» DeDark | poniedziałek, 29-1-2007 2:53

Red Orchestra to kolejna gra, która przeszła szlakiem przetartym przez Counter Strike’a – od modyfikacji do „pudełkowej” wersji sprzedawanej w sklepach. Pewnego dnia ludzie z Epic Games ogłosili konkurs na najlepszą modyfikację do UT 2004 - „Make something Unreal”. Było o co walczyć. Na zwycięzcę czekał milion dolarów oraz pełna licencja na silnik Unreal w wersji 2.5. Zgłosiło się wielu, ale chyba nie muszę mówić kto wygrał? Przed Wami komercyjna wersja modyfikacji wartej milion dolarów – Red Orchestra: Ostfront 41-45.

Instalacja napędzana parą…

Red Orchestra tak jak CS czy Half Life 2 korzysta z dobrodziejstw stworzonego przez Valve, programu Steam. Dzięki niemu nie musimy kolekcjonować wszystkich łatek na dysku – te ściągają się automatycznie z serwera. Niestety RO jest pierwszą grą, która sprawiała problemy (i to duże) podczas instalacji. Pozwólcie, że opiszę przez co musiałem przejść zanim postawiłem swoje pierwsze kroki na froncie wschodnim… Ale zanim zaczniemy, mała uwaga. To wersja skrócona. Osoby zainteresowane opisaniem problemu ze wszystkimi możliwymi szczegółami proszę o odpowiedni komentarz pod recenzją lub na forum.

      

Teoretycznie instalacja powinna wyglądać tak: gra kopiuje niezbędne pliki na dysk twardy, wykrywa Steama, który prosi o numer seryjny. Po ponownym uruchomieniu „klienta” można już grać. Proste prawda? Niestety w moim przypadku było zupełnie inaczej. Instalator RO zamiast wykryć czy mam już Steam’a instalował go po raz drugi czy tego chcę czy nie. Po zalogowaniu się na moje konto odebrało mi mowę… Owszem RO jest, ale wszystkie części Half Life, Counter Strike i kilka modyfikacji zniknęło! Po restarcie komputera sytuacja odwróciła się: zaginione gry wróciły, RO zniknęło – a właściwie „odinstalowało się”! Steam „wiedział”, że aktywowałem grę (w końcu podałem prawidłowy klucz), ale uznawał ją za nie zainstalowaną. Po prostu nie widział plików, które instalator RO skopiował nie tam gdzie powinien. Jedyne co mogłem zrobić, to odinstalować grę i pobrać ją (2GB danych) w całości z serwera Valve . Osoby, które nie mają konta Steam, mogą zapomnieć o tym problemie – Was to nie dotyczy szczęściarze. Ciekawi mnie, czy inni tacy jak ja musieli przez to przechodzić. Tak czy inaczej „instalacja” trwała 12 godzin…

Za matkę Rosję towarzysze!

Autorzy RO odstawili na bok Normandię, Niemcy, czy Francję – najczęściej ukazywane w grach konflikty. Zdecydowali się na odtworzenie bardzo brutalnego frontu wschodniego, na którym ścierały się armie państw Osi oraz Rosji. Mamy do czynienia z grą sieciową, dlatego nie ma tu ani fabuły, ani tym bardziej głównego bohatera. Do dyspozycji graczy przygotowano kilkanaście rozległych, nie połączonych ze sobą map. Trafimy do małych wsi, miasteczek, zaśnieżonych lasów a nawet Stalingradu, Berlina czy… Polski :) Wszystkie zostały przygotowane tak, aby w jednej bitwie mogły wziąć udział zarówno szeregowi żołnierze jak i ciężki sprzęt. Oczywiście liczba map z dnia na dzień, rośnie bo utalentowani miłośnicy gry nie śpią. Co więcej RO tak jak UT 2004 obsługuje mini-modyfikacje zwane mutatorami. Miałem przyjemność przetestowania kilku z nich. Co powiecie na klasyczny deathmatch, w którym na przeciwko siebie stają tylko i wyłącznie czołgi? A to jeszcze nie koniec. Myślę, że już niedługo powstaną nowe tryby przedłużające zabawę o kolejne tygodnie.

      

Muszką i szczerbinką
W tym miejscu kończą się podobieństwa do UT. Red Orchestra spodoba się przede wszystkim miłośnikom realistycznych FPSów. Poziom trudności jest bardzo wysoki i może zniechęcić początkujących graczy. Nie ma tu nawet celownika, do którego przyzwyczaiły nas inne „strzelanki” - aby trafić musimy skorzystać z muszki i szczerbinki bądź strzelać „na ślepo”. Ale to jeszcze nic w porównaniu z jazdą czołgiem, która wymaga współpracy kilku osób. To właśnie ona decyduje o przegranej bądź zwycięstwie. Osoba odpowiedzialna za strzelanie ma tak ograniczoną widoczność (popatrzcie na screena), że bez pomocy innych graczy zginie bardzo szybko. O czymś takim jak widok TPP można zapomnieć. Gracz widzi tyle ile widział kierowca w trakcie bitwy – czyli prawie nic. Co więcej, nawet nie ruszy z miejsca – czołg potrzebuje kierowcy. Oczywiście na upartego można robić to wszystko samemu skacząc z miejsca na miejsce, ale taki ambitny osobnik nie będzie miał najmniejszych szans w starciu z doświadczoną załogą. Gra pozwala na wydawanie komend typu „wróg z lewej” za pomocą klawiszy, ale znacznie lepiej sprawdza się zwykły mikrofon – w RO jest po prostu bezcenny. Oznacza to, że bez znajomości angielskiego lepiej nie pchać się do środka i walczyć jako piechur.

Możemy nosić przy sobie tylko dwa rodzaje broni oraz wyposażenie dodatkowe takie jak granaty czy ładunki wybuchowe. Podczas strzelania należy pamiętać o rozrzucie kul, odrzucie broni oraz balistyce pocisków! Snajper w tej grze nie ma lekkiego życia. Ciężka broń taka jak MG-42 wymaga rozstawienia na płaskiej powierzchni, a jej „operator” ochrony. Bez niej będzie tylko biegającą tarczą. Miłośnicy Call of Duty i innych lekkich „shooterów” będą musieli pozbyć się odruchu przeładowywania broni po każdym zabitym przeciwniku. Może się okazać że po kilku minutach walk pozostanie nam 5 prawie pustych magazynków. Red Orchestra, tak jak większość nowoczesnych „sieciówek” korzysta z dobrodziejstw podziału na klasy. Należy pamiętać, że każdą gra się zupełnie inaczej. O ile walka szeregowym żołnierzem jest stosunkowo łatwa, to taki snajper jest przeznaczony dla doświadczonych graczy (balistyka, umiejętność ukrywania się), nie mówiąc o dowódcy czołgu. Każda z klas ma swoje miejsce i rolę w konflikcie. Nie po to je wprowadzono, aby snajper stał się nagle kierowcą czołgu – do środka może wejść tylko załoga i dowódca, każda inna klasa może o tym zapomnieć. Takie ograniczenie z jednej strony dziwi, ale z drugiej jest zrozumiałe.

      

Wytrzymałość każdej z postaci, jest taka jak cała gra – realistyczna. Ciało zostało podzielone na strefy trafień. I tak strzał w głowę zabija, w nogę zrani. Ale tu mała uwaga, postrzelony gracz porusza się znacznie wolniej. W tej grze wzięto pod uwagę nawet zmęczenie wywołane ciągłym bieganiem oraz możliwość wytrącenia broni z rąk! Realizm nie ominął czołgów. Można go zniszczyć tylko panzerfaustem bądź „innym czołgiem”. Strzelanie z karabinu może co najwyżej rozśmieszyć załogę.

Poczuj smak wojny…

No dobrze, wiecie już co oferuje Red Orchestra. A jak się w nią gra? Jednym słowem – wspaniale. Wszystko zależy od ludzi, z którymi walczymy. Najgorsi są „eksperci” wyzywający wszystkich i wszystko od „lam i noobów”. Ale to normalne w „sieciówkach”. Klimat starć jest niesamowity – może nie tak intensywny jak w Call of Duty, ale tu czujemy się jak prawdziwy żołnierz, nie drugo-wojenne Rambo. W trakcie jednej z walk, czołgałem się w zbożu jako snajper. Zanim zdążyłem wydostać się z morza kłosów wokół rozpętała się bitwa pancerna – znalazłem się w ogniu krzyżowym pomiędzy dwoma czołgami. Wyszedłem z tego cało, ale przez tych kilkadziesiąt sekund otrzymałem końską dawkę adrenaliny. A to wszystko dzięki oprawie audio-video.

      

Zacznijmy od grafiki. Red Orchestra nie powala – wygląda po prostu bardzo dobrze, co w zupełności wystarcza. Tekstury są wystarczająco ładne, a modele szczegółowe. Miłośnicy militariów będą zachwyceni, bo każdy najmniejszy model broni, wygląda jak te z muzeum II Wojny Światowej. Mapy na których toczą się walki są nie tylko rozległe ale i bardzo dobrze zaprojektowane. Czołg ma gdzie pojeździć, a snajper się schować. Brawo. Oczywiście ma to swoją cenę – wymagania są dość wysokie. Jeśli Twój komputer „ciągnie” UT2004, poradzi sobie i z RO. O ile grafika jest „tylko” ładna, to dźwięk jest rewelacyjny. Nie wiem na ile jest realistyczny, bo nigdy nie słyszałem strzelającego Tygrysa, czy MG-42 ale wiem, że Wasi sąsiedzi mogą mieć pretensje o hałasy. BUM wywołane wystrzałem z działa, jest tu wyjątkowo głośne. Oczywiście, można grać ze słuchawkami na uszach, ale od siebie polecam dobre głośniki. W RO nie ma muzyki, dlatego opisywanie oprawy audio zakończę w tym miejscu.

Something for samotnik…

Red Orchestra posiada tryb singleplayer, który moim zdaniem jest bezużyteczny. Pozwala on walczyć ze sterowanymi przez komputer przeciwnikami na wszystkich dostępnych mapach. Tu także nie ma fabuły, ani czegoś w rodzaju turnieju (pamiętacie UT2004?). Teoretycznie jest znakomitym samouczkiem, ale w praktyce rozgrywka z nierozgarniętymi botami uczy złych nawyków. Można tu bezkarnie biegać z językiem na brodzie i w ciągu 20 minut zabić 20-30 przeciwników, samemu nic nie tracąc. Taka „taktyka” podczas walk online skończy się po około 10 sekundach od wychylenia się. Snajperzy nie śpią. Tryb treningowy przydaje się tylko i wyłącznie do zapoznania się z dostępnymi mapami.

      

Gra została wydana w podwójnej wersji językowej. Niestety nie mogłem przetestować polskiej, bo jak już napisałem miałem duże problemy z instalacją, a na serwerach mają tylko angielską wersję. Wg prasy branżowej nie wszystko dało się przetłumaczyć. Nazwy miejsc strategicznych pozostały angielskie. Instrukcja dołączona do gry jest obszerna, ale nie wyjaśnia wszystkiego. Zabrakło opisu instalacji, bo ta nie do końca polega na „podążaniu za instrukcjami wyświetlanymi na ekranie”. Gracze nie znający angielskiego będą mieli problemy z założeniem konta na Steam. Mówi się trudno.

      

Podsumowanie…

Red Orchestra to pozycja obowiązkowa dla podłączonych do sieci miłośników Call of Duty czy Medal of Honor. Jedyną poważną wadą gry jest tak naprawdę jedna z jej zalet…Wiem jak idiotycznie to brzmi, ale wielkość map wymaga wielu graczy podłączonych do serwera, a czołg dobrze współpracującej załogi. Czasami są z tym problemy. Mimo dość dużych wymagań sprzętowych, kłopotliwej instalacji i konieczności znalezienia zapełnionego serwera polecam Red Orchestrę, wszystkim miłośnikom sieciowych potyczek. Kosztuje zaledwie 30 złotych, a zapewnia dziesiątki, jeśli nie setki godzin dobrej zabawy. Wybaczcie, ale muszę już kończyć. Wracam na front…

Info:Gatunek: sieciowy FPS
Oficjalna strona gry: http://www.redorchestragame.com/
Producent: Tripwire Interactive
Wydawca: Bold Games
Wydawca PL: Cenega
Cena: 29.90zł
Ceneo

Wymagania:
Procesor: 1.3GHz
Pamięć: 256 MB RAM
Karta grafiki: 64MB RAM
Napęd: CD/DVD
Miejsca na HDD: 2GB
Inne: stałe łącze internetowe

Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega Poland

Paweł “djsound” Jankowski

Podyskutuj na forum

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

« Intel Robson Wynagrodzenia od YouTube »

2 komentarze do “Red Orchestra: Ostfront 41-45”

  1. Red Orchestra napisał:

    Polecam gre ! Jest naprawde super i jest tania ! Zapraszam na moja stronie o grze - www.red-orchestra.yoyo.pl !

  2. michal napisał:

    Gre można pobrać za friko tutaj: www.cda.pl/gry/ro.php

Zostaw komentarz