» DeDark | niedziela, 6-1-2008 19:45

Undercover: Operation Wintersun – gra, w której wcielimy się w Anglika, by podczas trwania Drugiej Wojny Światowej wniknąć do serca Trzeciej Rzeszy i… nie zabić ani jednego szkopa. Cóż… nie da się ukryć – Undercover, to nie najnowsza odsłona Medal of Honor, tylko, jak to można zgrabnie określić, thriller polityczno – szpiegowski w ciele komputerowej przygodówki w kanwie point & click. Fani intelektualnej oldschoolowej rozrywki mogą grzać kawę na kilka wieczorów pasjonującej przygody przed monitorem.

Cały zarys fabularny, jakim raczeni jesteśmy od początku rozgrywki nie jest w żadnym stopniu nowatorski i nie wychyla się zbytnio z kanonu szpiegowskich historii o tajnych planach Rzeszy, które w Undercover, podobnie, jak w wielu innych dziełach, zarówno elektronicznych, jak i książkowych, czy filmowych, pełnić będą rolę motywatora głównych bohaterów. Wszak nowa broń, którą tworzą naziści może przesądzić o wyniku wojny na ich korzyść. Aby temu zapobiec, wprost z Wielkiej Brytanii zostaje wysłany szpieg, wraz ze znanym fizykiem John’em Russell’em. I już w tym momencie wielki klimat diabli biorą, bo wnet okazuje się, że Rzesza jest, niczym szwajcarski ser dziurawa i wprowadzenie do serca Berlina dwóch anglików nie stanowi problemu. Czemu więc wcześniej nie wysłano żołnierzy, by zgładzić głównodowodzących, skoro przez front można sobie najzwyczajniej w świecie przejechać? Mniejsza o to. Przyjmijmy, że stał się cud. Wciąż jednak pozostaje niedosyt, gdyż sam Berlin, oraz pozostałe miejsca wydają się odludnymi krainami, oazami spokoju i harmonii. Ludzie! Tu trwa wojna!

Przestańmy jednak ganić tę produkcję, bo mimo kilku niespójności stanowi ona doskonałą propozycję dla wszystkich tych, którzy cenią sobie nad zręczność, logikę i twórcze myślenie. Tego zaś, z domieszką czystego kombinowania, w Operation Wintersun nie zabraknie od początku gry, aż do samego końca. Mimo, że przez dużą część rozgrywki towarzyszy ci wyspecjalizowany szpieg, to i tak wszelkie zadania typu „otwórz zamknięte drzwi”, czy „odwróć uwagę strażnika” spoczną na twoich barkach. Do tych, jak i większości innych celów posłużą Ci zaś znalezione w czasie gry przedmioty, których odpowiednie połączenie i wykorzystanie będzie gwarantem sukcesu. Ilość przedmiotów, którymi autorzy nas wręcz zasypują jest niezwykle imponująca. Wystarczy wspomnieć, że już w początkowych etapach w naszym inwentarzu będziemy nosić nawet dwadzieścia różnych przedmiotów. Niektóre z nich będą potrzebne natychmiast, innych będziemy musieli użyć w dalszych momentach rozgrywki. Wprowadza to do gry trochę chaosu, ale z drugiej strony uniemożliwia łączenia „wszystkiego ze wszystkim”. No, chyba, że ktoś ma wolne kilkadziesiąt minut.

Niestety, przez ten zabieg znów mamy do czynienia z „polowaniem na piksele”, gdyż niekiedy przedmiot, który można podnieść, bądź użyć ma niewielkie rozmiary i jest mało widoczny na ekranie (vide niewielka dziurka od klucza w – i tak nie dużych – drzwiach). Graczom, którzy nie są wybitnie spostrzegawczy z pomocą przyjdzie tryb dla początkujących, w którym – po naciśnięciu odpowiedniego przycisku – ujawnione zostają wszystkie przedmioty, z którymi można wykonać jakąś czynność, oraz drugi przycisk pokazujący możliwe wyjścia z lokacji.

Prócz łączenia przedmiotów i wykorzystywania ich niekiedy w sposób wręcz abstrakcyjny przyjdzie nam zmierzyć się z łamigłówkami logicznymi, jak otwieranie sejfu, czy rozbrajanie bomby, gdzie będziemy musieli wykazać się umiejętnościami logicznego myślenia i wykorzystywania wcześniej zdobytych informacji. A te znajdziemy zarówno w aktach wyjętych wprost z nazistowskich szuflad, jak i w trakcie rozmów z napotkanymi postaciami.

Dialogi, podobnie zresztą jak i cała produkcja, charakteryzują się całkowitą liniowością. Gracz pozostaje bez wpływu, na to, co usłyszy od postaci niezależnych, mogąc jedynie wybierać kolejność zadawanych pytań, która i tak nie ma żadnego wpływu na rozwój fabuły. Cóż, do liniowości gier przygodowych już chyba wszyscy przywykliśmy. Wszak obecnie powinniśmy je odbierać jak książki – zapis fabuły, który my jedynie odtwarzamy. I tak też jest w tym przypadku. Niestety ma to też i swoje negatywne strony. Jedną z nich jest długość. Całą grę można ukończyć w dwa wieczory, jeżeli wcześniej nie straci się cierpliwości i nie rzuci płytką z grą przez okno. Nie radzę jednak tego robić, tym bardziej, że dla samego finału gry warto przejść przez niektóre frustrujące momenty w grze.

Co zaś tyczy się aspektów technicznych produkcji – w Undercover mamy do czynienia z, tak zwaną, grafiką 2.5D. Co to oznacza? Ano tyle, że na dwuwymiarowych tłach poruszają się postaci zorientowane w trzech wymiarach. Ten patent sprawdził się już w wielu produkcjach. Nie inaczej jest i teraz. Co prawda sama oprawa nie powala na kolana, ale przecież nie kupujemy takich gier, aby napawać się osiągami swoich kart graficznych. Niektórzy więc nie zrozumieją, jak taka gra mogła trafić na półki sklepowe w 2007 roku. Samej grafice nie mam nic do zarzucenia, może prócz drętwych animacji postaci. Nie razi to jednak zbytnio, więc i oko na to przymknąć można. Lokacje za to wyglądają ślicznie. A w grze jest ich trochę. Od Londynu, przez Berlin aż po Stalingrad. A w każdym z tych miast kilka lokacji. Każda z nich oddaje ducha epoki i jest charakterystyczna dla swojej narodowości. Sam John Russell patrząc na gmach Urzędu Uzbrojenia Wojsk Lądowych w Rzeszy mówił coś o obscesyjno-arystokratycznej architekturze.

Wydanie Nicolas Games, które dane mi było recenzować zostało w pełni zlokalizowane na język polski. Profesjonalnie zlokalizowane – trzeba dodać. Wszak w tekstach pisanych tłumacze nie ustrzegli się kilku literówek, to ogólny wydźwięk lokalizacji zaliczyć trzeba grze na plus. Dialogi mówione są z emocjami, chociaż niektórzy zachowują się jak głodni anemicy nie wkładając w słowa nic od siebie. Na szczęście nie dotyczy to głównego bohatera, którego głos dobrze oddaje jego sytuacje. Do gry dołączono także drukowaną instrukcję, która zawiera całkowitą i dokładną solucje dotyczącą przejścia gry. Gdy więc utkniesz w jakimś momencie będziesz mógł śmiało zajrzeć do poradnika.

W tym momencie najczęściej pada już odpowiedź na pytanie „czy warto”. Tym razem jednak odpowiedzi nie będzie – fani gier point & click i tak zagrają, natomiast ci, którzy lubują się w mniej wyrafinowanej rozgrywce sięgną po zgoła inne gry. Mi się grało przyjemnie, lecz w tym segmencie znaleźć można jeszcze kilka lepszych produkcji. Jeżeli jednak, ktoś już wszystkie „zaliczył”…

Info:
Gatunek: przygodowa
Oficjalna strona gry:
Producent: Sproing Interactive
Wydawca: Anaconda
Wydawca PL: Nicolas Games
Cena: 79,90zł




Wymagania:
Procesor: 1 GHz
Pamięć: 25 6MB RAM
Karta grafiki: 64MB
Napęd: DVD
Miejsca na HDD: 1,8 GB
System operacyjny: Win 98/ME/2000/XP

Składam podziękowania za współpracę firmie Nicolas games

Bartłomiej “SerafiN” Sieja

Podyskutuj na forum


« Mass Effect tylko na X360? Demo Kane & Lynch: Dead Men »

Zostaw komentarz