» DeDark | czwartek, 26-4-2007 4:05

Znacie tą historię? Chłopak o imieniu Jack wygrywa w karty bilet na pewien statek, który miał być niezatapialny. Poznał tam pewną bardzo bogatą panią imieniem Rose i zakochał się w niej na zabój. Ku jego szczęściu z wzajemnością. Zanim jednak nasza parka zdążyła się sobą nacieszyć musiała rozpocząć walkę o przeżycie, bo okazało się, że ów statek, na którym płynęli, owszem może i był niezatapialny, ale pod warunkiem, że omijał góry lodowe. O jakim filmie mowa? Macie rację – o głośnym i nagrodzonym 11 oscarami Titanicu.

Historia przedstawiona w filmie nie należy do skomplikowanych – jest prosta, ale nie prostacka.
Pewnego dnia nienarzekający na nadmiar gotówki Jack wygrał w karty bilety na rejs do Ameryki wspaniałym, nowym liniowcem – Titanicem. Nie wiedział jednak jak bardzo zmieni się jego życie z chwilą wejścia na pokład dla pasażerów trzeciej klasy.

Już pierwszego dnia tragicznego rejsu poznał piękną Rose, która nienawidziła swojego stylu życia.

Dlaczego, pytacie? Otaczało ją „stado”, dla którego miarą wartości człowieka była grubość jego portfela. Rose nie mogła odnaleźć sie wśród ludzi, którzy nie potrafili dostrzec czegoś takiego jak uczucia czy wartości moralne. Potrzebowała ciepła, zrozumienia i miłości a nie złota, konta w banku i udziałów w firmach. Nic więc dziwnego, że zafascynował i zauroczył ją prosty, zwyczajny chłopak Jack, który w przeciwieństwie do jej narzeczonego stawiał człowieczeństwo nad bogactwem. Niestety ich historia nie kończy się słowami „i żyli długo i szczęśliwie”. Pewnej chłodnej, kwietniowej nocy Titanic wpadł na górę lodową, która nie dała mu żadnych szans, a niewystarczająca liczba szalup skazała połowę pasażerów na pewną śmierć w lodowatych wodach Atlantyku.

Taki właśnie był Titanic Jamesa Camerona – zapierał dech w piersi efektami specjalnymi, fascynował dbałością o szczegóły i wzruszał pięknymi scenami (nie chodzi tylko o te pomiędzy Jackiem i Rose).
Blisko dziesięć lat po premierze trafił po raz drugi na płyty DVD w ulepszonej i odnowionej cyfrowo wersji. Sprawdźmy czy jest warta swojej ceny.

Nowe wydanie ma dość ciekawą historię. Na początku miała to być wersja 4-płytowa, która po jakimś czasie utraciła jeden krążek i stała się edycją 3 – dyskową. Pojawiły się nawet plotki, mówiące, że (o zgrozo) do sklepów trafi tylko pudełko z dwoma krążkami.
Jedyne co w zapowiedziach reedycji nie ulegało zmianie to sposób oglądania usuniętych, nigdy wcześniej nieprezentowanych scen. Według pierwszych informacji, edycja specjalna była swego rodzaju minigierką. W trakcie filmu na ekranie miał się pojawić znaczek, informujący że możemy włączyć jedną z usuniętych scen. Na szczęście skończyło się tylko na zapowiedziach. Komu chciałoby się „polować” na jakieś znaczki przez trzy godziny. To w końcu film, a nie test na spostrzegawczość. O scenach usuniętych poczytacie nieco później. Teraz powiem tylko, że wszystkie trafiły na oddzielną płytkę, a sam film pozostał w wersji kinowej.

Ostatecznie do sklepów trafiły dwie nowe edycje: dwu i cztero-płytowa. W tej pierwszej mamy film rozdzielony na dwie płyty oraz kilka typowych dla takich wydań dodatków: komentarze, zwiastuny, teledysk „My heart will go on”, dodatkowy materiał filmowy oraz alternatywne zakończenie.
Muszę rozczarować osoby liczące na to, że Jack i Rose będą w nim „żyli długo i szczęśliwie” – to przecież „gryzie” się z fabułą filmu. Wypadałoby wyjaśnić czym jest ten tajemniczy „dodatkowy materiał”. To nic innego jak dokument „making of” rozłożony na czynniki pierwsze. Jest on wyświetlany tuż przed najlepszymi momentami, dzięki czemu dowiemy się jak powstała sekwencja zderzenia z górą lodową czy moment przełamania się statku. Wygląda to tak, że na chwilę przed ważną sceną pojawia się dokument mówiący jak powstała. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie aby obejrzeć dokument oddzielnie. Podsumowując, wydanie dwu-płytowe nie różni się niczym od innych tego typu edycji. Kosztuje około 50 złotych. Warto jednak dopłacić około 40 zł i wrócić do domu ze znacznie lepszą wersją cztero-płytową, o której będzie mowa w tej recenzji.

Pierwsze co nam wpadnie w oko to znakomicie wyglądające opakowanie: imitujący skórę karton ze srebrno tłoczonymi napisami i częściowo lakierowanym zdjęciem na środku. Wygląda znakomicie. Tak jak w wydaniu 2-płytowym pierwsze dwie zostały poświęcone na film. Pozostałe to materiały, których nie znajdziemy w tańszym wydaniu. Każdy z nas doskonale wie jaki jest Titanic, dlatego od razu przejdę do spraw czysto „technicznych”. Czyli jakości obrazu i dźwięku.

Niestety nie miałem doczynienia z poprzednim wydaniem, dlatego trudno mi jest ocenić czy obraz został w stosunku do starszej wersji poprawiony. Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia, bo jakość wyświetlanego filmu jest bardzo dobra. Nie ma tu charakterystycznego dla starszych produkcji śnieżenia, tzw. „ziarna”, słabej ostrości czy innych „artefaktów”.

Dźwięk – tu nie mam najmniejszych wątpliwości. Ktoś musiał przy nim majstrować i chwała mu za to. Na forach dyskusyjnych spotkałem się z opinią, że wielką wadą wydania jest brak DTSu. Z jednej strony szkoda, że nie ma tego właśnie formatu dźwięku, ale z drugiej strony po obejrzeniu filmu zastanawiam się czy można byłoby zrobić coś lepszego. To co prezentuje DD 5.1 przechodzi najśmielsze oczekiwania.

Pierwsza połowa filmu jest bardzo spokojna dlatego nie można oczekiwać „dźwiękowych fajerwerków”. Owszem, możemy śmiało powiedzieć o doskonale rozmieszczonych efektach, pieszczących ucho detalach czy krystalicznie czystej muzyce. W dzisiejszych czasach nie jest to jednak nic nadzwyczajnego – to prawie norma („prawie” bo nadal trafiają się „czarne owce”). Z całą pewnością normą nie jest to co usłyszymy po zderzeniu z górą lodową. Sceny w zalanym transatlantyku to prawdziwe mistrzostwo świata: doskonałe echo i przeszywający odgłos gnącego się metalu robią ogromne wrażenie. Wrzaski zdesperowanych pasażerów, szum wdzierającej się na pokład wody, trzask przepalających się instalacji elektrycznych, płacz dziecka w oddali czy wreszcie odgłos łamiącego się okrętu – dawno nie słyszałem czegoś równie dobrego. Wszystkie dźwięki słyszane gdzieś w tle dochodzą do nas rzeczywiście jakby z daleka, a nie prosto z lewego czy prawego tylnego głośnika wiszącego na ścianie. Do tego znakomita muzyka wypełniająca wszystkie kanały, idealnie buduje odpowiednią atmosferę. Moim zdaniem mogłaby być nieco głośniejsza, ale to już drobiazg.

Pora przyjrzeć sie bliżej pozostałym dwóm płytkom – w końcu to one mają zachęcić do kupna droższej, czterodyskowej edycji.
Jak już wyżej wspomniałem pierwsze dwie to film. Zostały już omówione – są dokładnie takie same jak w edycji 2DVD, dlatego też przejdę dalej.

Trzecia płyta to aż 29 usuniętych scen. Większość z nich jest prezentowana po raz pierwszy. Co więcej każda prezentuje równie wysoki poziom co sam film, a to już coś. Największym problemem usuniętych scen jest to, że bardzo często tak naprawdę nie wiadomo gdzie miały się znajdować. Można się tylko domyślać. W Titanicu ten problem nie istnieje. Każda ze scen kończy się i/lub zaczyna fragmentem z końcowej wersji filmu. Rozwiązanie proste ale skuteczne – dużo wygodniejsze niż „polowanie” na znaczki.
Co więcej każda ze scen sprawia wrażenie starannie dobranej spośród wielu – wszystkie mimo, że krótkie, są bardzo ciekawe i naprawdę wartościowe (rozwijają i rzucają więcej światła na niektóre wątki – to prawdziwa rzadkość w tego typu dodatkach). Warto też zaznaczyć, że wszystkie sceny są ukończone i dopieszczone – nie ma tu żadnych niedopracowanych śmieci z beznadziejnymi animacjami czy blue screenem w tle (zdarzały się i takie „kwiatki”). Nikt nie poszedł tu na łatwiznę i nie dodał czegoś tylko po to, żeby napisać na pudełku „XY nigdy wcześniej nieprezentowanych scen”. Nie zabrakło także polskich podpisów. Tylko pogratulować.
Druga płyta to także trzy parodie. Dwie z nich są całkiem niezłe, ale na największe uznanie zasługuje wywiad z J. Cameronem. Dwóch panów przyszło do niego z pomysłem…nakręcenia kontynuacji. Swoją drogą ci sami „osobnicy” dręczyli już Petera Jacksona przy okazji Władcy Pierścieni (też chcieli zrobić sequel). Niestety zabrakło tu polskich napisów. Osoby nie znające angielskiego wiele stracą – ich pomysły co do fabuły są po prostu rozbrajające.

Przejdźmy do płyty czwartej – ostatniej.
Niestety na tej płycie nie ma w ogóle polskiego tłumaczenia – a szkoda, bo dodatki zawarte na tym krążku są naprawdę znakomite. Najciekawszym z nich jest 15 minutowy dokument ukazujący wnętrze prawdziwego Titanica. Nie ma tu efektów specjalnych, cyfrowej obróbki obrazu czy innych „ulepszaczy”. Narratorem jest sam reżyser – James Cameron, który nie raz „odwiedził” Statek Marzeń nawet wiele lat po ukończeniu filmu (ostatnia ekspedycja miała miejsce w roku 2005). Nawet jeśli nie znacie angielskiego warto go zobaczyć. Oglądanie zrujnowanego wnętrza zmusza do refleksji – przecież tam zginęli ludzie.
Nie zapomniano o miłośnikach dokumentów typu „making of”. Może nie liczy się ich w godzinach, ale tak naprawdę co za dużo to nie zdrowo. Jest tu wszystko co być powinno – ani za dużo, ani za mało. Czwarta płyta, to także przytłaczająca liczba zdjęć i szkiców koncepcyjnych (ponad 1000 fotosów), kilka innych dokumentów czy zabawny filmik stylizowany na wiadomości z roku 1912.

Obejrzenie wszystkich materiałów dodatkowych zajmie Wam kilka godzin. I zapewniam Was, że nie będzie to czas stracony.

Przyszła pora na udzielenie odpowiedzi na pytanie „czy warto?”. Podsumujmy: doskonała jakość filmu, ciekawe dodatki, świetnie zrealizowane „wycięte sceny”, bardzo ładne pudełko. A to wszystko za przystępną cenę. Odpowiedź może być tylko jedna – WARTO. To jedno z najlepiej zrealizowanych wydań specjalnych jakie trafiły na nasz rynek.

      

      

      

      

      

      

      

Paweł “djsound” Jankowski


« Code Of Honor: Francuska Legia Cudzoziemska Fucking Amal »

6 komentarze do “Titanic”

  1. Nowe recenzje djsounda « djsound…nie tylko o grach napisał:

    […] TITANIC 4DVD Fucking […]

  2. Kamil Kłósek napisał:

    Film Titanic jest to mój ulubiony film tak samo jak mojej siostry jest to nasz ulubiony film,ale nie wiem dlaczego ale go uwielbiam!!

  3. karola napisał:

    hej:0 może wiecej zdjęc:) te sa super:D

  4. sweet-izunia napisał:

    bardzo mi sie podoba ten film kocham titanic jak nitk inny

  5. Titka napisał:

    Kocham ten jest wręcz boski.Ale ale ale…zmienię temat.Najbardziej boski jest Paddy Kelly z zespołu Kelly Family

  6. Titka napisał:

    swett izunia.Jak to nikt inny ja kocham ten film najbardziej na świecie!!!!!!!!!!!!!!

Zostaw komentarz