» DeDark | środa, 25-4-2007 15:39 |
|
Gdy autor mówi o swojej grze „symulator” może to oznaczać dwie rzeczy. Albo powstaje produkt dla hermetycznej grupy osób, albo to słowo, to tylko jedno z wielu bezpodstawnie umieszczonych na tylnej części pudełka z grą. Tak, aby ładniej wyglądało i zajmowało chociaż trochę miejsca obok tego wielkiego arta i pięciu screenów. Tak właśnie jest z grą David Douillet Judo – „symulatorem” najnudniejszej chyba wschodnioazjatyckiej sztuki walki, jaką jest Judo.
Szczerze powiedziawszy Judo nigdy mnie nie kręciło. Cóż fajnego jest w walce, kiedy nie możemy zranić przeciwnika a jedynie powalić go na ziemię? Nie widzę więc innego zastosowania dla Judo oprócz pokazów, czy mistrzostw. I tam właśnie skupia się akcja gry David Douillet Judo. Produkt ma spore zaplecze, jeżeli chodzi o licencje. Wystarczy wspomnieć, że sygnowany jest nazwiskiem najlepszego francuskiego judoki – Davida Douillet, oraz został w pełni zaakceptowany przez Francuską Federację Judo. W grze zobaczymy także nazwiska i twarze innych sławnych judoków z całego świata, łącznie ośmiu zawodników. Do tego dochodzi jeszcze sam Douillet, ale aby nim zagrać musimy go najpierw odblokować przechodząc karierę. Ale zacznijmy od początku.
A na początku srogie baty dla wydawcy gry. Za co? Otóż za to, że zarówno w informacjach dla prasy odnośnie wymagań sprzętowych, jak i na samym pudełku z grą nie zostało napisane, że DDJ potrzebuje do prawidłowego działania modułu Pixel Shader na karcie graficznej. Wyobraźcie sobie moje poirytowanie, gdy mimo pozornego spełnienia wszelkich (ujętych w instrukcji i na pudełku) wymagań systemowych gra nie chciała się uruchomić przez mój relikt przeszłości – GF4MX. Jest to tym bardziej zadziwiające, że nie zapomniano napisać o głośnikach, bez których jak najbardziej można się obejść. Z pomocą przyszedł mi jednak program 3DAnalyze, który umożliwia emulowanie efektów takich jak Pixel, Vertex Shader, czy Bump Mapping.
Tak więc, gdy po tych bólach wreszcie uruchomiłem grę ukazało mi się menu… w rozdzielczości 640×480. Co ciekawe w opcjach gry można TYLKO podejrzeć konfigurację pada i klawiatury. Żadnych opcji graficznych, czy dźwiękowych, tylko dwie plansze z rozrysowanym rozstawieniem klawiszy, których też nie można zmienić. Na szczęście domyślna konfiguracja klawiatury jest dobra. Gorzej sprawa ma się z padem, gdyż gra domyślnie ustawia wszystko pod pad cztero przyciskowy, więc na innych trzeba grać „na czuja”. Wracając jednak do opcji graficznych, aby zmienić rozdzielczość ekranu trzeba wyjść z gry i z oddzielnego pliku odpalić konfigurację. Bardziej niefunkcjonalnie już chyba nie można tego było zrobić. Aby natomiast zmienić ilość detali, czy dokładność modeli… należy kupić inną grę, bo w DDJ takich opcji już nie uświadczymy! Później uświadomiłem sobie, że przed wybraniem mapy i podczas gry też można pobawić się w opcjach gry i za każdym razem będzie to coś innego. Po co cztery różne okna konfiguracji do jednej gry? W jednej rozdzielczość, w drugiej sterowanie, a dwa ostatnie to szybkość gry i poziom trudności. Ma ktoś może mapę, bo zaczynam się gubić?
Przebrnąwszy przez pierwsze aspekty gry docieramy do najważniejszego, czyli rozgrywki. Ta została podzielona na trzy tryby – szybka walka, turniej i kariera. Ta ostatnia zostaje odblokowana dopiero po przejściu przystępnego samouczka, który dokładnie wytłumaczy wszelkie niuanse rozgrywki. Wszystko to zostało oprawione głosem Davida Douillet, więc każdy kto nie zna francuskiego całe zasady będzie musiał przeczytać. Kto natomiast nie zna angielskiego będzie mógł zapoznać się z zasadami dzięki polskiej instrukcji, w której podane są wszystkie potrzebne do efektywnej gry informacje. Gdy już dane nam będzie ujrzeć napis, że pomyślnie zakończyliśmy tutorial będziemy mogli przećwiczyć wszystko w trybie szybkiej walki, gdyż w tutorialu nie ma takiej możliwości. A trochę poćwiczyć trzeba, gdyż z początku gra wydaje się trudna, szybka i chaotyczna. Wrażenie to mija jednak po kilkunastu minutach spędzonych z grą, kiedy załapiemy o co chodzi i nauczymy się sterowania. Jeżeli jednak ktoś jest naprawdę oporny może w opcjach (tych podczas walki) zmniejszyć szybkość gry nawet do 25%. Taki zabieg powoduje już jednak, że nie uświadczymy już najmniejszego nawet dynamizmu. Ale, ale… nie wyjaśniłem jeszcze na czym polega rozgrywka.
Jeżeli miałbym podać grę, do której David Douillet Judo jest podobny to wskazałbym na… Dance Dance Revolution! Już teraz widać, że z symulatorem to ona ma mało do czynienia. Cała gra sprowadza się do wciskania we właściwym momencie przycisków odpowiedzialnych za ruch rękami, biodrami i nogami, oraz strzałek kierunkowych. Na ekranie walki pod naszymi judokami znajdują się trzy paski, po których przelatują symbole. Naszym zadaniem jest wybrać odpowiedni pasek (trzy poziomy trudności wykonania techniki) i wstukiwać te symbole w momencie, gdy znajdą się najbliżej końca danego paska. To tyle. A… zapomniałem jeszcze wspomnieć, że wszystkich stylów – ataków, kontrataków, rzutów itd. jest w grze 52. Można jednak spokojnie wygrać walkę korzystając z czterech-pięciu z nich. Jak w każdej grze, tak i w DDJ znajdziemy dwa paski wytrzymałości naszych wojaków. Energia spada nam zarówno, gdy jesteśmy kładzeni na matę, jak i w momencie, gdy nasz atak zostanie zablokowany. Co ciekawe, i co zapewne zadziwi większość graczy przyzwyczajonych do gier typu Tekken, gdy pasek energii spadnie do zera nasz judoka wciąż mężnie na macie stać będzie. W judo nie wygrywa bowiem ten, kto rozłoży przeciwnika większą ilość razy, tylko ten, który zrobi to w lepszym stylu. Punkty zaś podzielone są na cztery kategorie – Koka, Yuko, Waza Ari i Ippon. Ten ostatni oznacza nokaut, ale wymaga perfekcji przy wykonywanej technice. Jeden Ippon równoważny jest natomiast dwóm Waza Ari. W uzyskaniu jak największej ilości punktów skuteczności pomaga nam uszczerbek na energii przeciwnika – im mniej jej posiada, tym nasze ataki będą miały lepszy styl.
Na oddzielny akapit zasługuje tryb kariery, w którym to tworzymy naszego judokę (aby nie było zbyt fajnie jest to raczej edycja jednego z istniejących panów, niźli stworzenie własnego) i wyruszamy na podbój mat na całym świecie zaczynając od lokalnych rozgrywek, na mistrzostwach świata kończąc. Irytuje jednak to, że zarówno w lokalnych francuskich zawodach o, teoretycznie, zerowym poziomie, jak i na mistrzostwach zobaczymy tych samych zawodników. W końcu, jak ma się do dyspozycji tylko dziewięciu… Nic to jednak, ważne jest to co na tych zawodach zdziałamy. Im lepszy nasz wynik, tym więcej punktów doświadczenia zdobędziemy, aby następnie przeznaczyć je na rozwój cech naszego judoki, lub naukę nowych technik. Pięcie się w górę, po szczeblach kariery otwiera nam możliwość odblokowania ciekawych opcji jak na przykład nowe lokacje, czy możliwość gry z szybkością 125%. Nie daje to jednak zbytniej satysfakcji i nie jest dobrą motywacją. Dlatego też o David Douillet Judo zapominamy tak szybko, jak szybko można wygrać pojedynek, a mnie udało się to w 4 sekundy. Szczerze powiedziawszy ani razu nie dotrwałem do końca czasu walki (domyślnie 5 minut), gdyż te kończą się najczęściej już w pierwszej minucie.
Rozgrywkę urozmaica tryb multiplayer umożliwiający grę dwóch graczy na jednej klawiaturze, bądź klawiszach i padzie, co jest znacznie sensowniejszym wyborem. Szczerze powiedziawszy dopiero gra z żywym przeciwnikiem przynosi prawdziwą frajdę i w porównaniu z pojedynkiem przeciw głupiej SI jest naprawdę emocjonująca. Wszystko przez to, że komputerowi gracze są strasznie przewidywalni. Ponadto na niskim poziomie trudności nie są w stanie zrobić komukolwiek krzywdy. Gdy jednak zwiększymy trudność gry zaczynają najzwyczajniej w świecie oszukiwać, co staje się niezwykle irytujące.
W kwestii oprawy gry mam mieszane uczucia. Grafika nie należy do najpiękniejszych. Widać, że autorzy jako priorytet postawili sobie animację judoków, która wygląda bardzo dobrze, ale już widzów na trybunach wycięli z kartonu. Wygląd twarzy sędziego (a w każdych zawodach jest jeden i ten sam!) powinna natomiast podlegać pod sądy 24 godzinne. Jest płaska, kanciasta i niedokładna, a to właśnie ją widzimy najczęściej i najdokładniej. Na szczęście lepiej jest z dźwiękiem – chociaż odgłosów w grze nie ma wiele, to padanie na matę wydaje charakterystyczny stłumiony huk, którego natężenie zależne jest od siły upadku. I znów przyczepić można się tylko do drugiego planu – kibice krzyczą te same trzysekundowe sample a sędzia ma nagrany jeden dźwięk na każdą notę. Sprawia to wrażenie obcowania z zaprogramowanymi cyborgami. Hmm… w końcu jesteśmy w grze, nie?
Pora na małe podsumowanie gry. David Douillet Judo to produkt niezwykle nierówny. Z początku gra jest miła, ale im bardziej się w nią zagłębiamy, tym więcej aspektów nas odrzuca. Sprawia to, że szybko o niej zapominamy i odkładamy na półeczkę, bądź do czasu, gdy wpadną kumple – wtedy DDJ może zamienić się w platformę do kilkuosobowej zabawy. Nie chciałbyś udowodnić, że jesteś najlepszy w judo?

Składam podziękowania za współpracę firmie IQ Publishing
SerafiN
























sierpień 5th, 2007 o 10:52
“Cóż fajnego jest w walce, kiedy nie możemy zranić przeciwnika a jedynie powalić go na ziemię? Nie widzę więc innego zastosowania dla Judo oprócz pokazów, czy mistrzostw”
UFC, PRIDE, HERO’s => graplerzy wymiatają w walkach 1 na 1?
styczeń 4th, 2008 o 22:56
co za pajac pisał tą recenzje
styczeń 6th, 2008 o 17:38
Składając literki od lewej do prawej, wychodzi na to, że niejaki SerafiN… A tak z innej beczki? Co za pajac napisał komentarz powyżej? ;>
styczeń 7th, 2008 o 21:15
muehehehe… tu jestem. Chętnie wysłucham czegoś ciekawego o moich tekstach… :D
wrzesień 7th, 2008 o 18:21
Tak głupie teksty może sprzedać tylko gościu, który na w-fie nigdy nie był. Średniej klasy judoka po dwóch latach treningu potrafi rzutem na ulicy odebrać oddech a czasem i przytomność leszczowi, który nic nie ćwiczył.
O grach wypowiadaj się na drugi raz bez dywagacji na temat zastosowania w rzeczywistości skoro o niej nie masz pojęcia.
wrzesień 8th, 2008 o 1:05
Drogi xxx, skoro jesteś znawcą, miej odrobinę odwagi obywatelskiej i podpisz się imieniem i nazwiskiem, wtedy pogadamy.