» DeDark | środa, 19-12-2007 4:37 |
|

Pewnego dnia do redakcji trafiła gra Overspeed. Pomyślałem sobie: znowu tuning? Nielegalne wyścigi?? Miasto nocą??? Kijem przez ścierkę tego nie tknę. Ale po chwili… zaraz, zaraz. Że co w niej jest? Uszkodzenia aut? Widok zza kierownicy? Hmm… to zupełnie zmienia postać rzeczy. Biorę! No więc wziąłem i… no właśnie. No i co?
No i jak to śpiewał Kuba Sienkiewicz, lider zespołu Elektryczne Gitary – no i nic. Poza wspomnianym widokiem zza kierownicy oraz modelem zniszczeń gra ma niewiele plusów „dodatnich”. Przeważają te „ujemne”. A najgorsze jest to, że tak niewiele zabrakło do stworzenia bardzo przyjemnej ścigałki. Ale zacznijmy od fabuły, która w dzisiejszych czasach obecna jest nawet w Sudoku. Akcja gry rozgrywa się w Los Angeles. Wcielimy się w postać która pomyślała sobie, że zostanie mistrzem nielegalnych wyścigów. Kupuje więc pierwsze auto i… to by było na tyle. Autorzy gry, zainspirowani(?) Czarną Listą z NFS: Most Wanted przygotowali swoją własną – obejmującą około 60 miejsc. Rzecz jasna zaczynamy od samego dołu, a naszym celem jest wspięcie się na szczyt. Co więcej podzielono ją na 4 etapy symbolizujące coś w rodzaju „klas”. Zaczynamy w pierwszej (1 gwiazdka), kończymy w czwartej (4 gwiazdki). Podział ten odnosi się również do dostępnych lokacji. A jest ich - co za niespodzianka – cztery. W każdej po kilka tras. Niestety, możemy ścigać się tylko i wyłącznie w tej odpowiadającej naszej klasie! To pierwszy kretyński pomysł, który nie ma nic wspólnego z budżetem, a pogrąża grę. To tak jakby w NFS Underground 2 zamknąć 3/4 miasta, bo akurat jesteśmy w połowie kampanii. Takie „wspaniałomyślne” rozwiązanie oznacza, że jeśli mamy dwie gwiazdki nie wpuszczą nas do torów „trzygwiazdkowych” - bo „cieniasów nie chcemy”. Z drugiej strony część „jednogwiazdkowa” jest dla nas zamknięta bo „jesteś dla nas za dobry”. Wejście na nowy „poziom” trochę trwa dlatego oglądanie po raz n-ty tego samego toru po prostu wkurza (wyobraźcie to sobie… ta sama trasa po raz 10 w ciągu godziny). Nie wiem czy ktoś będzie miał tyle cierpliwości aby ukończyć „kampanię” na 100%. Ja niestety nie miałem. Ta gra jest po prostu zbyt uboga i zbyt prosta żeby utrzymać przy komputerze na dłużej niż kilka godzin. I nie mówię tu o pojedynczym „posiedzeniu”, a o czasie całkowitym. To nie jedyne poważne błędy. Zacznijmy może od miasta. Zapomnijcie o swobodnej przejażdżce. Nie ma tu czegoś takiego jak „swoboda”. Cała kariera to po prostu ciąg kolejnych wyścigów. Po naciśnięciu odpowiedniego przycisku lądujemy w miejscu spotkań (czyli wspomnianej lokacji). Gracz może co najwyżej patrzeć i czekać, aż zjawi się ktoś chętny do wyścigu. Z reguły po kilku sekundach nadjeżdża potencjalna „ofiara”, która rzuca nam wyzwanie. Po zakończeniu wyścigu mamy dwie możliwości: wrócić do garażu lub miejsca spotkań. W tym drugim przypadku sytuacja się powtarza: oczekiwanie, wyścig, powrót, oczekiwanie, wyścig… i tak w kółko. Brak otwartego miasta i swobody mógłbym jeszcze wybaczyć, ale taka monotonia to już przegięcie. Boli to tym bardziej, że mamy tu „aż” jeden tryb wyścigów. Tak moi drodzy. Oczy was nie mylą. Overspeed to tylko i wyłącznie klasyczny wyścig 1 na 1 (kilka okrążeń). A propos lokacji. Czy wiecie, że omawiana gra to prawdopodobnie pierwsze w historii wyścigi z elementami psychologicznego horroru? Bo jak inaczej wytłumaczyć pustki na ulicach i… trzymajcie się – brak kierowców w wozach przeciwników (patrz screen)? W dzielnicy „małych domków” wystarczy dodać odrobinę mgły i mamy namiastkę Silent Hill. A tak na poważnie. Brak innych pojazdów można zrozumieć na mniej ruchliwych trasach… ale do diabła. Na autostradzie? W milionowej metropolii jaką jest Los Angeles?! W innych, znacznie gorszych budżetówkach mieliśmy ruch uliczny. Byle jaki, ale jednak… Jego brak to jedna z największych wad tej produkcji.
Jednym z najważniejszych elementów „nielegalnych wyścigów” jest tuning. W Overspeed zastosowano z jednej strony ciekawe, a z drugiej dziwaczne rozwiązanie – przed wyścigiem stawiamy na puli jedną lub kilka części. Rzecz jasna przeciwnik robi to samo. Jeśli wygramy – są nasze. Jeśli nie… cóż. Papa spoilerze, żegnaj skrzynio biegów. Brzmi to całkiem nieźle, ale jakoś nie wyobrażam sobie odbierania rywalowi „naklejek” (bo i o to możemy walczyć). Owszem, to tylko gra, do tego zręcznościowa, ale są pewne granice zdrowego rozsądku, które w tym przypadku zostały przekroczone. Co gorsza wszystkie części zdobywamy na zasadzie „losowania” (co kto nam zaproponuje – nie mamy na to wpływu). Nie ma tu znanej z NFSów chęci zdobycia konkretnej część. Ja tu chcę nowy spoiler a facet mi proponuje opony (które już mam). Też mi frajda… W omawianej grze nie znajdziemy ani jednego „prawdziwego” auta. Wszystkie wozy są mniej lub bardziej udanymi odpowiednikami marek istniejących w rzeczywistości. Na osłodę i poprawę humoru dostajemy widok zza kierownicy oraz całkiem niezły model zniszczeń. W przeciwieństwie do ostatnich NFSów (pomijam ProStreet) spotkanie ze ścianą przy prędkości 250km/h zakończy się czymś bardziej poważnym niż utratą 10 sekund. Przekonałem się o tym nie raz ponieważ model jazdy jest niestety nijaki. Ani to zręcznościówka, ani symulacja. Co gorsza auta są bardzo, ale to BARDZO nieprzewidywalne. Im szybszy model tym gorszy: łatwiej wpaść w poślizg z którego trudno wybrnąć. Paradoksalnie jazda sportową bestią sprawia mniej przyjemności niż poczciwym klonem Peugeota. Próbowałem grać na klawiaturze, analogowym padzie i kierownicy. O dziwo najlepiej sprawdziła się ta pierwsza. Odnoszę wrażenie, że autorzy chcieli pójść w ślady Codemasters, połączyć ogień z wodą i stworzyć grę, która będzie czymś w rodzaju „zręcznościowego symulatora” (Race Driver). Niestety nie wyszło… Koniec, końców najważniejszy element „samochodówki” jakim jest model jazdy, zawodzi niemal na całej linii. A to przecież fundament gry! Na początku wspomniałem o kamerze „zza kierownicy”. Oprócz standardowych „zza auta” czy „z maski” autorzy przygotowali dla nas kilka naprawdę dziwacznych ustawień. Po co? Nie wiem… Nie są one ani ładne, ani tym bardziej praktyczne. Bo co mi z kamery w której auto potrafi wyjść poza kadr?
Kilka słów o oprawie audio/video. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem zamieścimy krótki filmik prezentujący grę w akcji. Jeśli nie – cóż, będą musiały wystarczyć screeny. Grafika nie powala, ale trudno się do czegoś przyczepić. Na moim, nie nowym komputerze śmigała aż miło. Za ten element doliczam mały plusik (który i tak ostatecznej oceny nie zmieni). Muzyka i inne dźwięki? Dobrze, ale bez rewelacji. Odgłosy silników brzmią całkiem nieźle, choć do konkurencji im daleko. Muzyka nie przypadła mi do gustu, ale o nich jak wiadomo – nie warto dyskutować. Na szczęście muzykę zapisano w popularnym formacie, dzięki bez problemów w trakcie jazdy usłyszycie swoje ulubione utwory. Co więcej można je zmieniać w trakcie jazdy. Dlaczego inni nie wpadli na ten pomysł?
Overspeed został wydany przez City Interactive. Oznacza to, że można go kupić w dwóch wersjach różniących się jedynie typem opakowania (sklepowa – standardowy dvd box, kioskowa – tzw. Slim). Ani w jednej, ani w drugiej nie znajdziemy drukowanej instrukcji. (jest na płycie i HDD). Ale to w końcu gra za 20 zł. Z lekką nutką niepewności w głosie mogę powiedzieć, że wydanie jest „godne” ceny. Ale czy sama gra jest tyle warta? I tu pojawia się pewien problem. Overspeed to piękny, oszklony wieżowiec o niedopracowanych (delikatnie mówiąc) fundamentach. Co z tego, że z zewnątrz wygląda ładnie, w środku pachnie świeżością, skoro w każdej chwili może po prostu runąć? Przekładając to na grę: co z tego, że mamy ładną grafikę i niezłe udźwiękowienie. Co z tego, że mamy widok zza kierownicy, zniszczenia i coś w rodzaju samochodowego radia. Co z tego skoro po prostu nie chce się w to grać? A wszystko przez spieprzony* fundament czyli model jazdy. I właśnie dlatego nie wystawię Overspeed wysokiej oceny. Być może wydźwięk recenzji jest inny, być może potraktowałem ją zbyt „brutalnie”, ale ostateczna nota będzie niska – 4 to jedyne na co zasługuje. I - tak - wziąłem pod uwagę, że to „budżetówka”… Nie pytajcie co by było gdyby Overspeed był produkcją za „miliony zielonych”. A skoro już o pieniądzach mowa. Chcesz poszaleć po mieście tuningowanym wozem na ulicach miasta? Dozbieraj i kup jednego z ostatnich NFSów.
*wybaczcie słownictwo, ale to najłagodniejsze „jednosłowne” określenie jakie przyszło mi na myśl

Składam podziękowania za współpracę firmie City Interactive
Paweł „djsound” Jankowski














styczeń 9th, 2008 o 13:02
gałem…………..fajne……… tylko mogły by być realistyczne nazwy aut
styczeń 11th, 2008 o 8:03
heh…ja nie grałem wiec nie będe komentował..ale z chęcią bym se zagrał…fajne obrazki
kwiecień 24th, 2008 o 18:33
ja się wchodzi do tej gry?? odp czekam!!
kwiecień 25th, 2008 o 16:08
Idzie sie do sklepu, kupuje gre, instaluje i gra.
lipiec 14th, 2008 o 8:34
fajna gierka -tylko nie ma jazdy dowolnej irealistycznych nazw aut(grałem i przeszedłem)