» DeDark | poniedziałek, 12-5-2008 18:36 |
|

Jeśli mielibyśmy znaleźć jakiś wyznacznik jakości strategii turowej to z pewnością wybralibyśmy syndrom „jeszcze jednej tury”. Jest to element wspólny dla dobrych gier z tego gatunku niezależnie od tego czy osadzona jest w kosmosie, na ziemi, w realiach sci-fi, współczesnych czy też fantasy. Niestety nie często jest nam dane obserwować to zjawisko, bowiem nie często mamy do czynienia z prawdziwymi perełkami. Czy druga odsłona serii Galactic Civilizations jest właśnie taką perełką? Cóż… nie będę psuł teraz zabawy z czytania recenzji ;) i zapraszam do lektury.
Czymże jest Galactic Civilizations II? Cóż… Dawno, dawno temu niejaki Sid Meier wymyślił grę Civilization. Pewnie o niej słyszeliście. Później ktoś inny po chwili namysłu stwierdził: „po co ograniczać się do jednej cywilizacji na jednej planecie?” I tak powstał Master of Orion. Czas mijał, ukazywały się kolejne odsłony serii i wtem pojawiła się gra Galactic Civilizations. Tytuł stworzony przez niewielkie studio Stardock okazał się fenomenalna grą, o wiele lepszą od Master of Orion 3, na którego przeznaczono miliony dolarów. Dlaczego nie iść za ciosem i nie stworzyć sequela?
Z grą związana jest jeszcze jedna historia związana z początkiem końca StarForce – zabezpieczenia antypirackiego, które zatruwa życie wielu graczom. Twórcy tego zabezpieczenia, jako przykład tego, że bez niego gra się kiepsko sprzedaje, bo każdy może ją sobie ściągnąć z Internetu, wybrali właśnie Galactic Civilizations II. Podano nawet linka do strony z torrentami na której znajdowała się piracka wersja gry. Cóż… jak na złość gra sprzedaje się wybornie pokazując, że jeśli jest dobra, to nie trzeba się martwić o poziom sprzedaży.
Z tego, co napisałem z pewnością wywnioskowaliście już, że gra jest dobra. Teraz czas napisać jak bardzo dobrą i dlaczego…
Jeśli chodzi o fabułę to mamy tu do czynienia potężną cywilizacją, która w wyniku wojny domowej podzieliła się na dwie frakcje. Walki toczyły się przez wiele wieków, lecz żadna ze stron nie mogła zdobyć przewagi. Natomiast tuż przed bitwą, która miała wszystko ostatecznie rozstrzygnąć, obie znikają. Tak po prostu… Jako że wszechświat nie znosi próżni to zniknięcie pozwoliło rozwinąć się młodszym rasom takim jak Ludzie. Mamy, więc rok 2225, w którym opuściliśmy ziemię ruszając na podbój galaktyki. Jednakże, w świecie, w którym swoja ekspansje rozpoczyna dziesięć różnych ras z czasem musi dojść do spięć. W czasach jednego z takich konfliktów rozpoczyna się kampania. Jak to zwykle bywa lokalny konflikt zagrozi całej galaktyce. Oprócz kampanii możemy rozegrać pojedyncza grę na mapie dobranej zgodnie z naszymi preferencjami oraz zagrać po sieci. Zanim rozpoczniemy rozgrywkę warto przejrzeć wszystkie dostępne samouczki. Szkoda tylko, że są w formie filmów a nie interaktywnego wstępu do gry. Mogą się przydać, bowiem nie zawsze wiadomo, co należy w danym zrobić. Nie chodzi o to, że interfejs nie jest intuicyjny lecz mnogość opcji może czasem przytłaczać.
Galactic Civilizations II to strategia z rodzaju określanego, jako 4X - eXplore (odkrywaj), eXpand (zajmuj teren), eXploit (wykorzystuj) and eXterminate (niszcz). Na czym to polega? No cóż… wyobraźcie sobie Cywilizację… w kosmosie. Eksplorujemy zakamarki galaktyki mogącej przybierać ogromne rozmiary. Zamiast miast mamy planety (różniące się zarówno rozmiarem jak i ilością wolnego miejsca pod zabudowę – niektóre z nich dają określone premie, które dają różnorodne możliwości rozwoju naszego imperium), wydobywamy surowce (jak się okazuje, w kosmosie jest wiele surowców, o rożnych właściwościach – jedne poprawiają produkcję, inne siłę naszego wojska a kolejne morale). Na końcu pozostaje nam okazanie własnej potęgi i pokonanie wroga robiąc na przykład desant na jego planety. Jak widać mamy do czynienia z Cywilizacją tyle, że w nieco większej skali.
Naszą frakcją aspirującą do miana imperium należy również odpowiednio zarządzać. W tym przypadku największym skarbem są obywatele płacący podatki. Przy pomocy suwaków możemy dowolnie regulować poziom strumienia pieniędzy. Trzeba uważać żeby przypadkiem nie przesadzić, bo ludzie płacący duże podatki mają tendencję to popierania kogoś innego. Oczywiście oprócz przychodów jest też sfera wydatków. Najważniejsze to koszt badań i utrzymania wojska. Są to element budujące nasza przewagę nad konkurencją. Oczywiście fajnie byłoby mieć wielką flotę, której utrzymanie nic nie kosztuje, lecz nie ma to jak odrobinka realizmu.
Oprócz finansów należ dbać o wspomniane już poparcie ludności. Zwłaszcza, gdy mamy demokratyczną formę rządów. Galactic Civilizations 2 umożliwia nam wybór, w jaki sposób chcemy sprawować władzę. Można kierować wszystkim silną ręka lub zaprowadzić demokratyczne rządy. W pierwszym przypadku nie jesteśmy uzależnieni od poparcia senatu. W drugim zyskujemy premie gospodarcze a także wybory. Dlatego też warto w takim przypadku zadbać o to by nasi obywatele mieli pod dostatkiem chleba i igrzysk.
Jeśli wszystko to wydaje się wam znajome to macie rację. Podobnymi zasadami kieruje się każda z Cywilizacjopodobnych grach. Jednak skoro sprawdziło się to w tej wspominanej już nie raz w tym tekście grze to, dlaczego nie miałoby się sprawdzić w Cywilizacji. Zwłaszcza, ze oprócz tego wszystkiego jest trochę różnic. Po pierwsze możemy sami projektować statki kosmiczne. Jesteśmy ograniczeni przy tym poziomem rozwoju naukowego naszej cywilizacji. Wraz z kolejnymi odkryciami (a jest co odkrywać bowiem drzewko technologii jest olbrzymie – na tyle wielkie, że nie sposób ogarnąć wszystkiego w czasie jednej rozgrywki a bardzo dobrą strategią może być specjalizacja) dostępne stają się kolejne części. Możemy decydować o barwie, kształcie, uzbrojeniu, silnikach i innych elementach, z których w prostym edytorze stworzyć można prawdziwe cudo. Kolejną ciekawostką jest możliwość budowania baz kosmicznych. Są dostępne cztery rodzaje: militarne, ekonomiczne, wpływu i wydobywcze. Odpowiednio pomagają przy walce ze statkami wroga, zwiększają produkcję w otaczającym ją regionie, zachęcają populację planet do przejścia na nasza stronę oraz po prostu dodają bonusy w zależności od rodzaju surowca.
Jeśli chodzi o oprawę graficzną, jeśli wierzyć twórcom gry to napędza ja silnik 3D, choć większość tego co widzimy jest w dwóch wymiarach. Planety i statki kosmiczne umieszczone są na jednej płaszczyźnie. Widok można przybliżyć tak, że widać wszystkie detale statku oraz tak, że widać cała galaktykę a obiekty na mapie oznaczają symbole. Podobnie jak w Cywilizacji walki rozgrywają się bez naszego czynnego udziału, nasza rola ogranicza się jedynie do wskazania celu i oglądania typowej również dla Cywilizacji serii wybuchów lub, w przypadku desantu na planetę niezbyt urodziwej animacji. Jednak w grze z tego gatunku nie grafika jest ważna. Jeśli chodzi o muzykę to mamy do czynienia z podniosłymi chórami kojarzące się z podniosłym charakterem kosmosu. Czyli wszystko w jak najlepszym porządku.
Jeszcze a propos bitew… W przypadku inwazji brane pod uwagę jest wiele czynników takich jak poziom rozwoju nauki, zdolności żołnierzy, liczebność wojska oraz różne opcje ataku (takich jak np. atak jądrowy, które zwiększają naszą przewagę, lecz wiążą się również z konsekwencją zniszczenia środowiska planety). Jak widać wynik rozgrywki zależy od wielu czynników, które sztuczna inteligencja w przeciwieństwie do nas zawsze weźmie pod uwagę. Zwłaszcza, że wraz z kolejnymi aktualizacjami gry staje się ona coraz bardziej wymagająca.
Cóż więcej można rzec na temat tej gry? Jeśli dobrze bawiłeś się przy kolejnych odsłonach Cywilizacji i teraz chcesz zagrać w coś, osadzone w nieco większej skali to będzie to gra dla Ciebie. Jeśli lubisz strategie, w których trzeba poświęcić trochę czasu na rozwój swojej potęgi przeglądając różne tabelki i przesuwając kilka wskaźników to również jest gra dla Ciebie. Syndrom „jeszcze jednej tury” ciągle ma się dobrze, zwłaszcza dzięki takim produkcjom. Polecam!

Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega Poland
Marcin „joszko” Brzeski














maj 13th, 2008 o 1:19
[…] Ciąg dalszy recenzji na łamach serwisu Voodoo Guild […]
czerwiec 24th, 2008 o 13:28
10/10 ode mnie… a co!