» DeDark | sobota, 12-4-2008 21:59

Ile to już razy widzieliśmy jak Główny Bohater z pomocą Przyjaznego Głosu lądował Boeingiem 747, po czym rozbrajał bombę z ładunkiem termonuklearnym? (swoją drogą, gdybym to ja zakładał bombę, użyłbym jednokolorowych, poplątanych jak myśli naszych polityków kabelków ;) ). A tak w ogóle to, dlaczego marnuję wstęp wypisując takie głupoty? To proste. W Experience 112 wcielimy się takiego właśnie „obecnego duchem” pomocnika.

Zaginiony Wielki Brat
Nasza przygoda rozpoczyna się na pokładzie statku, który osiadł na mieliźnie w pobliżu tropikalnej wyspy. Na pierwszy rzut oka widać, że jest tam od dłuższego czasu: na oplątanym pędami pokładzie walają się śmieci, wszystko jest porośnięte mchami, wnętrza zdewastowane i pogrążone w ciemnościach. Początek jest mocny i diabelnie klimatyczny. Wśród brudu, stęchlizny, rdzy i zniszczenia, wybudza się kobieta podłączona do kroplówki. Kim jest? Co tu robi? I wreszcie, kto, po co i czym ją naszprycował? Lea (bo tak się nazywa) z trudem wstaje, rozgląda po niewielkim pomieszczeniu i nagle dostrzega śledzącą ją kamerę… czy ktoś jest po drugiej stronie? Lea doskonale wie, że w „centrum dowodzenia” (gdziekolwiek by ono nie było) może znajdować się osoba mająca dostęp do niemal wszystkiego: oświetlenia, kamer, drzwi, komputerów. Pytanie za 100 punktów. Kto wcieli się w rolę Wielkiego Brata? Oczywiście, że gracz. Od tej pory losy Lei zależą od nas. Jest tylko pewien problem. Komunikacja głosowa działa w jedną stronę. Lea może do nas mówić. My do niej już nie – jesteśmy jak niemowa. Zapomnijcie, więc o bezpośrednim pokierowaniu główną bohaterką. Głupie? A czy ja powiedziałem, że nie pokierujemy nią w ogóle?

Follow the light
Dostęp do większości urządzeń daje nam olbrzymie możliwości, ale zanim zabierzemy się za ratowanie Lei będziemy musieli udowodnić, że chcemy dla niej jak najlepiej. Pomagając zyskamy nie tylko zaufanie, ale i hasła do chronionych plików (w końcu siedzimy w centrum dowodzenia przed komputerem!). Dowiemy się z nich czegoś o tajnych projektach, tajemniczych eksperymentach, pracownikach, a kto wie… może nawet czegoś o sobie? Bo tak na dobrą sprawę to, kim u diabła jest ten ktoś śledzący poczynania bohaterki? Jak widać tylko współpraca i wzajemne zaufanie zaowocują korzyściami dla obu stron. No dobrze, ale jak to „pośrednie” kierowanie postacią wygląda w praktyce? Na pytania odpowiadamy kiwając odpowiednio kamerą. Aby wydać polecenie wystarczy na przykład zapalić światło w pomieszczeniu, aby Lea do niego weszła. Oczywiście rozświetlenie zbyt oddalonej kajuty nic nie da. Należy o tym pamiętać. To samo tyczy się urządzeń – aby skierować bohaterkę w ich stronę po prostu je uruchamiamy. A teraz wyobraźcie sobie taką sytuację: Lea musi przejść przez zagracone pomieszczenie w którym panują egipskie ciemności. Latarki brak, a oświetlenie szlag trafił. Co gorsza gdzieniegdzie w podłodze znajdują się wielkie dziury. My mamy noktowizję w kamerze, ale jak powiedzieć, żeby nie skręcała w lewo, bo wpakuje się na szafę? Przecież nas nie słyszy. W pomieszczeniu stoi mnóstwo sprzętu i to właśnie on jest kluczem do rozwiązania tej zagadki. Uruchamiając kolejne urządzenia tworzymy coś w rodzaju „świetlistej ścieżki” prowadzącej do wyjścia. Przykład numer dwa. Nasza sympatyczna bohaterka idzie korytarzem, który prowadzi do dwóch pomieszczeń. Musi wejść do tego po prawej, ale upatrzyła sobie te po lewej. Aby wybić jej ten pomysł z głowy wystarczy zamknąć niewłaściwe drzwi, otworzyć te prowadzące do celu. Być może brzmi to dziwacznie, ale wierzcie mi na słowo – jest diabelnie intuicyjne. Niestety czasami bohaterka nie łapała, o co mi chodzi. Musiałem powtórzyć czynność kilka razy, aby raczyła ruszyć swoje cztery litery. Takie sytuacje należały do rzadkości, ale jednak się zdarzały. Sam interfejs gry wygląda jak menu systemu operacyjnego. Jest wygodny, choć trzeba się do niego przyzwyczaić. Po lewej stronie znajduje się coś w stylu windowsowego menu start. Mamy z niego dostęp do plików, opcji gry czy profili pracowników. Ba, najróżniejsze okienka możemy zamykać typowym „x”, można nawet zmienić tapetę i korzystać ze skrótów CTRL+C i CTRL+V do kopiowania haseł!. Bardzo fajną funkcją jest możliwość podglądu kilku kamer na raz, choć osobiście korzystałem tylko z dwóch. Przy większej ilości można się pogubić.

Jestem człowiekiem i nic, co ludzkie…
Olbrzymią zaletą gry jest naturalne zachowanie głównej bohaterki. Bez tego Experience 112 było by zaledwie „udziwnioną” przygodówką Point & Click. Obdarowanie Lei sztuczną inteligencją było strzałem w dziesiątkę. Owszem słucha naszych poleceń, ale ma swój rozum i czasami robi coś wbrew naszej woli. Na jednym z górnych pokładów przejścia pilnowały dwa niezbyt przyjacielskie psy. Postanowiłem ruszać dalej, ale gdy tylko Lea znalazła martwego szczura pomyślała, że spróbuje odciągnąć uwagę czworonogów. Jak pomyślała, tak zrobiła a ja pstrykałem światłem i pstrykałem… i nic nie wskórałem. Musiałem dać za wygraną. Tym razem to ona przejęła inicjatywę. I wiecie, co? Miała rację co do tego szczura (ach ta magia skryptów) :) Co więcej czy nam się to podoba czy nie może opuścić niezbyt przyjemne pomieszczenie w którym się znajduje. Nie mamy na to żadnego wpływu. Jednak największa niespodzianka czekała mnie po powrocie do gry. Lea, najzwyczajniej w świecie dała mi reprymendę jak to zostawiłem ją na cały dzień samą („no jesteś wreszcie!”). Po prostu odebrało mi mowę. Może to tylko „bajery”, ale wierzcie mi na słowo, wnoszą wiele dobrego do rozgrywki. Nie można nie wspomnieć o prawdziwie ludzkich reakcjach. Widząc zwłoki dawnego znajomego prosi niemal płaczliwym tonem: „błagam… nie każ mi go przeszukiwać”. Stając oko w oko z wężem staje jak wryta i przerażona woła o pomoc. Autorzy nie zapomnieli o czymś tak ważnym jak zaufanie. Z początku nieufna bohaterka nie chce zdradzać zbyt wielu ważnych informacji (haseł do komputera, kodów do drzwi etc.) Dziwicie się? Postawcie się w jej sytuacji: mroczny okręt, wielka tragedia, trupy i tajemniczy pomocnik. Czego chce? Kim jest skoro siedzi w centrum dowodzenia a nie umie obsługiwać kamer? Jak udało mu się przeżyć? Stopniowe ujawnianie informacji to jedyna „karta przetargowa” Lei. A może to ona coś knuje? Może próbuje nas wykorzystać? Swoją drogą, nie wiedzieć, dlaczego między graczem, a bohaterką rodzi się coś w rodzaju więzi – po kilku godzinach zaczęło mi zależeć na utrzymaniu jak najlepszych stosunków, robiłem wszystko najlepiej jak potrafię, aby nie utracić jej zaufania! Ale jak można olać kogoś, kto zachowuje się jak prawdziwy człowiek: od czasu do czasu chce się zwierzyć patrząc w jedną z kamer, okazuje swoją słabość z trudem wspinając po schodach (nie jest jakąś plastikową Larą C.) przysiada żeby odpocząć, mówi coś do siebie pod nosem… Pokażcie mi drugą grę, w której występuje coś podobnego.

Nie samą fabułą człowiek żyje
Zagadki – podstawa każdej gry przygodowej. W Experience 112 nie zabraknie momentów, w których trzeba ruszyć głową, ale nie są to typowe łamigłówki. Pamiętacie? My siedzimy „gdzieś tam”. To Lea chodzi po pokładzie. Przecież nie „powiemy jej” alfabetem Morse’a zapalając i gasząc monitor - „połącz gwoździa ze skarpetką”. Zagadek jest tu ociupinkę mniej. Bardzo często musimy szukać numerów, kodów i kart dostępu, przejedziemy się nawet niejednym robotem. Miłośnicy typowych przygodówek mogą już kręcić nosem, ale należy pamiętać, że Experience w żadnym wypadku nie jest typowa i uznanie małej liczby zagadek za wadę to po prostu głupota. Aha, żeby było jasne – to, że spuszczenie wody w WC nie wymaga rozwiązania łamigłówki nie oznacza, że nie będziemy musieli ruszyć głową. O co to, to nie. Nie będę wdawał się w szczegóły, ale szare komórki się przydadzą. Autorzy nazywają Experience przedstawicielem nowego gatunku. Moim zdaniem to „odrobinę” zbyt mocne słowa, ale fakt jest faktem, że na PC czegoś takiego jeszcze nie było i trudno „112” równać z Syberią czy inną „Tonącą Wyspą”. To zupełnie inne światy. (na Playstation swego czasu pojawiła się gra, w której kierowaliśmy bohaterem przy pomocy mikrofonu – dzięki za info keiran) Trzeba do niej podejść jak do czegoś zupełnie nowego, najlepiej bez oczekiwań i porównań „a w Najdłuższej Podróży to…”. Z resztą polecam demo.

Prosimy nie regulować odbiorników (są popsute)
Oprawa audio/video wybija się ponad przeciętność. Tak, wiem, że Crysis jest ładniejszy, ale mówię w tej chwili o przygodówkach. Silnik gry robi dobry użytek z efektu śnieżenia czy dynamicznych cieni, za co należy się plusik do oceny. Szkoda tylko, że gra ma tak mało opcji konfiguracyjnych. Nie można dostosować jej do słabszych komputerów. Możliwość wyłączenia cieni i zmiana rozdzielczości to trochę mało. Mówi się trudno. Bardzo fajnym pomysłem są zniekształcenia, śnieżenie i skakanie obrazu w niektórych kamerach. Nadaje to realizmu. Oprawa audio… cóż. Powiem krótko – jest dobrze. Z jednej strony od dawna nie słyszałem tak pięknej muzyki w menu, ale z drugiej w samej grze jest już tylko hmm… dobrze. Raz lepiej, raz gorzej. Trudno mi to opisać słowami – to trzeba samemu usłyszeć. Muzyka mogłaby pojawiać się częściej, bo za każdym razem świetnie potęguje klimat. Samej oprawie przydałoby się również więcej tajemniczych odgłosów budujących atmosferę. No, ale z drugiej strony siedzimy z dala od tego wszystkiego, a mikrofony w kamerach nie są aż tak czułe.

Polonizacja i te sprawy…
Zanim zabiorę się za ochy i achy skierowane w stronę polskiej wersji językowej muszę coś wyjaśnić. Pisząc recenzję opierałem się na finalnej wersji lokalizacji pobranej prosto z serwera Techlandu. Zapewniono nas, że być może to i owo zostanie jeszcze poprawione. W każdym bądź razie dystrybutor dotrzymał przedpremierowych obietnic – polska wersja językowa faktycznie przebija angielski oryginał! Głosy znakomicie pasują do postaci, są naturalne i co bardzo ważne – dobrze zagrane. Nie wiem, kto użyczył Lei głosu, ale spisał się na medal oddając najróżniejsze emocje. Inne postaci zagrały równie dobrze. Do nikogo, ani niczego nie mam najmniejszych zarzutów. Ech… gdyby każdą grę tak polonizowali. Czy wiecie, że spolszczono nawet muzykę w menu? Zamiast kojącego „relax” słyszymy „odpręż się”… Miłe. Chciałbym w tym momencie napisać kilka słów o podpisach, instrukcji i ogólnej, jakości wydania, ale po pierwsze – podpisów brak. I dobrze. Urealnia to rozgrywkę. Po drugie - dostaliśmy wersję do pobrania. Być może kiedyś dopiszę jak prezentuje się samo wydanie i czy w instrukcji nie ma błędów. A może dystrybutor pokusi się o płytkę z materiałami dodatkowymi? I opakowanie imitujące pudełko od kasety wideo? Właśnie tak wydano Manhunta – świetna rzecz (wydanie, sama gra jest zasadniczo do… no wiecie) A wracając do „112”… W trakcie gry możemy odblokować kilka ciekawych bonusów: obejrzeć ponownie animacje, szkice koncepcyjne, posłuchać muzyki i odsłuchać wybrane monologi bohaterki. Niby nic, a cieszy.

Do odznaczenia wyyyystąp!
No dobrze… wypadałoby w końcu podsumować i zakończyć tą długą recenzję. Experience 112 urzekł mnie od samego początku. Piszę o niej już trzeci raz, ale na nasze łamy trafi tylko jeden tekst. Dlaczego? Powodem były terminy i opóźnienia (moja wina, przepraszam). Gdy pracowałem nad zapowiedzią na podstawie materiałów prasowych dystrybutor dostarczył nam betę. Gdy kończyłem prace nad betatestem pojawiła się okazja do przetestowania polskiej wersji językowej. Nie zastanawiałem się ani chwili. Co mogę powiedzieć po tych wszystkich godzinach spędzonych na pomaganiu Lei? Experience 112 to powiew świeżości nie tylko w zalatującym naftaliną gatunku przygodówek – to powiew świeżości w całym świecie gier. I właśnie, dlatego pomimo kilku błędów Experience 112 otrzyma dziewięć szpilek i medal. Gra jest tak wyjątkowa, że wyróżnienie to należy się jak psu buda.

PS. I żeby było jasne – jeśli dostaniemy do testów symulator śledzia w puszce nie nagrodzimy go rekomendacją portalu tylko dlatego że jest „inny”. W Experience odmienność przekłada się na grywalność.

Info:
Gatunek: Przygodowa
Oficjalna strona gry: http://www.experience112.pl/
Producent: Lexis Numerique
Wydawca: Micro Application
Wydawca PL: Techland
Cena: 79.90zł

Wymagania:
Procesor: 1.5GHz
Pamięć: 512MB RAM
Karta grafiki: z 64 MB pamięci
Napęd: DVD
Miejsca na HDD: 1.5GB
System operacyjny: Win XP/Vista


Składam podziękowania za współpracę firmie Techland

Paweł “djsound” Jankowski

Podyskutuj na forum

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

« Jack Keane UberSoldier 2 »

6 komentarze do “Experience 112”

  1. Konkurs: Experience 112 | joszkolandia napisał:

    […] który mamy przyjemność organizować wraz z firmą Techland, wydawcą rewelacyjnej przygodówki Experience 112. Tę właśnie grę będzie mogło zdobyć pięciu szczęśliwców, wystarczy tylko udzielić […]

  2. tytytteewr napisał:

    ta gra to badziew

  3. DeDark napisał:

    Pewnie nawet nie wiesz o czym piszesz.
    Jedna z najciekawszych przygodowek w jakie gralem.

  4. Havret napisał:

    Jedna z najciekawszych przygodówek, w jakie nie grałem.

  5. djsound napisał:

    tytytteewr - Może jakieś argumenty?

  6. Havret napisał:

    dj, co ty niepoważny jesteś? Argumentów od dziecka neo wymagasz? :P

Zostaw komentarz