» DeDark | czwartek, 5-4-2007 5:49 |
|

My ludzie, kochamy idealizować. Wyobraźcie sobie długowłosą blondynkę z dużymi… błękitnymi oczami. Co widzicie? W 9/10 przypadkach piękną istotę. Gładka cera, delikatne niczym jedwab włosy, anielski głos. I równie anielski charakter. Jednym słowem – ideał. To samo tyczy się innych rzeczy. Na przykład gier. Producenci obiecują, gracze idealizują. Dystrybutor wydaje, gracz narzeka i nadaje: że kicha, lipa i kaszanka. Co innego gdy niewiele się mówi, a sama gra pojawia się z zaskoczenia. Tak było w przypadku Alpha Prime.
O Alpha Prime usłyszałem po raz pierwszy w październiku ubiegłego roku. Właśnie wtedy Cenega przyznała się do wzięcia jej pod swoje wydawnicze skrzydła. Kilka tygodni później do sieci trafiło demo. Fakt, dość krótkie i po czesku, ale kilkadziesiąt minut zabawy wystarczyło, aby przekonać się do gry. Dziś po ukończeniu pełnej wersji z przyjemnością zabieram się za pisanie recenzji. Alpha Prime to nastawiony na strzelanie, futurystyczny FPS. Akcja rozgrywa się gdzieś w kosmosie na tytułowej asteroidzie. Znajduje się tam kopalnia hubbardium – tajemniczej substancji, która ma wiele zastosowań. Niestety pewnego dnia coś idzie nie tak. Dochodzi do wypadku, w którym ginie (prawie) cały personel. Bardzo ważne jest tu słowo „prawie”. Jednym z ocalałych jest Warren – nowy chłopak, ex dziewczyny głównego bohatera. Arnold (bo tak nazywa się nasze alter ego) daje się namówić Livii (to ta ex) na wyprawę ratunkową. Nasza dwójka pakuje się więc do statku kosmicznego i wyrusza na asteroidę aby odnaleźć ukochanego. Arnold schodzi na powierzchnię Alphy, natomiast Livia pozostaje na statku, aby kierować całą operacją z góry. Już po kilku minutach plądrowania opuszczonej stacji okazuje się, że ktoś lub coś pomogło wywołać katastrofę. Nie dość, że jesteśmy atakowani przez rozjuszonych (od przedawkowania hubbardium) górników, to jeszcze roboty ochrony zwariowały i strzelają do wszystkiego co się rusza. A to dopiero początek problemów. Gdy już odnajdziemy Warrena okaże się, że… że nie wszystko jest takie jak mówiła Livia. Nie wiadomo komu ufać i czy nowy „przyjaciel” nie strzeli nam w plecy przy pierwszej lepszej okazji. W trakcie wędrówki zrodzi się wiele pytań: Dlaczego Arnold jako jedyny jest odporny na wpływ tajemniczej substancji? Czym jest Serce Glomara? I co tak naprawdę wydarzyło się na stacji? Tego już Wam nie powiem. Fabuła wciąga i skutecznie zachęca do dalszej gry. A skoro o tym mowa. Zaskoczyła mnie postać głównego bohatera. Rzecz jasna pozytywnie. Pomyślcie proszę czego można spodziewać się po napakowanym osiłku, który nazywa się Arnold? Ja liczyłem na… przepraszam za wyrażenie tępą kupę mięsa, czeski odpowiednik Terminatora. A tu niespodzianka – dostaliśmy faceta z charakterem, który gdy trzeba rusza głową (i nie mówię tu o rozglądaniu się ;) ).
Gra jest dość długa. Na jej ukończenie potrzeba około 20 godzin. Oczywiście wszystko zależy od naszych umiejętności i preferowanego stylu gry. Jedni muszą zajrzeć w każdy ciemny kąt, inni będą grali na czas ze stoperem w ręku. Tak przy okazji – sprinterów czeka przykra niespodzianka, ale o niej za chwilę. A wracając do „spraw czasowych”: 15 godzin to absolutne minimum. Jak na współczesnego FPSa to dobry wynik. Zanim zobaczymy napisy końcowe trafimy do wielu ciekawych miejsc takich jak powierzchnia asteroidy, hangar czy kopalnia. W pewnym momencie przejedziemy się nawet kolejką, podobną do tej z pierwszego Half Life’a. Lokacje są naprawę dobrze zaprojektowane, wypełnione po brzegi najróżniejszymi przedmiotami. W magazynach walają się skrzynie, w biurach pełno jest drobiazgów (kubki, notatniki, puszki po napojach), a na sali gimnastycznej poniewiera się piłka do kosza (wiarygodna fizyka pozwala potrenować „rzuty za trzy”). Jest jeszcze coś, co należy powiedzieć o lokacjach – każda z nich jest zapełniona przeciwnikami. Wymagającymi, przebiegłymi i inteligentnymi. Oczywiście nie są idealni i popełniają błędy, ale nawet najgłupszy „otumaniony” górnik nie da się zabić strzałem w wystający kawałek stopy (tak jak Combine z HL2). Każde starcie to wyzwanie nie tylko dla palców, ale i szarych komórek. Przeciwnicy potrafią chować się za przeszkodami, kryć się ogniem, celnie rzucać granatami, a przyduszeni ogniem strzelać na oślep. Bez myślenia, nie mamy wielkich szans na przeżycie. Tym bardziej, że broń jest bardzo słaba – zadaje niewielkie obrażenia. Niestety, ale moim zdaniem to już wada. Strzał w głowę tylko czasami zabija, najczęściej ledwie rani. Poziom trudności jest odrobinę za wysoki, a co kilka godzin zdarzały się naprawdę frustrujące fragmenty. Wszystko przez przeciętną strzelbę, czy miotacz ognia, który nadaje się co najwyżej do zapalania świeczek w kościele. Ucieszyłem się gdy go znalazłem, ale już po chwili odłożyłem „na bok”. Co ciekawe płomienie nie przenikają przez kraty. Próbowałem usmażyć przeciwnika stojącego na „balkonie” - bezskutecznie. Pozostałe narzędzia pracy to: młotek, pistolet, karabin maszynowy, wyrzutnia rakiet i nietypowa „snajperka”. Jak widać, to dość typowy zestaw. Nie ma tu nic wyjątkowego. Ale czy w każdej grze musi być cudo na miarę kołkownicy czy Gravity Guna? Moim zdaniem nie. Arnold nosi przy sobie także latarkę oraz urządzenie hakerskie, które nie raz uratowało mi życie. Dzięki niemu włamiemy się do urządzeń takich jak kamery, zdalnie sterowane pojazdy czy panele otwierające drzwi. Podglądanie przeciwników pozwala zaplanować atak – a to już duża przewaga. Ale to nie wszystko. Możemy przeciążyć niektóre zawory w rurach i spowodować wybuch, który powali cały oddział. Mało? A co powiecie na przejmowanie kontroli nad „samobieżnymi minami”? Wystarczy ją rozpędzić i uderzyć w przeciwnika. Mówiąc krótko – walki są szybkie, wymagające i emocjonujące. Czasami zbyt trudne i frustrujące, ale da się z tym żyć.
Alpha Prime zaskakuje nie tylko grywalnością, ale i oprawą. Nie wiem jak, ale autorzy stworzyli grę która powala wyglądem, a nie wymaganiami. Gra jest świetnie zoptymalizowana: na moich 512 MB ram działa płynnie na średnich detalach, a wygląda wspaniale. Wszelkie obiekty pokryto teksturami wysokiej jakości. Atak kanciastych przedmiotów nam nie grozi. Jedyne do czego mogę się przyczepić to mimika (HL2 nadal niepokonany) i czasami zabawne ruchy postaci. Przeciwnicy oglądani przez kamery mogą wyczyniać naprawdę dziwne rzeczy: chaotycznie biegać, obracać się, biegać tyłem czy wydawać sobie nawzajem rozkazy („go, go, go!”). Jednym słowem – balet. Nie podobał mi się również efekt spowolnienia czasu. Po pierwsze uważam, że jest zbędny, a po drugie wygląda bardzo słabo. (screeny z brzydką pomarańczową poświatą). Cała reszta jest jednak znakomita i zasługuje na wielkie brawa. A teraz pora na moją ulubioną część – udźwiękowienie. Przywiązuję dużo większą wagę do tego co słychać niż do tego co widać. A to co usłyszymy, jest po prostu dobre. Nie mniej, nie więcej. Ale do rzeczy. Odgłosy broni są całkiem niezłe, choć lubię gdy karabin snajperski wydaje z siebie potężne BUM. Nie mam natomiast najmniejszych zastrzeżeń do efektów dźwiękowych. Autorzy co prawda nie wznieśli się pod niebiosa, ale od początku do końca utrzymali odpowiednio wysoki poziom. Bardzo dobrze wypadła muzyka. Trochę symfoniczna, trochę elektroniczna – świetnie podkreśla klimat gry i podkręca tempo walk. Znaczek „Sounds best on X-Fi” na opakowaniu pozwala wierzyć, że gra w pełni wykorzystuje wszystko to czym chwalił się ostatnio Creative. Cóż. Prawdę mówiąc wszystko zależy od producentów gry. Nawet audiofilskie nagłośnienie nic nie da, gdy dźwiękowcy zawiodą. Na szczęście w Alpha Prime nie zawiedli. Fakt. Nie jest to jakość Half Life 2 czy Myst V (najlepsze wykorzystanie dźwięku przestrzennego – to trzeba usłyszeć!), ale i tak jest bardzo dobrze. W hangarach usłyszymy przyjemne echo, dialogi są kierowane do głośnika centralnego (tak jak w filmach na DVD), a wiele efektów takich jak wybuchy czy pomrukiwanie urządzeń dosłownie otacza gracza z każdej strony.
Niestety jak zwykle, do finalnej wersji musiało wkraść się kilka błędów. Fizyka czasami zawodzi. W pewnym momencie rzucone krzesło… przykleiło się do ściany! Potraktowane serią z karabinu odpadło. Wyglądało to naprawdę dziwnie. Druga rzecz to niemożliwość ukończenia gry. Finalny filmik wieszał Alphę na amen. Na szczęście gdy czytacie te słowa można już ściągnąć odpowiedni patch. Uwaga – wszystkie zapisy gry szlag trafia. Trzeba rozpocząć cały poziom od początku.
Jak zapewne wiecie, gra została wydana przez Cenegę w Rewolucji Cenowej. Oznacza to niską cenę oraz wysoką jakość wydania. Dla porównania wziąłem inną grę tego dystrybutora – Ghost Recon Advanced Warfighter. Nie ma żadnej różnicy w jakości! Obie edycje są równie ładne: grube lakierowane etui, porządna instrukcja i szerokie pudełko na płytę. A skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać? Wybaczcie… musiałem to napisać. Alpha wygląda tak jak Ghost Recon, a w dniu premiery kosztuje 3 razy mniej. Tylko pogratulować. Sama gra, została spolszczona kinowo. Uwielbiam takie polonizacje. Dzięki nim gra jeszcze bardziej przypomina film, a do tego nie musimy się martwić o zmarnowanie oryginalnych głosów. Alpha Prime to produkcja dla dorosłych i takie też jest tłumaczenie. Autorzy nie bali się używać słów „powszechnie uważanych za wulgarne”. Nie wszystkie teksty przetłumaczono dosłownie, co jest dużą zaletą. Jeśli ktoś nie wie dlaczego, niech przełoży te oto wyrażenie. Słowo w słowo: „dzięki z góry”. Ta… „thanks from the mountain” rozbawi przeciętnego anglika do łez. Niestety wkradł się drobny błąd. Gdy podniesiemy cokolwiek gra informuje nas „wybrałeś…”. Jakie znowu „wybrałeś”? Powinno być „podniosłeś”. Przejdźmy do instrukcji. Jest dość gruba, czarno biała (24 strony) i opisuje takie rzeczy jak: instalację, klawisze sterujące czy broń. Standard. Znalazłem jeden rzucający się w oczy błąd – w wyrazie „dół” zabrakło „ł”. Poza tym wszystko jest w porządku.
Nie ukrywam, że Alpha Prime przypadła mi do gustu. A to dlatego, że nikt nie obiecywał paraliżującego strachem horroru (dzień dobry id Software), ani rewolucji. To dość długa, ładna wizualnie, wymagająca gra. Gdyby nie zbyt wysoki poziom trudności, frustrujące fragmenty, za słaba broń i kilka błędów z przyjemnością wystawił bym 8. Nie mogę jednak tego zrobić. Na ocenę wpływa również brak trybu multiplayer. Koniec końców, suma wad i zalet daje w pełni zasłużone 7. Za taką cenę – warto!

Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega Poland
Paweł “djsound” Jankowski

























