» DeDark | poniedziałek, 12-2-2007 5:19 |
|

Coraz częściej, gdy włączam nowe gry doznaję wrażenia deja vu. Przecież to już wszystko było! Okopy, działa, czołgi żołnierze, Niemcy, Alianci… Moda na II Wojnę Światową nadal trwa a my jesteśmy bombardowani grami osadzonymi w tych realiach. Faces of War jest jak już się zapewne domyśleliście jedną z tych gier. Tym razem pod nasze dowództwo trafia oddział biorący udział w różnych ważnych operacjach wojskowych na niemal wszystkich europejskich frontach tej wojny.
W zasadzie to mamy do dyspozycji trzy kampanie: Aliantów, Niemców i Rosjan. Będą się one toczyć w okresie 1944-1945 na teranach takich państw jak: Polska, Francja, Holandia, Belgia, Węgry i Niemcy. Jako żołnierze Wermachtu walczymy głównie w Ardenach, jako alianci we Francji, a jako żołnierze Armii Czerwonej idziemy na Berlin zatknąć flagę na Reichstagu przy okazji „wyzwalając” bratnie kraje. Fabuła krąży wokół ważnych wydarzeń tej wojny, lecz misje, jakie przyjdzie nam wykonywać nie są do końca zgodne z prawdą historyczną. Dostępne są dwa tryby wykonywania misji: taktyczny i zręcznościowy. Jak się pewnie domyśleliście tryb taktyczny jest o wiele bardziej wymagający i trzeba trochę pogłówkować by ukończyć misję. Natomiast tryb zręcznościowy to rozgrywka typowa dla klasycznych wojennych RTSów.
Oddział, któremu przyjdzie nam dowodzić zwykle składa się z sześciu osób. Znajdują się w nim ludzie specjalizujący się w różnych rodzajach uzbrojenia. Przy czym kierujemy nie pojedynczymi żołnierzami, ale całym oddziałem. Gdy wskażemy kursorem myszki tam gdzie chcemy by się znalazł pokazuje się, jaką pozycję zajmą. Gra jest bardzo rozbudowana i dostępnych jest więcej opcji niż tylko zwykłe otwarcie ognia. Można wskazać cele snajperowi, żołnierzowi z granatnikiem itd. Niby wydajemy rozkaz całemu rozdziałowi, ale wykonuje go najlepiej do tego przygotowana osoba.
Jeśli chodzi o sam realizm to autorzy Faces of War nie mają sobie równych. Nie spotkałem wcześniej gry taktycznej, w której trzeba zatankować pojazd żeby gdzieś pojechać lub przynieść amunicję do czołgu żeby móc sobie postrzelać. Jeśli nie będziemy mogli skompletować całej obsady do np. czołgu to nie będziemy mogli jednocześnie jeździć i strzelać. Ciekawostką jest możliwość sterowanie pojazdami zarówno poprzez wskazywanie celu myszką jak i bezpośrednio zasiąść za sterami kierując za pomocą klawiatury. Podobnie jest w przypadku samych żołnierzy. Możemy tylko wyznaczyć cel lub sami wycelować. Oprócz tego podobnie jak w Company of Heroes niemal wszystko, co widzimy można zniszczyć. Do fizyki przywiązano dość dużą wagę. Nie wiadomo na przykład gdzie trafi kula karabinu zanim nie doleci do swojego celu. Każdy pocisk leci innym torem lotu.

Jak widać autorzy przyłożyli się do tego by ich gra była dość rozbudowana. Jednak nie wszystko im się udało. Największym mankamentem jest sztuczna inteligencja. Wszystko jest w jak największym porządku dopóki nie zacznie się strzelanina. Wtedy zaczyna się jeden wielki chaos. Niemożliwość sterowania pojedynczymi żołnierzami sprawi, że czasem któremuś zdarzy się przebiec tuż przed lufami wrogich wojsk. Na szczęście nie jest tragicznie i nie należy bać się, że nasi podopiecznie pozostawieni na chwilkę sami sobie zrobią sobie krzywdę. Czasem też prostu nie wiadomo, co mamy zrobić, bo choć jest strzałka pokazująca cele misji to po dotarciu na miejsce trzeba się domyśleć, co autor miał na myśli. Nie pomaga tutaj nawet trening na początku kampanii. Co ciekawe jest to ten sam trening, na tej samej mapie, z takimi samymi misjami, który musimy przejść na początku każdej z trzech kampanii. Zmieniają się tylko rodzaje jednostek. Nie da się tego pominąć. Pozostaje jedynie zacisnąć zęby i przebrnąć przez to po raz kolejny.
Natomiast, jeśli chodzi o oprawę audiowizualną to nie mam do niej zastrzeżeń, choć trochę śmiesznie wyglądają żołnierze wchodzący po drabinie. Tą animacje potraktowano chyba po macoszemu. Ogólnie grafika pod względem dbałość o szczegóły przypomina tą znaną z Company of Heroes. Wszystkie detale różniące np. poszczególne pojazdy są doskonale widoczne. Co do dźwięku to za bardzo nie ma się, do czego przyczepić. Może trochę do muzyki, lecz nie należy ona do takiej, którą wyłączamy po 15 minutach gry.
Jak więc widzicie mamy grę, która mogłaby być mocnym kandydatem na RTSa roku gdyby nie kilka przeszkadzających odrobinę w grze mankamentów. Jeśli szukacie strategii, przy której trzeba trochę pogłówkować to będzie to gra dla was. Osoby szukającego bardziej tradycyjnego podejścia do strategii czasu rzeczywistego również znajdą coś dla siebie. Warto się bliżej przyjrzec tej pozycji. Zwłaszcza, że cena przystępna.

Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega Poland
Marcin “Joszko” Brzeski




















luty 12th, 2007 o 21:31
[…] Ciąg dalszy recenzji na Voodoo Guild […]