» DeDark | wtorek, 20-11-2007 2:07 |
|

Są w życiu gracza chwile, w których ma serdecznie dość miliona współczynników określających postać, drzew rozwoju wielkości dorodnej sekwoi, ekonomii na wielką skalę, łączenia setek przedmiotów i tych wszystkich moralnych dylematów. Czasami człowiek chce po prostu rozsmarować na ścianie wszystko co się rusza zanim wszystko co się rusza rozsmaruje człowieka…
Gdy tylko dowiedziałem się, że do naszej redakcji trafi wersja beta Shadowgrounds Survivor nie wahałem się ani chwili. Po koszmarze, jaki przeżyłem w okolicach Atlantydy musiałem odpocząć. Potrzebowałem „urlopu”, a wyprawa na Ganimedesia pełnego paskudnych i wygłodniałych robali była ofertą nie do odrzucenia. Spakowałem walizki, zarzuciłem kilka karabinów na ramię, wrzuciłem garść granatów do kieszeni i ruszyłem w bój. Oto wrażenia z kilku godzin gry.
W becie miałem przyjemność przetestować pięć misji oraz nowy tryb survivor. O fabule niewiele da się powiedzieć, ale nie liczył bym na zbyt wyszukaną i wielowątkową historię. Dialogi nie będą raczej wyszukane, a zadania skomplikowane. Jedno jest pewne. Na Ganimedesie pewnego dnia gasną światła, a z wszystkich zakamarków wypełzają paskudne stwory. Ktoś musi pokazać, że lepiej nie zadzierać z homo sapiens. Że to już było? Setki razy? A kogo to… no wiecie. Ważne, że zabawa jest przednia, a lufa nie stygnie. Stwory, które staną na naszej drodze są różnorodne i dobrze „zaprojektowane”. Małe (w porównaniu do innych przeciwników) pajęczaki są dość szybkie, ale boją się światła. Warto o tym pamiętać gdy skończy się amunicja (swoją drogą - ekstremalnie rzadka sytuacja). Niestety sztuczka ta nie zadziała w przypadku większych bestii, które mają za przeproszeniem gdzieś to czy je oświetlamy czy nie. Jedne maszkary potrafią znikać, inne strzelać czymś w rodzaju lasera, a nawet poruszać się pod ziemią. Nie mógłbym nie wspomnieć o bossach. W wersji beta rozłożyłem na łopatki jednego z nich. Walka była zacięta, wybuchowa i bardzo satysfakcjonująca. Niestety mimo śmierci mutanta moja misja zakończyła się niepowodzeniem. To przypadłość bety. Wydawca zapewnił nas, że błąd ten na 100% zostanie wyeliminowany. W eksterminacji setek potworów pomoże ponoć bogaty zestaw broni. Piszę „ponoć” bo w testowanej wersji nie miałem dostępu do wszystkiego co strzela, smaży, razi i wybucha. Ale nawet to co było sprawiało, że uśmiechałem się od ucha do ucha. Najbardziej przypadł mi do gustu minigun. Wyobraźcie sobie to: horda obcych, doskonała fizyka, tłukące się szyby, eksplozje… poezja. W jednej z misji kierujemy małym mechem wyposażonym w dwa takie cudeńka. Co ciekawe, każdą z dostępnych „pukawek” możemy rozbudować zwiększając zadawane obrażenia, szybkostrzelność czy pojemność magazynka. To samo tyczy się prowadzonej przez nas postaci. Każdy zabity przeciwnik, każde wykonane zadanie dają punkty doświadczenia. System jest prosty, ale spełnia swoje zadanie i bardzo skutecznie motywuje do dalszej zabawy. Dzięki niemu gra nabiera przyjemnego posmaku RPG, ale bez obaw – pozostaje shooterem. Jeśli ktoś naprawdę musi niech już nazwie ją VVVLRPGBOSDETM (very, very, very light role playing game based on shooting down everything that moves). Aha i jeszcze jedno. Instalując SgS bałem się jednego – że w pewnym momencie autorzy przesadzą i zaleją mnie zbyt wielką falą potworów, która sprawi że grywalność za przeproszeniem zaliczy glebę ustępując miejsca frustracji. Spotkałem się z tym nie raz. Na początku jest zachwyt, a kilkanaście minut później pada pytanie „no rzesz (brzydkie słowo) ile można… ja chcę iść dalej!”. Na szczęście producenci mają głowy na karku. W SgS, a przynajmniej jej becie nie uświadczyłem nadmiaru mutantów ani razu. Wielkie brawa.
Jednym z najważniejszych elementów wszystkich gier, niezależnie od gatunku jest sterowanie. Kilka „nowatorskich” i „wspaniałomyślnych-inaczej” pomysłów może pociągnąć grę na dno. Na szczęście ludzie z Frozenbyte postawili na prostotę, a w tej jak wiadomo tkwi siła. Aby w pełni cieszyć się masakrowaniem obcych potrzebujemy zaledwie duetu WSAD+ mysz oraz kilku dodatkowych klawiszy. Sterowanie początkowo może wydać się dziwne, ale wystarczy kilka minut, aby nabrać wprawy.
Oprawa audio, a w szczególności video robi bardzo duże wrażenie. Tak – wiem, Crysis jest ładniejszy i jak tak dalej pójdzie, stanie w Sevres (miejscowość w pobliżu Paryża) tuż obok wzorca metra (czy zasłużenie oceńcie sami). Największe wrażenie zrobiły na mnie dynamiczne cienie rzucane przez każdy, nawet najmniejszy przedmiot. Złego słowa nie mogę powiedzieć o fizyce – rzeczy stojące na ziemi nie są przyspawane i sensownie reagują na wszelkie wybuchy i eksplozje. Posiadacze kart Ageia PhysX mogą włączyć tryb „very high”, który dla pozostałych użytkowników jest dostępny, aczkolwiek BARDZO nie zalecany. No chyba, że ktoś lubi pokaz slajdów. Oczywiście ładne widoki i wybuchy oznaczają wysokie wymagania sprzętowe. Jak wysokie – nie wiadomo. Beta, którą otrzymaliśmy była (ponoć) nie zoptymalizowana. Coś w tym jest, bo niektóre poziomy hulały na wysokich detalach aż miło, a inne cięły się niemiłosiernie nawet na najniższych. Strona „dźwiękowa” nie wyróżnia się niczym ani na plus, ani na minus. No chyba, że ktoś na siłę zaliczy brak większości dialogów jako minus. O muzyce nie powiem nic bo albo jej nie ma, albo są to utwory zastępcze. Ale to kolejna rzecz, po której nie będzie najmniejszego śladu. Shadowgrounds Survivor trafi do sklepów w polskiej wersji językowej. Beta oferowała co prawda spolszczone podpisy, ale dystrybutor jasno zaznaczył, że lepiej z nich nie korzystać. Nic dziwnego – to bardzo wczesna wersja polonizacji. Pełna błędów i niedociągnięć, po których - miejmy nadzieję – nie będzie śladu.
Pora na podsumowanie. W końcu to tylko beta-test. Shadowgrounds Survivor zaskoczył mnie podwójnie. Najpierw ogromnymi pokładami grywalności i stabilnością. Jeśli tak dobrze jest w becie co będzie w pełniaku? Po raz drugi zaskoczył mnie ceną. Za pełną wersję zapłacimy raptem 30zł. I wiecie co? To jeden z najlepszych sposobów na wydanie 3000 groszy.
Uwaga. Podane przez nas wymagania minimalne nie są ostatecznymi. Pochodzą ze Steama (jeden ze sposobów kupna gry), gdyż w dniu pisania tekstu ani producent, ani dystrybutor nie podali oficjalnych.
Składam podziękowania za współpracę firmie Techland
Paweł „djsound” Jankowski










listopad 20th, 2007 o 14:31
ciekawe, fajne i ogólnie wooow! Z pewnością wygospodaruję te 3000 groszy ;)
listopad 20th, 2007 o 21:44
OFICJALNE wymagania, podane przez samego product managera SGS przezentują się następująco:
1.5 GHz CPU
384 MB RAM
GeForce FX 5500 lub Radeon 9200
1 GB HDD
Windows XP/Vista
* nie działa z GeForce 4 MX i zintegrowanymi kartami graficznymi