» DeDark | wtorek, 28-3-2006 7:40 |
|

To, co teraz nazywa się UberSoldier wcześniej znane było jako Eastern Front. Skąd ta zmiana? Najwidoczniej uznano, że poprzedni tytuł nie oddawał klimatu gry. Teraz już po samym tytule wiadomo mniej więcej, czego się spodziewać, co wymyślili dla nas scenarzyści. A co wymyślili?
Końcówka drugiej wojny światowej, Niemcy przegrywają, lecz jak to zwykle bywa mają jeszcze jednego asa w rękawie. Ekspedycja, która wyruszyła do Tybetu na początku wojny odkryła tam starożytne zapiski, które zawierały przepis na przywrócenie martwych na powrót do życia. Osoby poddane takim praktykom zaczęły również wykazywać ponad przeciętne zdolności. Aż się prosiło, żeby wykorzystać ich na polu bitwy. Mieli jednak jedną dość poważną wadę. Nie słuchali się rozkazów. Dlatego ci nad żołnierze zaczęli być przydatni dopiero pod koniec wojny, gdy nauczono się jak sprawować nad nimi kontrolę.
Czyli mamy kolejną grę, w której naziści korzystają z różnych paranormalnych wynalazków. Aż się prosi, żeby porównać UberSoldiera do Wolfensteina. Porównać też można tą grę do Quake 4, a to głównie z powodu roli, jaką odegra w fabule nasz bohater. Otóż na samym początku umiera by później stać się UberSoldierem tak jak marine w Quake 4 stał się stroggiem. W obu przypadkach też, zabieg zostaje nagle przerwany, a nasz bohater pozostając przy zdrowych zmysłach w praktyce stosuje slogan gry: „stworzyli cię, teraz sprawisz, że będą cierpieć”. Zupełnie jak gdyby naszemu bohaterowi (a tak przy okazji nazywa się on Karl Stolz) nie podobało się, że przywrócili go do życia. Jednak nie martwcie się, im dalej w las tym więcej drzew. Po pewnym czasie zapomnicie, o co tak naprawdę chodzi, a zajmować się będziecie jedynie eksterminacją licznych oddziałów wroga.
Jak widać pod względem fabuły nie ma tu żadnej rewolucji. Niestety z grywalnością jest podobnie. Nie ma rewolucji, choć nie znaczy to, że jest źle. W tym miejscu wypadałoby wspomnieć, że wersja gry, którą otrzymałem nie była (jak to zwykle z wersjami beta bywa) ukończona. Brakowało chociażby nagrań dialogów. Mimo tego biorąc pod uwagę to, co zostało zrobione, można już sobie wyrobić zdanie o grze.
Grafika – czyli to, co tygryski lubią najbardziej. W tym momencie musze przyznać, że jestem pod wrażeniem tego, co dokonali. Nie jest to, co prawda dzieło na miarę Unreala 3, lecz dbałość o szczegóły robi wrażenie. Wystarczy przyjrzeć się temu jak wyglądają żołnierze. Są obładowani ekwipunkiem a każdy plecak, torba czy też pas z nabojami jest osobnym przedmiotem. Doświadczymy tego zwłaszcza, gdy uda nam się jakiegoś żołnierza wyeliminować. Wtedy wokół niego po podłodze wala się masa wyposażenia. Inną ciekawostką, która na pewno przykuje waszą uwagę jest wizualizacja specjalnych mocy, które posiadł Karl w wyniku swojego zmartwychwstania. Jest to tymczasowe pole siłowe, które zatrzymuje pociski. Wygląda to jak jakaś galaretowata substancja, w której grzęzną naboje. Przypomina to nieco pewien fragment filmu Matrix. Oprócz tego, że pociski zostają zatrzymane to możemy też wysłać je z powrotem tam skąd przybyły. Niestety energii zasilającej to pole siłowe nie starcza na długo a zwykle nie mamy czasu na doładowanie „baterii”. Dodatkowo autorzy udostępnili nam jeszcze dwie specjalne moce. Otóż w czasie ostrej jatki, gdy zabijać będziemy odpowiednio dużo i odpowiednio szybko, zwiększy nam się na chwile maksymalny poziom życia lub wytrzymałość. Wystarczy np. załatwić odpowiednią ilość wroga strzałem w głowę. Taki mały bajer a cieszy. Jest jednak też coś, co nie da spokoju części graczy uzbrojonych w karty graficzne nie pierwszej świeżości. Chodzi o optymalizację silnika graficznego. Co z tego, że mamy tekstury wysokiej rozdzielczości, naturalnie zachowujących się wrogów oraz realistyczne oświetlenie skoro zdarza się grze zrobić krótkie przerwy w trakcie rozgrywki na doładowanie potrzebnych danych. Całe szczęście do premiery gry zostało jeszcze trochę, więc jest jeszcze czas na poprawki.
Jak już napisałem wyraźnie widać, że twórcy gry podeszli do niej poważnie. Nie chodzi tylko o szczegółową grafikę lecz także o fizykę, której działanie można dostrzec na każdym kroku. Niemal każdy przedmiot czy też mebel można przesunąć lub przewrócić. Podobnie jak w przypadku ekwipunku żołnierzy tak i w tym przypadku przedmioty leżące na np. biurku nie są do niego na stałe przytwierdzone. Zastosowany został też system ragdoll sprawiający, że zwłoki zachowują się realistycznie. Choć wersja beta, którą miałem przyjemność testować nie ustrzegła się błędów również w tej dziedzinie.
Z ekranu bije wszechogarniający klimat grozy. Zwłaszcza, gdy rozpoczynamy rozgrywkę na terenie szpitala psychiatrycznego. Jest bardzo tajemniczo, choć nie tak strasznie. W sumie przygotowano dla nas 12 całkowicie różnych poziomów. Nie zmienia to jednak faktu, że gra jest liniowa. Jest tylko jedna droga, której należy się trzymać. Do eksterminacji wroga dostaniemy aż 16 różnych rodzajów broni z czasów II wojny światowej.
Jeśli chodzi o inteligencję wrogów to np. pacjenci szpitala psychiatrycznego nie zwracają zbytnio uwagi na kule świstające im koło uszu i dzielnie prą naprzód. Co innego z funkcjonariuszami SS i żołnierzami Wermachtu. Oni kryją się, próbują strzelać zza rogu. Im wyżsi rangą żołnierze tym trudniej będzie się ich pozbyć. Część misji wykonujemy będąc wspieranym przez ruch oporu, jednak nie ma możliwości wydawania im rozkazów. W każdym bądź razie wszystko dzieje się oszałamiająco szybko a adrenalina błyskawicznie pojawia się w żyłach. Zewsząd docierają do nas krzyki, strzały, na niebie co chwila pojawia się myśliwiec ostrzeliwując atakujący wraz z nami oddział. Trzeba się skupić na grze, bo inaczej nieuniknione jest częste korzystanie z „quick load”.
Podsumowując UberSoldier nie jest żadną rewolucją. Jest po prostu porządnie zrobionym FPSem. Gdybym miał go do czegoś porównać to porównałbym go do… Volkswagena. Jest to dobra niemiecka marka, synonim niemieckiego dążenia do perfekcji. Dobra rzemieślnicza robota. Nie jest to Ferrari niestety, jednak nie oznacza to, że nie będę chciał bliżej się jej przyjrzeć po premierze (a ta już niedługo). Po prostu kawał dobrej roboty i… to wszystko. W każdym bądź razie autorzy mają jeszcze czas na poprawki i kto wie, może UberSoldier jeszcze zdąży nas zaskoczyć. W Polsce dystrybucji gry podjęła się Cenega.























marzec 30th, 2006 o 11:38
Exclusive ;)
marzec 30th, 2006 o 13:29
Dokladnie taka wersje testowalismy. Nie nasza to wina, ze developer tak to sobie nazwal.
marzec 31st, 2007 o 22:16
Gra jest interesująca, choc początkowo miałem mieszane uczucia