» joszko | środa, 15-3-2006 21:22 |
|
Gandalf, Aragorn, Legolas, Frodo, Gimli… kojarzycie te imiona? Ba, po co ja się pytam? Przecież trudno obecnie znaleźć człowieka, który nie czytał lub nie oglądał choć jednej części trylogii autorstwa pana Tolkiena. Wspaniałe przygody wyżej wymienionych bohaterów, piękne, mlekiem i miodem płynące krainy fantasy, zło zaklęte w pierścieniu oraz widowiskowe bitwy zbudowały niespotykany klimat tej opowieści. Co zrobić, jeśli po przeczytaniu książki oraz wielu wizytach w kinie ciągle jest wam mało wrażeń i chcielibyście jeszcze raz zatopić się w ten świat? Można nabyć grę pod znajomo brzmiącym tytułem Władca Pierścieni: Powrót Króla, ale czy warto poświęcać jej swój cenny czas? Czy ta gra warta jest zachodu? Na oba pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym tekście.
Powrót Króla to następna gra oparta na licencji trylogii Tolkiena. Opowiada historię bohaterów Drużyny Pierścienia, do których należy ocalenie Śródziemia przed potęgą Jedynego Pierścienia. Trzeba pamiętać, że zło nie śpi i nie będzie się temu bezczynnie przyglądać. Jak potoczą się losy członków Drużyny? Czy im się uda, czy też Nieprzyjaciel zawładnie światem? To, Drogi Graczu, zależy właśnie od Ciebie i Twoich poczynań w grze. To co dalej? Mieczyk/topór/laska w dłoń i na wroga złego!
Przejdźmy do sedna sprawy: samej rozgrywki. Na początku czeka nas mały, choć niezwykle miły szok, ale o tym za chwilę. Po standardowych wizytówkach producentów (których nie da się pominąć, zresztą jak wszystkich przerywników filmowych w tej grze) przychodzi czas na właściwy filmik opowiadający historię bitwy w Helmowym Jarze. Sługusy Saurona przełamały obronę twierdzy wysadzając mury w powietrze i wtedy właśnie zjawia się Gandalf. Wpatrując się w jego poczynania z wielkim skupieniem i zaciekawieniem stopniowo przenosimy się z doskonałego jakościowo filmu do gry. Po prostu cudo – piękne, płynne przejście. Sterujemy postacią czarodzieja i walczymy z orkami atakującymi z różnych stron. Wartka akcja przenosi nas w coraz to inne miejsca: wysadzamy most, strzelamy z katapult, rzucamy włóczniami. To tylko kilka atrakcji urozmaicających rozgrywkę. Trzeba Wam wiedzieć, że to dopiero początek przygody - świetnie pomyślany i wykonany samouczek objaśniający tajniki klawiszologii. No dobrze, powiecie, ale co dalej?
Otóż lądujemy w klimatycznym menu, w którym do wyboru - oprócz standardowych opcji - mamy tryb kooperacji – dostępny jednak po całkowitym ukończeniu gry, na początku niestety jest zablokowany. Przejdźmy do zabawy dla samotników. Przenosimy się do wielkiej sali, w której odpowiedni etap wybieramy z swoistej drabiny. Na początku możemy sprawdzić się jedynie na najniższych „szczeblach”, lecz po ich przejściu otrzymujemy dostęp do wyższych. Gdzie się można bawi, spytacie? Grając, nie uświadczycie niczego więcej ponad to, co widzieliście wcześniej na ekranach. W grze znajduje się ponad dwanaście interaktywnych i wymodelowanych z dużą dbałością o szczegóły lokacji. Dzięki temu czujemy się jak ci sami bohaterowie, którzy walczyli z Szelobą i przemierzali ścieżkę umarłych lub drogę do Isengardu. Postępy w grze otwierają bramy nie tylko do nowych sekcji, ale także do licznych bonusów, takich jak wywiady z aktorami lub nowe postacie. Skuteczna motywacja do dalszego biegania - przecież należy nam się coś za te trudy, które wkładamy w rozgrywkę i nasze bolące palce.
Na początku każdego poziomu wybieramy jedną z ośmiu postaci, jednakże wszystkie stają się dostępne jedynie po ukończeniu całej gry. Zanim to nastąpi, do dyspozycji mamy co najwyżej trzy. Sama rozgrywka jest dość prosta, choć czasami frustrująca – nie nic lepszego na świecie niż wielokrotne przechodzenie danego etapu od ostatniego punktu kontrolnego. Całość sprowadza się do machania mieczem (lub inną bronią), ciągłego wykonywania coraz to trudniejszych i lepiej punktowanych combosów oraz strzelania do wrogów z dystansu. Tak więc Gandalf rzuca zaklęcia, Legolas niezwykle celnie posyła strzały z łuku, a Gimli ciska w swych wrogów toporkami. Oprócz tego każda z postaci posiada unikatową zdolność specjalną. Pomocne może okazać się pole ochronne raniące pobliskich wrogów Gandalfa, czy też wzmocnienie siły Aragorna. Ogólnie można powiedzieć, że Władca Pierścieni: Powrót Króla to zręcznościówka ze szczyptą RPG. Ten ostatni element bierze się z doświadczenia zdobywanego dzięki kolejnym pokonanym wrogom. Pod koniec etapu program ocenia nasze dokonania, a przyznane przezeń punkty możemy przeznaczyć na „zakup” nowych umiejętności danej postaci.
Kilka słow o sprawach technicznych. Trzeba przyznać, że do tej gry stanowczo przydałby się pad, chociaż myszką i klawiaturą można również z powodzeniem grać. Jednak to nie to samo, co położyć się wygodnie na łóżku, wyciągnąć nóżki i wtedy dopiero tłuc sługi Mordoru. Skoro już o tym mowa, to należy wspomnieć, iż akcje oglądamy z perspektywy trzeciej osoby. Nasze oczy cieszy ładna animacja postaci oraz bogate w szczegóły otocznie. Niestety, widać konsolowy rodowód tej produkcji, o czym można się przekonać podczas zbliżenia kamery, kiedy to tekstury wydają się rozmazane. Mimo to z daleka wszystko wygląda znośnie. Może to i nawet lepiej, gdyż gra nie ma zbyt wygórowanych wymagań sprzętowych jak na dzisiejsze czasy. Wystarczy procesor 700 MHz, 128 MB RAM i karta graficzna 32 MB. Zabawie towarzyszy świetna muzyka nagrana przez prawdziwą orkiestrę. Słychać w niej kunszt zawodowych muzyków, którzy skomponowali ścieżkę dźwiękową do filmowego Władcy Pierścieni. Reszta dźwięków również stoi na wysokim poziomie. Wszelkie odgłosy brzmią naturalnie i nie kaleczą uszu. Głosów postaciom użyczyli aktorzy znani z filmu, co niewątpliwe należy zaliczyć in plus.
Co powiedzieć na koniec? Czy możną grę polecić? Jeśli miałeś/-aś ciężki dzień i chcesz się zrelaksować, a do tego kręci Cię trylogia Władcy Pierścieni, to jak najbardziej sięgaj po ten tytuł! Miło spędzisz przy nim czas i odprężysz się. Jednakże po jakimś czasie dochodzi się do wniosku, że rozgrywka jest prosta, prymitywna i staromodna. Duża, początkowo, grywalność maleje i całość szybko się nudzi. Przypominają się tytuły z serii „ciągle w prawo”. Te czasy już minęły, więc czemu nadal mamy grać w kolejne metamorfozy legendarnego Golden Axe? Zastanówcie się, panowie producenci, przecież można było zrobić coś innego - grę bardziej ambitną, rozbudowaną. Ale nie, wiadomo, trzeba przecież sklecić coś szybko, na odwal się i zbić kasę na fali popularności filmu. Walka, walka i jeszcze raz walka: oto główne motto tej gry. Osobom niewymagającym Władca Pierścieni: Powrót Króla na pewno się spodoba jako „odprężacz”. Co z pozostałymi graczami? No cóż… kwestia gustu.
Thevon














