 1, inne pełne są wyskoczni, a jeszcze inne przypominają jazdę kolejką górską. Administratorzy ustalają też zasady. Może to być „jedyną zasadą jest brak zasad”, ale i „wyjazd poza tor, perfidne skracanie drogi = ban”. Warto uważnie przeczytać co można robić, a czego nie na danym serwerze. Tu mała ciekawostka. Jeśli w grze takiej jak UT 2004 trafimy na arenę której nie mamy, musimy ją najpierw ściagnąć, prawda? W Trackmanii nie. Wszystkie trasy są złożone z „klocków”, które mamy na dysku. Można powiedzieć że: „Multiplayer w Trackmanii jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, na co trafisz”.
Kto ma pieniądze ten ma dodatki – i vice versa.
Na początku naszego betatestu wspomniałem o wirtualnej walucie – Coppersach. Zanim powiem do czego służy wyjaśnię jak je zdobyć. Na szczęście nie ma ona nic wspólnego z „realną walutą”. Nie da się wymienić powiedzmy 100 Euro na 100C. Każdego dnia, za samo uruchomienie gry otrzymujemy 50C. O wiele więcej możemy zdobyć za pobicie rekordu, opublikowanie własnego dodatku, czy wygranie wyścigu w multi. Inni gracze mogą je wysłać w prezencie mailem z poziomu gry. Na szczęście fiskus nie ma tu nic do gadania i nie musimy płacić podatku od darowizny ;). Powiedzmy, że mamy 100C. Na co je wydać? Na dodatki takie jak tory, skórki aut, powtórki, muzykę , modyfikacje czy wpisowe do wyścigu. Ktoś mógłby zapytać po co cały ten cyrk z płaceniem. A po to, żeby nie doszło do sytuacji w której „wszyscy ściągają wszystko od wszystkich”. Po drugie, jeśli ktoś kupi nasz tor, Coppersy powędrują na nasze konto – ale tylko wtedy. Zachęca to do tworzenia nowych tras. Po trzecie konieczność płacenia sprawia że słabe tory nie mają racji bytu, bo nikt ich nie kupi. Po czwarte nowi gracze zdobywają doświadczenie nie na oficjalnych przejazdach (a nóż, widelec uda się kogoś pokonać), a poza nimi. Niestety nie mogę zrozumieć dlaczego musiałem płacić za instalację własnego toru. Mam nadzieję, że to tylko niedociągnięcie wersji beta. Coppersy wpływają także na samą grę. Jestem pewien, że po premierze pojawią się zakłady pomiędzy graczami: „pokonasz mój tor w mniej niż XY sekund, dam ci 50C”. Posiadanie „pieniędzy” pozwala łatwiej i głębiej wtopić się w grę. Może to dziwne, ale czujemy się członkiem pewnej społeczności.
Rzućmy okiem na edytor, dzięki któremu możemy tworzyć nowe tory. Ale nie tylko. Pozwala on także, na dowolne pomalowanie samochodu – popatrzcie na screeny. Na jednym z nich możecie zobaczyć, czym ścigałem się przez ponad tydzień. Własne, unikatowe auto jest jak awatar na forum. Jeśli nie pozwolimy na pobieranie naszej „skórki” przez innych graczy, będzie naszym znakiem rozpoznawczym. Przejdźmy jednak do najważniejszego czyli budowy własnych tras. Pierwszy etap to wybór otoczenia oraz pory dnia. W wersji beta dostępne było tylko jedno – stadion (w finalnej będzie siedem) Nie przeszkodziło to jednak w realizacji nawet najdziwniejszych pomysłów. Co powiecie na trasę zawieszoną 20-30 metrów nad ziemią? Obsługa edytora jest bardzo prosta i przypomina budowanie z klocków LEGO. Wybieramy interesujący nas element i ustawiamy w odpowiednim miejscu. Do niego dołączamy kolejne. Oczywiście w dowolnej chwili możemy przetestować nasze dzieło. Zaskoczyło mnie płynne przejście od widoku „z góry” do „TPP”. Nie ma żadnych zacięć, ani ekranów ładowania. Wygląda to jak przybliżanie widoku w grach strategicznych. Po zakończeniu budowy pozostaje jedynie wybrać typ toru (Puzzle, Race, Platform) oraz wypełnić niewielką tabelkę z warunkami do otrzymania medalu. Jeśli ktoś chce może upiększyć trasę różnymi dodatkami. Niestety jest coś co muszę zaliczyć na minus. Elementy toru nie są podpisane. Być może w finalnej wersji będzie inaczej, ale póki co oznaczone są jedynie napisem „press 1-9”. Bez instrukcji musiałem sam dochodzić do czego służy dany element. Dopiero po kilku godzinach nauczyłem się co do czego służy.
Audio, video i cała reszta.
Pierwsza część Trackmanii była po prostu brzydka. United jest o wiele ładniejsza i nie musi wstydzić się innych gier. Nie ma tu takiego (niepotrzebnego) przepychu jak w najnowszej odsłonie NFSa. Lubię rozmycia – zwiększają uczucie pędu, ale to co pokazali „Elektronicy” w Carbonie jest po prostu żenujące: wóz błyszczący jak psie…nie powiem co na mrozie, jedzie na tle plamy, która przed chwilą wyglądała jak miasto. Trackmania radzi sobie bez takich sztuczek. Model jazdy jest oczywiście zręcznościowy, ale mimo to bardzo przyjemny. Mam tylko nadzieję, że pozostałe auta pozwolą na wykonywanie kontrolowanych poślizgów, bo te którym jeździłem (coś w rodzaju bolidu F1) trzymało się drogi jak przyspawane. Jestem miłośnikiem symulacji, dlatego brakowało mi trochę widoku z kabiny oraz modelu uszkodzeń. Ale nie słuchajcie mnie… Gra jest ładna, jeździ się przyjemnie. A jak to wszystko brzmi? Jak na zręcznościówkę bardzo dobrze. Silnik „burczy” jak trzeba opony piszczą gdy trzeba, a muzyka przygrywająca w tle jest całkiem niezła. Mówiąc krótko – oprawę audio/video zaliczam na plus.
10 dni minęło jak jeden dzień…
Gdy piszę te słowa mój klucz do gry stracił ważność. Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale będzie mi jej brakowało. Mamy dopiero styczeń, do premiery pozostało kilka miesięcy. Nie wiem ile będzie kosztowała w sklepach pełna wersja, ale ja już zarezerwowałem dla niej miejsce na półce. Wypadało by podsumować wszystkie moje wnioski. Wiem, że to miała być zapowiedź, a wygląda jak recenzja. Wybaczcie mi proszę. Ale co zrobić, gdy nawet wersja beta jest niemal pozbawiona błędów? Powiem Wam szczerze, że gdyby to była recenzja wystawił bym jej przynajmniej 9/10. A kto wie czy nie najwyższą możliwą ocenę. Za co? Po pierwsze – innowacyjne rozwiązania takie jak interaktywne powtórki, internetowe solo czy połączenie menu głównego z przeglądarką internetową. Po drugie – grywalność. Po trzecie – doskonałe tryby gry. I wreszcie po czwarte – ładną oprawę audio/video i dość niskie wymagania sprzętowe.
Nie ukrywam, że jestem zachwycony…nie to złe słowo – oczarowany najnowszą odsłoną Trackmanii. Już dziś polecam ją wszystkim miłośnikom zręcznościowej jazdy podłączonym do internetu. Pełna wersja gry będzie nie tylko gwarantem znakomitej zabawy, ale i biletem wstępu do wspaniałej społeczności graczy. Oby do Marca! I do zobaczenia na jednym z polskich serwerów. Poznacie mnie po aucie.
























grudzień 21st, 2007 o 13:26
Trackmania rządzi!
luty 2nd, 2008 o 22:18
Zajefajna gra. grałem u kolegi a teraz ściągam u siebie.