» DeDark | czwartek, 5-6-2008 13:46

Wiecie jak to jest, kiedy gdzieś w obcym kraju siadacie w sympatycznej restauracyjce i zamawiacie danie o smakowicie brzmiącej nazwie, a po dłużącym się kwadransie kelner przynosi naleśnika z żółtym serem? Nie? Cóż, ja niestety wiem. Co gorsze, mogę to dotkliwe rozczarowanie przenieść na gry komputerowe, a konkretniej na najnowsze dziecko House of Tales Entertainment. I żeby nie było wątpliwości - danie przygotowane przez niemieckiego kucharza smakowało mi, ale już nie było w stanie mnie nasycić.

Overclocked było grą, na której premierę czekałem z prawdziwą niecierpliwością. Nie sposób było czekać zresztą inaczej, skoro programiści z HoTE postawili sobie za cel opowiedzenie historii w swojej najnowszej grze… od końca do początku!

Pewnego deszczowego poranka nowojorska policja w przeciągu kilku godzin w różnych częściach miasta zatrzymuje piątkę prawie nagich, uzbrojonych ludzi. Nie można nawiązać z nimi żadnego kontaktu ani zmusić do wypowiedzenia choćby słowa. I w tym momencie do akcji wkracza David McNamara, czyli ty Szanowny Graczu. David jest psychologiem, byłym wojskowym, wysłanym z Waszyngtonu do Nowego Jorku żeby pomóc w ustaleniu tożsamości piątki młodych ludzi oraz tego skąd mieli broń i co doprowadziło ich do miejsc, w których ujęła ich policja. Swoje dochodzenie zaczyna od nawiązania z pacjentami pierwszego kontaktu, w czym pomocne będą różne przedmioty, pomagające pobudzić do działania uśpioną pamięć. Kiedy już mu się to uda David rozpocznie regularne spotkania z pacjentami, w trakcie których będzie pomagał im za każdym razem przypomnieć sobie coś więcej ze swojej przeszłości. Podczas tych sesji, krok po kroku cofając się w przeszłość, David będzie zbliżał się do odkrycia prawdy o tajemniczym miejscu, w którym cała piątka przebywała w ciągu ostatnich dni. Dość szybko bowiem okaże się, że wspomnienia pacjentów uzupełniają się i wskazują, że wszyscy przez jakiś czas przebywali tym samym miejscu.

David pomagając pięciorgu pacjentom odkryć prawdę o ich losach wplątuje się w intrygę o bardzo wysokiej stawce. Intrygę, która sięga także daleko w jego własną przeszłość i nie jest bez związku z jego aktualną sytuacją życiową. A ta nie motywuje do postrzegania życia w jasnych barwach. Jakie to problemy nie będę zdradzał, powiem jedynie na zaostrzenie apetytu, że żona Davida, gdy ten tylko przyjechał do NY przysyła mu pozew rozwodowy i że adwokata znalazła w firmie najlepszego (ostatniego?) przyjaciela Davida. Podczas swojej wizyty w Wielkim Jabłku oprócz pracowania w szpitalu psychiatrycznym z pacjentami, oraz przebywania w hotelu, w którym zazwyczaj czekają na niego nocne koszmary, David sporo czasu spędzi topiąc smutki w barze. Jak widać, mimo iż Freuda i Junga ma w małym palcu, David ma swoje własne problemy. Oj tak, nawet psycholog nie ma łatwo.

Tak w zarysie przedstawia się początek fabuły Overclocked. Ciekawe? Próżno by szukać równie świeżej koncepcji wśród ostatnich premier. Mamy i tajemnicę i fabułę opowiedzianą od końca do początku i możliwość wcielenia się w psychologa. Pomysł na grę jest jednak niestety większy niż sama gra. Ta bowiem najciekawsza jest na początku, gdy wiemy najmniej i pobudzona wyobraźnia pracuje na wysokich obrotach. Gdyby napięcie w ciągu całej gry utrzymywało się na poziomie z początku przygody, mielibyśmy do czynienia z naprawdę wielką grą. Niestety, im dalej się posuwamy w naszym śledztwie i odkrywamy kolejne elementy układanki, tym bardziej fabuła nas rozczarowuje i okazuje się jedynie sztampowym powtórzeniem treści znanych z przeciętnych amerykańskich dreszczowców. Nie będę zdradzał co dokładnie się dzieje, ale wierzcie mi, że będziecie srogo zawiedzeni, kiedy przejdziecie już grę. Możliwe nawet, że goryczkę rozczarowania poczujecie wcześniej, na przykład w momencie, w którym na waszej drodze stanie smutny pan w czarnym płaszczu przedstawiający się jako “skromny pracownik największego pracodawcy w kraju”…

Trzeba jednak przyznać, że gra do połowy jawi się niemalże jako ósmy cud świata. Niepewność, czy chce się otwierać zatrzaśnięte drzwi pamięci, strach przed tym, co może czaić się za nimi, na początku przygody aż wylewa się z ekranu! Zaprawdę, jest to jeden z lepszych pomysłów na grę przygodową, o jakim słyszałem od bardzo dawna!

Jednak jak na grę o psychologicznych ambicjach, dość rzadko się zdarza, żeby napotkane w grze postaci cechował prawdziwy psychologizm. Z ich zachowań i słów czuje się raczej prawdopodobieństwo, niż poczucie prawdziwych emocji i motywacji. Jest to drugi kardynalny zarzut, obok słabego scenariusz jak się okazuje na końcu (czy może na początku). Wobec gry legitymującej się psychoanalitycznymi ambicjami nie można bowiem stosować taryfy ulgowej, jeśli chodzi o motywacje postaci. Szybko bowiem cała budowla traci stabilność, a co stać się może dalej, to już wiedzą chyba wszyscy, którzy widzieli Most na rzece Kwai…

Jak już wyżej wspomniałem, kierując poczynaniami Davida głównie będziesz przemierzał trasę hotel-szpital psychiatryczny-bar i w takiej właśnie scenografii rozegra się większa część historii dotyczącej Davida. Takie okrojenie odwiedzanych lokalizacji może z początku budzić niedosyt, jednak dość szybko okazuje się, że wcale nie powoduje to zwolnienia tempa gry a nawet pomaga w skoncentrowaniu się na emocjach i dylematach naszego bohatera. Rozgrywka w Overclocked podczas kierowania krokami Davida w większym stopniu polegać będzie na słuchaniu, analizowaniu i puszczaniu odpowiedniemu pacjentowi właściwego fragmentu nagrania sesji innego.

David jako nowoczesny człowiek, nie używa taśmowego dyktafonu do nagrywania przebiegu prowadzonych przez siebie sesji. Wykorzystuje do tego celu palmtopa, w pamięci którego prowadzi także prywatny dziennik oraz którego używa także do odbierania e-maili. Palmtop służy Davidowi także jako telefon komórkowy, o ile zajdzie taka potrzeba. Pomysł bardzo fajny, acz nie rewolucyjny. Już przecież w Syberii Kate Ryan miała komórkę, z której mogła zadzwonić do większej liczby osób, niż bohater Overclocked. Chociaż, może nawet to pasuje do Davida. Do kogo miałby dzwonić, jeśli nie do żony i najbliższego przyjaciela? A skoro oni znaleźli się po przeciwnej stronie frontu…

Będąc już przy palmtopie wspomnieć należy, że dość prędko w grze nadchodzi moment, w którym w pamięci swojego dyktafonu będziecie mieli zdecydowanie więcej nagrań, niż można ogarnąć. Nagrania niby są przechowywane w oddzielnych katalogach, a każdy odpowiada jednemu pacjentowi. Wchodząc jednak w głąb systemu okazuje się, że przy sporej ilości nagrań i wielu podfolderach system nie zapewnia absolutnie żadnej orientacji w całości i prędzej czy później zaczniecie klikać na ślepo, byleby tylko poruszyć akcję do przodu. Wielka szkoda, bo sam pomysł był naprawdę świetny.

Kiedy już uda wam się skończyć bezmyślną „klikaninę” w poszukiwaniu odpowiedniego nagrania, będziecie mogli zająć się tym, co chyba najciekawsze w Overclocked – wcielaniu się w pacjentów Davida i odtwarzaniu kolejnych zapomnianych przez nich fragmentów fabuły. Podczas tych poziomów kierujecie ich krokami i rozgrywacie małą cząstkę historii (wedle klucza: najpierw ucieczka z tajemniczego miejsca, na samym końcu przybycie do niego i wyjaśnienie wszystkich temu towarzyszących okoliczności). Podczas tych etapów postaci kierowane przez Davida będą zbierać różne przedmioty i wykorzystywać je w najróżniejszy sposób podczas swoich perypetii. W Overclocked nie będziesz używać setek, czy nawet dziesiątek przedmiotów, będzie ich zaledwie kilkanaście, no, może nieznacznie więcej. Poziom zagadek w grze został ustalony tak, by nie irytowały i czas poświęcony na ich rozwiązanie nie sprawiał, że gracz zapomni o co chodzi w fabule. Sprawia to, że akcja posuwa się dość szybko i z niecierpliwością czeka się na kolejną retrospekcję i okazję dowiedzenia się więcej i więcej. Jednak proste zagadki nie przeszkadzają jedynie do momentu w którym nasza wiedza zaczyna przeważać nad niewiedzą. Później „popychanie” fabuły do przodu przestaje dostarczać radości ze względu na bardzo przewidywalny scenariusz. Overclocked nie jest też grą, która usatysfakcjonuje oldschoolowych fanów gatunku licznymi łamigłówkami, bo te właściwie w grze się nie pojawiają (jest ich może ze dwie w całej grze). Wszystko czego się od was oczekuje w trakcie gry to kojarzenie faktów i praktyczne myślenie.

Duży podziw, jeśli nie bardzo duży, budzi strona graficzna Overclocked. Niby, jak to we współczesnym point and clicku, wiadomo, że postaci są trójwymiarowe, a tła płaskie i prerenderowane. Jednak, to co udało się wyczarować grafikom z HoTE zasługuje na uznanie. Jak już napisałem, twórcy gry dali nam do dyspozycji niewielki odcinek Nowego Jorku i okolic, które będziemy odwiedzać. Na początku naszej przygody, od razu po wyjściu z hotelu, uwagę zwraca bardzo ładny deszcz siąpiący z nieba i rozbryzgujący się na ulicy. Sama zresztą ulica, kamienice i parkujące samochody sprawiają estetyczne wrażenie. Napotkane w czasie gry postaci są ładnie zaanimowane i pokryte teksturami. Nie ma się do czego przyczepić, ani specjalnie na co popatrzeć, ot, lepiej niż dobrze wykonana robota. Przez pierwsze minuty grania w Overclocked na ponad ogólnie przyjęty poziom przygodówkowych produkcji grę mogą wynosić bardzo ładnie oddane animacje tła. Drzewa w nowojorskim parku poruszają się niezmiernie realistycznie i jest to efekt bardzo miły dla oka. Autorzy zadbali nawet o to, by trawa uginała się pod wpływem podmuchów wiatru. Co prawda w niektórych miejscach w grze widać momenty przeskoku źle zapętlonej animacji i można by ponarzekać, że niekiedy ruch roślin sugeruje sprzeczny kierunek wiatru, są to jednak tylko drobne niedogodności i można je autorom wybaczyć. Jest to bowiem jedna z pierwszych tak kompleksowych i udanych prób rozwiązania charakterystycznej dla gier przygodowych statyczności kadru. Właśnie, skoro już jestem przy tym, to nie mogę nie napisać o kolejnej innowacji, jaką zapewnili nam autorzy, a która jest prawdziwym gwoździem programu, jeśli chodzi o grafikę. W trakcie sesji terapeutycznych, które przeprowadza nasz główny bohater, kamera pozostając w tym samym ujęciu, w którym rozpoczęła się rozmowa, często wykonuje efektowną jazdę w stronę rozmawiających. Okazuje się, że płaskie i dwuwymiarowe tła wcale nie są tak płaskie i dwuwymiarowe, jak się zdawało i nie jest żadną trudnością płynna zmiana kąta kamery! Jest to efekt niesamowity i powiem szczerze niespodziewanie przyjemny, bo wydaje się być ciekawym rozwiązaniem zazwyczaj nieciekawego, albo wręcz chciałoby się powiedzieć przypadkowego kadrażu dialogujących postaci.

Niestety w tym miejscu następuje zgrzyt i szybko muszę otrząsnąć się z zachwytu. Jeśli w trakcie prowadzonej rozmowy czytacie wyświetlane podpisy szybciej niż wypowiadają je postaci i chcielibyście pominąć jedną kwestię wypowiadaną przez postać i szybko przejść do kolejnej… to sorry, Winnetou, nie ma takiej opcji! Słuchasz albo wszystkiego jak leci, albo pomijasz całą rozmowę! Autorzy tłumaczą się w instrukcji, że „zastosowane w naszej grze techniki niestety wykluczają takie rozwiązanie”. Jasne! Nie da się! Na księżyc się dało polecieć, a przeskakiwania pojedynczej kwestii już się nie da zrobić! To pytam w takim razie jakim cudem wpadłem na pomysł tak niemożliwej opcji. Bo chyba nie z innych gier przygodowych, co?

W czasie gry obejrzymy także bardzo ładnie animowane cut-scenki. Chociaż tak właściwie to tylko część z nich jest bardzo ładnie animowanych (scenka finałowa), a część poziomem przypomina produkcje sprzed dziesięciu lat (scenka początkowa z okiem). Osobiście nie wymagam od gier przygodowych przerywników filmowych niczym z animacji Tomasza Bagińskiego i nie przeszkadza mi nawet toporność ich wykonania, jednak już nad taką różnicą poziomu animacji nie potrafię przejść obojętnie i zmusza mnie ona do refleksji, że po prostu części animacji nie zdążono dopracować.

Elementem o którym łatwo zapomnieć pisząc recenzję jest muzyka. Zazwyczaj nie zwraca się na nią uwagi, bo z samej swojej natury jest wpisana w tło i ma budować klimat i pomagać wydobyć się emocjom. Motyw przewodni w Overclocked jest jednak niesłychanie niepokojący i jednocześnie zapowiadający jakąś mroczną tajemnicę i nie sposób o nim nie napisać. Z powodzeniem mógłby zostać użyty do zilustrowania filmowego dreszczowca. Tak samo jest zresztą z muzyką występującą w innych miejscach gry. Naprawdę świetnie podgrzewa emocje!

Overclocked została w pełni spolszczona i to spolszczona w bardzo dobry sposób. Aktorzy użyczający głosów bohaterom gry powinni zadowolić chyba wszystkich. W ciągu całej gry raz jedynie zdarzyło się, że opis przedmiotu, który wygłaszał David różnił się od tego, co widniało na ekranie. Życzyłbym sobie, żeby niektórzy inni tłumacze gier czerpali wzór ze swoich kolegów po fachu zatrudnionych w Nicolas Games!

Wiele już słów napisałem o najnowszej produkcji zespołu House of Tales Entertiment, czas więc na podsumowanie. Podsumowanie niełatwe, bo Overclocked niestety nie jest grą idealną, a oddalają ją od tego wcale nie błahe potknięcia, a scenariusz mający przecież być mocną stroną gry. Overclocked wprawdzie dostarcza emocji, jakich się po niej można spodziewać, jednak raczej tylko na początku rozgrywki. Później poziom niestety siada. Overclocked w końcu jest bardziej zabawą w psychologa, niż ambitną próbą oddania specyfiki tego zawodu oraz wszystkich niuansów, jakie pojawiają się przy obcowaniu z tak delikatną materią, jaką są ludzkie wspomnienia.

Mimo tego, że pod koniec gra się w nią już właściwie tylko przez wzgląd na genialny początek, należy autorom oddać to, co im się należy – stworzyli bardzo dobra grę, miejscami nawet więcej, której niestety tylko przez część czasu udaje się być grą niemalże genialną. Mimo dużego rozczarowania i wielkiego niezaspokojonego apetytu rozbudzonego przez Overclocked nie można nie docenić ambitnej próby podjętej przez House of Tales Entertainment.

Info:
Gatunek: przygodowa
Oficjalna strona gry: http://www.overclocked-game.com/
Producent: House of Tales Entertainment
Wydawca: Anaconda
Wydawca PL: Nicolas Games
Cena: 79,99 zł




Wymagania:
Procesor: 1,3 GHzPamięć: 256 MB RAM
Karta grafiki: z ShaderModel 1,1
Napęd: DVD
Miejsca na HDD: 1,5 GB
System operacyjny: Windows 2000, XP, Vista

Składam podziękowania za współpracę firmie Nicolas Games

Piotrek “ForceMan” Ochocki

Podyskutuj na forum

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

« HTC Touch Pro – mobilna praca i rozrywka Leonardo DiCaprio wcieli się w założyciela Atari »

Zostaw komentarz