» DeDark | poniedziałek, 10-12-2007 2:36 |
|

Na początku był chaos. Później w 1996 roku nastąpił wielki wybuch w postaci gry Diablo, która zawładnęła wyobraźnią ogromnej rzeszy graczy. Cztery lata później ci sami ludzie stworzyli Diablo II. Kronikarze spisujący historię komputerowej rozrywki zanotowali, że twórcy tych gier odeszli później z Blizzarda zakładając Flagship Studios, które rozpoczęło prace nad grą Hellgate: London duchowym spadkobiercą walk z Diablo. Czy udało im się sprostać legendzie swoich poprzednich gier?
„Piekło jest puste, a wszystkie diabły są tutaj”
William Shakespeare
Z czym mamy do czynienia? W gruncie rzeczy z inwazją. Tym razem w piekle zabrakło miejsca i w poszukiwaniu dodatkowej przestrzeni życiowej demony wprowadziły się na ziemię. Jak się można było spodziewać tradycyjne metody i strategie prowadzenia wojny nie na wiele się w tym przypadku przydały. Jednakże jak to zwykle bywa rodzaj ludzki jest bardziej oporny niż się może na pierwszy rzut oka wydawać. Dzięki frakcji Templariuszy, ludzie nauczyli się stawiać skuteczny opór najeźdźcom z piekła rodem. Teraz garstka ocalałych zamieszkujących tunele londyńskiego metra szykują się powrotu na powierzchnię i odzyskanie ziemi dla żywych. Oczywiście nam jako jednemu z bojowników o wolność naszą i waszą przyjdzie odegrać ważną rolę w tej całej historii. Jaka nie powiem, żeby za wiele nie zdradzać. Jak widać fabuła ma w sobie pewien potencjał.
Szkoda tylko, że twórcy gry jakoś nie potrafili go wykorzystać. W ogóle to główny wątek i zadanie poboczne zostały potraktowane jako zbędny dodatek do głównej treści gry, którą stanowi łagodnie mówiąc jedna wielka rozp… Cóż innego można powiedzieć kiedy większość zlecanych nam zadań polega na zabiciu określonej ilości danych potworów w danej lokacji lub zebranie określonej ilości przedmiotów w danej lokacji, które zdobędziemy zabijając daną ilość danych potworów. Jasne, na początku jest ciekawie lecz ile można? Lepszą inwencję twórczą wykazałby pierwszy z brzegu gimnazjalista. Toż to porażka na całej linii. Wiadomo, że na podobnej zasadzie działa większość gier z gatunku cRPG (a jak zaklinał się sam Bill Roper w jednym z wywiadów – Hellgate miał być rasowym przedstawicielem tego gatunku). Jednakże konia z rzędem, osobie, która wskaże mi grę o równie monotonnej rozgrywce. Żeby za wiele razy nie trzeba było zwiedzać jakiejś lokacji to proponuję rozpoczynającym rozgrywkę graczom taką strategię. Z reguły wykonanie większość zadań pobocznych odbywa się w tym samym miejscu co dalsza część głównego wątku. Tak więc przed ruszeniem w jakieś miejsce najlepiej jest przyjąć wszystkie dostępne misje (nie ma nawet co się wczytywać w ich opis, są nudne jak flaki z olejem i nie spotkamy się w Hellgate z kwestiami mówionymi!) i ruszyć do boju zbierając to co wypadnie z pokonanych potworów. Nawet nie zauważymy jak szybko wszystkie misje zostaną wykonane. Co z tego będziemy mieli trochę doświadczenia oraz jakiś przedmiot (który z reguły odbiega poziomem od tego co zdołaliśmy już naleźć w lochach, tunelach, tudzież w zniszczonym mieście). I tyle. Później przechodzimy do kolejnej lokacji (gra jest podzielona na pięć aktów z czego w każdym naszą bazą wypadową będzie jedna ze stacji londyńskiego metra) i historia rozpoczyna się od początku.
Skoro już jesteśmy przy obszarach udostępnionych nam do zwiedzania to warto poświęcić nieco uwagi kolejnej dość sporej wadzie gry. Otóż przyjdzie nam zwiedzać tunele i stacje metra, zniszczony Londyn, jakieś piwnice/lochy i… to w zasadzie wszystko. Od czasu do czasu będziemy mieli także okazję wpaść na wizytę do piekła ale przez większość czasu będziemy oglądać te same widoki. Tutaj swoją słabość ukazuje funkcja, która miała być jedną z głównych zalet gry – losowe generowanie poziomów. Zmieniają się to prawda lecz po pewnym czasie można zauważyć, że liczba klocków z których składają się mapy jest ograniczona. Jak widać to co sprawdziło się w Diablo nie koniecznie musi zadziałać w innych grach. Tak więc… mamy monotonne zadania i jeszcze bardziej monotonne poziomy. Póki co Hellgate wydaje się być jednym wielkim zawodem. Aż dziwne, że za taką grę odpowiadają takie tuzy z Blizzarda. Lecz to nie koniec opisu, znajdzie się jeszcze miejsce na kilka zalet Hellgate: London.
- Potrzebuję dla mojej ballady tytułu. Ładnego tytułu.
– Może “Kraniec świata”?
– Banalne (…) Hm… Niech pomyślę… “Tam, gdzie…” Cholera. “Tam, gdzie…”
– Dobranoc – powiedział diabeł.
Andrzej Sapkowski, opowiadanie Kraniec Świata
To czym pozytywnie wyróżnia się opisywana gra to z pewnością jest ogromna różnorodność przedmiotów jakie znajdziemy na swojej drodze oraz demonicznej fauny z która przyjdzie nam walczyć a także ciekawe klasy postaci… Ale po kolei…
Zaczynając grę mamy możliwość wyboru jednej z trzech frakcji. Każda reprezentowana jest przez dwie klasy postaci. Tak więc mamy do wyboru Templariuszy, Kabalistów i Łowców. Templariusze to organizacja walcząca z demoniczną inwazją, dzięki której ludzkość nauczyła się stawiać skuteczny opór najeźdźcom. Oni do boju wystawili Strażnika i Mistrza Ostrzy. Pierwszy znakomicie czuje się w walce w zwarciu przeciwko przeważającej ilości potworów. Mistrz Ostrzy to taki odpowiednik szermierza potrafiący walczyć przy pomocy dwóch broni jednocześnie, lubujący się w walce na nieco większy dystans. Przekładając to na klasy postaci z tradycyjnych gier RPG byliby to odpowiednicy rycerzy. Jeśli chodzi o Kabalistów to jest to frakcja pragnąca wykorzystać ciemne noce dla ratowania ludzkości. Ich wojownicy to Przywoływacz i Zaklinacz. Pierwszy posiada zdolność kontrolowania demonów i naturalnych żywiołów natomiast Zaklinacz specjalizuje się w bardziej ofensywnych zaklęciach. Te postacie to odpowiednicy magów. Ostatnią frakcją są Łowcy. Wbrew nazwie nie są to myśliwi lecz zaprawieni w bojach żołnierze. Specjalizują się w broni palnej i walce na odległość. Ich bohaterowie to Strzelec i Inżynier. Strzelec to klasyczny snajper a Inżynier to żołnierz dobrze obsługujący broń masowego rażenia wspierany dodatkowo przez konstruowane przez siebie boty. Są to odpowiednicy Łuczników.
Jak więc widać jest z czego wybierać. Każda klasa jest inna i posiada nieco inną ścieżkę rozwoju. Jednakże jest to ścieżka dość ograniczona i nie można się spodziewać, że taki Strażnik zacznie atakować kogoś z większego dystansu (co może utrudnić nieco rozgrywkę zwłaszcza gdy pojawią się potwory latające). Dodatkowo sama mapa naszej ścieżki rozwoju nie wygląda zbyt okazale – ikonki przywołują wspomnienia gier sprzed kilku bądź nawet kilkunastu gier a nie produkcji z końca 2007 roku. Inna sprawa to obecność postaci posługujących się jedynie bronią białą i postaci posługujących się bronią palną. Jak myślicie, która miałaby większe szanse w realnym świecie?
Jeśli natomiast chodzi o dostępne bronie, tarcze, pancerze, przedmioty itp. to jest tego od groma. Jako, że potwory zostawiają po swojej śmierci masę różnego rodzaju sprzętu (ciekawe gdzie one go trzymają) to bardzo często będziemy musieli albo wrócić się do stacji metra by sprzedać zalegający w naszym ekwipunku towar (sam powrót rozwiązano tak samo jak w każdym innym cRPG – portalem) albo wprowadzić ostrą selekcję zbieranego wyposażenia. Z drugiej strony ogromna ilość zbieranych rzeczy i możliwość ich łatwego sprzedania sprawiają, że coś takiego jak brak gotówki w tej grze nie istnieje. Jeśli nie podoba wam się to co znajdujecie to i tutaj jest wiele możliwości. Można po prostu rozebrać broń na części, które posłużą do ulepszenia innych. Można również dać broń do modyfikacji lokalnemu rzemieślnikowi. Dodatkowo broń posiada miejsce na różne moduły (które również znajdziemy przy dymiących zwłokach pokonanych potworów) poprawiające nieco jej parametry. Jak widać tego elementu gry nie zaniedbano.
Co do potworów to spotkamy ich w przeróżnych odmianach i rodzajach. Od latających po biegające i drążące w ziemi. Od wielkich, większych od budynków po takie rozmiarów szczura. Według cieniutkiej instrukcji dołączonej do gry (o grach wydawanych przez Electronic Arts będzie trochę dalej) to potwory dzielą się na bestie, nekronów, widmowce i demony. Pierwsze to standardowe potworki jakie pojawiają się w wielu grach. Takie mięso armatnie, które może ugryźć. Natomiast nekroni to w zasadzie to, co nie chciało zostać w ziemi czyli wszelkiego pokroju zombie. Muszę przyznać, że dawno nie widziałem tak wielu odmian żywych trupów w grze. Widmowce to nie co inna kategoria wrogów. To coś w rodzaju duchów rażących nas dziwną energią. Natomiast demony to już wyższa szkoła jazdy. To oni są sprawcami tej piekielnej inwazji. Przejawiają się w różnych formach i uzbrojeniu. Czasem atakują nas kulami ognia, czasem mieczem, czasem… karabinem. Tak, wiem, wygląda to dziwnie ale demony korzystają z broni palnej. Ale cóż… najwyraźniej scenarzyści tak je sobie wyobrażali. Inna sprawa to nazwy potworów. Czasem popisy tłumaczy sprawiały, że o mało co nie spadałem z krzesła. Przykład – widoczny na jednym ze screenów „niedowariat”.
Jeśli chodzi o grafikę to nie prezentuje się ona źle. Gra korzysta z dobrodziejstw zarówno DirectX 9 jak i 10 więc posiadacze nowych kart graficznych będą mogli sobie popatrzeć na dedykowane im efekty graficzne. Przyczepić bym mógł się jedynie zbyt wielkiej feerii barw w czasie walki, Czasem jest taki chaos, ze nie wiadomo do czego się strzela. Jeśli chodzi o muzykę to teoretycznie jest tam jakaś ścieżka dźwiękowa lecz muzyczka, która się czasem włączała w czasie gry choć dynamiczna nie zawsze pasowała do tego co się działo na ekranie. Co do reszty to nie ma się o czym wypowiadać bo jak już wspomniałem mówionych kwestii dialogowych nie ma.
A co z trybem multiplayer? W końcu to on decyduje o przedłużeniu żywota danej gry. Tutaj kolejny zawód. Jest on bowiem dokładnym klonem tego z czym mieliśmy do czynienia w Diablo a na dodatek każą sobie za to płacić. W zasadzie to każą sobie płacić za dodatkowe treści w grze sieciowej takie jak gildie, dodatkowe postacie, questy tematyczne, unikalne przedmioty i wiele specjałów niedostępnych dla graczy, którym nie chce się wykładać dodatkowych pieniędzy. W zasadzie jest to model biznesowy znany z wielu azjatyckich gier MMO. Szczerze powiedziawszy to nie wiem czy warto. I chyba nie tylko ja mam takie wątpliwości. Jakiś czas temu, internet obiegła petycja o zniesienie opłat. Jej twórcy argumentowali swoją prośbę faktem, ze Hellgate: London nie oferuje nawet połowy tego co pierwsza z brzegu gra MMORPG. Nic dodać, nic ująć.
Hellgate: London znajdziemy na półkach sklepowych za 139 złotych. Wiadomo. W Electronic Arts się cenią. Jednakże cena nie zawsze się przekłada na to co znajdujemy w pudełku. Jasne, w końcu płacimy za to co na płycie ale polscy wydawcy przyzwyczaili mnie do różnego rodzaju dodatków tak, że sama płyta i kilkustronicowa instrukcja wydaje się trochę… biedne. I tak jest lepiej niż w przypadku Hal-Life 2: Episode Two. Tam w pudełku oprócz płyt była tylko jednostronicowa instrukcja tłumaczące sterowanie postacią. Jednakże o ile w przypadku Episode Two po kilku chwilach gry zapominało się o nędznej zawartości pudełka to w tym przypadku jest nieco gorzej. Po głowie krąży ciągle cyferka 139. Moim zdaniem to za dużo za grę, która nie spełniła oczekiwań.
– Niech mnie diabli porwą!
– Niech diabli porwą? To się da zrobić…
Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata, rozdział 17
Podsumowując. Mamy grę z wielkim, choć niewykorzystanym potencjałem. Są powtarzające się do znudzenia lokacje (chociaż ich układ się zmienia to jedynie w ograniczonym stopniu). Jest fabuła, która z pewnością ciekawa lecz nie wzbudza zainteresowania gracza. Po pewnym czasie traci się ochotę na sprawdzenie co będzie po następnym zadaniu bo wszystkie są praktycznie takie same. Jedyne co broni Hellgate to ogromna różnorodność przedmiotów no i ciekawe klasy postaci. I to by było na tyle. Wygląda to tak jakby ograniczono się do przeniesienia mechaniki Diablo w nieco odmienną scenerię. Czyli nic nowego. Gdybym miał podsumować to jednym zdaniem napisałbym – miało być fajnie a wyszło tak jak zwykle.

Składam podziękowania za współpracę firmie Electronic Arts Polska
Marcin “joszko” Brzeski














grudzień 10th, 2007 o 11:40
[…] dalszy recenzji na łamach serwisu Voodoo Guild. Mogę zdradzić, że gra niezbyt przypadła mi do gustu. Thank you for reading this […]