» DeDark | czwartek, 26-4-2007 18:27

Lubisz filmy o kochających się nastolatkach? Słyszałeś kiedykolwiek o Fucking Amal? Nie? A czy wiesz, że w rodzimej Szwecji był równie popularny jak Titanic? Czym sobie zasłużył? Odpowiedź na te i wiele innych pytań znajdziesz w dalszej części recenzji.

Film można będzie obejrzeć dziś w programie pierwszym TVP o godz. 23:55

Na początku muszę wyjaśnić kilka rzeczy. Po pierwsze. Film nie ma nic wspólnego z produkcjami XXX – chodzi tu jedynie o miłość duchową, emocjonalny związek. Jestem wredny, dlatego pierwsze zdanie recenzji brzmi tak a nie inaczej. Co więcej, jeśli ktoś jeszcze nie zauważył to po „A” jest „m” a nie „n” (znam osoby, które nawet w dużym logo na okładce widziały „n”. Freud był by dumny). Fucking Amal to dramat, nie ma tu ani jednej rozbieranej sceny, a najgorętszym (jeśli mogę tak powiedzieć) momentem jest pocałunek, trwający jakieś 5 sekund. Po drugie, opowiada on o miłości homoseksualnej. Jeśli masz uczulenie na ten temat, daruj sobie film i czytanie recenzji. No dobrze. Skoro wszystko jasne, zobaczmy o czym to w ogóle jest.

Agnes to dziewczyna po przejściach. Przeniosła się wraz z rodzicami do małego, niemal odciętego od świata miasteczka. Tytułowe Amal, jest tak zacofane, że nawet moda dociera tam z opóźnieniem. W trakcie gdy wszyscy fascynują się imprezami rave, cały świat uważa go za przestarzały. Co więcej Amal nienawidzi i nie toleruje jakiejkolwiek odmienności. Chcesz mieć „przyjaciół”? Bądź przeciętny tak jak wszyscy inni, zapomnij o sobie i za nic w świecie nie ujawniaj tego co jest w tobie wyjątkowe. Okrutne? Ale prawdziwe. Do takiego świata trafia Agnes. W rodzinnych stronach zostawiła nie tylko wszystkich przyjaciół, ale i radość życia. Po przeprowadzce jest zupełnie sama, nie ma nikogo z kim można by pogadać czy wypłakać się w ramię. Jedyną „osobą”, której może się zwierzyć i zaufać jest jej komputer, na którym pisze pamiętnik. Rodzice starają się jak mogą, ale trudny wiek i okres dojrzewania robą swoje. Co prawda Agnes spotyka się z niepełnosprawną Birgittą, ale w głębi duszy obie dziewczynki pałają do siebie nienawiścią. Trzymają się razem, bo są jedynymi „odrzutkami”. Agnes jest ignorowana, bo jest „nowa” w Amal. Birgitta, bo jeździ na wózku. Gdyby tego było mało, pewnego dnia nasza bohaterka zakocha się w starszej o kilka lat Elin. Agnes chciała by ukryć to uczucie głęboko w sercu przed całym światem, ale niestety w końcu wszystko wyjdzie na jaw. (nie bez udziału „przyjaciołki” Birgitty) Początkowo Elin, bojąc się odrzucenia będzie udawać przed wszystkimi, że to chore, że nienawidzi adoratorki. W głębi duszy zacznie czuć coś, co jest sprzeczne z jej „udawanymi poglądami”. Z czasem zrozumie, że tak jak Agnes jest lesbijką czy tego chce czy nie. Mimo to nadal będzie pełna wątpliwości i obaw. Kogo posłucha Elin: głosu serca czy zdrowego rozsądku? Co wybierze: spokojne życie wśród fałszywych, przeciętnych „przyjaciół” czy skaże się na wytykanie palcami u boku Agnes? Tego Wam nie powiem. Po odpowiedź zapraszam do wypożyczalni.

Największą zaletą Fucking Amal jest jego naturalność. Nie ma tu udawania, efektownych scen, poprawiania ani kolorowania rzeczywistości. Wszystko jest szarobure, tak jak otaczający nas świat. Zapomnijcie więc o przystojnym facecie próbującym zdobyć serce pięknej kobiety. Szwecja to nie Hollywood, Fucking Amal to nie tandetna historyjka o miłości. Reżyser Lukas Moodysson w wielu scenach zdecydował się na filmowanie „z ręki”. Skutek? Urodziny Agnes nie różnią się niczym od przeciętnego „domowego” nagrania, a cały film wygląda jak dokument z Discovery Channel.
Mimo, że wszystko rozgrywa sie w Szwecji, to opowiedziana historia i świat przedstawiony jest uniwersalny. Przeciętny nastolatek fascynuje się telefonami komórkowymi, imprezy zalewa powódź alkoholu, a do ubikacji co chwilę wbiega ktoś, kogo obiad postanowił wrzucić bieg wsteczny. Myślę że każdy kto ma za sobą swoją pierwszą 18, a najlepiej „2” z przodu przy liczbie lat odnajdzie w tym filmie fragment samego siebie. Tu wielkie brawa dla aktorów, którzy spisali się znakomicie. Rebecka Lilijeberg (Agnes) potrafiła nie tylko zagrać naturalnie wszystkie sceny, ale i oddać emocje w scenach „bez słowa” (na przykład frustrację i irytację w czasie urodzin na które nikt do niej nie przyszedł czy zdziwienie bo pocałunku z Elin). Tyczy się to wszystkich postaci, bez wyjątku. Brawa!

Dla mnie, jako widza bardzo ważna jest muzyka – to w końcu połowa filmu. Ta jest nie tylko naturalna (czytaj nie symfoniczna), ale pojawia sie tylko w miejscach w których stoi jakieś źródło dźwięku. Oznacza to, że nie pojawi się w scenach na świeżym powietrzu czy w szkole. Usłyszymy ją za to gdy jeden z bohaterów słucha sobie płyty, w samochodzie gdzie gra radio czy na imprezie. Taki prosty patent jeszcze bardziej urealnia i tak niemal dokumentalny film.

Niestety Fucking Amal w przeciwieństwie do Hollywoodzkiego „love story” nie jest filmem, który spodoba się każdemu. Większość z Was, szczególni młodsi czytelnicy uzna go za przegadany, nudny i nieciekawy. Oczywiście, w pewnym sensie będziecie mieli racje bo tak naprawdę nic tu się nie dzieje. Nikt nie zostaje Wybrańcem, nikt nikogo nie porywa, ani nie zabija. Nie ma tu pościgów ani strzelanin. Główni bohaterowie przez cały czas gadają, a od czasu do czasu ktoś się z kimś pocałuje czy pokłóci. Fucking Amal to film dla nieco ambitniejszych widzów, którzy mają dość za szybkich, za wściekłych wybrańców biegających po suficie. To film, dla osób, które potrafią rozkoszować się samą historią. Jego siłą jest realistyczne ukazanie czystego, irracjonalnego ale jednocześnie zakazanego uczucia jakie zrodziło się pomiędzy Elin i Agnes. Takie filmy to prawdziwe perły w morzu tandety. Warto mieć ją w swojej kolekcji.

Fucking Amal został wydany na jednej płycie DVD. Jakość obrazu potrafi zwalić z nóg. Niestety w sensie negatywnym. Ziarno jest okropne, a obraz nieostry. Wada? Owszem, ale z drugiej strony taka jakość zbliża go jeszcze bardziej w stronę dokumentu czy domowego nagrania. Dźwięk również nie powala. Do wyboru mamy oryginalny szwedzki język oraz polskiego lektora – tylko w stereo. Nie ma tu ani jednej sceny, w której DD 5.1 czy DTS mógłby „pokazać pazurki”. Na jednowarstwowej, jednostronnej płycie znalazło się miejsce dla jednego, niezbyt interesującego dodatku - „Lubię ten film!” czyli Anna Kilian, krytyk filmowy opowiada przez prawie 15 minut o Fucking Amal. Ja znudziłem się po pięciu…

Największą wadą Fucking Amal jest jego…rzadkość – w czasie gdy Matrix czy Władca Pierścieni zapychają magazyny, znalezienie tego doskonałego dramatu graniczy z cudem. Ja miałem to szczęście i kupiłem tylko gdy trafił do sprzedaży. Dziś, gdy piszę te słowa jest 1 stycznia. Jeden ze sklepów internetowych (Merlin) ma kilka sztuk w sprzedaży.

Nie ukrywam, że jestem zachwycony szwedzką produkcją. Fucking Amal zauroczył mnie pięknym ale i realistycznym ukazaniem zakazanego uczucia, doskonałą muzyką i bardzo dobrą grą aktorską. Nie wiem jak to określić słowami, ale z tego filmu płynie jakaś niesamowita, pozytywna energia. Fucking Amal pozwala uwierzyć, że każde, nawet największe przeciwności da się pokonać – trzeba tylko chcieć. P O L E C A M !

Film można będzie obejrzeć dziś w programie pierwszym TVP o godz. 23:55

      

      

      

      

      

Paweł “djsound” Jankowski


« Titanic Toshiba Satellite® P200 - przenośce centrum rozrywki »

Zostaw komentarz