» DeDark | niedziela, 15-4-2007 1:39 |
|

Raz na jakiś czas pojawiają się w planach wydawniczych wielu firm na całym świecie produkcje, które zdobywają ogromną popularność już w fazie produkcyjnej stając się grami – legendami. Owiane mgłą tajemnicy, z której powoli wyłania się jasny obraz, kuszą swoim wdziękiem, tak przecież zachwalanym przez twórców i powodują, że zaczynamy wierzyć iż to właśnie ten produkt, ta gra zawładnie rynkiem elektronicznej rozrywki. S.T.A.L.K.E.R., Prey, Gothic 3 – to tylko kilka z takich tytułów. Co niestety najważniejsze – nie każda z tych gier zapisała się złotymi zgłoskami w świecie branży elektronicznej. Kolejnym tytułem, który wciąż jednak balansuje na cienkiej linie pomiędzy chwałą a chałą, chwiejąc się raz w jedną, raz w drugą stronę jest Hellgate: London. Gra przez wielu określana jako Diablo III. Jest w tym wiele racji, jednak tej produkcji bliżej jest do System Shock, czy wspomnianego już wcześniej dzieła rosyjskich programistów.
Londyn, rok 2038
Ileż to już razy jakiś opętaniec wzywając na świadków istoty pozaziemskie wołał do ludu natchnionym głosem, że Ziemia spłonie? Ileż to już razy ludzie interpretowali słowa Nostradamusa, aby znać dzień i godzinę? Ileż to już lat minęło, odkąd ludzie przestali wierzyć w te bajki? Wiele… wiele i wiele. Nie oszukujmy się – nadeszły czasy, gdzie wszystko możemy wyjaśnić naukowymi obliczeniami, gdzie technika wylewa się już ze wszystkich zakamarków a pieniądz staje się powoli naszym bogiem. Ludzie stają się już tak zajęci, tak rozproszeni otaczającą ich rzeczywistością, że nie dostrzegają armageddonu. A może nie chcą go dojrzeć? Może tak głęboko wierzą, że cały świat pracuje jak mechanizm zegarka, że gdy wydarza się coś niespodziewanego nie są w stanie przyjąć tego do wiadomości? Wiadome jest jedno – jest już za późno. Gdy wszyscy byli głusi ktoś krzyczał, gdy wszyscy byli ślepi ktoś wskazywał – oto dawna przepowiednia mówiąca, że gdy z Londyńskiego Tower wylecą kruki bramy piekieł się otworzą, Wielka Brytania przestanie być Wielka, bo mało z niej zostanie a całą Ziemię ogranie chaos. Bla, bla, bla…
Jak w każdej sytuacji, tak i w obliczu ogromnej, i na pierwszy rzut oka niemożliwej do opanowania, zagłady znajdzie się jakiś przysłowiowy „Polak” co rzeknie: „a nie mówiłem”. W tym wypadku okazuje się, że ktoś na tę smutną okoliczność utracenia matczynej planety raczył się przygotować i co najważniejsze chce ocalić resztki istnień ludzkich. W czasie gdy w stronę piekielnych demonów leciały pociski nuklearne i broń biologiczna Magowie, Zakonnicy oraz specjalne oddziały Łowców Demonów studiowali pradawne księgi aby znaleźć sposób na rozprawienie się z najeźdźcami. W ten sposób utworzono kilka skupisk ruchu oporu, partyzanckich ugrupowań, które jednak miały szansę w nierównym pojedynku z piekielnymi istotami. Zorganizowani w małe grupy, przebywający w niedostępnych dla mrocznych istot pradawnych sanktuariach oczekiwali na właściwy czas, wypatrywali odpowiedniego miejsca na rozpoczęcie kontrataku. Najlepszym miejscem do tego jest Londyn – to tam wszystko miało swój początek. A czas? Jak najszybciej – każda sekunda powoduje bowiem, że nasz świat zostaje zamieniany w prawdziwe piekło.
Tak w dużym skrócie przedstawia się zarys fabularny gry Hellgate: London. Jak wiadomo nie od dziś tło fabularne w grach RPG (a nie zapominajmy, że HL wciąż się do tego gatunku zalicza) jest jednym z najistotniejszych elementów. W tym jednak wypadku cała oś wydarzeń nie należy do zbyt epickich. Co więcej – sprawia wrażenie, jakby twórcy nie przyłożyli się do niej, dając nam utarty schemat z jednotorowym wątkiem głównym i masą questów pobocznych w stylu „przynieś, podaj, pozamiataj”. Taka prostota powoduje jednak, że w grę można wpakować masę elementów bez żadnych nieścisłości, gdyż po prostu nie ma niczego, co tą nieścisłość byłoby w stanie wywołać. Taka polityka sprawdziła się przecież doskonale w poprzednim dziele panów z Flagship, którzy wtedy pracowali jeszcze w Blizzard Entertainment – Diablo.
W Hellgate: London do dyspozycji graczy zostanie oddane kilka frakcji. Każda z tych frakcji posiadać będzie też kilka typów jednostek, którymi będziemy mogli kierować w grze. Na razie wymienia się trzy odrębne obozy – Zakonników Templariuszy, Kabalistów, którzy władają magią, ale nie są im obce dokonania najnowocześniejszej techniki, oraz Łowcy Demonów, specjalnie wyszkolone i przygotowane na walkę ze sługami piekieł oddziały złożone z dawnych komandosów. W każdej z tych organizacji będziemy musieli dokonać wyboru klasy – czy chcemy być bardziej nastawieni ofensywnie, czy defensywnie; czy zamiast miecza chwycimy za broń palną, czy jednak głowy będą odpadać pod naszym ostrzem lub magicznymi zaklęciami. Dokładne podziały nie są jeszcze dokładnie znane i potwierdzone, wiadomo jednak, że na pewno sprawdzi się w nich powyższy schemat. W tym momencie pojawiają się też pierwsze podobieństwa do Diablo II w formie drzewek umiejętności. Każda postać będzie dysponowała skillami podzielonymi na trzy kategorie – drzewka. Będziemy mogli zarówno starać się wyważyć wszystkie zdolności, jak i zostać specjalistą w jednej z nich. Rozczarują się jednak Ci, którzy liczyli na to, że będą przebierać w ogromnej liczbie zdolności – ich liczba nie będzie raczej przekraczała 6-7 na jedno drzewko, co da nam wynik około 20 zdolności na postać. Nie jest to zbyt wiele, ale powodów do wielkich narzekań nie ma.
Postać wybrana – pora ruszyć w świat! Autorzy zapowiadają, że tutaj na graczy czeka bardzo duża niespodzianka niosąca ogromną frajdę. Z jednej strony będziemy mieli Londyn – miasto-matkę dla naszych wypadów, gdzie stawiać będziemy pierwsze kroki, handlować, zdobywać umiejętności oraz eksterminować największych skurczybyków, jakich nosiła Ziemia. Graficy z Flagship Studios odwalili w tej materii kawał dobrej roboty przenosząc do cyfrowego świata wszystkie najważniejsze dzielnice Londynu i charakterystyczne budowle. Będziemy więc mogli zwiedzić słynne British Museum, przejść przez Tower Bridge, czy zgubić się w nitkach londyńskiego metra. Najciekawsze ma być jednak to, jak została przygotowana pozostała część mapy, bo o ile wygląd Londynu będzie stały, niezmienny i odpowiadający rzeczywistości, to już reszta terenów będzie dla każdej rozgrywki generowana losowo. Kolejny miły smaczek rodem z Diablo. Autorzy starali się odpowiednio wyważyć ilość otwartych lokacji, jak i miejsc klaustrofobicznych. Tak więc prawie równie często będziemy robić wypady na powierzchnię co ukrywać się gdzieś w zakamarkach podziemnych tuneli i korytarzy.
Przemierzając te, jak i inne lokacje nie raz natrafimy na postaci, które będą chciały dać nam zadanie, lub po mordzie. I o ile spotkanie z tymi pierwszymi będzie znacznie rzadsze to tych drugich będziemy mogli spotkać niemalże na każdym kroku. Większość gry spędzimy samotnie, więc liczyć będziemy mogli tylko na siebie, lub na sprzęt. Ten oczywiście będziemy mogli zdobyć na dwa sposoby – zakupić u jakiegoś podziemnego handlarza, lub znaleźć po zabitych przeciwnikach. Ze sklepami ma być ciekawa sprawa – otóż większość z nich będzie czynna tylko w odpowiednich godzinach, które będą synchronizowane z zegarem systemowym Windows, lub z zegarem na serwerze internetowym gry. Jest to pomysł trochę karkołomny, więc o wprowadzeniu go w życie jeszcze nie mówi się zbyt głośno. Sprzętu w grze będzie całe mnóstwo – jak w większości gier z gatunku Role Playing, tak i w Hellgate London coś dla siebie znajdą fani kolekcjonowania złomu. I to naprawdę przeróżnego. Galeria broni, jakie będziemy mogli ujrzeć w tej grze jest naprawdę imponująca. W nasze łapki wpadną standardowe dla gier RPG miecze, ale także strzelby, pistolety plazmowe, czy też wyrzutnie rakiet. Mamy w końcu XXI wiek, co jednak nie zmienia faktu, że broń ta nie jest do końca zwyczajna – większość z nich została poświęcona, bądź pobłogosławiona, co znacznie zwiększa ich siłę rażenia. Jest też kij do krykieta… angielskie poczucie humoru. Prawie każdy przedmiot będzie modyfikowalny, to znaczy, że będziemy mogli zwiększyć jego skuteczność za pomocą specjalnych „gemów”, jak na przykład relikwie, czy specjalne paliwa nadające broni specjalną moc (trucizna, ogień itp.). Do broni palnych przygotowano dodatkowe magazynki, czy specjalne pociski wypełnione wodą święconą, magicznymi substancjami. Są też specjalne baterie zwiększające szybkostrzelność broni. Każdy z tych przedmiotów będzie można umieścić tylko w specjalnym gnieździe na broni, której chcemy użyć. Co ciekawe, w przeciwieństwie do tego, co widzieliśmy w Diablo, tutaj każdy z tych „gemów” można wyjąć.
Skoro wiemy już czym, pora przejść do tego, co będziemy rozpieprzać. Na tej płaszczyźnie również nie ma zbyt wiele do wytykania, gdyż jak większość pomysłów, tak i generalne założenia bestiariusza zostały oparte na schemacie ze słynnego dzieła Blizzarda. Podobnie jak tam, tak i w Hellgate: London napotkamy przeciwników podzielonych na cztery pomniejsze grupy – demony, nieumarli, duchy i bestie. W każdej z nich znajdą się zarówno zwykłe „pionki” jak i potężni bossowie. Jeden z nich – mierzący kilka metrów stworek o krwistoczerwonym kolorze skóry na pewno zostanie rozpoznany przez fanów Diablo. Sam wygląd tych stworzeń jest wręcz fantastyczny – nie można sobie wyobrazić bardziej potwornych potworów. Co najważniejsze dla graczy każdy z napotkanych przeciwników będzie miał inne słabe punkty i będzie podatny na różne rodzaje obrażeń – wiadomo, że ducha nie rozpłatamy zwykłym mieczem a płonący demon będzie uodporniony na ogień. Sprawi to, że gracz powinien położyć większy nacisk na odpowiedni dobór sprzętu, jak i umiejętności, które wspierać go będą w walce.
Pora na aspekt najważniejszy – rozgrywkę. Tutaj niestety powiązania z Diablo kończą się na rzecz czystej gry akcji z widokiem FPP, lub TPP w przypadku korzystania z broni białej. Oglądając filmy z gameplaya nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że patrzę na Painkillera 2, czy Serious Sama 3. Dla jednych będzie to wada, dla innych zaleta, ale przez większość rozgrywki będziemy przeć do przodu rozwalając hordy przeciwników czających się całymi stadami za każdym rogiem. Zero techniki, zero taktyki – po prostu stara dobra, rajdowa zasada – „byle do przodu i nie rozbić samochodu”. Niestety wywołuje to na ekranach olbrzymi chaos, nad którym będziemy musieli zapanować. A mając przed sobą kilkanaście przycisków, okienek, pasków i statystyk może się to okazać dość trudne. Oczywiście oprócz samej, raczej bezcelowej, eksterminacji przyjdzie nam wykonać questy poboczne, jak i misje scenariusza, który popychać będzie całą fabułę w przód. Jakich questów można spodziewać się po takiej grze? Odpowiedź pozostawiam waszemu doświadczeniu w grach action-RPG. Co ciekawe w grze doświadczymy także zadań losowych, generowanych za każdym razem w innym czasie i w innym miejscu. Cały filar gry mają stanowić jednak zadania głównego scenariusza, które już nie powinny popadać w schematyczność. Za każde pomyślne wykonanie misji będziemy odpowiednio nagradzani, czy to jakimś przedmiotem, czy pomocną dłonią.
Na oddzielny akapit zasługuje tryb multiplayer gry, który wedle zapewnień twórców ma mieć odrębną fabułę, a co najważniejsze możliwość pojedynku, lub kooperacji z wieloma graczami z całego świata dzięki odpowiednikowi znanego systemu BattleNET. Tryb wieloosobowy ma być także znacznie bardziej rozbudowany od tego, co zobaczą gracze bez dostępu do Internetu. Nowe bronie, zbroje, demony i lokację to tylko wierzchołek góry lodowej. Dla graczy zostanie dodana także możliwość zakładania gildii, czy klanów zrzeszających ludzi z całego świata. Dodatkowymi atrakcjami mają być „eventy” – wydarzenia, które pozwalają zdobyć specjalne umiejętności, czy przedmioty. Równie ciekawie zapowiada się tryb Hardcore. Po wybraniu tej opcji podczas gry multiplayer gracz nie będzie miał możliwości wskrzeszenia się po śmierci i jego postać zostanie automatycznie usunięta z serwera. Nie wątpię jednak, że wiele osób podejmie takie ryzyko, gdyż nagrodą za nie będą specjalne kolorystyczne aury odróżniające ich od reszty graczy, dodatkowe umiejętności, czy inne szpanerskie dodatki.
Technicznie nie jest najgorzej, ale także nie uświadczymy niczego nadzwyczajnego oprócz pięknych modeli i animacji przeciwników. Budynki w około wyglądają szaro i monotonnie, interakcja z nimi marna a i pochodzić po nich będziemy mieli okazję niezwykle rzadko. Gra światła i cienia, oraz efekty użycia broni wyglądają przyzwoicie i na dłuższą metę nie będą na pewno przeszkadzać, chociaż po broniach zaklętych magiczną mocą można by spodziewać się ciekawszych efektów. Interface jest przejrzysty a podczas przeszukiwania inwentarza, czy innych spośród dziesiątek okienek, gra zatrzymuje się. Nie wyobrażam sobie, aby miało być inaczej, chociaż tak zapewne będzie w trybie MP.
Hellgate: London – będzie kolejna świetna gra, czy następny przereklamowany średniak? Dowiemy się już latem tego roku… o ile nikt i nic nie zawiedzie. A w przypadkach gier „epickich” takie sytuacje lubią się zdarzać nagminnie.
SerafiN
























listopad 29th, 2007 o 19:11
czy ktos mi pomoze w sprawie hellgate l? zaciela sie na jednej misji i nie wiem co dalej :(