» joszko | środa, 15-3-2006 21:33 |
|
„Wyruszyliśmy z miasta o zmierzchu sześcioosobową drużyną: ja, mój „brat miecza” Aroth, łowca wraz ze swoim zwierzakiem o dźwięcznym imieniu Kalalou, mag, mnich oraz nekromanta Karion. Jedno jest pewne - stanowiliśmy świetną drużynę. Kowal, który zamieszkiwał pobliską wioskę powiedział nam, że to będzie proste zadanie i nie mamy się czego obawiać. Jakże bardzo się mylił.”
Czy ktoś jeszcze pamięta czasy, gdy na rynku istniała tylko jedna gra MMORPG? Bo ja tak – była nią Ultima Online. Tytuł ponadczasowy, który spowodował gwałtowny rozwój sieciowych RPG-ów wszelkiej maści. Tytuł, który mimo niemal 9-u lat na karku wciąż bardzo dobrze się trzyma. Co więcej, powstało do niego aż 7 dodatków, a liczba zarejestrowanych graczy liczona jest w setkach tysięcy. To właśnie od UO wszystko się zaczęło. Potem powstały: Diablo (ze swoim znakomitym Battle.net-em stanowiącym namiastkę MMORPG), Everquest, Dark Age of Camelot i masa innych. Na dzień dzisiejszy gry z gatunku „Massively Multiplayer Online Role Playing Game” są chyba najprężniej rozwijającą się gałęzią przemysłu elektronicznej rozrywki, a o nowym tytule słyszymy praktycznie co tydzień. Nic w tym dziwnego, skoro każdy z nich wymaga płacenia stałego abonamentu, co jest z pewnością łakomym kąskiem dla producentów. Powstają także gry w pełni darmowe, które wprawdzie jakościowo nigdy nie będą tak samo dobre, jak te płatne, ale jednak mają sporą grupę fanów (np. Mu Online, Tibia, KAL Online). Firma ArenaNet poszła jednak krok do przodu. Ich najnowszy produkt – Guild Wars – mimo tego, iż nie wymaga stałych opłat, to pod względem jakościowym i koncepcyjnym śmiało może konkurować z najlepszymi tytułami na rynku. No ale zacznijmy od początku.
Producent gry, grupa ArenaNet została założona przez byłych pracowników firmy Blizzard Entertainment. Postanowili oni stworzyć tytuł „inny niż wszystkie”, który znacząco będzie się różnił od innych MMORPG-ów. Zadbali więc o nowy system gry, który sami nazywają „Cooperative Online Role Playing Game”. Świat podzielono na dystrykty: w zależności od kraju, w którym mieszkamy, gra automatycznie przyporządkowuje nas do określonego regionu – może to być dystrykt europejski, amerykański, czy koreański (istnieje także możliwość zmiany dystryktu wedle uznania). System „CORPG” polega na tym, że z większością graczy widzimy się tylko w miastach, jednak gdy je opuścimy, wówczas na polu walki nie spotkamy żadnej postaci kierowanej przez ludzi. Możliwe jest to tylko wówczas, gdy przed wyjściem z miasta połączymy się z kimś w drużynę. Ktoś może powiedzieć, że w takim razie grę da się skończyć samodzielnie – tak niestety nie jest. Co prawda, można włączyć do zespołu najemników, czyli boty sterowane przez komputer, jednak są oni na tyle słabi, że gra z nimi w niektórych momentach staje się po prostu niemożliwa – „żywi” gracze spisują się znacznie lepiej.
„(…) Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że wyprawa się powiedzie. Promienie słoneczne odbijały się od zaśnieżonych zboczy gór powodując, że tego dnia nawet w lodowej krainie było ciepło. Wypoczęci ruszyliśmy przez główną bramę miasta, by odnaleźć pewien prastary artefakt, który znajdował się w pobliskich jaskiniach – Róg Milthrela. Niedaleko za miastem natrafiliśmy na pierwszy opór, kamienni rycerze nie stanowili dla nas żadnego problemu. Potem było już znacznie gorzej – las się nieco zagęścił, przez co widoczność znacznie się pogorszyła. Zbliżaliśmy się do jaskiń, lecz nagle zaatakowała nas spora grupka kamiennych rycerzy wspierana przez cztery lodowe golemy. Bez zastanowienia wraz z Arothem ruszyliśmy na wroga. Mieliśmy przewagę – walczyliśmy wspierani magiem oraz łowcą, którego bronił jego zwierzak. Karion z powodzeniem rzucał klątwy na wrogów powodując u nich znaczne obrażenia. Wszystko wskazywało na to, że znów zwyciężymy, lecz los chciał inaczej…”
Guild Wars rozpoczyna pięknie wykonane intro, które co prawda ustępuje nieco animacji z World of Warcraft, jednak znakomicie oddaje klimat i stanowi doskonałe wprowadzenie do gry. Jego treści nie będę zdradzać - jeśli ktoś chciałby je zobaczyć, polecam stronę producenta, można je stamtąd ściągnąć. Następnie wskakujemy do głównego menu, które jest bardzo podobne do tego z Diablo 2 (w końcu w grze dłubali ci sami panowie). Szybko i bez żadnych problemów zakładamy konto oraz wybieramy postać, którą chcemy kierować. Tu mamy do wyboru 6 profesji, mianowicie: wojownika, mnicha, nekromantę, mesmera, łowcę oraz maga (nazywanego również elementalistą). Większość z nich znana jest raczej każdemu – no, może poza mesmerem, czyli tak naprawdę magiem skupiającym się głównie na „przeszkadzaniu” wrogom. Możemy również ustalić wygląd naszego bohatera, wybierając jego płeć, kolor skóry, fryzurę czy też wzrost, dzięki czemu możliwości jest sporo, a efekty bywają naprawdę całkiem niezłe (szczególnie gdy walczymy kobietą). Po dokonaniu wyboru postaci i jej aparycji, możemy już przystąpić do gry.
„(…) Nagle otrzymałem ogłuszający cios. Zamroczyło mnie, lecz po chwili się podniosłem i zobaczyłem, kto mi go zadał – było to śnieżne monstrum z wielką maczugą w łapie. Obok niego stali jeszcze jego trzej towarzysze wspierani przez olbrzymiego, czteronogiego woła oraz pięciu kamiennych rycerzy. Na grzbiecie wielkiego potwora ktoś siedział, jednak nie byłem w stanie go dojrzeć. Sytuacja była niemal beznadziejna, jednak mimo znacznej przewagi wroga, ruszyliśmy na nich. Aury ochronne mnicha powodowały, że mimo dużych obrażeń, które zadawał nam nieprzyjaciele, walczyliśmy dalej. Po chwili stało się: Kalalou raniony wielką maczugą śnieżnego potwora padł martwy, a po chwili także i jego pan… Mnich bez zastanowienia ruszył, by wskrzesić łowcę, jednak kamienni rycerze musieli to zauważyć i udali się za nim. Bardzo chciałem mu pomóc, ale otoczony z każdej strony przez potwory nie miałem szans, by do niego dotrzeć. Mnich pochylił się nad martwym ciałem łowcy, chwycił go za dłoń i zaczął coś szeptać pod nosem, lecz nie trwało to długo. Długie ostrze zatopiło się w jego plecach… Konając, padł na śnieg, lecz jego męki nie trwały długo – po chwili ostrze jednego z kamiennych rycerzy dokończył dzieła.”
Naszą przygodę rozpoczynamy od prologu, którego akcja dzieje w przepięknym mieście Ascalon oraz jego okolicach. Prolog ten jest znacznie łatwiejszy od rzeczywistej rozgrywki, dlatego też stanowi znakomite wprowadzenie do gry. Potem jednak ten sielankowy klimat ulegnie radykalnej zmianie, ale nie będę zdradzał szczegółów. W grze możemy wykonywać zadania powierzone nam przez NPC, zwiedzając przy okazji świat (niemały zresztą), odkrywając nowe regiony i miasta. Można także uczestniczyć w tak zwanych „cooperative missions”, czyli zamkniętych misjach stanowiących trzon fabuły. Pewnie niektórzy w tym momencie zapytają z niedowierzaniem: „RPG online i posiada fabułę?”. Odpowiedź brzmi, tak! „Władca Pierścieni” to to nie jest, ale nie ma co narzekać – ważne że ją ma. Co więcej, w misjach kooperacyjnych występują również całkiem niezłe przerywniki filmowe (generowane przez silnik gry), dzięki którym można jeszcze bardziej zagłębić się w tę wspaniałą przygodę. I w tym momencie należy wspomnieć chyba o największej zalecie Guild Wars, a mianowicie o braku „statsowania”, czyli siedzeniu w jednym miejscu i nabijaniu doświadczenia bez końca. Fabuła „pcha” całą przygodę do przodu, powodując, że nie mamy chęci wracać do poprzednich regionów, lecz chcemy iść dalej – nawet jeśli będzie tam znacznie trudniej. Dzięki temu zabawa nie jest nużąca, a nowe krainy odkrywamy z wypiekami na twarzy.
„(…) Mimo, iż było już za późno, mag ruszył na nich ciskając ognistymi kulami. Dotarł do martwych ciał swoich kompanów, lecz gdy zobaczył, że nie jest stanie nic zrobić – ruszył, by nam pomóc. Po chwili jednak stanął. Z początku nie wiedziałem dlaczego, ale po chwili moje wątpliwości zostały rozwiane – jego ciało przeszyły cztery strzały wystrzelone przez lodowe golemy. Upadł na kolana, a następnie na twarz zatapiając swe martwe ciało w śniegu.”
Postacie w grze mogą awansować maksymalnie na 20. poziom doświadczenia. Jak widać, nie jest to zbyt dużo, jednak by go osiągnąć, trzeba grać naprawdę długo – myślę że w granicach 80 godzin. To nie koniec – po przekroczeniu limitu nasze doświadczenie wciąż rośnie i każdy kolejny poziom oznacza dodatkowy punkt umiejętności na naszym koncie. Zdolności to chyba najważniejsza cecha Guild Wars. Każda profesja szkoli się w 4-5 dziedzinach, w ramach których możliwe jest zdobycie około 15-25 atutów, co daje możliwość posiadania ok. 75 umiejętności na postać. To rzeczywiście bardzo dużo. W dodatku twórcy umożliwili wybór drugiej profesji w trakcie gry, dzięki czemu nasz wojownik może również bardzo dobrze znać się na leczeniu, a nekromanta posiadać zdolności łowieckie. Ten zabieg w efekcie podwaja liczbę umiejętności na postać do około 150! Jednak tak łatwo nie będzie – dano nam możliwość wyboru tylko 8 sztuk w ramach jednej misji, co stanowi bardzo duże wyzwanie dla gracza, gdyż niemal każde zadanie wymaga zupełnie innego zestawu ciosów i zaklęć, które mogą zaważyć na jej powodzeniu. W dodatku umiejętności wybieramy tylko w miastach, a to kolejne utrudnienie.
„(…) Była to sytuacja bez wyjścia. Ruszyłem na wielkiego woła, gdyż zapewne na jego grzbiecie siedział ich szef. Karion szarżował razem ze mną, miotając w potwora najpotężniejszymi zaklęciami, jakie posiadał. Udało mu się go unieruchomić, a ja wskoczyłem nań, by zabić przywódcę naszych oprawców. Niestety, jego już tam nie było – stał niedaleko nekromanty, obserwując go z tajemniczym uśmiechem na twarzy. Wszystko stało się jasne – mieliśmy do czynienia z potężnym czarnoksiężnikiem, który po chwili cisnął w Kariona potężnym zaklęciem, paraliżując go. Śnieżne potwory dokończyły dzieła, miażdżąc jego ciało pod ciężarem swoich ogromnych maczug.”
Jeśli chodzi o aspekty techniczne, trzeba powiedzieć, że panowie z ArenaNet wykonali kawał dobrej roboty. To, co widzimy na ekranie to poezja dla oczu – jest to bez dwóch zdań najładniejsza gra MMORPG na rynku i ogólnie jeden z najlepiej wykonanych tytułów, jakie powstały na PC! Świetne modele postaci, rewelacyjnie miasta, przepiękne krajobrazy, znakomite refleksy świetlne oraz doskonale wykorzystany efekt „blur” powodują, że nie raz, nawet w trakcie niezłej zadymy na ekranie, zaczniemy się rozglądać i podziwiać otaczającą nas florę. W niektórych miejscach grafika po prostu zwala z nóg i nie pozwala się podnieść. Przywiązanie do detali również stoi na bardzo wysokim poziomie – jakież było moje zdziwienie, gdy stojąc w zimowej krainie, zobaczyłem, jak z ust mojej postaci wydobywa się para! W dodatku do komfortowej gry wcale nie potrzeba „potwora’ za nie wiadomo ile złociszy – już na Duronie 1,2 GHz z grafiką GF4MX i 512 MB RAM można spokojnie grać ciesząc się w miarę płynną grafiką. Co prawda doznania wzrokowe nie stoją na takim poziomie, jak u posiadaczy lepszych komputerów, gdyż trzeba znacząco obniżyć jakość detali, jednak należą się tutaj twórcom gry słowa uznania za optymalizację kodu i dobrą wydajność silnika graficznego. Muzyka również przedstawia się bardzo ładnie. Wprawdzie nie uświadczyłem jakiegoś porywającego motywu przewodniego, ale ścieżka muzyczna miło sobie przygrywa w tle i bardzo dobrze współgra z akcją. Podobnie jest z efektami dźwiękowymi – wszystko na swoim miejscu.
W Guild Wars zaimplementowano 2 tryby rozgrywki: RPG, o którymj napisałem wcześniej (czyli tzw. Player vs. Monsters) oraz walkę miedzy graczami, czyli Player vs. Player. W przypadku tej drugiej opcji mamy możliwość wyboru gotowej postaci na 20 lvl i uczestnictwa w starciach z innymi osobami. Gracz zmuszony jest jedynie wybrać odpowiednie umiejętności, po czym zostaje wrzucony na arenę, gdzie czeka na niego potyczka na śmierć i życie. Mimo prostoty rozwiązań, jakie towarzyszą tego typu rozgrywce, jest ona również bardzo popularna, gdyż pozwala rozwinąć umiejętności zarówno manualne, jak i taktyczne, a w rezultacie pomaga stać się istną maszyną do zabijania. W świecie RPG istnieją także walki Guild vs. Guild, czyli walki gildii – w tym przypadku naprzeciw siebie stają dwie drużyny złożone z 8 graczy, a starcie toczy się do momentu, gdy na arenie pozostanie tylko jedna ze stron. Walki gildii są niezwykle emocjonujące, jednak by dobrze sobie radzić na polu bitwy, trzeba naprawdę sporo czasu. Niezwykła dynamika rozgrywki powoduje, że działania należy podejmować niemal instynktownie, a wszelkie wahania z powodzeniem wykorzystywane są przez przeciwnika. Potem pozostaje tylko czekać na wskrzeszenie, o ile nasz mnich jeszcze żyje.
„(…) Zostało nas dwóch. Ruszyłem, by pomóc Arothowi, lecz drogę zagrodziły mi lodowe golemy. Po ciężkiej walce udało mi się je pokonać. Aroth już jednak nie żył. Jego martwe ciało leżało niedaleko pod drzewem. Zostałem sam. Wiedziałem, że mój koniec zbliża się nieuchronnie, ale walczyłem dalej. Pokonałem jednego śnieżnego potwora, lecz cios drugiego z nich powalił mnie. Mocno krwawiłem. Chwyciłem ponownie za miecz, starając się walczyć dalej, ale grupka kamiennych rycerzy podeszła bliżej. Kolejny cios praktycznie pozbawił mnie przytomności. Leżałem półmartwy na śniegu, gdy złowrogi mag pochylił się nad moim ciałem i wyssał ze mnie resztki życia. To był mój koniec.”
Z tego, co napisałem powyżej może wynikać, że mamy do czynienia z grą doskonałą, pozbawioną najmniejszych wad. Tak do końca jednak nie jest. Prostota rozgrywki będąca jedną z największych zalet, dla niektórych może okazać się wadą. Trzeba bowiem przyznać, że rozgrywka w Guild Wars to typowy hack & slash, gdzie zręczne i szybkie klikanie to właściwie wszystko, czego potrzeba, by z większości walk wyjść zwycięsko. Nie uświadczymy tutaj ras postaci, jak na przykład Orki, Elfy, Krasnoludy i inne. Postacie nie posiadają określonych atrybutów, które gracz mógłby rozwijać, ani złożonych „drzew umiejętności” z określoną możliwością ich rozwoju. Jednak większość graczy odnajdzie w tym tytule wszystko to, na co czekało od lat, a mianowicie świetną grafikę, bardzo dużą grywalność oraz przede wszystkim niesamowitą dynamikę rozgrywki. W dodatku gra nie posiada abonamentu – jej koszt wiąże się tylko z zakupem samego pudełka z grą, które na dzień dzisiejszy kosztuje 129 zł. Co prawda jest to niemała kwota, jednak po bliższym poznaniu Guild Wars z pewnością nie będziecie żałować wydania tych pieniędzy, bo to, co otrzymacie w zamian, z pewnością Wam to wynagrodzi. Dlatego jeśli ktoś się jeszcze zastanawia nad jej kupnem, nie ma co tracić czasu, tylko biegiem do sklepów po egzemplarz Guild Wars dla siebie. Ta gra jest wielka i kropka!
Radek „Basza” Szewczyk






























kwiecień 10th, 2006 o 14:52
[…] » PC Wieści Ncsoft ogłosił, że trzecia odsłona serii Guild Wars zostanie pokazana w maju na targach E3. Niestety zobaczą ja tylko nieliczni, bowiem prezentacja odbędzie się za zamkniętymi drzwiami. Już wcześniej pisaliśmy o planach wydawania kolejnych kampanii Guild Wars co sześć miesięcy. Oprócz GW Ncsoft pokaże też swojego MMO Tabula Rasa oraz MMORPG Aion który ukaże się jeszcze w tym roku. Zobaczymy też Exteela oraz Dungeon Runners. Jak widać w Ncsoft nie próżnują… […]
kwiecień 21st, 2006 o 12:09
[…] » PC Wieści Wg ogłoszenia, które pojawiło się na europejskiej stronie gry Guild Wars będzie wkrótce możliwość dokupienia slotów na nowe postacie. Cena to 9,99 euro. Każdy nowy slot pozwoli na stworzenie nowej postaci na swoim koncie z pełnym dostępem do przedmiotów już zgromadzonych w czasie gry. […]
kwiecień 28th, 2006 o 19:57
[…] » PC Wieści Zaczęły działać serwery dla rozszerzenia gry Guild Wars. Można już ruszyć na podbój nowego kontynentu, tworzyć swoich zabójców i rytualistów. Pierwsi śmiałkowie już pewnie buszują po świecie Guild Wars: Factions. Gra oferuje oprócz dwóch nowych klasy postaci 300 nowych umiejętności (w tym 90 elitarnych), ponad 100 nowych potworów i 5 dodatkowych zwierząt tresowanych, możliwość przejmowania i władania przez gildie poszczególnymi terytoriami świata. W Polsce dystrybucja gry (kosztującej 129,90 zł) zajmuje się CD Projekt. […]
lipiec 11th, 2006 o 0:29
[…] Basza Za oknem już lato, dlatego grzechem jest siedzieć kompie i godzinami zagrywać się w coraz to nowsze tytuły. Jednak, zapewne jak każdy z Was, także ja znalazłem chwilę czasu, by w coś zagrać i z Wami się tym podzielić. A było tego troszkę. Na pierwszy ogień idzie Guild Wars – gra, do której powróciłem po około roku czasu. Nie mam zamiaru jej tu jakoś reklamować, lecz wspomnę tylko o tym, że dla fanów RPG, wkraczających w świat MMO jest to pozycja obowiązkowa. Zresztą jeśli chcecie dowiedzieć się na jej temat czegoś więcej, to zapraszam w to miejsce – znajdziecie tu recenzję gry Guild Wars mojego autorstwa. Kolejną grą, przy której spędziłem kilkanaście miłych godzinek jest Age Of Empires 3. Jedni na nią narzekają, że „To już nie to samo co Age 2”, inni wychwalają, a ja powiem jedno – kawał dobrej roboty. Grafika Was zachwyci, fabuła i misje zaciekawią, a szybka i efektowna rozgrywka pochłonie. Jak tylko ją ukończę (kiedy to nastąpi – gdyby nie pogoda powiedziałbym, że niedługo) to możecie się spodziewać ciekawej recenzji. Od pewnego czasu namiętnie męczę najnowszego Football Manager’a, który jest po prostu świetny. Pewnie wielu z Was zapyta – „Co Ty chłopie widzisz w tym tytule?” A ja na to – „wszystko czego bym chciał…”. Chyba już wystarczy tych gier, jak na jeden miesiąc, bo ile można grać jak takie słonko za oknem, dziewczyny bardziej roznegliżowane, a piwo mocniej schłodzone. I znowu mnie smaki naszły… […]
czerwiec 1st, 2008 o 15:54
nie wiem jak sie scionga :)