» joszko | środa, 15-3-2006 20:07

Gry z gatunku FPS „wyrastają” niemal jak grzyby po deszczu. Znakomita większość to jadalne, ale niezbyt smaczne pieczarki. Ta odmiana ma to do siebie, że wszędzie jest jej pełno. Możemy również trafić na muchomora, i to niejednego… Granie w coś takiego może się skończyć nienajlepiej (nadszarpnięte nerwy, zmarnowany czas). Na szczęście od czasu do czasu pojawiają się smaczne, ale rzadkie prawdziwki. Takim grzybem, przepraszam grą jest, a właściwie powinien być F.E.A.R.

Tytuł ten już po pierwszych zapowiedziach zwrócił na siebie uwagę społeczności graczy. Jeśli interesujesz się FPSami i jakimś cudem widzisz ten tytuł po raz pierwszy…cóż. Nie wiem gdzie i jak daleko od cywilizacji byłeś przez ostatnie kilka lat, ale musisz wiedzieć, że ten tajemniczy tytuł będzie Matrixem w klimacie azjatyckich horrorów. A jak wiemy, takie horrory to bardzo klimatyczne filmy, w których nie może zabraknąć dziewczynki z długimi czarnymi włosami, zakrywającymi jej twarz. I tu jej również nie zabraknie. Możemy się tylko domyślać, kim lub, czym ona jest. Autorzy milczą, a wersja demo nic nie wyjaśnia. A co ma do tego Matrix? Odpowiedź jest prosta – rewelacyjny tryb bullet time oraz widowiskowe strzelaniny.

Zapowiedzi mają to do siebie, że wywołują ogólny zachwyt przeważnie nad grafiką, rzadziej nad fabułą, czy całą resztą. A jak będzie tym razem? Kolejny Doom 3? Raczej nie. Tak się składa, że pograłem trochę i w multiplayerze i w demo singleplayer i jestem dobrych myśli. Ale po kolei. Zacznijmy od krótkiej notki o grze i jej wersji demo. Gra powstaje w studiach Monolithu, a wiemy, jak ten developer ukochał najróżniejsze skróty (AvP2 czy NOLF). Tym razem tytuł gry jest nie tylko skrótem nazwy jednostki specjalnej - First Assault Encounter Recon ale i podpowiada, jakie uczucie będzie nam towarzyszyć przez większość gry. Nie znacie angielskiego? Podpowiem Wam – S.T.R.A.C.H.

W F.E.A.R. wcielimy się w członka jednostki specjalnej, która wkracza do akcji, gdy po innych (SWAT, Delta Force itp.) pozostały wspomnienia i mokre plamy na suficie. Jej członkowie potrafią nie tylko świetnie strzelać czy walczyć wręcz, ale i np. zwalniać czas, co nie raz uratuje nam życie.

Na dzień dzisiejszy nie wiem jak prezentuje się fabuła, ale nawet, jeśli będziemy mieli doczynienia z kolejnym ratowaniem świata będzie gra inne niż wszystkie. A to za sprawą genialnego, gęstego jak smoła klimatu. Czegoś takiego już dawno w FPSach nie było! Demo udowadnia, że to nie jest gra dla ludzi o słabych nerwach. Takie osobniki najlepiej niech w ogóle jej nie instalują. To nie żart, to dobra rada.

Niestety żadne słowa nie opiszą tego, co dzieje się w trakcie gry, ale spróbujcie sobie to wyobrazić. Idziemy ciemnym korytarzem, a jedyne, co słychać to buczenie jakiegoś urządzenia. Po chwili obraz zaczyna lekko „śnieżyć” a za plecami, (jeśli macie zestaw 5.1 usłyszycie go tuż za plecami!) rozlega się dziecięcy chichot. Palec na spust, odwracasz się oczekując najgorszego i…nic. Pusto. Rozglądasz się nerwowo, ale jedyne, co widzisz to pusty magazyn, a do twoich uszu dobiega znajome buczenie. Postanawiasz iść dalej. „Śnieżenie” nasila się. Odwracasz się jeszcze raz i widzisz małą dziewczynkę stojącą pół metra od ciebie, która rozpływa się po około 2 sekundach. Nie pytajcie, co człowiek wtedy czuje. Co ciekawe nie zabraknie atrakcji rodem z miasteczka Silent Hill, uważanego (słusznie) za najstraszniejsze wirtualne miejsce na Ziemi. Gwarantuję to Wam. Sami sprawdźcie, o co mi chodzi i co na Was czeka w pewnym pomieszczeniu (mówię tu o demo singleplayerowym). Podsumowując „straszącą” część gry muszę powiedzieć, że niestety będzie to horror jednorazowy. Za drugim razem będziemy wiedzieć, co nas czeka w danym miejscu. Co gorsza uczucie przytłaczającej niepełności rozpływa się bezpowrotnie. Ale można to grze wybaczyć tym bardziej, że ten pierwszy raz jest niesamowity, a uczucie obecności i bycia obserwowanym wgniata w fotel.

Prawda jest taka, że ciągłe straszenie byłoby monotonne, dlatego autorzy nie zapomnieli o emocjonujących wymianach ognia. Nie zapominajmy, że F.E.A.R. to przede wszystkim dynamiczny shooter. Już po pierwszej takiej wymianie dochodzimy do wniosku, że F.E.A.R. to nie przelewki. Poziom trudności jest bardzo wysoki, a zginąć jest naprawdę łatwo. Naszymi przeciwnikami są w przede wszystkim sklonowani elitarni wojownicy i to widać. Są zaskakująco inteligentni, a ich zachowania wcale nie są opisane skryptami. Nasi przeciwnicy mają świadomość otoczenia i umieją to wykorzystać. Świetnie się chowają, są cały czas czujni, umieją wykurzyć gracza zza osłony granatem, kryją się wzajemnie ogniem. Po prostu – myślą.

F.E.A.R. jak na shootera przystało oferuje kilkanaście modeli broni. Póki, co nie ma można spodziewać się rewelacji na miarę kołkownicy z Painkillera, czy też Gravity Guna z Half Life 2. Skoro mowa o kołkownicy to mamy tu coś podobnego – karabin strzelający metalowymi prętami (?), dzięki któremu możemy przybić oponenta chociażby do ściany. Jeśli zabraknie nam amunicji możemy ratować się walka wręcz, która jednak w singlu nie przyda się za bardzo. Co innego multi, ale o nim później. Pozostałe modele broni to karabiny, pistolety, strzelby, granaty w wersji lekko futurystycznej. Udziwnień nie będzie. Jak każdy miłośnik FPSów wie, że kule powinny pozostawiać po sobie ślady na wszystkich przedmiotach. To, co się dzieje w F.E.A.R. przechodzi najśmielsze oczekiwania. Pamiętacie pierwszą część filmowego Matrixa i odpadający tynk ze ścian? Tu mamy to samo. Doszło do tego, że grając pierwszy raz zmarnowałem wszystkie kule na sprawdzanie, co się stanie, jeśli strzelę w ścianę, okno, drzwi etc. Efekty są rewelacyjne. Tynk odpada ze ścian tworząc powoli opadający pył, szkło się sypie, a kule uderzające o metal tworzą snopy iskier rozświetlających na chwilę pomieszczenie. W małych pomieszczeniach po ostrzejszych strzelaninach nic nie widać. Pył potrafi zasłonić widok, co nie tylko ładnie wygląda, ale ma duże znaczenie w trybie multiplayer.

A skoro o nim mowa, trzeba powiedzieć, że jest on kolejną bardzo mocną stroną tej gry. Producenci twierdzą, że w finalnej wersji czeka na nas bardzo wiele zróżnicowanych trybów. Ja miałem przyjemność przetestować Deathmatch oraz jego drużynową odmianę, która była znacznie lepsza. Na upartego można powiedzieć, że to tak naprawdę cztery tryby, gdyż możemy wybrać walkę ze zwolnieniem czasu lub bez. F.E.A.R. będzie pierwszą grą, w której w multiplayerze oficjalnie pojawi się tryb bullet time. I jak się to udało? Idealnie. Na mapie w losowym miejscu znajduje się małe pudełeczko, które musimy znaleźć i podnieść. To, że je znajdziemy nie oznacza, że od razu będziemy mogli spowolnić bieg czasu. Urządzenie musi „się naładować”, co trochę trwa. A nie łatwo przeżyć w świecie F.E.A.R.’a. Jeśli już nam się uda, możemy w dowolnym momencie wcisnąć magiczny guziczek, który zapewni nam przewagę. Obie drużyny odczują zwolnienie czasu, z tym, że ta, w której posiadaniu jest urządzenie porusza się jeszcze wolniej.

W grze sieciowej znaczenia nabierze pył ze ścian, o którym wspominałem oraz walka wręcz. Możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie, gdy biegnąć w chmurze pyłu zostałem zabity… kopniakiem z zaskoczenia przez osobę, którą myślałem, że zabiłem. (widok oczywiście zasłaniała mi chmura pyłu). Dostępne były tylko dwie mapy, ale grało mi się na nich bardzo, ale to bardzo przyjemnie i prawdę mówiąc nie mogę już doczekać się finalnej wersji, aby znowu zakosztować gry w sieci i nowych, jeszcze ciekawszych trybów gry.

Graficznie i dźwiękowo najnowsza produkcja Monolithu zrywa kaski z głów. Wersja demo była bardzo wymagająca sprzętowo, ale odwdzięczała się pięknymi, dynamicznymi cieniami i oświetleniem, bardzo dobra fizyką i wreszcie znakomitym dźwiękiem przestrzennym. Nikogo chyba już nie zdziwi fakt, że wszelkie wystrzały z broni czy wybuchy brzmią jak należy. To już po prostu standard panowie developerzy.

Pora na podsumowanie. Jedyne, co można grze zarzucić to jednorazowość singleplayera. Za drugim razem nie jest już tak strasznie, a początkowo przerażające zagrania autorów przy kolejnym podejściu nie robią większego wrażenia. Ale wiecie, co? Wygląda na to, że jest to jedyna poważna wada. Cała reszta to przepiękny, dopracowany pod każdym względem FPS z wartką akcją i znakomicie zapowiadająca się fabułą. Wszystko wskazuje na to, że tegoroczny październik upłynie pod znakiem dynamicznych strzelanin, szybko bijącego serca pompującego adrenalinę i hektolitrów rozlanej krwi. A wszystkiemu będzie przyglądać się mała „niewinna” dziewczynka. A może już teraz na nas patrzy? Miłej nocy.


Info:Gatunek: FPS
Oficjalna strona gry: www.whatisfear.com
Producent: Monolith (www.lith.com)
Wydawca: Activision (www.vugames.com)
Dystrybutor PL: CD Projekt (www.cdprojekt.info)
Premiera PL: padździernik 2005
Demo: www.3dgamers.com


djsound

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

« GT Legends Need for Speed: Most Wanted »

Zostaw komentarz