» DeDark | sobota, 27-1-2007 0:17 |
|

„Dreamfall: The Longest Journey” to kontynuacja słynnej przygodówki „The Longest Journey”. Kontynuacja? Tak powiadają, a ja bym raczej powiedziała że historia/opowieść obu gier tak do końca nie opiera się na tym samym. W TLJ główną bohaterką jest April Ryan, a w Dreamfall Zoe, która mieszka w mieście pięknej przyszłości, zaś cała rzecz dzieje się 10 lat później, jest rok 2219.
Dla zniecierpliwionych już na samym początku powiem, że nie wiadomo wiele o słynnej April, która ratowała dwa światy: Magii i Nauki. Ryan miała być strażnikiem tych dwóch światów. Jak potoczyły się jej losy, kim jest, jak wygląda, czy się zmieniła, tego dowiecie się właśnie w Dreamfall.
Bardzo chciałabym powiedzieć wszystko na temat tej gry, jest tak wiele pytań, tak wiele się dzieje, ale postaram się choć trochę opowiedzieć coś na jej temat, tyle, żeby nie zepsuć całej zabawy, a na tyle opowiedzieć i przybliżyć historię, żebyście wiedzieli o czym jest gra.
Jak już mówiłam, naszą główną bohaterką jest tym razem Zoe. Śliczna nastolatka, która mieszka ze swym ojcem w ładnym domku w mieście. Zoe jest marudna, sama do końca nie wie czego chce, nie ma żadnych planów. Jest smutna i przygnębiona. Jedyną jej rozrywką są spotkania w domu ze znajomymi. Ma przyjaciółkę, która jest pomocna i bardzo bliskiego sercu znajomego Jericho, przez którego owa podróż właśnie się zaczyna. Jej dotychczasowe życie zmieniło się, ponieważ owy przyjaciel nagle zaginął. Wokół jego miejsca zamieszkania zaczęły dziać się dziwne rzeczy, niczym z kryminalnego filmu. Zoe wstrząśnięta tą straszną sprawą postanowiła poszukać Jericho podejmując tym samym związane z tym ryzyko.
Świat, który otaczał Zoe: spokojny, piękny, któremu ufała, musiała zamienić na upadłe miasta, na ciemne uliczki pełne niebezpieczeństw, napotkać wrogów, których nawet nie znała, jej życie poplątało się między poszukiwaniem przyjaciela, a ucieczką przed niebezpieczeństwami. Gdyby tego było mało, Zoe poznała świat Arkadii, świat magii. Chodziła nawet ulicami, po których dziesięć lat temu spacerowała April Ryan. Była w Małej Wenecji w Newport. W tej małej dzielnicy, w której April chciała wejść w życie dorosłe, w której uzyskała samodzielność i pracowała jako kelnerka w kawiarence (piszę to do tych, którzy tak samo jak ja grali z wielkim oddaniem w The Longest Journey), była nawet w Domu Granicznym. Zoe nie przeżywa tego jak ja, ale grając ową bohaterką jest się prawie jak w realu, bo gramy w 3D. Mamy więc możliwość poruszania się po każdej uliczce. Już teraz wiem jak wyglądała uliczka za rogiem, wiem jak ciężko poruszać się po moście, tam gdzie jest ten duży zegar, w małej Wenecji, między kawiarnią, Domem Granicznym, a postojem dla taksówek (nie znalazłam metra!). Idąc poszlakami w poszukiwaniu przyjaciela, napotykałam przyjaciół April. Niesamowite uczucie spotkać ich znowu, zobaczyć po tylu latach. Jest także ukochany wielu kobiet: Charlie, choć niestety nie ze swoim uwodzicielskim głosem.
Kierowanie losami Zoe nie znudzi nas, ponieważ będziemy mieli możliwość wcielenia się w April Ryan. Bardzo się zmieniła, jest taka dziwna, nieswoja, nie jest to ta sama April z TLJ. Nie chcę tu zdradzać żadnych szczegółów, bo zostawię tę przyjemność graczom, niech ją wybadają, powiem tylko, że głos April jest ten sam (jest to bardzo miłe) i dobrze znowu jest ją zobaczyć. Prócz wspomnianej już Zoe, możemy również pograć trochę Brianem Westchouse oraz Apostołem - przystojnym i ciemnoskórym mężczyzną (niesamowite, gra jest poprawna politycznie: jest murzyn, dziecko i kobieta - według USA), który także odgrywa istotną rolę w grze. Wszystkie te postaci przeplatają się ze sobą, razem tworząc wspaniałą historię.
W Dreamfall niestety będziemy zmuszeni do walki, a to na pięści, to mieczem, na szczęście przegrana kończy się i zarazem zaczyna na naszym ostatnim save, czyli zapisie stanu gry. Ponieważ Zoe trenowała samoobronę (nie mylić z partią polityczną) dlatego też potrafi o siebie zadbać. April życie nauczyło walczyć, a ciemnoskóry mężczyzna jest specjalnie szkolony do walki. Walka na szczęście nie jest najważniejsza, ani nie oślepi innych, ważniejszych aspektów Dreamfall’a. Pojedynki polegają zazwyczaj na wciskaniu kursora w przód (przycisnąć wroga do ściany) i chorobliwym znęcaniu się na lewym przycisku myszy. I proszę, zwycięstwo (czasami parokrotnie powtórzone save’y). Oprócz walki, będziemy także skradać się, na szczęście nie tak dokładnie jak w Splinter Cell, ale będziemy. Podczas naszej przygody, napotkamy na zagadki, na szczęście proste i tak jak walka, nie zakłócą nam świetności i jakości grania. Zagadki nie są zbyt skomplikowane, można by rzec - czysta przyjemność. Sherlock’ami nie będziemy, nie wpadniemy także w furię i nie będziemy rzucać klawiaturą, bądź myszką w monitor.
Dlaczego Dreamfall nie jest kontynuacją The Longest Journey?
Moim zdaniem cała akcja gry, cała jej historia oraz główna bohaterka i cel gry jest jak odrębna gra, w której przepleciona została historia April i jej życie. Dreamfall nie opiera się na świecie Magii, ani Nauki (jak to było w TLJ), lecz na świecie Snu. Opowieść jest tak skonstruowana, że te trzy światy są ze sobą w jakiś sposób powiązane, ale w Dreamfall jednak „rządzi” świat snu i Zoe.
Dlaczego Dreamfall nie jest najdłuższą podróżą, tak jak to było w The Longest Journey?
I znowu moim przyczepnym zdaniem, jest tak jak napisałam powyżej, ponieważ Dreamfall jest wspaniałą grą w trójwymiarze, a TLJ ma za sobą sześcioletni staż dwu wymiarowy, różnica polega na tym, że więcej musimy się nabiegać, by gdzieś dojść. Mało tego są krótkie dystanse między lokacjami, które wypełnia śliczne, czarne okienko ładowania, które trochę wisi nam na ekranie. Aha i wydaje się, że jest mniej przez to nowych lokalizacji (to są tylko moje porównania, które nie pogarszają oceny gry).
Skoro wspomniałam o 3D, to dodam, że ten typ gry ma pewne wady, które ujawniają się podczas grania, a mianowicie przenikające przez siebie przedmioty, postać przenikająca przez ścianę lub pojawienie się w jednym miejscu kilku tych samych osób. Rozmowa z nie istotnymi postaciami, a raczej wysłuchanie ich co mają do powiedzenia opiera się tylko na dwóch, trzech krótkich zdaniach, które mogą powtarzać do woli.
Podczas rozmów z głównymi postaciami, są do wyboru różne odpowiedzi. Mogą one być łagodne, albo nie miłe, bądź podejrzliwe. Jednak cała dyskusja skłania się ku takiemu samemu zakończeniu rozmowy, bo przecież mamy tylko jedno zakończenie w grze.
Zapomniałam napisać o czymś bardzo ważnym. Istotną rolę odgrywa nasz ukochany ptak! Kruk towarzyszy Zoe, jest jej pomocny, a także rozśmiesza i trochę pokrzykuje, a raczej kracze, zresztą jak zwykle. Kruk uraczy nas swoim aksamitnym głosem Jarka Boberka, jest zabawny i nie szczędzi na szczerości.
Całej tej wspaniałej grze towarzyszy również wspaniała muzyka, która wypełnia wszystkie nasze walory zmysłowe i uczuciowe. Bez niej gra byłaby jak studnia bez wody, poza tym wszystkie dźwięki, odgłosy, tupanie, chodzenie, mówienie, gwar i szum są bardzo realistyczne. Także wyobraźcie sobie przepiękną grafikę 3D, muzyka jak balsam, realistyczne dźwięki i wspaniała przygoda od początku do końca, przepleciona przyjemnymi zagadkami ze sporą dawką adrenaliny. A więc dla każdego gracza coś się znajdzie.
Podczas naszej podróży zostaną opowiedziane różne historie, które nie zawsze zakończą się dobrze, nawet bez naszego wpływu na bieg wydarzeń. Nie należy tym się przejmować, bo to jest na szczęście gra, ale kończąc ją, tyle się wydarzyło, że niemal się popłakałam. Gra bardzo mnie wzruszyła i byłam wściekła, że to już koniec. Zakończenie pozostawiło w mych oczach łzy. Ale jakie te łzy były, łzy radości, czy smutku, tego dowiecie się z samego Dreamfall.

Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega Poland
Minal

























