» DeDark | poniedziałek, 21-1-2008 3:32

Czy funkcjonariusze FBI mają ciekawe życie? A i owszem. Dowód? Gra Art Of Murder: Sztuka Zbrodni, która da nam okazję do wcielenia się w młodą panią detektyw, która niedawno awansowała z biurka do podwórka. Niestety, dużo szczęścia nie miała, gdyż przy pierwszym śledztwie ginie jej partner a później, niemal codziennie następna osoba, z których początkowo żadna nie wydaje się powiązania niczym innym, prócz sposobem dokonania czynu, który przywodzi na myśl stare inkaskie rytuały. Chodzi o wyrwane serca i takie tam. Nie boisz się zagłębić się dalej w tę historię? Może, wręcz przeciwnie, masz zamiar dowiedzieć się czegoś więcej? Zapraszam więc do dalszej części artykułu.

Początkowo Nicole stara się wymusić na szefie zgodę na poprowadzenie śledztwa, którym zajmował się jej partner, przed definitywnym zejściem z padołu nędzy ludzkiego świata. Szef nie wierząc jednak w możliwości niedoświadczonej pani detektyw przydziela jej jedną z już rozpoczętych spraw, dotyczących wspomnianych we wstępie zabójstw. A jest ich coraz więcej. Pora więc zakasać rękawy i w iście indywidualny sposób zająć się całą sprawą. Czemu indywidualny? Oto nasz nowy partner – Nick, jest gościem dość ekscentrycznym. Wspomnieć wystarczy, że spotkamy go dopiero w animacji kończącej grę. Szef natomiast… szef natomiast podchodzi do całości z dużym dystansem i za każdym razem, gdy udaję nam się coś znaleźć wylewa nam na głowę kubeł z zimną wodą. Zawziętej Nicole takie procedery nie są jednak straszne i z każdym kolejnym dniem jest coraz bliżej rozwiązania zagadki tajemniczych zgonów. Ale zacznijmy od początku.

Art of Murder: Sztuka Zbrodni to dystrybuowana nam przez CITY-Interactive gra point&click, w której szybka akcja ustępuje miejsca zawziętemu główkowaniu, dopasowywaniu do siebie części historii, oraz kojarzeniu odpowiednich wydarzeń z odpowiednimi ludźmi. To ostatnie śmiało wykonuje za nas Sztuczna Inteligencja naszej urodziwej pani funkcjonariusz, nam zostawiając jedynie rozwiązanie problemu, w jaki sposób doprowadzić ją do kolejnych części układanki, które dadzą nam razem odpowiedź na to, kto jest mordercą. A nie jest to wcale kamerdyner. Oprócz klasycznego dopasowywania przedmiotów, jakie znamy z niemal każdej gry z tego gatunku będziemy mieli okazję skorzystania z narzędzi wykorzystywanych przez FBI, czyli znajdowanie odcisków palców, czy przeprowadzanie analizy próbek krwi. Jest to jakieś zróżnicowanie i odskocznia od przetartych szlaków, ale jednak ten aspekt mógł zostać zrealizowany znacznie lepiej. A tak jest to tylko biedne „umieść próbkę w probówce i włóż do maszynki”. A przy znajdowaniu próbek, też wysilać się nie trzeba. Wato jednak docenić tę nieśmiałą próbę w uczynieniu gry bardziej wiarygodną.

A momentami wydaje się wręcz aż nazbyt nierzeczywista. Okazuje się bowiem, że w biurze FBI pracują jedynie trzy osoby, z czego jedna to sekretarka, druga to szef a trzecia… my. Nasz partner wpada tam raz na tydzień i chyba tylko po to, aby napić się kawy. Co więcej – całe biuro wydaje się odcięte od świata – telefony nie działają a na komórki i tak nie można się do nikogo dodzwonić. A właśnie – komórka. Nasza bohaterka ma coś co zwie się PDA a jest niczym innym jak nowoczesnym telefonem, czy palmtopem. Whatever. W każdym bądź razie może z niego wysyłać i odbierać smsy, dzwonić i robić zdjęcia. Jest tylko jedno „ale”. Dzwonić możemy jedynie w ściśle ustalonych momentach, smsy będziemy jedynie odbierać a z funkcji aparatu skorzystamy… uwaga… tylko raz. A najgorsze jest to, że o funkcji aparatu dowiemy się dopiero, gdy będzie to potrzebne, gdyż wcześniej opcja ta będzie całkowicie zablokowana. Zaraz… powiedziałem „dowiemy się”? Otóż… nie dowiemy się. Pozostaje nam się jedynie domyślić, że właśnie w tym momencie będziemy mogli wykonać swoje jedyne zdjęcie za pomocą PDA. Frustrujące. Tym bardziej, że PDA staje się przydatne jedynie w początkowych etapach gry. Później nasza bohaterka „nauczy” się korzystać z niego bez naszego udziału dzwoniąc, kiedy jej samej przyjdzie to do głowy.

Ale, ale… takie gry bazują przecież w większości na wspaniałym klimacie i duchu przygody. Tak jest i z Art of Murder, z tym, że tutaj oba te aspekty niejako podzielono. Pierwsza część gry to jedynie mocny klimat. Lokacje przywodzące na myśl takie produkcje jak Still Life – brudne zaułki Bronksu, czy obskurne wnętrza kamienic, to widok, na jaki będziemy tutaj narażeni. Obrazu całości dopełniają ofiary okrutnej zbrodni. Wszystko to kontrastuje z widokiem biblioteki, czy muzeum, gdzie zajmować się będziemy głownie teoretyczną stroną śledztwa wypytując wszystkich o wszystko i wynajdując sposób, aby powiedzieli nam jeszcze więcej. Druga strona gry to podróż do Peru, gdzie zwiedzimy malownicze miasteczko, oraz dziką dżunglę. Wszystko to oczywiście będzie miało ścisły związek z morderstwami w Nowym Jorku. W jaki sposób? Nie powiem. Musicie przekonać się sami. Przy okazji brnąc przez dziesiątki dialogów i rozwiązując przeróżne zagadki logiczne, na brak których w tej grze nie można narzekać. Zdradzę jedynie, że na zwroty akcji nie będzie można narzekać a sam finał gry jest cholernie zaskakujący i dynamiczny, jak na produkcje o statycznych ludzikach na tle statycznych obrazków. Co zaś tyczy się dialogów…

Są one wręcz denerwujące. Nie chodzi tu jednak o złą grę aktorów, czy kiepawą lokalizację (o której za chwilę), ale o konieczności „dopytywania” rozmówcy o kolejne fakty. Działa to tak, że po, mniej więcej, trzech zdaniach dialog się urywa a my musimy na powrót kliknąć w rozmówcę, aby dokończył swoją myśl, bądź odpowiedział na kolejne pytanie. Możecie sobie wyobrazić, jaki byłem wkurzony, jak się okazało, że nie mogę wyjść z lokacji, tylko dlatego, że jedna z postaci nie powiedziała mi jednego zdania. Co więcej wcześniejsze zdanie było wyraźnym pożegnaniem. Nie wiem, czy ten element wprowadzono, aby gracz nie zasnął przed monitorem, ale mi wydaje się on całkowicie zbyteczny. Jeżeli zaś poruszymy aspekt treści samych dialogów, to mam wrażenie, że one też nie są do końca przemyślane. Zastanówcie się sami, czy agentka FBI zdradzała by swoje przemyślenia i postęp w śledztwie osobie podejrzanej o owe zabójstwa? Trochę to jednak naciągane.

Pora na słów kilka o lokalizacji gry. Dziwi fakt, że jest to lokalizacja jedynie kinowa, gdyż nomen-omen Art of Murder jest produkcją stricte polską. Nie miejmy jednak o to pretensji, wszak wypowiadane przez aktorów dialogi brzmią dobrze i dość przekonywująco. Gorzej sprawa ma się z napisami, które niekiedy nijak mają się do tego, co słyszymy z ust postaci na ekranie. Sens niby zostaje, ale tekst pisany wydaje się zrobiony „na odwal”. Takie są moje, na ten temat, odczucia. Apogeum bezsensu Art of Murder osiągnęła w momencie, gdy Nicole mówi „Thank You, good night” a napis w dolnej części ekranu oznajmia „nazywam się Nicole, do widzenia”. Ktoś coś z tego rozumie? Ja nie.

Oddzielny akapit należy się zagadkom logicznym w grze, gdzie jakiś przedmiot trzeba połączyć z innym i umieścić we właściwym miejscu. Z tym, że „właściwych” miejsc może być kilka a przedmioty niekoniecznie chcą pasować. I co wtedy? Najwyraźniej coś przeoczyłeś. Nie ma co się jednak grzać – w większości przypadków zagadki logiczne są naprawdę logiczne i wystarczy kilka chwil pomyślunku, by dojść do odpowiedniego rozwiązania. Gdy zaś to nie skutkuje może się okazać, że nie mamy odpowiedniego przedmiotu, mimo, że przeszukaliśmy każdą lokację kilka razy. Wtedy do pomocy przychodzi nam przycisk podpowiedzi, który oznaczy nam wszystkie przedmioty, z których możemy skorzystać, oraz miejsca, w które możemy się udać. Momentami przydatne.

Co zaś tyczy się aspektów technicznych – cała gra została ładnie wyrenderowana. Osoby lubujące się w malowanych tłach nie zostaną tą grą pocieszone. Mimo to wygląd lokacji trzyma równy poziom i prezentuje się okazale. Grafika do złudzenia przypomina niemiecką produkcję Tajne Akta: Tunguska. I nie ma w tym nic złego. Drętwe animacje też można jakoś przeżyć, więc gra nie odpycha swoim wyglądem. Razić mogą jedynie cut-scenki, które pięknem nie grzeszą. Wyglądają niezbyt ładnie, potrafią klatkować nawet na mocnym sprzęcie a do tego są krótkie i miejscami niepotrzebne. Oprawa dźwiękowa także jest nierówna. O ile do gry aktorów, jak wspomniałem wcześniej, nie mam nic do zarzucenia, to sącząca się w tle muzyka jest strasznie monotonna i taka… bezpłciowa. Co prawda w ważnych momentach potrafi dobudować klimat kilkoma akordami, ale z reguły ma tendencje do usypiania gracza.

Art of Murder to dobra produkcja. Co prawda twórcy z CITY-Interactive czerpią pełnymi garściami z innych produktów, to jednak wybija się ona na tle innych przygodówek, między innymi zaskakującymi zwrotami akcji, czy miłą dla oka oprawą. Zastanawia tylko fakt, że logo gry jest łudząco podobne do tego, jakie prezentuje się na pudełku z grą Medal of Honor Airborne, czy na nowej kompilacji DJ’a Buhh’a – „American Mylffon”. Ale to chyba tylko taka nowa moda. Ja od siebie polecam – kilka godzin dobrej zabawy. Nie za łatwo, ale bez frustracji. W sam raz, aby po sylwestrze przywrócić sprawność swojego umysłu.

Info:
Gatunek: Przygodowe
Oficjalna strona gry: http://www.artofmurdergame.com/
Producent: CITY-Interactive
Wydawca: CITY-Interactive
Wydawca PL: CITY-Interactive
Cena: 49,90zł




Wymagania:
Procesor: Pentium III lub lepszy
Pamięć: 256MB RAM
Karta grafiki: 64MB
Napęd: DVD
Miejsca na HDD: 2GB
System operacyjny:

Składam podziękowania za współpracę firmie CITY-Interactive

Bartłomiej “SerafiN” Sieja

Podyskutuj na forum

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

« TEST: SanDisk SANSA CLIP [1GB] MP3 PLAYER EA zapowiedziało darmowego Battlefielda »

Zostaw komentarz