» DeDark | czwartek, 7-2-2008 23:56 |
|

EA to - z całym szacunkiem – dziwna firma. Traktują PC jak wyrzutka, sprzedają łatki do gier w formie nowych części, masowo tłuką dodatki do Simsów i… dobrze na tym wszystkim wychodzą. A co gorsza zależy im tylko na kasie. Nie tworzeniu dobrych gier. Co prawda tyczy się to większości firm z branży, ale tylko u nich jest to aż tak widoczne. Przed Wami kolejny produkt, który wyszedł spod rąk rzemieślnika. Rzemieślnika, nie artysty…
Wybaczcie mi ten wstęp. Powinien dotyczyć gry, wprowadzać w recenzję, a nie mieszać z błotem producenta i wydawcę. Jednak po tym co przeszedłem przy okazji testowania najnowszego – jak to mówi Pani Frał – „hókeja” musiałem poruszyć ten temat. W dalszej części recenzji wrócę do niego nie raz.
Mimo, że NHL 08 jest n-tą częścią serii dla mnie jest pierwszą z którą miałem styczność. Swoją przygodę chciałem rozpocząć od poznania zasad rządzących rozgrywką, przyswojenia sobie podstaw sterowania etc. I tu zaczęły się schody. W tej grze nie ma czegoś takiego jak trening / samouczek! EA najwyraźniej wychodzi z założenia, że każdy kto kupi ich grę, zna na pamięć sterowanie, zasady każdej z lig hokejowych, a wybudzony ze snu o czwartej rano bez zacięć wyrecytuje skład chemiczny krążka… Błąd. Są na tym świecie osoby, które jeszcze nie wiedzą o co w tym wszystkim chodzi. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że „(pseudo) symulator sportu jest przeznaczony dla fanów danej dyscypliny (FIFA dla miłośników kopanej, NBA dla amatorów kosza), a oni znają zasady…” z jednej strony – racja, ale z drugiej taki Chessmaster to gra/program dla szachistów, a samouczek ma. I to nie byle jaki (zaczyna się od tego co to w ogóle jest szachownica, a kończy na czymś w rodzaju egzaminu. Więcej w recenzji, którą opublikujemy już wkrótce) A wracając na lodowisko – nauka gry na zasadzie „prób i błędów” nie należała do najprzyjemniejszych. Ale w końcu, po kilku godzinach kombinowania, czytania instrukcji i przeglądania for internetowych mogłem odetchnąć z ulgą. Wiedziałem o co w tym wszystkim chodzi! Mogłem zająć się trybami gry… A jest ich pięć (+Multi). Pozwólcie, że podzielę je na dwie kategorie: „zabawki na kilka minut” oraz „ rozrywki na dłuższą metę”. Zacznijmy od tych „prostszych”. Tymi bardziej rozbudowanymi zajmiemy się nieco później.
Szybki numerek…
Na pierwszy ogień wezmę Shoot Out czyli rzuty karne. Tryb ten, to świetny poligon na którym poćwiczymy strzelanie. O ile na klawiaturze wystarczy przytrzymać odpowiedni przycisk, to na padzie z analogowymi „gałkami” jest już inaczej. Lepiej. Trzeba pociągnąć grzybek najpierw w dół, a potem szybko pchnąć w górę. To tak jakby brać zamach kijem. Nie wiem jak to osiągnięto, ale czuje się to uderzenie! Możliwości jakie daje tak zaprojektowane sterowanie są może nie ogromne, ale z całą pewnością bardzo duże. Wystarczy, że skierujemy grzybek w lewy górny róg, a krążek poleci właśnie w tym kierunku. Ba, jeśli będzie tam stał kumpel z zespołu bez problemu przejmie podanie. Oczywiście komputerowi zdarzały się pomyłki, ale przecież to TYLKO gra. A wracając do rzutów karnych… Już po dłuższej chwili miałem ich serdecznie dość. Są nudne jak flaki z olejem. Chciałem spróbować czegoś bardziej ambitnego dlatego skierowałem swoje kroki do Play Now - odpowiednika „quick race” z wyścigówek. Nie ma tu żadnych ograniczeń. Wybierając dwie drużyny możemy pozostać przy jednej lidze, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby reprezentacja Polski zmierzyła się z „Kaczorami” (bez politycznych skojarzeń proszę). Do gry możemy zaprosić AI lub kogoś znajomego. Niestety ten ktoś będzie skazany na klawiaturę. No chyba, że macie dwa pady.
Coś naprawdę ambitnego?
Gdy już będziemy mieli dość pojedynczych meczy i strzelania karnych warto zajrzeć do trybu World Tournament. Chyba nie muszę tłumaczyć o co tu chodzi. Jego nazwa idealnie oddaje założenia. Wybieramy jedną z kilkunastu drużyn z całego świata i walczymy o miano najlepszej. Bawiłem się całkiem nieźle, choć nie dotarłem do końca. Jak to mówią – trening czyni mistrza, a każdy był kiedyś początkującym. Największą gwiazdą tej edycji NHL (tak jak poprzedniej i zapewne kilku następnych) jest Dynasty Mode. Wcielamy się tu nie tylko w ducha przejmującego kontrolę nad zawodnikami ;), ale trenera i managera klubu. Naszym celem jako „guru” jest przeprowadzenie ulubionego zespołu przez 10 sezonów. Droga jest dość długa i momentami kręta. Musimy zadbać o wiele rzeczy takich jak częstotliwość treningów czy skład drużyny. A tu mamy wolną rękę. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Możemy niemal dowolnie żonglować zawodnikami z różnych drużyn i nie tylko. Oczywiście pod warunkiem, że pozwolą na to fundusze klubu. Gwiazdy NHL to nie wolontariusze i wysoko się cenią. Im zdolniejszy tym droższy. Jeśli żaden z zaproponowanych przez grę nam nie odpowiada (co jest raczej nie możliwe przy takiej ilości) warto stworzyć własnego gracza od podstaw w załączonym edytorze. Żeby nie było – za nich także musimy płacić. Nie liczą się tu nazwiska, a umiejętności ukazane na odpowiednich paskach. Edytor jest dość rozbudowany, ale prosty w obsłudze zarazem. To duży plus. Niestety przy dobieraniu zawodników czy rozgrywaniu sezonu na miłośników hokeja czeka wielka i niestety bardzo nieprzyjemna niespodzianka. Składy są nieaktualne… ba są stare i wręcz śmierdzą stęchlizną jak to ujął pewien forumowicz. Tak to jest gdy wydawcy bardziej zależy na dotrzymaniu terminu niż wydaniu dobrej gry. Wątpię aby prawdziwy fan narzekał wiedząc, że powodem opóźnienia premiery jest oczekiwanie na rozpoczęcie sezonu, a co za tym idzie - aktualne składy.
Mniejsza o teorię…
Ale dajmy już spokój teorii, wymienianiu co jest, czego nie ma, a co być powinno. Łyżwy na nogi, kij w dłoń i na lodowisko! Jak w to wszystko się gra? Powiem krótko – znakomicie. Gry takie jak FIFA czy NBA od zawsze mnie nudziły. Wręcz odpychały. Sterowanie działało mi na nerwy, ciągle gubiłem zawodników i dostawałem oczopląsu patrząc na mrowisko wyświetlane na ekranie… ale NHL jest inne. Szybkie, intuicyjne i brutalne. I żeby nie było - „brutalne” nie w sensie wyciąć wątrobę sekatorem, odciąć nogę i wykończyć krwawym kombosem… mówiąc „brutalne” mam na myśli to, że możemy pozwolić sobie na znacznie więcej niż w piłce kopanej („sędzia! A on mnie kopnął!”). Przy próbie odebrania krążka można wjechać w innego zawodnika dosłownie zwalając go z nóg lub wbijając w bandę. Sprawia to mnóstwo frajdy. Wszelkie nieporozumienia można rozwiązać pięściami. Osłupiałem widząc w instrukcji klawiszologię… bójek. Co prawda jest bardzo prosta, ale sama jej obecność zaskakuje. Ba, FIFA i NBA zostały „ocenione” przez PEGI na 3+. NHL na 16+! Oczywiście nie zabrakło tu sędziego, który zareaguje błyskawicznie odsyłając „awanturującego się” zawodnika do ostygnięcia na ławce rezerwowych. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie AI. Spodziewałem się albo bandy kretynów, albo robotów, których ograją tylko najcierpliwsi. Na szczęście komputerowi przeciwnicy są gdzieś po środku. Posłanie krążka do bramki nie jest proste, ale jak najbardziej wykonalne. Dzięki temu gracz cieszy się z każdego zdobytego punktu, a oglądanie powtórki udanej akcji to czysta przyjemność. W trakcie zmagań usłyszymy komentarz, który prawdę mówiąc ignorowałem. Nie mam aż tak podzielnej uwagi. Innym elementem, który zasługuje na pochwałę są płynne i naturalne animacje zawodników. Grafika co prawda nie powala, ale może się podobać. Szkoda tylko, że wersja na PC została potraktowana jak piąte koło u wozu. NHL 08 na konsolach nowej generacji to zupełnie inne gra – lepsza gra. My mamy odświeżaną olejem lekko spleśniałą wędlinę. Szkoda. Innym, dość irytującym błędem jest głupiejące momentami AI. Przeciwnik staje z krążkiem jak wryty i najprawdopodobniej podziwia publiczność. A może nie może wyjść z podziwu, że jest w telewizji? („Mamo! Jestem tutaj!”). Idealnym sposobem na przywrócenie go do świata żywych jest potężne uderzenie z rozpędu. Gdy już biedaczek podniesie się z lodu przypomina sobie gdzie jest i co ma robić. Bardzo dobre wrażenie robi za to oprawa audio. Nie ma tu nic do czego mógłbym się przyczepić. W menu przygrywa przyjemna muzyczka, reakcje tłumu, odgłosy dochodzące z lodowiska czy nawet takie detale jak dźwięk krążka odbijającego się od bandy budują odpowiedni klimat. Za to należy się punkcik „dodatni” do oceny.
Do you speak English? If not…
If not… no cóż. Masz problem. 2/3 gier trafia na półki sklepowe w polskiej wersji językowej. NHL 08 należy do tej paskudnej mniejszości. Przetłumaczona instrukcja tłumaczy co, gdzie i jak ale to i tak nie to samo co porządna lokalizacja samej gry. Nie mówię tu o nagrywaniu nowych komentarzy, ani ściąganiu Dody, żeby zaśpiewała coś w menu… to by było bardzo kosztowne. Ale napisy w menu? A skoro o tym mowa. Na okładce możemy przeczytać, że: „każdy mecz jest inny”. Nie no… czuję się jak jaskiniowiec, któremu pokazano ogień. Każdy mecz inny? Wow! A zawsze myślałem że wszystkie będą takie same niczym przysłowiowe dwie krople wody. A tu proszę jaka niespodzianka. A tak na serio - okładka to jakiś koszmar. Polsko, angielsko, węgierski koszmar. W wymaganiach zamiast „pamięć” mamy „memory”. Pod polskim opisem gry – węgierski. Mówiąc krótko: wydanie przyprawia o ból głowy. Za 140 zł (bez 10gr) dostaniemy zwykłe czarne pudełko, płytę DVD z paskudnym nadrukiem i całkiem niezłą instrukcję. Aha. Byłbym zapomniał. Znalazło się miejsce dla efektownego hologramu potwierdzającego legalność produktu. Może to on, aż tyle kosztuje? A teraz będę wredny. Ale tylko przez chwilę. EA – pobudka! Wszyscy wiedzą jacy wielcy jesteście, ale do kroćset… spójrzcie przez ramię konkurencji. Zobaczcie jak wyglądają gry wydawane przez innych. Różnice w cenie są ogromne. W jakości również. W przypadku tanich serii nawet pięciokrotnie tańsze (!) gry są lepiej wydane! Może wypadało by coś z tym zrobić? Ale z drugiej strony po co… lepiej być drugim „mikromiękkim”, prawda?
To już jest koniec… nie ma już nic…
Wypadało by podsumować wszystkie za i przeciw oraz wystawić jakąś sensowną ocenę. No cóż. NHL 08 to najlepszy „symulator” hokeja! No dobra… najlepszy, bo jedyny. Konkurencji brak. Przynajmniej na PC. Ale nie oznacza to, że gra jest do niczego. Wręcz przeciwnie. NHL 08 to kawał dobrej roboty –świetna, dynamiczna i bardzo grywalna gra. Problem w tym, że była taka już rok temu, a różnice pomiędzy edycjami 07 i 08 można policzyć na palcach jednej ręki. Na ostateczną ocenę (oprócz wtórności) wpływa również jakość polskiego wydania, które jest… delikatnie mówiąc takie sobie. Może za rok będzie lepiej? W końcu cuda się zdarzają…

Składam podziękowania za współpracę firmie Electronic Arts Polska
Paweł „djsound” Jankowski













