» DeDark | środa, 27-2-2008 23:17 |
|

Świat wykreowany nam przez konflikt GDI oraz bractwa NOD, przy akompaniamencie obcych i ich tajemniczego kryształu zwanego tyberium napędza już co najmniej kilka tytułów ciepło przyjmowanych gier. Nic więc dziwnego, że szykują nam się kolejne produkcje spod znaku Command & Conquer. Pierwszy zapewne będzie dodatek do C&C 3 zatytułowany „Gniew Kane’a”, później zaś otrzymamy produkt opowiadający zupełnie inną historię a mianowicie Red Alert 3. Co zaś tyczy się historii wielkich wojaży z obcymi – panowie z Electronic Arts postanowili zaskoczyć nas po raz kolejny i zapowiedzieli wydanie taktycznej gry FPP w świecie Command & Conquer. Zapomnijcie jednak o średnim i zapomnianym już Renegade. Tiberium – bo o tej grze mówimy ma stanowić całkowicie nową jakość i, gdy zostanie ciepło przyjęta, początek dla całej serii stricte taktycznych strzelanin.
Wspomniany wcześniej przeze mnie Command & Conquer: Renegade był pierwszą próbą oderwania się serii od jej klasycznego kanonu strategicznego i zaprezentowanie świata gry z perspektywy pierwszej osoby. Renegade przeszedł jednak przez rynek bez większego echa, natomiast Ci, którym dane było w niego zagrać ocenili go na średniaka z ambicjami. Jaki był powód niemal zerowego sukcesu owej gry? Tytuł Command & Conquer odstraszał wszelkich fanów strzelanin, natomiast luźna, „rzeźnicka” konwencja produkcji skutecznie zniechęcała zagorzałych fanów serii, którym nie w smak było rozstawanie się z izometrycznym widokiem bitew rozgrywających się pomiędzy dwiema armiami. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują jednak, że Tiberium, mimo tego, że będzie grą First Person, trafi do szerszego grona odbiorców zachęcając do gry zarówno maniaków FPS’ów, jak i urodzonych strategów. Jak panowie z Electronic Arts mają zamiar osiągnąć tak ambitny cel? Zobaczcie sami.
Na początku tej zapowiedzi opisując Tiberium użyłem wobec niej określenia „taktyczna”. W gruncie rzeczy owa taktyka stanowić ma cały trzon gry. Główne założenie podobne jest do tego, jakie widzieliśmy (chociaż na mniejszą skalę) w Republic Commando ze świata Gwiezdnych Wojen, czy grze Full Spectrum Warriors. Oto bowiem wcielamy się w jednego z wojaków, który zwany dowódcą małego oddziału owym małym oddziałem kierować może. A czynić to będzie wydając proste polecenia, które jednak przy dobrych ich wykorzystaniu mają dawać wspaniałe efekty. Poletko dla strategów, jak znalazł. Gdy jednak sytuacja wymagała będzie wszystkich członków zespołu, na przykład, gdy jedna grupa zajmie się ostrzałem a druga będzie zachodziła przeciwnika z flanki, nasz bohater sam, z karabinem w dłoni wkroczy w ferwor walki.
A owy wojak to nie byle kto, lecz sam Ricardo Vega, który przeżył trzy wojny tyberiańskie odznaczając się walecznością i odwagą. I pewnie czerpał by dalej radość życia, gdyby nie wydarzenia, jakie miały miejsce w jedenaście lat po trzeciej wojnie tyberiańskiej, gdy GDI kończyło zamiatanie planety. Sytuacja zaczęła się komplikować, gdy na jedno z ostatnich, największych pól tyberium wysłano grupę zwiadowczą, która nie raczyła powrócić. Całość wydała się jeszcze bardziej niebezpieczna, gdy w pobliżu jednej z dawnych wierz Scrinów – obcych, z którymi GDI toczyło wojny – odkryto niezidentyfikowaną aktywność. Czyżby wycofanie się Scrinów miało być jedynie chwilą odpoczynku i przegrupowania się do dalszych ataków? Jaki związek z całą sytuacją ma fanatyczne bractwo NOD, które Scrinów uważa, nie tyle za wrogich najeźdźców, ale za wybawicieli a nawet bogów? Czym dokładnie jest tytułowy kryształ zwany tyberium? Na te, oraz inne pytania dowiecie się grając w zapowiadany produkt.
Na razie o szerszych aspektach fabularnych nie wiadomo w zasadzie nic, lub bardzo niewiele. Twórcy ujawnili natomiast kilka szczegółów odnoście tajników rozgrywki. Cała zabawa, w gruncie rzeczy, ma sprowadzać się do eksterminacji wrogów i zdobywania kolejnych lądowisk w pobliży złóż tyberium, co nierozłącznie wiąże się z eksterminacją wrogów. Zważywszy na przewagę liczebną wroga i taktyczne podejście teren będziemy zdobywać metr po metrze, od kamienia, do kamienia, od ulicy, do ulicy, aż uda nam się zająć jedno z małych pól. A ich zajęcie, oprócz aspektu wymuszenia tego przez skrypty gry, da nam możliwość uzupełnienia naszego oddziału przez nowe jednostki, gdy nasi towarzysze polegną w chwale na polu bitwy. Co ważne, takie posiłki będziemy dobierać samodzielnie, do zaistniałej sytuacji. Jeżeli szykować będziemy szturm na pozycję wroga przydadzą się szturmowcy, jeżeli zaś przeciwnik będzie nękał nas nalotami, wezwiemy oddziały przeciwlotnicze. Do tego dochodzą jeszcze pojazdy kroczące o nieco większej sile ognia. Typowa zabawa w kamień-papier-nożyce, z tym, że na nieco większą skalę. Ilość oddziałów, jakimi dane nam będzie w Tiberium kierować zamyka się w liczbie czterech – w każdym z nich danych nam będzie zaś trzech wojaków, bądź jeden mech. Taka liczba ma zapewnić graczom złoty środek między działaniami taktycznymi a poczynaniami w stylu sławetnego Rambo.
Jako wyjątkowy gość, Ricardo Vega wyposażony jest także w wyjątkowy sprzęt, który nie tylko pozwoli wysłać do piachu dziesiątki, czy setki wrogich jednostek, ale także pomóc w kierowaniu własnymi oddziałami. Jego główną zabawką, jaką będziemy oglądać na naszym ekranie przez niemal całą rozgrywkę będzie nasza pukawka – GD-10, z którą nie rozstaniemy się do końca gry. Może jedna broń w nowoczesnym FPS’ie to nieco mało, ale twórcy odbijają sobie tym, że w zależności od sytuacji będziemy mogli prowadzić nią ostrzał na cztery różne sposoby. Jest standardowy tryb szturmowy, który wykorzystamy na piechotę wroga w półdystansie, jest coś na kształt karabinu snajperskiego – silna i celna, lecz wolna broń. W sytuacjach wymagających użycia większej siły skorzystamy z granatnika, który pomoże nam pozbyć się wrogów ukrywających się, bądź strzelać będąc samemu w ukryciu. Na pojazdy wroga wykorzystamy natomiast wyrzutnie rakiet naprowadzanych w liczbie do czterech sztuk jednocześni. Co to oznacza? A tyle, że wystarczy namierzyć do czterech pojazdów poprzez przytrzymanie na nich celownika przez krótki czas a następnie wypuszczenie głodnych zniszczenia i demolki pocisków, które na pewno trafią w cel. Kolejnym elementem wyróżniającym Ricardo spośród innych wojaków jest jego odrzutowy plecak, który w gorących sytuacjach pozwoli mu udać się „na z góry upatrzone pozycje”. Jeżeli zaś zajdzie taka potrzeba, będzie mógł wzbić się ponad pole bitwy, by stamtąd skuteczniej kierować swoimi jednostkami.
Również dla fanów rozgrywki sieciowej EA przygotowało w Tiberium poletko do zabawy. Na razie dużo się o trybie wieloosobowym nie wspomina, ale kilka faktów twórcy gry wypowiedzieli i potwierdzili. Wiadomo tyle, że jednym z głównych trybów gry dla sieciowców, będzie Conquer, czyli zabawa polegająca na zdobyciu i utrzymaniu jak największej ilości pól tyberium na planszy. Im więcej, oraz im dłużej dane pola będziemy kontrolować, tym więcej punktów potrzebnych do zwycięstwa zdobędziemy. To, ile osób może uczestniczyć jednocześnie w zabawie sieciowej nie jest jeszcze do końca wiadome.
Czy wobec Tiberium mam jakieś większe obawy? A i owszem. Po obejrzeniu pierwszych filmów prezentujących grę w akcji – nakręconych na prezentacji Tiberium w San Francisco – mam pewne wątpliwości, co do owego aspektu taktycznego, który w założeniu miał napędzać całą produkcję a wydaje się być maksymalnie uproszczony i upchnięty na margines. Dochodzi do tego monotonia. Wszystko to wygląda następująco – naprzeciw nam stoją wrogie jednostki, wydajemy rozkaz każdej z grup, by podeszła bliżej chowając się jednocześnie za czym tylko można i systematycznie szła do przodu. W kulminacyjnym momencie wpadamy w sam środek piekła prowadząc ostrzał na przeważające siły wroga. Po kilku minutach walki w totalnym chaosie zdobywamy następny obszar, uzupełniamy ubytki w naszych szeregach i sytuacja powtarza się analogicznie. Jeżeli prócz ciągłego parcia naprzód i zdobywania kolejnych złóż zielonych kryształów nie doświadczymy w Tiberium niczego innego to gra zje graczy totalną wtórnością. Na pewno liczyć możemy na rozbudowaną linię fabularną, która w produkcjach spod znaku Command & Conquer jest już standardem. Jeżeli więc moje wcześniejsze obawy się sprawdzą jedyną siłą napędową gry będzie chęć poznania zakończenia. Oby tak nie było.
Gra ukaże się najprawdopodobniej jeszcze w tym roku na komputerach PC, oraz Playstation 3 i Xbox360.
Bartłomiej “SerafiN” Sieja.









