» DeDark | czwartek, 1-11-2007 16:51 |
|

Gdy kilka lat temu ujawniono pierwsze informacje dotyczące ekranizacji Silent Hill serca fanów zadrżały… z przerażenia. „Fajnie, że film powstaje, ale co jeśli efekt końcowy będzie równie „dobry” jak Alone In The Dark?” – mówiono. Na szczęście nie jest, o czym można przekonać się osobiście oglądając go na DVD.


Przypuśćmy, że znalazł się wśród nas ktoś, kto nawet nie słyszał o Silent Hill i nie wie o co w tym wszystkim chodzi. No cóż, zacznijmy od tego, że Silent Hill to gra (a to ci niespodzianka ;) ), która zdefiniowała na nowo pojęcie interaktywnego horroru. SH był (jest i zawsze będzie) nie tyle straszny co po prostu przerażający. Klimat panujący na ulicach tego przeklętego miasteczka jest diabelnie charakterystyczny i lepki niczym smoła. Co więcej gra non stop serwuje najróżniejsze impulsy pobudzające wyobraźnię do działania. Po dwóch godzinach zabawy granica między światem gry a tym rzeczywistym jest bardzo cienka. Tak cienka, że nawet dzwoniący telefon doprowadza do palpitacji serca. Nic dziwnego, że Silent Hill zyskał miano gry kultowej. I nic dziwnego, że fani bali się – nazywajmy rzeczy po imieniu – ewentualnej profanacji legendy. Na szczęście Christophe Gans to nie Uwe „stop making movies” Boll. Już na pierwszy rzut oka widać, że ekipa postanowiła wziąć z pierwowzoru coś więcej niż tytuł.


Filmowe Silent Hill bazuje na jedynce, ale wiele elementów pochodzi z pozostałych części. Bohaterką adaptacji jest damski odpowiednik Harry’ego Masona. Reżyser dokonał takiej zmiany ponieważ uznał, że Harry był zbyt kobiecy. Rose da Silva, bo o niej mowa jest kobietą jakich wiele. Ma kochającego męża Chrisa i uroczą, adoptowaną Sharon. Niestety rodzinną sielankę psuje bardzo dziwna choroba córki. Sharon lunatykuje i majaczy. Z potwornego, chaotycznego bełkotu za każdym razem da się słyszeć dwa wyraźne słowa “Silent” i “Hill”, wykrzyczane jakby w nieznośnym, palącym bólu. Rose postanawia działać - dowiaduje się że Silent Hill to nazwa małego miasteczka, które spłonęło w wielkim pożarze wiele lat temu. Chodzą słuchy, że pod ziemią nadal płonie ogień. Mówi się, że ludzie jeżdżą do miasteczka, ale nie wracają. Mimo to Rose postanawia zabrać tam swoją córkę, aby mogła przypomnieć sobie czym jest dla niej to miasto. Niestety już na początku pojawią się problemy. Rose rozbija swój samochód na przedmieściach, a gdy po kilku godzinach odzyskuje przytomność uświadamia sobie, że Sharon zniknęła. Początkowo nerwowe poszukiwania, zamienią się w desperacką walkę o przeżycie gdy okaże się że Silent Hill nie jest wymarłe… wręcz przeciwnie. To miasto żyje swoim własnym życiem. Rose doświadczy wszystkiego z czym na ekranach monitorów zmierzyli się James czy Heather. Zapadające nagle ciemności, przenikliwe wycie syreny i wreszcie „druga strona – mroczne oblicze Silent Hill” w którym ożywają przerażające, śmiertelnie niebezpieczne istoty. Ich największą siłą, jest to, że na swój obrzydliwy sposób są ludzkie. Ekipa nie chciała wymyślać koła na nowo, dlatego większość potworów zaczerpnięto z gier. Zobaczymy pielęgniarki, „pełzające stwory”, a nawet kultowego Piramidogłowego. Niestety o ile dwa pierwsze stworzenia przeniesiono na ekran bez większych zmian, to faceta z okapem na głowie (bo i tak go fani nazywają) filmowcy po prostu spieprzyli. Przepraszam za to określenie, ale za każdym razem gdy oglądam film zadaję sobie pytanie: „po co zmieniać coś co jest IDEALNE?”. W grze ten przerażający potwór był przeważnie sam. Tu obraca się „w towarzystwie” tysięcy przerośniętych karaluchów. Żal patrzeć… Żal przyznać, że olbrzymi potencjał drzemiący w tej postaci został doszczętnie zniszczony. Mówi się trudno i obniża ocenę końcową (o cały jeden punkt).


Zapytajcie miłośników serii o największe zalety Silent Hill. Jestem pewien, że przynajmniej 9/10 wymieni muzykę skomponowaną przez Akirę Yamaokę. W końcu to ona jest jednym z najważniejszych składników klimatu gry. Nic więc dziwnego, że filmowcy postanowili skorzystać z niej w filmie. I wiecie co? To nie był dobry pomysł. Ani nawet bardzo dobry… to pomysł fenomenalny i absolutnie genialny. Nie wiem jak ocenią ją osoby, które nigdy nie grały w Silent Hill, ale ja (fan) jestem po prostu zachwycony. Muzyka znakomicie spełniła swoją rolę i gdyby nie jedna mała wpadka mógłbym uznać, że wykorzystano ją wzorowo. Tą wpadką jest scena w szkole w „mrocznym Silent Hill” gdzie zamiast upiornego utworu w tle leci coś melancholijnego. A skoro o dźwiękach mowa… W Polsce film został wydany na jednej dwuwarstwowej płycie DVD. Do wyboru mamy dwie wersje językowe: angielski DD 5.1 z napisami oraz polskiego lektora DD 5.1. Obie są znakomicie udźwiękowione. Miłośnicy przestrzennego brzmienia będą zachwyceni. Od siebie polecam „pierwsze zapadnięcie zmroku” czy atak Piramidogłowego w szkole (ech ten dźwięk blachy ciągniętej po betonie słyszany jakby w oddali).


Czy film ma jakieś wady? Oczywiście, że tak. Osoby, które nie znają pierwowzoru mogą mieć problemy ze zrozumieniem fabuły (dlaczego jest aż 3 takie same dziewczynki? Kim jest ta, która każe nazywać się „kostuchą” etc.), a w szczególności fenomenalnego zakończenia. Cóż, co tu dużo mówić. Silent Hill różni się od innych horrorów. W przeciwieństwie do Hollywoodzkiej papki ma głęboką fabułę, nie ma tu mordercy/mutanta, ani prostego zakończenia typu „i żyli długo i szczęśliwie”. Film należy obejrzeć uważnie, a najlepiej więcej niż jeden raz. Dopiero wtedy wyłapiemy wszystkie smaczki takie jak „nietypowa” gra w klasy przed szkołą, czy to co łączy potwora z ubikacji z woźnym ze wspomnień Alessy. A może domyślicie się skąd wzięły się potwory w mieście? (z przykrością stwierdzam, że nie wszyscy potrafią to zrozumieć :( ). Jeśli nie - obejrzyjcie sobie dodatki zamieszczone na płycie. Znajdziemy tam ciekawy, choć krótki materiał „o filmie”, filmy z planu, wywiady z aktorami oraz zwiastun. Niestety ten ostatni jakościowo przypomina obejrzaną 1000 razy kasetę wideo


Pora na podsumowanie. Oczekiwania względem filmu były gigantyczne. Czy efekt końcowy im sprostał? Moim zdaniem - prawie. Prawie, bo zmarnowanie potencjału Piramidogłowego to poważna sprawa. Nie mógłbym przymknąć oka na nieodpowiednią muzykę czy niewielką ilość dodatków (w innych krajach dostępna była edycja 2 DVD). Ale nawet to nie zmienia faktu, że Silent Hill to mimo wszystko bardzo dobry film. Przeważnie nie wystawiamy ocen, ale tym razem zrobię wyjątek i wbiję w niego 8 na 10 możliwych szpilek.


2009?
No cóż… jeśli wierzyć plotkom i niepotwierdzonym doniesieniom prace nad sequelem już trwają. Na początku za scenariusz miał odpowiadać ponownie Roger Avary, ale w lipcu tego roku dowiedzieliśmy się, że czegoś innego. Avary stwierdził, że nie chce pracować nad projektem bez Gansa, który jest zbyt zajęty i nie zasiądzie na krzesełku reżysera. Ostatnią – tym razem bardzo dobrą – wiadomością jest to, że fabuła przedstawiona w serwisie IMDB jest po prostu wyssana z palca. Film będzie nawiązywał do jednej z gier. Czekamy!

Paweł “djsound” Jankowski










listopad 1st, 2007 o 17:18
Film jest wielki. Fantastyczny. Ale jednocześnie zagmatwany. Oglądałem go 3 razy, a wciąż mam ochotę go oglądać.