» DeDark | czwartek, 7-2-2008 16:58 |
|

Nie podobał Wam się pierwszy Advanced Warfighter? Uważacie, że był za trudny? Preferujecie raczej prostsze, szybsze i efektowniejsze „łupanki” w stylu Rainbow Six: Lockdown? No, nie wstydźcie się. Rączki w górę… i pod ścianę, bo nie zasługujecie, by żyć… To właśnie przez takich jak Wy, wielbiciele wymagających, taktycznych shooterów przeżywają ostatnimi czasy naprawdę ciężkie chwile. Zalewani masą „odmóżdżających” tytułów, muszą patrzeć jak ich ukochane produkcje tarzają się w rynsztokach (vide chociażby wspomniana czwarta część R6). Na szczęście, dzięki producentom pokroju szwedzkiego studia GRIN, wciąż jeszcze pozostaje nadzieja na pojawienie się perełek, które można skwitować magicznym: „będzie ciężko, ciężko i jednocześnie fajnie”.
Jak Wam się podoba wstęp? Troszkę kontrowersyjny, nieprawdaż? Zapewniam Was jednak, że jestem obecnie w pełni władz umysłowych, a swe słowa najpierw dokładnie przemyślałem i nie są one bynajmniej wyrazem mojego zniesmaczenia na widok wypowiedzi pryszczatych dzieciaków, które na przeróżnych forach wypisują, że gry robi się teraz tylko i wyłącznie dla kasy, olewając przy tym fanów i wyjadaczy gatunku. Po prostu chciałem zauważyć, iż nawet dziś (wprawdzie ze świecą, ale zawsze) można znaleźć produkcje, które wymagają od gracza czegoś więcej, aniżeli szybkiego wciskania lewego przycisku myszy. Do tego zaszczytnego, ale jakże nielicznego grona z całą pewnością można zaliczyć wydany niedawno sequel znakomitej Ghost Recon Advanced Warfighter. Odpowiedzialny za niniejszą produkcję duet Ubisoft - GRIN od samego początku zapowiadał GRAW2, jako grę tworzoną z myślą o weteranach. I faktycznie - względem dzisiejszych standardów dzieło zdolnych Skandynawów oferuję rozgrywkę na naprawdę wysokim poziomie skomplikowania. Jeden z zachodnich serwisów (nazwę z oczywistych względów pominiemy) pokusił się nawet o stwierdzenie, że to tytuł do tego stopnia trudny i wymagający, iż zagrać weń mogą wyłącznie masochiści, którym nie straszna możliwość pożegnania się życiem w ciągu sekundy. No cóż, to są właśnie skutki życia w dobie konsolówek, które można zaliczyć w jeden dzień i to z palcem w d… nosie. Ale! Dosyć już! Wróćmy do pierwotnego tematu tej recenzji – do gry.
Ghosts are back!
Z racji tego, iż mamy do czynienia z pełnoprawnym sequelem, fabuła recenzowanej pozycji nawiązuje – i to w dość ścisłym stopniu – do historii znanej z poprzedniej odsłony cyklu. W zasadzie akcja Advanced Warfightera 2 zawiązuje się nieomal tuż po pamiętnych zdarzeniach z pierwszej części gry, w której - jak pamiętamy - naszym głównym zadaniem było odzyskanie z rąk terrorystów walizki z kodami do głowic nuklearnych. Mimo że dowodzonemu przez kapitana Scotta Mitchella zespołowi udało się zabezpieczyć wspomnianą „zabawkę”, a próba przewrotu w Mexico City została ostatecznie obalona, sytuacja nadal pozostaje napięta. Istnieje bowiem podejrzenie, że siłom rebeliantów udało się jednak wejść w posiadanie broni masowego rażenia. Po króciutkiej przerwie na złapanie oddechu, tytułowy oddział „duchów” ponownie zostaje wysłany do Meksyku. Jednakże tym razem złożona ze świetnie wyszkolonych żołnierzy drużyna, swoich działań nie będzie prowadzić w samym sercu ojczyzny tequili – ogromnej metropolii Ciudad de México, a na jej obrzeżach, tuż przy granicy z USA. Nasze cele są oczywiste – odszukać i zneutralizować taktyczne ładunki atomowe oraz, w miarę możliwości, wspomóc siły lojalistyczne w tłumieniu rebelii.
Bez taktyki ani rusz
Jak w większości FPS-ów, zabawę zaczynamy od treningu. Kurs odświeżający można wprawdzie pominąć, aczkolwiek jest to wielce niewskazane. Nie trwa on długo, bo zaledwie kilka minut, a jest o tyle ważny, że oprócz podstaw takich jak, np. obsługa poszczególnych modeli broni, w jego trakcie zapoznamy się także z nową mapą taktyczną (pełne 3D z masą detali) oraz tajnikami dowodzenia drużyną (o czym więcej w dalszej części recenzji). Do treningu radzę więc podejść naprawdę na serio, szczególnie osobom preferującym mniej realistyczne pozycje, gdyż wszelkie braki w naszym wyszkoleniu bardzo szybko wyjdą na wierzch, tj. zginiemy za pierwszym rogiem. :) W przeciwieństwie bowiem do ostatniej części serii Rainbow Six, GRAW2 zmierza w kierunku większego realizmu. Naprawdę, nawet na najniższym poziomie trudności o śmierć nie jest tutaj trudno. A co dopiero na wyższych?
Wysoki czy szalony?
Przygotowana przez producentów kampania single player składa się z dziesięciu rozbudowanych - w dość pomysłowy sposób spiętych ze sobą fabularną klamrą - poziomów. Gra nie należy niestety do najdłuższych – na normalnym poziomie trudności powinna starczyć na około 10-12 godzin. Przy czym nie sposób nie zauważyć, iż developerzy starali się maksymalnie wydłużyć czas potrzebny na ukończenie zabawy, momentami ocierając się wręcz o absurd. Szczególnie irytującym tego przejawem, jest obsadzanie sporych połaci terenu zgrają doskonale ukrytych niemilców ze snajperkami. Swoją drogą, gdyby nie ci dranie, z pewnością ukończenie kompani single zajęłoby mi mniej niż, bagatela, 18 godzin… Żeby nie było niedomówień, grałem na najtrudniejszym poziomie trudności. No co? Jak się bawić, to się bawić, nie?
Wakacje w Meksyku
Tym bardziej, że teatr działań, po którym tym razem przyjdzie się nam poruszać, prezentuje się wręcz wyśmienicie. Poszczególne lokacje, pomimo swych stosunkowo niewielkich rozmiarów, dają teraz dużo większe pole do popisu, niż miało to miejsce w przypadku pierwszego GRAW-a. Twórców należy pochwalić przede wszystkim za lokalizację poszczególnych etapów kampanii oraz różnorodność stawianych przed nami zadań (ratowanie uprowadzonych pilotów, wysadzanie wrażych stanowisk artyleryjskich, obrona posterunków granicznych, etc.). Ogólnie rzecz biorąc wszystkie poziomy opracowano z należytą pieczołowitością i dbałością o detale. Niemniej jednak ze względów czysto mentalnych kilka misji zapamiętałem szczególnie pozytywnie (co przy tym ciekawe w większości rozgrywają się one poza terenem zurbanizowanym). No ale cóż, nie dziwcie się, że osobie wychowanej na wszelkiej maści skradankach, bardziej podoba się infiltracja (pod osłoną nocy rzecz jasna) posiadłości jednego z przywódców rebelii, niż regularne walki w środku dnia na terenie któregoś z przygranicznych miasteczek.
Sir, yes, sir!
Oczywiście do poszczególnych misji nie przystępujemy bez odpowiedniej odprawy. Tak jak obiecywali w przedpremierowych zapowiedziach producenci, nim przeniesiemy się na plac boju, raczeni jesteśmy niezwykle intrygującym briefingiem, podczas którego możemy zobaczyć wprowadzenie wideo (będące zazwyczaj wynikiem całkiem niezgorszego połączenia prawdziwego materiały filmowego i animacji komputerowej), przeczytać szczegółowy opis danego poziomu, zapoznać się z mapą taktyczną, na której zostały zaznaczone główne cele, a także wybrać miejsce zrzutu. O ile pierwsze trzy czynności to niejako zwykła formalność, o tyle ostatnia ma istotny wpływ na przebieg rozgrywki. Do wyboru mamy dwa punkty oznaczone literami A i B. Pierwszy znajduje się zazwyczaj dość daleko od naszego celu, gwarantuje jednak w miarę spokojny przebieg misji. Drugi, jak można się domyśleć, zabiera nas znacznie bliżej wyznaczonych dyrektyw, w zamian za to musimy się jednakże przygotować na bardziej zdecydowany opór ze strony oponentów.
Gdy się już z powyższymi czynnościami uporamy, możemy przystąpić do wyboru członków drużyny i uzbrojenia dla nich. Na szczęście, podobnie jak w przypadku okienka briefingu i tutaj wszystko jest niezwykle czytelne. Tak więc zarówno z selekcją kompanów, jak i ekwipunku nie powinno być żadnych problemów.
Arsenalik
Zasadniczo wyposażenie możemy kompletować spośród czterech kategorii: broń główna (podstawowe narzędzie walki - karabin), broń zapasowa (lekki pistolet maszynowy) oraz osobista (zwykły pistolet). Ostatnia kategoria to np. komplet granatów tudzież wyrzutnia rakiet ZEUS. I tak już nadzwyczaj bogaty arsenał (wliczając granaty, przeszło dwadzieścia sztuk) uzupełniają ponadto różnorakie gadżety w rodzaju celowników optycznych, dodatkowych uchwytów, tłumików czy granatników. Jest z czego wybierać, co do tego nikt chyba nie może mieć wątpliwości. A trzeba Wam wiedzieć, że w trakcie niektórych misji możemy także liczyć na dodatkowe wsparcie – czy to artyleryjskie, lotnicze, czy też naziemne. Co prawda jest ono w większości przypadków jednorazowe, ale przecież rebelianci za wiele ciężkiego sprzętu nie mają.
Technologia przyszłości
W omawianej pozycji nie mogło naturalnie zabraknąć szeregu high-endowych „drobiazgów”, dzięki którym zabawa z poprzedniczką dawała tyle frajdy. Z dobrze znanych już urządzeń warto wspomnieć o nadzwyczaj pożytecznej mapie taktycznej, albo raczej – innowacjach do niej wprowadzonych. A tych jest całkiem sporo. Ba! Wystarczająco dużo, by w miarę doświadczony gracz mógł ukończyć większość misji korzystając jedynie z oferowanych przez nią możliwości. Wystarczy tylko dokładnie zaplanować każdą akcję przy użyciu szeregu dostępnych komend i voila. Wprawdzie zajmuje to dużo więcej czasu, niemniej jednak satysfakcja również jest nieporównywalnie większa. Osoby, które pamiętają jeszcze pierwsze części Rainbow Six, doskonale wiedzą co mam na myśli.
Cross-Com 2.0
Na tym oczywiście nowinki w sposobie dowodzenia drużyną wcale się nie kończą. Fakt, nadal bezpośrednio kierujemy tylko własną postacią, jednak tym razem w każdej chwili możemy przełączyć się na widok z kamer zainstalowanych na hełmach naszych podkomendnych i w bardzo prosty sposób wydawać im polecenia. Korzystając z tego udogodnienia jesteśmy w stanie lepiej koordynować poczynania naszych żołnierzy, łatwiej podejmować działania mające na celu oflankowanie przeciwnika, czy też – tak jak w przypadku mapki - zdalnie sterować całą akcją. Po prostu super!
Duszna inteligencja
Inną, bardzo ciekawą innowacją jest możliwość decydowania o sposobie działania duchów. Do dyspozycji mamy dwa tryby: Rozpoznania i Szturmu. Po wybraniu pierwszego nasi towarzysze będą poruszali się ciszej (cały czas korzystając z osłon terenowych) i nigdy nie zaatakują przeciwnika pierwsi. Analogicznie, w drugim otworzą ogień do każdego oponenta w zasięgu wzroku, nie przejmując się przy tym zbytnio dyskrecją. Pomysł zaiste bardzo fajny i w sumie wszystko by było ok, gdyby nie zdarzające się od czasu, do czasu wpadki AI naszych ludzi. Najbardziej denerwują przeciętne algorytmy przemieszczania się z punktu A do B. Niejednokrotnie byłem świadkiem, gdy po drodze chłopaki zatrzymywały się przy napotkanych osłonach, sprawiając wrażenie nie bardzo wiedzących, co z sobą począć. Kilka razy zdarzyło im się ponadto w ogóle zgubić drogę, że o zacinaniu się w elementach otoczenia już nie wspomnę…
Pięknie, ślicznie…
Mimo iż GRAW2 nie szokuje oprawą graficzną w takim stopniu jak słynny poprzednik, trudno mu w tej kwestii cokolwiek zarzucić. Ba! Po ustawieniu maksymalnych detali program wygląda ślicznie. Swoisty majstersztyk stanowią tutaj kapitalne eksplozje, których nie powstydziłby się niejeden wysokobudżetowy film akcji. Ślinotok tudzież inny opad szczęki gwarantowany. A zresztą, co się będę rozpisywał – wystarczy spojrzeć na screenshoty dołączone do recenzji. Ścieżka dźwiękowa również daje radę. Muzyka zapada w ucho, głosy brzmią dobrze, odgłosy wystrzałów również.
…i taktycznie
Podsumowując, Ghost Recon Advanced Warfighter 2 to bardzo dobry tytuł, który bez wątpienia przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom taktycznych wyzwań. Jeśli jednak wolisz szybkie strzelanki a la Call of Duty przed ewentualnym zakupem radziłbym się zastanowić. To gra dla posiadaczy duuużych cojones (szczególnie na wyższych poziomach trudności). Jeśli takowe posiadasz, nie masz się co zastanawiać – naprawdę warto!

Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega Poland
Krzysztof “Havret” Cebula















luty 8th, 2008 o 15:29
Gierka naprawdę wymiata, a recenzja jeszcze lepsza ;)
luty 8th, 2008 o 20:05
Wyśmienita recenzja. Taka gra zasługuje właśnie na takich recenzentów. Fachowych i profesjonalnych.
luty 10th, 2008 o 1:41
“lekki pistolet maszynowy” to w ogóle jest coś takiego ;)Bo w przyrodzie nie występuje taki typ określenia broni palnej. Się autorowi pomyliło z lekkimi PDW (Personal Defence Weapon) lub mało popularnymi pistoletami automatycznymi ;)
luty 10th, 2008 o 10:45
Tak, masz rację. Niepotrzebnie dodałem to “lekki”. Powinno być po prostu “pistolet maszynowy”. :)
lipiec 5th, 2008 o 15:32
mam pytanie wczęśći Umocnienia trzeba zlikwidować 2 bunkry C4 z kąd go wziąść albo gdzie go znaleść do ich wysadzenia bo utknołem