» DeDark | niedziela, 23-3-2008 3:24 |
|

Kiedy po kilku pełnych frustracji i rozgoryczenia godzinach ciskałem pudełko z FIFA Managerem 06 na półkę, obiecałem sobie, że więcej w to dziadostwo już nie zagram nigdy. No, bo tak na dobrą sprawę, po co sobie szargać nerwy, skoro na wyciągnięcie ręki jest konkurencyjny Football Manager. Gra wyprzedzająca rywala z EA w każdym nieomal aspekcie o całe lata świetlne. W życiu recenzenta, nie zawsze jednak można sobie pozwolić na to, na co się akurat ma ochotę. Od czasu do czasu zdarza się na przykład, że trzeba zająć się tytułem, którego w normalnych warunkach nie tknęłoby się nawet kijem… Tak też i mnie przyszło złamać daną sobie przed dwoma laty obietnicę i wziąć na tapetę najnowszego FIFA Managera. Teraz zaś, muszę Wam wytłumaczyć, dlaczego stworzona przez programistów z Koloni produkcja, to nadal nie to…
Pouczyć się hiszpańskiego? Wybrać się z przyjaciółmi pod żagle? A może najwyższy czas na przeprowadzkę? Jakaś nieduża willa? Czemu nie. Koniec końców, kto to widział, by menadżer FC Barcelony mieszkał w wynajmowanym mieszkaniu. Tak… FIFA Manager 08 z pewnością jest „trochę” inna, aniżeli większość piłkarskich strategii, w które dane mi było do tej pory zagrać. Czy to jednak, aby na pewno dobrze?
Jedno trzeba produkcji Bright Future przyznać już na początku – to niewątpliwie najbardziej drobiazgowy menadżer piłkarski, jaki kiedykolwiek ukazał się na PC. I wierzcie mi lub nie – w tym stwierdzeniu nie ma bodaj krzty przesady. Spójrzmy chociażby na pierwsze minuty z grą. Zabawę zaczynamy od wyboru zakresu spoczywających na nas obowiązków. Prócz oczywistego zarządzania drużyną do naszych kompetencji może także należeć własnoręczne projektowanie stadionu, zawieranie kontraktów ze sponsorami, ustalania cen biletów, a nawet dobierania asortymentu do klubowego sklepiku z pamiątkami dla kibiców (aż chciałoby się dodać, że jeszcze tylko funkcji klubowej sprzątaczki brakuje :P). Nim przejdziemy do wyboru drużyny (ten, jak przystało na produkcję ze stajni Electronic Arts, mamy oczywiście ogromny, dostępnych jest bowiem ponad 50 lig, wśród których nie mogło naturalnie zabraknąć rodzimej Orange Ekstraklasy), musimy stworzyć własny profil. Co przy tym ciekawe, prócz rzeczy oczywistych - takich jak imię i nazwisko, narodowość, data urodzenia itd. - określamy także stan cywilny naszego awatara oraz dobieramy mu ewentualną małżonkę i dzieci (zdjęcia przygotowane przez producentów są wprawdzie szkaradne, jednakże nic nie stoi na przeszkodzie, by zamiast nich wstawić własne). W myśl wysnutej przez developerów maksymy, iż „nawet najbardziej zapracowani menedżerowie muszą znaleźć czas na rzeczy codzienne, niezwiązane z klubem”, przez cały czas trwania kariery musimy dbać o relacje z bliskimi (np. poprzez dawanie im prezentów tudzież spędzanie razem wolnego czasu), a także sukcesywnie rozwijać swój status majątkowy. Ciężko zarobione pieniądze możemy dla przykładu spożytkować na zakup luksusowych samochodów, rezydencji, mebli oraz szeregu innych przedmiotów (stół bilardowy, piłkarzyki, pianino, kije golfowe, itp.). Tak naprawdę, nie wiem po co to komu, w końcu to przecież nie Simsy, a menadżer piłkarski. No, ale cóż, mojej trzynastoletniej siostrze (zagorzałej fance wspomnianych Simów) pewnie bardzo by się to wszystko spodobało, a oto przecież chodzi specom od marketingu z EA. Maksymalnie poszerzenie grona potencjalnych odbiorców to w końcu priorytet dla każdej produkcji „elektroników”.
Prawdę mówiąc, to jest chyba mój największy zarzut w stronę recenzowanej pozycji. Przy całym tym skomplikowaniu i natłoku – nierzadko – zupełnie niepotrzebnych opcji, zarządzanie drużyną, a więc – zdawać by się mogło - rzecz najistotniejsza w grze tego typu schodzi niejako na dalszy plan. Nie mam tu jednak na myśli samych możliwości ustalania taktyki, bo tych jest tutaj naprawdę całe multum. Formacje, polecenia dla kopaczy, rozgrywający, snajperzy, wykonawcy stałych fragmentów gry, etc. – pozornie wszystko wygląda tak jak być powinno. Schody zaczynają się jednak w momencie, gdy piłkarze wybiegną na boisko. Wtedy bowiem okazuje się, że wpływ na to, jak nasi podopieczni poruszają się po murawie, ma w zasadzie jedynie wybrana przez nas formacja oraz nastawienie zespołu. Reszta, to ogólnie rzecz biorąc, wypadkowa formacji przeciwnika i poziomu naszego teamu (średniej zawodników pierwszej jedenastki). Na końcowy wynik spory wpływ ma także morale (które, podobnie jak w przypadku Football Managera 2008, można w przerwie meczu podnieść rozmawiając z piłkarzami). Jak więc widzicie w FIFA Managerze 08 kuleje to, co tak naprawdę powinno stanowić esencją każdej piłkarskiej strategii.
Przyjemność czerpaną z gry dodatkowo umniejsza stosunkowo słabe AI zawodników. Dotyczy to w szczególności pasywnego działania obrońców, którzy praktycznie przez cały czas trwania rozgrywki sprawiają wrażenie ospałych i flegmatycznych. Nie można także zapomnieć o szeregu kuriozalnych zagrań pozostałych piłkarzy. Strzały główką na własną bramkę, podania do tyłu w sytuacji sam na sam z bramkarzem tudzież nieudolne próby wyrzutu piłki a autu – to wszystko w produkcji naszych zachodnich sąsiadów chleb powszedni. Jakby tego było mało, postawę sędziego również trudno uznać za poprawną. O ile wychwytywanie spalonych wychodzi mu jeszcze całkiem nieźle, o tyle w chwili, gdy piłka opuszcza boisko, arbiter każe wznawiać grę najczęściej tej drużynie, która futbolówkę wybiła. Ja rozumiem, nikt nie jest nieomylny, ale sami przyznajcie, to już jest chyba jednak lekka przesada, prawda?
Osoby, które miały styczność z najnowszą odsłoną bliźniaczej serii FIFA, pamiętają pewnie o jednej z ciekawszych nowalijek, które sprezentowali graczom twórcy. Mam tu, rzecz jasna, na myśli premierowy tryb rozgrywki „Zostań gwiazdą”. W największym skrócie: polegał on na tym, że gracz mógł pokierować poczynaniami… jednego zawodnika. Przy czym w jednej chwili z trybu korzystać mogły nawet cztery osoby. Wystarczyło więc trzech kumpli i zabawa momentalnie nabierała rumieńców. W FIFA Managerze 08 zaimplementowano podobne rozwiązanie. Niestety patent z samodzielnym kontrolowaniem wybranego wcześniej zawodnika, zwyczajnie nie zdaje tutaj egzaminu… W teorii miało być super – pod przykrywką lepszego wczucia się w atmosferę spotkania chciano pomóc słabszym strategom w nadrobieniu boiskowych statystyk zręcznymi palcami. W praktyce, po przejęciu kontroli nad którymś z kopaczy gra staje się wręcz śmiesznie łatwa. Wystarczy postępować według prostego jak budowa cepa schematu wedle, którego wcielamy się w rolę napastnika i przez okrągłe dziewięćdziesiąt minut każemy podawać do siebie piłkę. Gdy zaś jesteśmy w jej posiadaniu, wystarczy już tylko odrobina sprytu i futbolówka ląduje w bramce przeciwnika… Niedoświadczonym menadżerom zapewne się to bardzo spodoba – w końcu, przy praktycznie zerowym nakładzie sił będą w stanie wygrać niemal z każdym. Pytanie tylko, co to za zabawa?
Złego słowa nie można natomiast napisać o podejściu producentów do kwestii treningu. Ewidentnie widać, że programiści z Koloni przyłożyli się do tego elementu, za co należy ich oczywiście pochwalić. Trening nie jest może jakoś przesadnie skomplikowany – wszystko sprowadza się w zasadzie do suwaków, za pomocą, których ustalasz, ile czasu drużyna ma poświęcać na jego poszczególne aspekty. Wybór optymalnego planu, wbrew pozorom nie jest jednak taki łatwy. Raz, że zbyt monotonne ćwiczenia mogą doprowadzić do spadku morale, a dwa, że piłkarze najzwyczajniej w świecie łatwo się przemęczają. Jeśli dodamy do tego możliwość przydzielania poszczególnym zawodnikom indywidualnych zadań treningowych - określających te elementy, na których naszym zdaniem powinien być położony największy nacisk - naprawdę trudno znaleźć tutaj coś, do czego można by się przeczepić.
Skoro już jesteśmy przy zaletach, nie sposób nie zauważyć, jak wiele wysiłku twórcy włożyli w opcje rozbudowy infrastruktury. Gra niemieckiego Bright Future jest wręcz rajem dla wszystkich domorosłych konstruktorów i budowniczych. Tworzenie obiektów jest przy tym szalenie łatwe. Do wyboru mamy kilkaset zróżnicowanych elementów, z których możemy zbudować – niczym z klocków – nasz wymarzony stadion. Wystarczy kilka kliknięć myszą oraz sporo gotówki w klubowej kasie i viola! Nowe Camp Nou gotowe. Nikt nas oczywiście nie ogranicza wyłącznie do boiska – gra pozwala przecież na rozwinięcie całej sportowej infrastruktury. Postawić możemy m.in. szkółkę dla juniorów, instytut badawczy, magazyn handlowy, dział medyczny, boisko treningowe, centrum medialne, a nawet wesołe miasteczko. Że o drzewkach i innych tego typu „upiększaczach” już nie wspomnę.
Niewątpliwie jednym z mocniejszych punktów recenzowanej pozycji jest oprawa audiowizualna. Wszystkie tabelki, licencjonowane logotypy, herby klubowe i tła prezentują się wyśmienicie, a na specjalne słowa uznania zasługuje dodatkowa belka z danymi, wysuwająca się z lewej krawędzi ekranu po najechaniu na nią myszką. Menusy nie są może, aż tak funkcjonalne i ładne jak w konkurencyjnym produkcie Sports Interactive, niemniej jednak już na pierwszy rzut oka widać, że odpowiadający za ten aspekt programu graficy, odwalili kawał solidnej roboty. Nie można także zapomnieć o bardzo gustownie spreparowanych artykułach prasowych oraz całej masie zaimportowanych zdjęć. Tak jak w poprzednich latach, w czasie gry towarzyszy nam muzyka, którą bez większych problemów możemy podmienić na własne pliki MP3. Wystarczy tylko wybrać w opcjach interesujący nas katalog i gotowe. Zamiast nieszczególnie zapadających w ucho utworów, skompletowanych przez twórców, z głośników słyszymy nasze ulubione kawałki. Jak dla mnie, to strzał w dziesiątkę!
Warto wspomnieć, że FIFA Manager 08 to pierwsza edycja cyklu, która ukazuje się w naszym rodzimym języku. Rzecz to tym bardziej godna uwagi, że dostępnych jest tylko sześć wersji językowych. Niestety, to właściwie tyle, jeśli chodzi o powody do szczęścia. Z przykrością muszę stwierdzić, iż lokalizacja została wykonana na poziomie, co najwyżej średnim. Największą zmorą rodzimej edycji są różnorakie kwiatki w stylu „możliwości pochylenia się nad potrzebami poszczególnych zawodników”, „widoków kinowych” tudzież „marży” użytej w znaczeniu „kwoty transferowej”. Oprócz tego znalazłem parę literówek i kilka zdań o dosyć dziwnym szyku. Da się z tym wszystkim żyć, ale pewien niedosyt jednak pozostaje…
Podsumowując, FIFA Manager 08 to dość ciekawa produkcja. Owszem – do FM-a w żadnym bądź razie się nie umywa. Tym niemniej, jeśli nad realizm przedkładasz ficzery w stylu efektownej wizualizacji meczów w trybie 3D, możliwości rozbudowywania ośrodka klubowego lub po prostu prócz piłki nożnej twoją pasją są gry z serii The Sims, powinieneś być zadowolony. Weterani gier brytyjskiego SI, nie mają tutaj jednak, czego szukać…

Składam podziękowania za współpracę firmie Electronic Arts Polska
Krzysztof “Havret” Cebula









