» DeDark | wtorek, 18-12-2007 2:31 |
|

Kiedy końcem marca 2004 roku, po czterech latach wytężonej pracy, niewielka firma developerska z Coburga wypuściła swój debiutancki tytuł, branża elektronicznej rozrywki zadrżała w posadach. Far Cry zaatakował znienacka, z miejsca zdobywając serca graczy na całym świecie. Dzieło programistów z Cryteka zdeklasowało całą ówczesną konkurencję na czele z takimi produkcjami jak Half-Life 2 czy Doom 3, na zawsze odmieniając rynek pierwszoosobowych shooterów. Crysis - najnowsza gra firmy braci Yerli – zapowiadana była jako tytuł równie przełomowy. Tytuł obok, którego żaden szanujący się miłośnik gier z gatunku FPS nie może przejść obojętnie. W końcu wielkie oczekiwania zderzyły się z rzeczywistością i… z całą pewnością nie wyszły z tego starcia źle. Po szczegóły odsyłam jednak do dalszej części niniejszej recenzji.
Historia według braci Yerli
Zaczniemy jak najbardziej standardowo, a więc od omówienia warstwy fabularnej recenzowanego tytułu. Przedstawiona w grze intryga zaczyna się w 2020 roku, kiedy to grupa amerykańskich archeologów wyrusza w ekspedycję mającą na celu zbadanie leżącej na Morzu Filipińskim wyspy Lingshan. Na miejscu naukowcy natykają się na ślady nieznanej dotąd pradawnej cywilizacji. Niestety, niedługo po osobliwym odkryciu kontakt z zespołem zostaje zerwany. Z ostatniego przekazu od córki kierownika ekspedycji, doktor Heleny Rosenthal, wynika, że na wyspie wylądowali żołnierze Koreańskiej Armii Ludowej i przejęli nad nią kontrolę. Reakcja Stanów Zjednoczonych jest błyskawiczna. W celu odnalezienia i ewakuacji zakładników, na wyspę zostaje wysłany doborowy oddział Raptor Team. Bardzo szybko pojawiają się jednak komplikacje, skutkiem których po około godzinie gry z liczącej pięć osób elitarnej jednostki ostaje się jedynie animowany przez nas protagonista – niejaki Jack „Nomad” Dunn. Wszystko oczywiście za sprawą włączenia się do konfliktu gwoździa programu, a mianowicie wrogo nastawionych istot pozaziemskich. Ale ciii…. Nie chcemy przecież spoilerować, prawda? Może i fabuła nie jest kluczowym elementem gry, ale mimo wszystko naprawdę warto odkrywać ją samemu.
Nano Muscle Suit
Na uwagę zasługuje także niebanalne podeście twórców do kwestii wyposażenia żołnierzy przyszłości. Zarówno Nomad jak i cała reszta żołdaków wykorzystuje całą masę futurystycznych gadżetów. Na szczególną uwagę zasługuje w tym przypadku wykonany z nanomateriałów specjalny egzoszkielet wspomagany, dzięki któremu nosząca go osoba zyskuje iście nadludzkie umiejętności. W sumie nanoskafander przyszłości można wykorzystać na cztery różne sposoby, każdy wyczerpujący specjalną (cały czas się regenerującą) energię. Pierwszy to zwiększenie siły naszego bohatera. Pozwala m.in. dźwigać i rzucać cięższymi przedmiotami, skakać na większe odległości, a także zadawać dużo poważniejsze obrażenia w walce wręcz – jednym ciosem jesteś w stanie powalić, np. palmę… nie wspominając już o wyrzuceniu drzwi z zawiasów, tudzież trepanacji wrażego czerepu. Oprócz tego ułatwia także celowanie, zmniejszając efekt rozrzutu co mocniejszych pukawek.
Drugim trybem działania skafandra jest przyspieszenie. Dzięki wprowadzeniu do krwiobiegu użytkownika specjalnych nanorobotów, szybkość ulega drastycznemu zwiększeniu. Przy włączonej tej opcji i wciśniętym przycisku biegu nie tylko poruszasz się z prędkością młodej gazeli, ale też możesz skakać na kilkumetrowe odległości. Problem polega jedynie na tym, że długo sobie w ten sposób nie pobiegasz/poskaczesz, gdyż błyskawicznie wyczerpuje to energię. Niemniej jednak osoby lubiące z pola walki uciekać, gdy robi się zbyt gorąco, z pewnością docenią ten patent.
Kolejną funkcją, którą można uruchomić za pomocą kombinezonu jest pancerz, który sprawia, że wszelkie trafienia w pierwszej kolejności zabierają energię skafandra, dopiero zaś po jej wyczerpaniu życiową. Na szczęście zarówno pierwsza jak i druga regeneruje się na tyle szybko, że wystarczy chwila odpoczynku w jakimś w miarę spokojnym miejscu, by wszystko wróciło do normy. Jeżeli jednak nie masz gdzie odsapnąć, a przeciwnicy atakują uparcie ze wszystkich stron, zawsze możesz skorzystać z ostatniej umiejętności oferowanej przez nanoskafander - maskowania. Po jej włączeniu na pewien czas stajesz się niemal całkowicie niewidzialny. Żeby jednak nie było za łatwo, otwarcie ognia w tym trybie wiąże się z natychmiastową dezaktywacją tarczy maskującej.
Niebezpieczne „zabawki”
Oczywiście prócz wspomnianego przed chwilą kombinezonu, nasz podopieczny ma do dyspozycji również potężny arsenał rozmaitych broni. Właściwie jest tutaj wszystko czego można oczekiwać – poczynając od pistoletu (można mieć dwa), pistoletu maszynowego, dwóch rodzajów karabinów szturmowych (SCAR oraz FY71), snajperki, miniguna, karabinu Gaussa, wyrzutni rakiet, broni obcych, a na granatach odłamkowych, dymnych i błyskowych kończąc. Oprócz tego możemy także korzystać z różnego rodzaju stacjonarnych działek oraz zdalnie detonowanych ładunków wybuchowych C4. Jakby tego było mało, duża część oręża występującego w grze może być dodatkowo usprawniona za pomocą szeregu dostępnych nasadek, wśród których znajdziemy m.in. cztery rodzaje celowników (przeziernikowy, szturmowy, snajperski i laserowy), latarkę oraz tłumik. Nie można także zapomnieć o możliwości zmiany rodzaju amunicji (naturalnie nie dla każdego rodzaju broni).
Popływaj, polataj, pojeździj
Czymże byłby nowoczesny shooter bez możliwości korzystania z pojazdów? Tych i tutaj nie brakuje. Na początku najczęstsze są wojskowe dżipy i ciężarówki z karabinem maszynowym na dachu. Od biedy można też pojeździć różnej maści samochodami cywilnymi. W dalszych fazie gry przyjdzie nam również zasiąść za sterami czołgu, popływać łodzią bojową oraz wzbić się w powietrze pilotując transportowiec VTOL (nawiasem mówiąc to jeden z najlepszych etapów w całej grze, serio!).
Inteligentni inaczej? Chciałbyś…
Siłę gry poznajemy w zupełnie nowym świetle, gdy przychodzi nam stanąć do walki. Program od samego początku stawia na totalną jazdę i wrażenia tego nie sposób pozbyć się przez dłuższy czas. Wrogów jest dużo, są doskonale uzbrojeni i stanowią nie lada wyzwanie, szczególnie, na wyższych poziomach trudności (do wyboru cztery: niski, normalny, wysoki oraz delta). Sztuczna inteligencja komputerowych przeciwników stoi na naprawdę niezwykle wysokim poziomie. Koreańczycy rzucają granaty, kiedy trzeba, zaś skierowane w ich stronę potrafią z powrotem odrzucić w kierunku gracza! Gdy nie mają wystarczającej przewagi liczebnej, zmyślnie wykorzystują ukształtowanie terenu, chowając się za przeszkodami. Nieobca jest im również taktyka ataku z zasadzki. Gdyby nie nanoskafander, byłoby naprawdę baaardzo ciężko i to nawet na najłatwiejszym poziomie trudności… Jeśli myślisz, że jesteś twardy, spróbuj powalczyć nie korzystając z jego dobrodziejstw. Gwarantuję Ci, że rzadko wyjdziesz z tego żywy.
Grywalność nade wszystko
Powoli, acz nieuchronnie zbliżam się do omówienia spraw natury technicznej. Wcześniej jednak chciałbym poruszyć jedną bardzo istotną kwestię. Choć Crysis od zawsze kojarzony był za sprawą pięknej grafiki i olśniewających efektów, wcale nie musi to oznaczać, że grywalność stoi w nim na drugim miejscu. Jeżeli spodobał ci się Far Cry, to Crysis z pewnością wciągnie cię jeszcze mocniej. Nie wiem, czy będzie otoczony przez graczy takim kultem jak na przykład Half-Life 2, na pewno jednak nie można go traktować wyłącznie jako prezentację silnika. Byłoby to bowiem bardzo, ale to bardzo niesprawiedliwe. Autorzy robili, co tylko mogli, by zapewnić jak najbardziej zróżnicowaną rozgrywkę, która pozwoli zapomnieć się na wiele godzin. Skłamałbym mówiąc, iż nie udało im się tego dokonać.
Uczta dla oka…
Crytek od samego początku zapowiadał Crysis jako wizualną rewolucję. I faktycznie, przy maksymalnych ustawieniach graficznych jest to niewątpliwe najlepiej wyglądająca gra wszechczasów! CryEngine 2 śmiało można nazwać najbardziej zaawansowanym technologicznie enginem branży – bracia Yerli ponownie wyprzedzili konkurencję o całe lata świetlne. Wykreowany za jego pomocą świat wygląda obłędnie, raz po raz atakując zmysły gracza szeregiem wyszukanych doznań. Za sprawą doskonałych efektów graficznych osiągnięto to, czego powinniśmy doświadczać w każdym shooterze – wrażenia przebywania na realnym, chaotycznym polu bitwy, którego klimat dodatkowo potęgują świetne efekty dźwiękowe (dobre słuchawki jak najbardziej wskazane)! Doskonale wyglądają też modele postaci, zwłaszcza w długich przerywnikach wyświetlanych w całości na silniku gry. Całości dopełniają wszelkiej maści efekty specjalne, w tym niezwykle soczyste eksplozje. Majstersztyk.
Niestety by móc cieszyć się wszystkimi graficznymi wodotryskami, trzeba dysponować naprawdę mocarnym sprzętem. Dopiero potwór wyposażony w superszybki dwurdzeniowy procesor, 4GB pamięci RAM oraz GeForce’a 8800GTX pozwala wyciągnąć z „Kryzysu” pełnię jego możliwości. Niemniej jednak do komfortowej gry przy poziomie detali ustawionym na high (bez AA i Anizo) wystarczy Core 2 Duo, 2GB RAM’u i GF 8800GTS. Na podanym w minimalnych wymaganiach sprzętowych staruszku oczywiście zagrać też się da, ale cóż, to już jednak nie to samo…
Świetnej oprawie graficznej towarzyszy niezgorsza oprawa dźwiękowa. Ścieżka audio jest całkowicie poprawna – główny motyw muzyczny doskonale komponuje się z wydarzeniami na ekranie monitora, dźwięki są odpowiednio realistyczne, a głosy postaci dają radę.
Rulezz!!!
Czy Crysis jest grą wybitną? W aspekcie czysto technicznym bez najmniejszych wątpliwości tak. W kwestii mechaniki rozgrywki, również trudno mu cokolwiek zarzucić. Może i nie stanowi takiej rewolucji jak poprzednia gra niemieckiego developera, z pewnością jednak oferuje o wiele więcej niż wszystkie do tej pory wydane gry z gatunku FPS. I stąd też taka, a nie inna ocena.


Składam podziękowania za współpracę firmie Electronic Arts Polska
Krzysztof “Havret” Cebula














styczeń 28th, 2008 o 8:00
[…] zbyt dalekie oddalenie się od wyspy na której powinno się rozwalać obcych w grze Crysis. Brakuje tylko muzyczki z filmu Szczęki. Tadam tadam tadam […]
lipiec 14th, 2008 o 14:36
gra rewelka polecam dałbym jej 10/10
lipiec 24th, 2008 o 17:23
Gra rewelacyjna w pełni zasłużona 10.
sierpień 21st, 2008 o 0:14
przejscie gry zajmie kilka godzin … niestety