» joszko | sobota, 18-3-2006 0:44 |
|
Postanowiłem napisać ten krótki tekst, będąc pod wpływem czwartkowej edycji programu “UWAGA”, emitowanego przez stację TVN, którego tematem przewodnim była myśl – jak bardzo brutalność gier komputerowych wpływa na osobowość dzieci, młodzieży…
Można rozpatrywać to zagadnienie z wielu perspektyw, ale czy media nie przesadzają w nagłaśnianiu takich rzeczy? Gdybym miał ten problem rozpatrywać z płaszczyzny własnego sumienia czy osobowości, to nie mogę się zgodzić z tezą, iż brutalne gry komputerowe wypaczają charakter dziecka. Nie mam zapędów do zabijania napotkanych ludzi, nie jestem agresywny, i potrafię nad sobą panować, a w młodości nie żałowałem sobie grając w starego dobrego Dooma, GTA, Duke Nukem, później Quake’a, czy Soldier Of Fortune gdzie krew lała się litrami. Nie stwierdzam u siebie żadnych patologii emocjonalnych i doskonale odróżniam fikcję wirtualną od rzeczywistości. Może to dlatego, że każdy młody człowiek, przy którego wychowaniu czuwają rodzice, wyrasta na normalną osobę, taką jak ja? A może to właśnie rodzice powinni poświęcać dzieciom więcej czasu i momentami zainteresować się, gdzie i w jaki sposób ich dziecko spędza wolny czas.
Nie rozumiem więc zupełnie tych tendencji naciągania na siłę rzeczywistości, aby udowodnić jakąś teorię, która dość konkretnie mija się z prawdą, lub nie jest dostatecznie udowodniona. Zawsze przecież można znaleźć naukowca (tutaj psychologa), który taką teorię poprze, a przy okazji wzrośnie oglądalność programu.
Oczywiście miały miejsce głośne wypadki w USA i w Niemczech, gdzie dzieciaki z bronią zastrzeliły kilka osób w szkole. To nie powinno się zdarzyć, ale tego, że chłopcy ci mieli dość znaczne problemy emocjonalne – być może niezwiązane zupełnie z graniem, nie nagłaśniano już tak bardzo. Mówiono tylko jak silnie „mordercze gry” (”Killerspiele” – popularnie nazywane w Niemczech) niszczą psychikę dzieci i młodzieży, uzależniają, deprawują, demoralizują itd. Mówiono jak to młodzież przestaje pojmować różnicę między dobrem a złem.
Prawda jest taka, że przemoc towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów i to w dużo bardziej brutalnej formie. Również wplatana była w rozrywkę (np. walki gladiatorów w starożytnym Rzymie), a mimo to ludzie nie „wyrzynali” się na ulicach śladem swych ulubieńców. Wyładowywali swoje negatywne emocje biorąc udział w przedstawieniu, po czym wracali do swoich codziennych zajęć zamieniając się w potulnych mieszczan.
Gra to tylko gra i normalny, zrównoważony człowiek potrafi to zrozumieć. Media tak bardzo dbają o dzieci i młodzież…. Dla mnie to czysty populizm i wciskanie ludziom kitu, bo gry są o wiele ciekawsze i bardziej wymagające niż bezmyślne gapienie się w telewizor, o czym marzy zapewne każda stacja. To, że wpływają pozytywnie na inteligencję nie jest już wspominane.
Gdzie się podziewa ta moralność mediów podczas pokazywania relacji na żywo np. ludzi wyskakujących z palących się budynków WTC po ataku terrorystycznym, gdzie ta moralność po tragedii w Azji, kiedy to pokazywane były gnijące ciała na plażach? Nikt wtedy nie zastanawiał się jaki ma to wpływ na dzieci, a puszczali to bez przerwy przez 24h na dobę. Nie wiem czy zauważyliście, że jak tylko służby porządkowe pochowały ciała i nie było już tak „krwawego” materiału do relacjonowania, media bardzo szybko straciły zainteresowanie i już tsunami nie było gwoździem programu. Nadal tylko pokazywane było uderzenie pierwszej fali nakręcone kamerami turystów. Myślę, że nie wymaga to dalszego komentarza.
Dlaczego rodzice nie zabierają głosu w tej sprawie? Ile razy po wezwaniu do szkoły z powodu złego zachowania dziecka, rodzice podnoszą głos na nauczycieli, krzycząc: “Mój Krzysiu nie zrobiłby czegoś takiego” itd. U mnie w podstawówce była to niemal reguła. Gdzie są więc ci rodzice, kiedy trzeba zająć się wychowywaniem dzieci? Niech nie obarczają nauczycieli i wydawców gier odpowiedzialnością za swoje błędy, bo dziecko wychowywane w normalnych warunkach, bez przemocy w rodzinie, nie będzie agresywne – wie, że gra to tylko gra i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, co zresztą można zaobserwować przypatrując się naszym rówieśnikom. Sytuacja jest wręcz odwrotna. Ile to razy miłośnik gier komputerowych – niepozorny, chudy chłopak w okularach, został pobity lub okradziony przez łysych chuliganów czy pseudokibiców, którzy nie potrafiliby pewnie włączyć komputera. Być może ten obraz jest trochę przejaskrawiony, ale chcę oddać charakter tej sytuacji. Ich agresja nie ma nic wspólnego ze zobojętnieniem i przywyknięciem do stosowania wirtualnej przemocy. Tutaj problem wychowawczy powinien być poruszony po raz kolejny, bo zrzucanie winy na gry jest pójściem na łatwiznę, albo co najmniej nie rozpatrzeniem tego problemu poważnie i dogłębnie, zaś chwytliwe hasła w telewizji typu: „mordercze gry”, prowadzą do jakiejś paranoi i snucia bezpodstawnych wniosków.
Nie musicie się z tym zgadzać oczywiście. Nie jest to jednakże tylko moje zdanie, ale wyrażenie stanowiska pewnej grupy ludzi. Oczywiście każdy może według swej tabeli wartości inaczej pojmować pewne rzeczy, ale zastanówmy się, czy nie robi się zbyt dużej afery ze zbyt małej rzeczy. Starość nie radość, młodość nie wieczność, więc dajmy się dzieciakom wyżyć ;), oczywiście w sposób kontrolowany.
Pozdrawiam redakcję i czytelników Voodoo Guild.









