» joszko | środa, 15-3-2006 21:21

…babciu, ale dlaczego masz takie wielkie oczy?”, nie, to nie to. „Jaś i Małgosia wesoło szli przez las…”, ech, znowu nie ta bajka. Hmm, a może to ta książka? Uch, ile kurzu i jakie pożółkłe kartki, wreszcie znalazłem, poznaje ten złoty wygrawerowany napis. Proszę o ciszę. I nie wiercić się już. Dobrze, zaczynam czytać.

Za wydmami, za palmami, w odległej, piaszczystej krainie, gdzie jeździ się na wielbłądach, żył pewien szlachetny książę. Lubował się we wszelakich przygodach i podbojach, nie tylko kobiecych serc. Wiele razy znajdował się w tarapatach, lecz zawsze wychodził z nich obronną ręką, gdyż był obeznany w walce i przede wszystkim niezwykle sprawny fizycznie. Jego skoczności, gibkości i sprytu mógł by pozazdrościć niejeden kot. Jednakże były to inne czasy, których nie można porównywać do dnia dzisiejszego. Teraz książę teoretycznie powinien się bardziej oszczędzać, bowiem w niedalekiej przyszłości przyjdzie mu piastować tron królewski i rządzić rozległym państwem. Jednakże mężczyzna był z niego na przekór niepokorny i ciągle nie starczało mu wojaczki. Wraz ze swoim ojcem najechał na pałac wielkiego maharadży w poszukiwaniu złota i kosztowności. Z wyprawy tej jako przywiózł pewien dziwny sztylet i wielką, piękną, tajemniczą klepsydrę oraz niewolnicę - córkę pokonanego władyki. W trakcie oblężenia spotkał również pewnego wezyra, który namącił królowi w głowie, obiecując wielką władzę, panowanie nad czasem i życiem. Według niego, wystarczyło tylko połączyć odnaleziony wcześniej sztylet z klepsydrą. Wezyr wiedział, co robi - był niezwykle chytry i przebiegły, drogie dzieci. Kiedy nasz książę wsunął ostrze w wypełniony piachem pradawny zegar, zaczęły się dziać rzeczy niespodziewane - niespodziewane przez nikogo oprócz wezyra i pięknej niewolnicy. Piasek wysypał się gwałtownie z klepsydry i pochłonął dusze zgromadzonych w sali ludzi, a ich ciała zamienił w pozbawione życia upiory. Ocalał jedynie książę oraz piękność, która wiedziała, że musi pomóc mu przywrócić dawny ład i porządek. Sam młodzian również nie miał nic do stracenia, bowiem piasek przemienił jego poddanych oraz - co najstraszniejsze - jego ukochanego ojca. Postanowił naprawić wyrządzony przez siebie błąd i wyruszył w odległą podróż, aby zebrać rozsypany magiczny piasek. Towarzyszką jego podróży była smukła córka maharadży, która jak nikt inny potrafiła celnie i skutecznie strzelać z łuku. Razem podążali w nieznane, wzajemnie sobie pomagając w pokonywaniu przeciwności losu.

Franuś, czemu wstajesz? Że co? Siusiu ci się chce? No to szybko, w podskokach do łazienki, bo się mi strony pomylą. Pytam od razu, czy ktoś jest głodny, chce mu się pić, czy coś innego? Mówcie teraz, żeby później mi nie przerywać. No, Franuś, wracaj szybciutko na miejsce. Ale co mnie tam obchodzi, że do sedesu wpadłeś?! Mówi się trudno. Zaczynamy bez ciebie, ty sobie posłuchaj przez ścianę [ach te dzieci, jutro się zwalniam z tego przedszkola].

Na swojej drodze do celu spotykali wiele tajemniczych, a zarazem niebezpiecznych miejsc. Najeżone kolcami doły, różnego rodzaju ostrza przymocowane do pułapek, wysuwające się ze ścian piły – wszystkie te zasadzki mogły boleśnie poranić, a nawet zabić młodego księcia. Ten jednak - jak mówili o nim jego poddani - był niczym zwierzę. Swoją sprawnością rozwiązywał wszelakie problemy. Odległe skoki przez przepaście, akrobatyczne dziwy w powietrzu, krótkie bieganie po ścianach, bujanie się na drążku, zwisanie nad przepaściami, przechadzki po zapadających się gzymsach, wspinaczka po kolumnach oraz przeskakiwanie po nich, były dla niego codziennością. Nadludzkie czynności wykonywał z gracją i wdziękiem godnym cyrkowca. Jeśli jednak sam nie mógł sobie z czymś poradzić, to z pomocą przychodziła jego towarzyszka. Siła jej łuku w walce z wieloma przeciwnikami okazywała się dla nieoceniona. Dodatkowo smukła białogłowa potrafiła przecisnąć się przez niemal każde ciasne przejście niedostępne dla innego człowieka. W takich kryjówkach kryły się najczęściej przyciski lub dźwignie otwierające drzwi naszym śmiałkom.

Cały czas musieli zachowywać czujność. W nowych, wcześniej niepoznanych miejscach mogli kryć się liczni groźni przeciwnicy. Co z tego, że istniały źródła cudownej wody odnawiającej siły witalne każdego, kto się jej napił? Z większą liczbą wrogów nie ma żartów, a wszelkie niejasności trzeba rozwiązać mieczem w morderczej walce na śmierć i życie. Sztylet, który spowodował całe zamieszanie, pozwalał chwilowo unieruchamiać adwersarzy, by ułatwić im drogą do krainy wiecznej chwały. Dzięki sztyletowi, książę w razie niepowodzenia mógł także zatrzymać lub cofnąć czas i zapobiegnąć nieszczęściu.

Trzeba wam wiedzieć, iż wędrówka naszych bohaterów była długa, chodź im to wcale nie przeszkadzało, gdyż zawsze mieli coś ciekawego do zrobienia. Jeśli nie walka z dziwnymi maszkarami, takimi jak harpie, to niezwykle zajmująca zagadka. Czasami wystarczyło tylko coś przestawić by dostać się, do niedostępnej wcześniej komnaty, jednak niekiedy odnalezienie właściwej drogi zajmowało księciu trochę więcej czasu.

Książę i jego towarzyszka przemierzali niezwykle piękne, pełne przepychu i szczegółów krainy oraz pomieszczenia. Cudnie wystrojone, ogromne sale, miękkie, perskie dywany, liczne dzieła sztuki zachwycały oczy obojga, a wpadające do wnętrza światło ujawniało unoszący się leniwie w powietrzu kurz i budowały niezwykły, senny nastrój. Gdy nasi bohaterowie musieli opuścić zamknięte pomieszczenia, również mogli cieszyć swe oczy majestatycznymi krajobrazami, łagodnie sunącymi po niebie ptakami, oraz słońcem przebijającym się przez wysokie wieże pałaców. Chciałoby się to oglądać godzinami, lecz trzeba im było ciągle iść do przodu. Książę jednak był uparty i dopiął swego. Ponownie nastał porządek i ład, a wszyscy żyli długo i szczęśliwie. KONIEC.

I jak podobała się bajka, drogie dzieci [bachory wy jedne]? [Niech tylko któreś powie, że nie, to deseru nie dostanie!] Ooo, widzę że macie wesołe miny, to znaczy, że częściej muszę wam czytać. Józia, nie śpij, wstawaj, obudź wszystkich. Dobrze, to teraz pomóżcie Franusiowi z sedesu się wydostać, bo biedak ciągle tam siedzi. Tylko nie róbcie sobie z niego żartów i nie spłukujcie wody dopóki go nie wyciągniecie!



Thevon

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

« Runaway: A Road Adventure Władca Pierścieni: Powrót Króla »

Zostaw komentarz