» DeDark | środa, 9-4-2008 13:02 |
|

Lubisz się ścigać, ale masz dość zręcznościówek? A może uwielbiasz pojedynki w sieci? A do tego wszystkiego uważasz, że dobra gra to taka, którą można porządnie zmodyfikować? Tak? To świetnie. Zapoznaj się z dalszą częścią recenzji i przekonaj, dlaczego warto zainwestować w rFactora.
Powiedzmy sobie szczerze. Symulatory nie mogą narzekać na nadmiar popularności wśród graczy. Bo i po co się przemęczać? Przecież w takim nielegalnym NFSie po 5 minutach od instalacji stajemy się mistrzem kierownicy mknącym 200 kh/h pod prąd. A skoro jedni chcą grać, to drudzy chcą robić takie gry. Na szczęście nie wszyscy idą na łatwiznę i dzięki ekipom takim jak SimBin czy Image Space symulatory trzymają się dobrze. rFactor co prawda nie jest nowością, bo swoją premierę miał ponad dwa lata temu, ale czas był dla niego wyjątkowo łaskawy.
Grafika trzyma się wyjątkowo dobrze, a olbrzymia społeczność dba, aby gracze, co jakiś czas otrzymywali nowe trasy i dodatki. I to jest właśnie największa zaleta tej produkcji – olbrzymia otwartość na „grzebanie pod maską”.
A zrób se sam!
Jak można zareklamować przeciętne wyścigi? Napisać na pudełku „XY” samochodów i „AB” torów? To dobry pomysł… ale nie w tej grze. Po zainstalowaniu czekała mnie niemiła niespodzianka. Do dyspozycji oddano zaledwie kilka nielicencjonowanych wozów i torów w czasie, gdy na okładce widnieje bolid F1 zespołu BMW Sauber! Gdzie go wcięło? Trzeba go sobie ściągnąć. Tak jak wszystkie inne dodatki. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale autorzy oddali grę na zasadzie „a róbta z nią co chceta”. W pierwotnych założeniach to właśnie modderzy mieli tworzyć nowe wozy, tory i modyfikacje. Dziś, po kilku latach na najróżniejszych stronach internetowych przewalają się gigabajty dodatków. Jakich? Wymienię niewielką część mojego „zestawu”. Zacznijmy od aut: Ferrari, Porsche, Lamborghini, Lexus, bolid F1 BMW Sauber, kilka CORRów (to taki offroad), zestaw ciężarówek (Mack, Scania i inne), buggy VW oraz… autko z bajkowej krainy, jeżdżąca muszla klozetowa z South Park i – uwaga! – superszybka motorówka. Z torów polecam Hockenheim, długą na 24km asfaltową trasę oraz kilka torów pustynnych. Najlepsze jest jednak to, że nie ma tu żadnych ograniczeń i jeśli ktoś chce może sprawdzić jak się jeździ bolidem F1 po offroadowej trasie (próbowałem – „trochę” trzęsie, ale tylko do pierwszej hopki po której nie wiedzieć dlaczego odpadło koło :) ). Ale to nie wszystko. Na stronach z dodatkami znajdziemy także naprawdę duże modyfikacje (całkowite konwersje) zmieniające grę nie do poznania. Jedną z najlepszych jest Drift Evolution, dzięki której pobawimy się w kontrolowane poślizgi. Aha, żeby było jasne. Nie wystarczy nacisnąć spacji i z dumą patrzeć jak auto pali gumę. To symulacja. Jazda bokiem jest tu bardzo – z naciskiem n
a „bardzo” - trudna. Osobiście posłałem na złom kilka wozów zanim udało mi się pokonać jakikolwiek zakręt „ślizgiem”.
„To gra Multi, ale dla świętego spokoju zrobimy śladowego singla”
No właśnie… tryby gry. rFactor to gra przeznaczona dla sieciowców, co widać na każdym kroku. Zacznijmy od konieczności kupowania wozów. Na start dostajemy kilka milionów powiedzmy dolarów, a do tego ceny aut z Internetu wahają się pomiędzy 1, 0, a -1 „dolarem”. Nie ma, więc mowy o problemach ze zdobyciem czterech kółek… no w kilku przypadkach gra stwierdza, że mamy za mało doświadczenia, ale kto by się tam przejmował nielicencjonowanym gratem, gdy w garażu stoi Ferrari? A wracając do trybów. Oczywiście można, pościgać się z komputerem, ale to nie to samo, co żywi przeciwnicy. Osobiście wolałem bić rekordy czasowe niż ścigać się z tak „bezdusznym” rywalem. Oczywiście nie oznacza to, że AI reprezentuje poziom kursanta robiącego właśnie prawo jazdy. Jest wręcz przeciwnie. Na początku trzeba zadowolić się… dotarciem do mety w jednym kawałku. W takim Lexusie nie będzie to jeszcze takie trudne, bo to ciężkie i dość „spokojne” auto, ale spróbujcie przejechać się Lamborghini albo McLarenem F1. Życie zaczyna przelatywać mi przed oczami, a ta bestia dalej przyspiesza. W takiej chwili wystarczy jeden zbyt gwałtowny ruch „kierownicą”, aby zakończyć wyścig gdzieś poza torem. Dopiero po zaprzyjaźnieniu się z hamulcem i oduczeniu gwałtownych ruchów można zacząć myśleć o zwycięstwie. Ale i tak minie wiele godzin zanim przekroczycie linię mety, jako pierwsi. Ale nie bójcie się, bo ta gra jest…
Nie tylko dla orłów.
Nie masz żadnego lub prawie żadnego doświadczenia w symulacjach? Spokojna głowa. To, że (jeszcze) niewiele umiesz nie oznacza, że musisz zrezygnować z gry. Autorzy pomyśleli i o takich osóbkach. Poziom trudności jest bardzo elastyczny, dzięki czemu każdy znajdzie tu coś dla siebie. Co powiecie na niezniszczalność, wspomaganie kierowania, agresywność AI, wspomaganie hamulców, kontrolę trakcji, ABS… uff, a to jeszcze nie wszystko. Wszystko to można włączać, wyłączać lub kontrolować siłę w procentach. Najmocniejsi ustawią wszystko na zero. Nie będą też mieli problemów z grzebaniem pod maską. Reszcie musi wystarczyć sama jazda.
rFactor to symulacja dlatego musimy wyjaśnić sobie jedno – bez analogowego urządzenia nawet nie podchodzić. Owszem na klawiaturze da się grać, ale taka jazda ma niewiele wspólnego z przyjemnością. Wystarczy gamepad „z gałkami”, które pozwolą na płynną regulację gazu i kierowanie. Oczywiście najlepsza będzie kierownica, ale nie każdy ją ma. Jak już mówiłem gra ma dwa lata, dlatego trudno oczekiwać cudów na kiju i wodotrysków. Grafika ani nie odrzuca, ani nie zachwyca – jest po prostu dobra. Na plus należy zaliczyć bardzo dużą ilość opcji, w których możemy grzebać. Chyba tylko bardzo stare maszyny nie dadzą rady tej grze. Strona dźwiękowa zależy już od autora modyfikacji, ale nie spotkałem się ze źle brzmiącym silnikiem. Nie ma to jak podkręcić głośnik niskotonowy, wcisnąć gaz do dechy i poczuć na tyłku moc kilkuset wirtualnych koni mechanicznych. Tak jak w przypadku gier ze stajni SimBin wystarczy skopiować ulubione utwory mp3 i cieszyć się nimi… niestety tylko w menu. W trakcie jazdy musi wystarczyć silnik. Przyzwyczaiłem się do słuchania muzyki, dlatego postanowiłem skorzystać z usług winampa działającego w tle. rFactor ma niskie wymagania, więc nie wpływa to zbytnio na szybkość gry.
Czy you speak angielski?
rFactor tak jak większość gier trafił do nas w polskiej wersji językowej (napisy), ale na szczęście możemy wrócić do angielskiej. Nie chodzi tu, o jakość polonizacji – nie mam do niej żadnych zarzutów, ale o to, że wiele modyfikacji najzwyczajniej w świecie gryzie się z rodzimą wersją. Zamiast polskich znaków robią się „krzaczki”, co nie wygląda najlepiej. Sam popełniłem ten błąd i teraz w menu panuje istny chaos. Także moja rada – instalujcie rFactora po angielsku. Przed chwilą napisałem, że nie mam żadnych zarzutów, co do polonizacji, ale tylko polonizacji. Samo wydanie jest słabe. Pierwszą rzeczą, której ewidentnie brakuje to płyta z modami. Ktoś, kto nie ma dostępu do sieci mógłby kupić grę (w końcu Kubica jest na fali, a BMW na okładce) i po powrocie do domu BARDZO się zdziwić. I jak teraz wytłumaczyć dziecku, że „Roberta nie ma”? Przydałaby się także instrukcja instalacji modów (skoro podano stronę WWW). Cóż… i to by było na tyle.
rFactor zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Liczba dodatków jest naprawdę imponująca – z całą pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Oczywiście o ile weźmie pod uwagę fakt, że to symulator i nie liczy na betoniarkę o napędzie turbo jądrowym czy X-Winga na kółkach. Co z oceną? Wydaje mi się, że 7/10 będzie w sam raz: za otwartość na modyfikacje, przyjemną dla oka grafikę, duże możliwości konfiguracyjne, nienajlepsze polskie wydanie, ale przede wszystkim – frajdę z panowania nad kilkuset konną bestią.

Składam podziękowania za współpracę firmie
NCenega
Paweł “djsound” Jankowski













