» joszko | sobota, 9-6-2007 18:29 |
|

Po ponad dwóch latach tworzenia recenzji wiem jedno – najtrudniej pisze się o tytułach, które uwielbiamy. Trzeba bowiem znaleźć kompromis pomiędzy zdrowym rozsądkiem, a przelewaniem na papier wszystkich „ochów” i „achów”. A na dodatek, ubrać to wszystko w odpowiednie zdania. Tekst, który właśnie czytasz jest jednym z najtrudniejszych jakie kiedykolwiek napisałem.
W połowie stycznia zgłosiłem się do przetestowania wersji beta nowej Trackmanii. Pograłem sobie i zostałem wręcz przygnieciony tonami grywalności. Niestety, było jedno małe „ale”. Nie mogłem wystawić wysokiej oceny, bo nie ocenia się czegoś co nie jest gotowe. Na szczęście dziś testuję pełną wersję i nie muszę ograniczać się do słownych zapewnień. Nie będę też ukrywał oceny do samego końca i już w tym momencie zdradzę: 9 szpilek + medal. Uzasadnienie znajdziecie poniżej.
Trackmania United to udane połączenie wszystkich dotychczasowych części, przyprawione do smaku kilkoma nowościami. Wiele elementów zostało rozbudowanych – na przykład opcje sieciowe. TU można śmiało uznać za grę online bo bez połączenia z internetem tracimy prawie wszystko co w niej najlepsze. Nawet tryb singleplayer teoretycznie przeznaczony dla pojedynczego gracza korzysta z dobrodziejstw globalnej pajęczyny. Omówię go za chwilę. Najpierw kilka słów o instalacji i pierwszych chwilach w menu. Trackmania została zabezpieczona „popularnym” Starforcem. Na szczęście najnowsza wersja weryfikuje płytę raz na jakiś czas co jest dość wygodne. Przy każdym uruchomieniu gra sprawdza czy jesteśmy podłączeni do sieci, a chwilę później – i tylko raz - prosi o: numer seryjny, login, hasło, oraz narodowość. Trwa to zaledwie chwilę, a po kilku kliknięciach świat Trackmanii stoi przed nami otworem.
Samotność w sieci
Teoretycznie tryb „singleplayer” przeznaczony jest dla pojedynczego gracza, pozbawionego dostępu do sieci, prawda? TU nie jest wyjątkiem. Jest jednak jedno małe „ale” (o którym za chwilę). Możemy spróbować swoich sił w trzech trybach: wyścig, puzzle oraz platformy. Ten pierwszy znamy z setek, jeśli nie tysięcy innych gier. O zwycięstwie decyduje po prostu czas przejazdu. Na każdym torze, autorzy ustalili trzy „progi”, po których przekroczeniu otrzymamy brązowy, srebrny lub złoty medal. Osoby podpięte do sieci – i tu dochodzimy do tego „ale” - mogą rozpocząć wyścig w tak zwanym „trybie oficjalnym”. Czas przejazdu powędruje wtedy na serwery, a co za tym idzie na oficjalną listę wyników. Wysłanie czasu wiąże się z jedną z najciekawszych możliwości Trackmanii – ścigania się z powtórkami przejazdów innych graczy. Wystarczy taką ściągnąć, aby w menu „wybierz przeciwników” obok standardowych „medalowych” (brązowy, srebrny, złoty) pojawił się nowy wirtualny kierowca. Dzięki temu możemy walczyć z najlepszym graczem w Polsce gdy ten nawet nie siedzi przy komputerze. To nie koniec. Połączenie z internetem pozwala na pobieranie nowych tras, które gra sama wbuduje do „kampanii” singleplayer. Świetna rzecz.
Puzzle – myślenie to podstawa. Wiem, że zręcznościowe wyścigi logiczne brzmi co najmniej dziwnie, ale tak właśnie jest. Wyobraźcie sobie, że jakiś barbarzyńca zerwał z toru cały asfalt. Zostawił jedynie punkt startu, linię mety oraz punkty kontrolne. Nasze zadanie, teoretycznie jest bardzo proste: z ograniczonej liczby fragmentów drogi ułożyć trasę tak aby uzyskać jak najniższy czas przejazdu. Możliwości jest naprawdę wiele, a na naszej drodze autorzy stawiają wiele przeszkód – ot chociażby pole wyłączające silnik tuż przed pagórkiem. Osiągnięcie wymaganego czasu (najlepiej „złotego”), wymaga wielu prób i nanoszenia całej masy poprawek. I to jest właśnie najpiękniejsze! Takie kombinowanie, walka o dosłownie dziesiętne części sekundy wciąga jak diabli. O ile w Heroes czy Cywilizacji istnieje kultowy już syndrom „jeszcze jednej tury”, to tu mamy „syndrom jeszcze jednej poprawki”. Dla formalności wspomnę, iż tak jak w „wyścigu” możemy wysłać swój wynik na serwer oraz pobrać „ducha” innego gracza. Ale uwaga – tylko i wyłącznie przejazd. Nie zobaczymy toru, który zbudował ktoś inny. To by było zbyt proste, prawda?
Platformy – zasada jest prosta: dojechać do mety przy jak najmniejszej liczbie powtórek. Tym razem czas przejazdu ma najmniejsze znaczenie. Więc gdzie tkwi haczyk? Tory po których jeździmy są bardzo skomplikowane. Pełno na nich przeszkód takich jak dziury, pętle, słupy na środku drogi czy też odcinki położone pod kątem 90 stopni. To zresztą tylko niektóre z licznych atrakcji. Autorzy przygotowali kilkadziesiąt coraz trudniejszych tras. Zdobycie złota na każdej z nich będzie wymagało nie godzin, a tygodni treningów. Na największych twardzieli czekają trasy przygotowane przez fanów. Niektóre, na pierwszy rzut oka wydają się po prostu nie do pokonania. Ale to tylko pozory. Kluczem do sukcesu jest odpowiednie dobieranie prędkości lub/i toru jazdy. Pedał wciśnięty do podłogi nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Może okazać się, że za skocznią znajduje się ostry zakręt i jeśli przedobrzymy z prędkością przelecimy za trasę. Moim zdaniem to najbardziej intensywny z trybów. W singleplayerze czas nie ma znaczenia bo wystarczy dojechać do mety za pierwszym podejściem. W trybie oficjalnym jest jednak inaczej. Tu czas siłą rzeczy ma znaczenie – decyduje o pozycji w rankingu. Jeśli chcesz być pierwszy/a musisz pędzić na złamanie karku co pompuje końskie dawki adrenaliny. Cudo.
…żeby wielu chciało naraz.
Przed Wami esencja Trackmanii. Możemy ścigać się w dwóch trybach z singla. Dostępne są wyścigi oraz platformy. Puzzle z oczywistych względów odpadają. Co ciekawe kilka razy trafiłem na trasy, gdzie o zwycięstwie decydował nie czas, a liczba punktów zdobytych za akrobacje (bo i takie rzeczy gra liczy). Żeby daleko nie szukać – THPS na trochę większych czterech kółkach. Jedną z najfajniejszych rzeczy jest to, że naprawdę trudno trafić na trasę oficjalną. Prawie zawsze są to tory stworzone przez użytkowników. Oglądając ekran ładowania nigdy nie wiadomo co nas czeka. A tak na marginesie – jeśli jakaś trasa przypadnie nam do gustu możemy pobrać ją na dysk twardy, pograć w trybie single, a po pewnym czasie ocenić (specjalny mini-formularz). Dzięki temu, autor trasy dowie się ile warte są jego pomysły. Gdy dostałem grę do testów rozpoczął się wielki konkurs zorganizowany przez wydawcę. Zadanie (teoretycznie) było proste: osiągnąć jak najlepszy czas na przygotowanej przez Techland trasie. W praktyce okazało się, że tory są bardzo skomplikowane, ale jeździło się po nich po prostu SUPER! Mam nadzieję, że – i tu zwracam się do wydawcy – serwery postawione przez Was nie zostaną wyłączone gdy konkurs dobiegnie końca. Tym bardziej że na dzień dzisiejszy działają tylko dwa, włącznie z konkursowym. Co gorsza, ten drugi świeci pustkami. Całe szczęście, że nie brakuje serwerów w innych krajach. Ale multiplayer to nie tylko wyścigi – to także międzynarodowa społeczność graczy.
Menu główne gry to tak naprawdę przeglądarka internetowa. Z jej poziomu mamy dostęp do dosłownie wszystkiego: ustawień naszego konta, wyszukiwarki serwerów, edytorów czy zbioru dodatkowych tras i aut. Nic nie stoi na przeszkodzie aby wysłać znajomemu maila, a nawet darowiznę w postaci kilkudziesięciu Miedziaków. A właśnie – pieniądze. W grze, tak jak i w życiu służą do płacenia za dobra wszelakie. W przypadku Trackmanii są to nowe modele aut, trasy, powtórki czy opłacenie wpisowego za oficjalny przejazd. Możemy zdobyć je na kilka sposobów. Po pierwsze wygrać w wyścigach. Po drugie każdego dnia za samo uruchomienie gry na nasze konto popłynie 50M. Po trzecie, otrzymamy je za tworzenie tras czy innych modyfikacji. Wierzcie lub nie, ale jest to dziecinnie łatwe.
Daj innym coś od siebie.
Edytor pozwala na tworzenie tras, malowanie aut oraz edycję powtórek. Zacznijmy od tego pierwszego. Własne tory składamy z małych odcinków niczym z klocków LEGO. Za pomocą jednego przycisku możemy ustawić auto w dowolnym punkcie zbudowanego toru i przetestować wybrany fragment. Jeśli uznamy, że nasze dzieło powinni zobaczyć inni, wystarczy je opublikować i czekać na opinie (oraz Miedziaki). Edytor powtórek przyda się do przygotowania wprowadzenia do toru lub/i obrobienia wyjątkowo udanego filmiku. Można dodać muzykę, napisy i kilka prostych efektów. A skoro o tym mowa – pamiętajcie, że w prostocie tkwi siła. Niektóre intra, które musiałem oglądać były tak paskudnie efektowne, że już na dzień dobry zniechęcały do jazdy po trasie. Ostatnia funkcja to malowanie aut, które na dobrą sprawę są naszymi awatarami. Można pójść na łatwiznę i pobrać za niewielką opłatą gotowca, ale nie ma nic przyjemniejszego niż ściganie się naprawdę niepowtarzalnym wozem. Niestety tylko w jednym z modeli możemy malować każdą część oddzielnie (błotniki, spoilery itd). W pozostałych nadwozie traktowane jest jako całość. Zaawansowani gracze tworzą już nie tylko skórki, ale i zupełnie nowe modele: Audi, Ferrari czy futurystyczne terenówki. Oczywiście mogą być nasze, ale nie liczcie na to, że w swoim nowym Porsche przegonicie konkurencję. Osiągi i model jazdy są takie same, bez względu na wygląd.
Typowe wady, nietypowymi zaletami.
Trackmania to gra tak wyjątkowa, że nie każdy potrafi to zrozumieć. Skutek? Niskie oceny i czepianie się rzeczy, które wychodzą poza ramy przeciętności. Weźmy na przykład auta. Do naszej dyspozycji oddano zaledwie 7 modeli, które są na stałe przypisane do jednej z 7 lokacji: Stadion, Island, Desert, Bay, Rally, Coast oraz Snow. Oznacza to, że autem z lokacji A nie pojeździmy w B. Co więcej autorzy nie starali się robić tworów typu „Parchsze”. Żadne z aut, nie przypomina do złudzenia istniejących marek. W TU walka kontaktowa na torze nie wchodzi w rachubę ponieważ auta są niezniszczalne i…przenikają się jak duchy! Dopiero po kilkunastu wyścigach pozbyłem się odruchu hamowania i omijania jadącego z naprzeciwka wozu. Te dwie, wydawać by się mogło wady to tak naprawdę ogromne zalety. Dzięki temu, że samochody są identyczne wygrywa najlepszy kierowca, nie najszybsze auto. Mała liczba, sprawia że są zupełnie inne. I nie mówię o 0.1 sekundy lepszym przyspieszeniu czy 15 mm dłuższym spoilerze. Nie ma tu też miejsca na ściemę rodem z GTR2 i „niby” ponad 140 modelami aut. Taka liczba wynika z różnych wariantów jednego i tego samego modelu. Gdyby w TU liczyć je w taki właśnie sposób, wyszło by ponad 50. Ale zaczynam odchodzić od tematu. Każde z siedmiu aut jest zupełnie inne i inaczej się prowadzi. Sportowa bestia z wyspy to na dobrą sprawę pocisk na czterech kołach. Maksymalna prędkość przekraczająca kilkaset kilometrów pozwala na oddawanie BARDZO długich skoków. Z drugiej strony mamy „gruchota” z pustyni. Jest wyraźnie wolniejszy i bardziej wymagający. Na ostrych zakrętach buja się jak kołyska. Moim faworytem jest jednak wóz ze stadionu - wygląda jak typowy bolid F1, ale żwir i piach mu nie straszne. Przyjemnie się prowadzi, jest dość szybki i ładny. Przenikanie się wozów, eliminuje za przeproszeniem cwaniaków spychających innych graczy z toru, zajeżdżających drogę etc. Liczą się umiejętności, moi drodzy – a nie każdemu się to podoba. TU to zręcznościówka, która kpi sobie z praw fizyki, ale mimo wszystko stawia przed graczem pewne wymagania. Nieostrożność najczęściej kończy się lądowaniem w pobliskim basenie, lub twardym „pocałunkiem” ze ścianą. Wydaje mi się, że TU jest trudniejsza niż ostatnie NFSy. I nie tylko dlatego, że jeździmy po „ścianach”. Ostatnia rzecz to sterowanie – w wyścigach najlepiej korzystać z kierownicy prawda? Tak… ale nie w TU. Tu idealnym „narzędziem” jest pad. Gra jest tak szybka i szalenie dynamiczna, że nawet najlepsze „kółko” wylądowało by w serwisie po tygodniu grania. Nie mówiąc o klawiaturze, której klawisze walały by się po całym pokoju. Oczywiście, przesadzam, ale fakt jest faktem że w przypadku Trackmanii najlepiej spisze się, dobrze leżący w dłoni gamepad. Inna sprawa – osoby, które znają mnie osobiście wiedzą doskonale że wyścigi bez widoku „zza kierownicy” są dla mnie jak FPSy bez broni. Nie mają racji bytu. No dobrze, ale co to ma do rzeczy? W Trackmanii nie ma takiego widoku. I nie dość, że nie skreślam jej za to, to jeszcze zupełnie mi to nie przeszkadza.
Zróbmy małą przerwę. Chciałbym poruszyć pewną sprawę. Widziałem kilka innych recenzji TU i zaskakuje mnie jedno – zarzut wtórności. Mówi się, że United to dodatek i że jako sequel zawodzi. No dobrze, przyznaję, że mamy tu do czynienia nie z rewolucją, a ewolucją. Znaczących zmian tu niewiele. Ale do diabła. Tak samo jest z Prince of Persia czy Splinter Cell. I czy ktoś narzeka? Nie – co więcej wychwalają takie podejście! I tak oto ewolucja w TU jest nazywana odcinaniem kuponów, a w SC ulepszaniem. Czasami nie rozumiem ludzi, mimo że (podobno) jestem jednym z nich.
Trzeba mieć wygląd i prezencję synu!
Trackmania w przeciwieństwie do najnowszych NFSów nie atakuje gracza megatonami rozmazanych efektów graficznych. Bo i po co? I bez tego TU wygląda znakomicie. Zresztą, popatrzcie na screeny. Dzięki znienawidzonym przez posiadaczy kart serii MX shaderom, auta brudzą się w „czasie rzeczywistym”. O dziwo, czasami po zjechaniu z piasku na asfalt brud w magiczny sposób znika. Ale to tylko szczegół. Nowością jest także, zależne od pory dnia oświetlenie – wyścig na wybrzeżu przy zachodzącym słońcu jest naprawdę bardzo przyjemny. Wspomnę tylko, że w stosunku do wersji beta gra działa szybciej, a kamera w edytorze działa wyczuwalnie lepiej. Niestety oprawa audio nie jest już tak dobra. Odgłosy silników i efekty są standardowo dobre, ale muzyka po raz kolejny zawodzi. Lekkie, elektroniczne kawałki spisują się znakomicie w menu głównym, ale na torze gdy pędzimy 300km/h już nie. Na szczęście nie jesteśmy na nie skazani. Autorzy oddali do naszej dyspozycji specjalny folder, do którego wystarczy skopiować ulubiony utwór w formacie ogg.
Do naszej redakcji dotarła finalna, polska wersja językowa. Mimo usilnych prób nie znalazłem rażących błędów w przetłumaczonym tekście… nie żebym szukał z uporem maniaka. Załączona instrukcja jest znakomita, ponieważ tłumaczy dosłownie wszystko. Najczęściej dostajemy kilka stron z opisem instalacji pisanym metodą kopiuj/wklej od czasów pierwszego Dooma. (czyli „włóż płytę i podążaj za instrukcjami” A że w takim HL2 samo „podążanie” nie wystarcza nikt już nie wspomina). Ale wróćmy do TU. Jak już mówiłem instrukcja opisuje wszystko od instalacji, przez tryby gry aż po edytor. Co prawda, mogła by być kolorowa, ale i tak wydawcy należą się wielkie brawa! Aha, żeby nie było. Gra online na serwerach innych niż polskie siłą rzeczy wymaga znajomości przynajmniej podstaw języka angielskiego. Nic tak nie frustruje jak próba dogadania się z graczem, którego znajomość kończy się na „lol, nOOb i rotfl”.
9 szpilek, medal gratis.
Trackmania United to najlepsza część z serii, a za razem jedna z najbardziej oryginalnych gier ostatnich lat. Tysiące zakręconych tras, cała masa świetnych i znakomicie zrealizowanych pomysłów (Puzzle! Powtórki! Edytor!) oraz ogromne pokłady grywalności wynoszą tą produkcję wysoko ponad przeciętność. Zdaję sobie sprawę, że za tą 9 i medal mogę dostać od Was po głowie. Bo jak to tak? Jakaś tam Trackmania dostaje to samo co wspaniale rewolucyjne TDU? No jak to tak? „Bo tak!”…moi drodzy…„bo tak!” :)


Składam podziękowania za współpracę firmie Techland
Paweł “djsound” Jankowski











































