» DeDark | środa, 20-6-2007 15:54

Nie jest tajemnicą, że miłośnicy Warhammera Fantasy Battle nigdy nie byli rozpieszczani przez producentów gier. Trudno w to uwierzyć, szczególnie biorąc pod uwagę niezwykłą wręcz popularność figurkowych gier bitewnych usytuowanych w Starym Świecie, ale w ciągu całej historii elektronicznej rozrywki pozwolono nam zawitać do tego wspaniałego uniwersum jedynie dwa razy! Wielu graczy starej daty z pewnością zgodzi się ze mną, iż były to wizyty niezwykłe. Tak… Shadow of the Horned Rat oraz Dark Omen śmiało można nazwać produkcjami wybitnymi, produkcjami, o których pamięta się przez długie lata.

Nie zmieniania to jednak faktu, że ostatnia próba adaptacji ponadczasowego dzieła Games Workshop na potrzeby gry komputerowej miała miejsce blisko dekadę temu! Całe szczęście po latach stagnacji pojawił się prawowity spadkobierca komputerowych Warhammerów bitewnych – Warhammer: Mark of Chaos. Czy nowemu dziełu węgierskiego Black Hole Entertainment uda się dowieść swych praw do dziedzictwa słynnych przodków? Czy odciśnie na nas „Piętno Chaosu”? Przekonajmy się…

      

Sztuka tworzenia intra

Nieczęsto zdarza mi się by jakaś gra „owinęła mnie sobie wokół palca” zanim na dobre rozpocznę rozgrywkę. No cóż, jako recenzent z zawodu (długo czekałem, żeby to powiedzieć :P) do każdej pozycji staram się podejść z dystansem, by później móc obiektywnie przedstawić zarówno jej wady jak i zalety. W przypadku Mark of Chaos nie sposób jednak postępować według tego schematu. Grę otwiera fenomenalnie wykonane intro, które dosłownie wgniata w fotel. Scena walki pomiędzy siłami Imperium dowodzonymi przez kapłana bitewnego i Rycerzami Chaosu została zrealizowana z takim rozmachem, polotem i inwencją, iż widz momentalnie utożsamia się z główną postacią, i – choć na krótki tylko czas – przenosi się na pole bitwy. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że to najlepsza animacja wprowadzająca do gry, jaką kiedykolwiek miałem przyjemność oglądać. Jednakże nie zamierzam tutaj przywoływać dokładnych (klatka po klatce) opisów. Dlaczego? Cóż… po prostu taki zabieg nie miałby najmniejszego sensu. Słowa nie oddadzą tego, co dzieje się przez te kilkadziesiąt sekund na ekranie monitora. To po prostu trzeba zobaczyć!

      

Nie ma ucieczki przed Chaosem

Historia opowiedziana w Mark of Chaos również prezentuje się nadzwyczaj okazale. Nie ma się jednak czemu dziwić - za ten aspekt programu odpowiada bezpośrednio Games Workshop, a więc twórcy i właściciele marki Warhammer. Gra rozpoczyna się rok po niszczycielskim najeździe Asavara Kula za ziemie Starego Świata. Mimo, iż armie Chaosu zostały rozgromione u bram Kislevu, sporadyczne walki wciąż są zmorą północnego Imperium. Rozproszone i pozbawione przywódcy, bandy Chaosu nadal urządzają wypady na południe, niosąc przy tym zniszczenie i pożogę. Pokoju nie ma i na dobrą sprawę nie ma co na takowy liczyć. Stary Świat nie jest miejscem, w którym możliwe jest zawieszenie broni. Prędzej czy później pojawi się nowy wybraniec bogów. Ktoś, kto ma dość siły, by zjednoczyć rozbite armie Chaosu i zalać świat kolejną falą ciemności. Czy mu się powiedzie? To już zależy od nas i od strony konfliktu po której się opowiemy. Imperium czy Chaos? Wybieraj graczu…

      

Jeżeli zdecydujemy się na grę po stronie dobra, w odkrywaniu otoczki fabularnej programu pomoże nam Stefan von Kessel – całkowicie oddany Sigmarowi kapitan armii Ostermarku. Stefan od najmłodszych lat wierzył, że jego ojciec i dziadek byli wyznawcami Chaosu. Bardzo pragnie dowieść swojej lojalności wobec Imperium, lecz nim dokona tego na polu walki musi zmierzyć się z mrokami własnej przeszłości. Bohaterem drugiej, swoją drogą zdecydowanie ciekawszej kampanii, jest Thorgar Okrwawiony – jeden z przybocznych wielkiego Asavara Kula, który po jego śmierci ma sięgnąć po wielkość i podnieść sztandar podboju niegdyś dzierżony przez swego wodza.

      

Dwie perspektywy

Kampania w „Piętnie Chaosu” – podobnie jak w grach z serii Total War – rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Ujęcie ogólne reprezentuje strategiczna mapa świata obrazująca poczynione przez gracza postępy. Według pierwotnych koncepcji developerów gra na tym etapie miała być w dużym stopniu nieliniowa. Niestety zamiast obiecywanego dynamizmu i wolności otrzymaliśmy prostą jak drut ścieżkę, która tylko od czasu do czasu rozgałęzia się na misje opcjonalne. Zanim jednak poczytamy to rozwiązanie za wadę produkcji, warto przyjrzeć się temu, co mają do powiedzenia w tej sprawie sami twórcy. Według panów z Black Hole Entertainment zaimplementowanie do gry dynamicznej wersji kampanii spowodowałoby, iż rozochoceni losowymi bataliami i pomniejszymi potyczkami gracze, po pewnym czasie najzwyczajniej w świecie przestaliby interesować się wątkiem fabularnym programu. Czy tak też jest w istocie? Decyzja o wyborze mniejszego zła wydaje się być w tej kwestii uzasadniona, niemniej jednak pewien niedosyt pozostaje…

      

…szybko jednak znika w obliczu licznych zalet dzieła węgierskich programistów. Od czasu pierwszych zapowiedzi nic się nie zmieniło w kwestii liczby w pełni grywalnych armii. W trakcie gry pokierujemy aż czterema różnymi frakcjami. Oprócz wojsk Imperium i Chaosu do boju poprowadzimy także Elfy Wysokiego Rodu oraz „szczurowatych” Skavenów. Jakby tego było jeszcze mało, istnieje również możliwość uzupełnienia armii jednostkami najemnymi, tu na pierwszy plan wysuwają się krasnoludy strzegące ładu oraz orkowie siejący zamęt i nieporządek.

Role-playing RTS? Czemu nie…

Siła Mark of Chaos tkwi także w niebanalnym podejściu jego twórców do budowy misji rozgrywanych w warstwie taktycznej kampanii. Nie nudzą one schematycznością i powtarzalnością, tak jak to bywa w przypadku wielu innych strategii w czasie rzeczywistym. Oczywiście większość z nich to nadal klasyczne „przejdź armią z punktu A do punktu B wyżynając po drodze wszystko, co się rusza”, niemniej jednak nadspodziewanie wiele z nich odchodzi, nie tyle od tego schematu, co od szeroko pojętej formuły RTS, serwując nam doznania rodem z gry fabularnej! I mam tu na myśli nie tylko opcjonalne pojedynki naszych herosów z bohaterami wroga, ale także poziomy, podczas których pokierujemy wyłącznie nimi. Za przykład niech posłuży wchodząca w skład kampanii Chaosu misja, w której Thorgar musi dowieść, że jest godzien tytułować się mianem pomazańca bogów. Podczas tego zadania nasz śmiałek rozprawi się z całą watahą przerośniętych pająków, kilkoma demonami, a nawet własnym alter ego! Innych tego typu zadań jest tutaj więcej, a wszystkie zostały skonstruowane w taki sposób, by przynosić graczom jak najwięcej radości, a przy tym mobilizować ich do dalszej gry. Rezultaty takiego zagrania są oczywiste. Po rozpoczęciu przygody z Mark of Chaos, nie można oderwać się od monitora przez długie godziny! A należy pamiętać, że to dopiero single player… ;)

      

Real-Time Wargame

Mimo obecności istotnych dla rozgrywki elementów role-playing (wspomniane wcześniej typowo „erpegowe” misje, levelowanie bohaterów i zwykłych jednostek, magiczny ekwipunek tych pierwszych, dozbrajanie regimentów etc.) nie da się ukryć, iż istotą Mark of Chaos jest jednak coś innego. Oczywiście mam tu na myśli niczym nie skrępowane, wyjątkowo brutalne, a do tego niesamowicie spektakularne starcia. Wyobraźcie sobie – batalie całych (liczących często po kilkaset jednostek) armii, kontrapunktowane pojedynkami ich czempionów, potężną magię i haniebne odwroty spanikowanych oddziałów. To właśnie dzięki temu Mark of Chaos dostarcza tak wyszukanych doznań, których próżno szukać u konkurencji. Dzieło Black Hole deklasuje wszystkich rywali pod względem epickości i rozmachu, którymi ustanawia nowe standardy w dziedzinie gier komputerowych.

Technikalia

Od strony wizualnej gra prezentuje się naprawdę fenomenalnie. Niestety niezwykle dopracowana grafika została okupiona przyprawiającymi o zawrót głowy wymaganiami sprzętowymi. Aby cieszyć się rozgrywką na maksymalnych detalach przy zadowalającej liczbie wyświetlanych klatek na sekundę trzeba dysponować prawdziwym potworem. Na moim Athlonie 3500+, 1GB RAM’u i GF 7600 w miarę przyjemnie dało się grać na średnich detalach przy rozdzielczości 1024 na 768, aczkolwiek podczas większych batalii animacja odczuwalnie zwalniała. Czego się jednak nie robi dla tego przepięknego nieba, dla tych cudownych odbić świata w wodzie czy realistycznie prezentującej się trawy, nie mówiąc już o kapitalnie wykonanych modelach jednostek…

      

Oprawę dźwiękową również należy zapisać po stronie plusów. Skomponowana przez Jeremy’ego Soul’a muzyka idealnie wkomponowuje się w to, co aktualnie dzieje się na ekranie monitora. Złego słowa nie można także powiedzieć o pozostałych dźwiękach, które doskonale budują charakterystyczny, warhammerowski klimat.

To już jest koniec…

Summa summarum Mark of Chaos jest naprawdę świetną produkcją, którą z ręką na sercu mogę polecić każdemu miłośnikowi gier bitewnych. Nie ukrywam, że dzieło Black Hole Entertainment idealnie trafiło w moje gusta i oczarowało mnie do tego stopnia, iż poważnie zastanawiałem się nad przyznaniem mu maksymalnej możliwej noty. Niestety podczas rozgrywki wyszły na jaw pewne drobne niedoróbki (np. brak możliwości potyczki z AI czy niespecjalnie porywające cutscenki pomiędzy misjami), które zmusiły mnie do obniżenia ostatecznej oceny do dziewięciu szpilek i rekomendacji portalu.

Info:
Gatunek: strategia
Oficjalna strona gry: http://www.markofchaos.com/
Producent: Black Hole Games
Wydawca: Namco
Wydawca PL: Cenega Poland
Cena: 99,90 zł
Ceneo

Wymagania
Procesor: 2,4 GHz
Pamięć: 512 MB RAM
Karta grafiki: 128 MB NVidia GeForce 4800, 128 MB ATI Radeon 9200
Napęd: DVD
Miejsca na HDD: 3 GB

Voodoo Guild rekomenduje Warhammer: Mark of Chaos

Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega Poland

Krzysztof “Havret” Cebula

Podyskutuj na forum

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

« Manhunt 2 zakazany w Wielkiej Brytanii GTA IV z elementami RPG? »

Zostaw komentarz