» DeDark | niedziela, 17-8-2008 20:43

Drakensang: The Dark Eye

Jak każdy fan gier crpg dobrze wie, w przyszłym roku nastać ma wiek smoków (oczywiście za sprawą długo oczekiwanej gry Dragon Age), tymczasem już teraz za Odrą, wykluwa się mały smoczek – nieśmiały zwiastun nowej ery. Mowa tu oczywiście o niemieckiej grze Drakensang, opartej na bardzo popularnym w krajach niemieckojęzycznych papierowym systemie Das Schwarze Auge. Mimo skromnych środków tytuł ten pretenduje do miana duchowego następcy kultowego Baldur’s Gate. Ciekawe czy brzydkie smoczątko przetrwa w domach graczy nastanie nieuniknionej ery smoków. Pora zaspokoić ciekawość zaglądając mu dyskretnie pod łuskę.

Choć niewiele o nim słychać, to jednak Drakensang został już ukończony. Na razie ukazała się tylko wersja niemieckojęzyczna, która ma swoją premierę właśnie teraz, w sierpniu. Premiera światowa może nastąpić nawet w przyszłym roku, natomiast polski dystrybutor – firma Techland – informuje tylko, że wyda ją jeszcze w tym. Brak szumu wokół gry wynika z faktu, że jest ona skierowana głównie na rynek niemieckojęzyczny, gdzie z powodu popularności papierowego systemu, jest doskonale rozpoznawalna. Światowe media o grze milczą, a polskie mówią niewiele. Promocji gry nie pomaga też marka producenta – firmy Radon Labs, która ma na koncie nieliczne i nierozpoznawalne tytuły (Project Nomads, Treasure Island, Riding Star 3), a na dodatek żaden z nich nie jest rpgiem. Mamy więc do czynienia z pionierską wyprawą developera w fabularne krainy. Choć wydaje się to przekreślać szanse Drakensanga, to jednak trzeba pamiętać, że nieraz i żółtodziób potrafi pozytywnie zaskoczyć i oblać rumieńcem tak zwanych mistrzów gatunku (patrz nasz rodzimy CD Projekt RED). Kolejna sprawa to budżet projektu, który szacuje się na 2,5 mln euro. Jest on bardzo skromny nie tylko w porównaniu do takiego np. Obliviona, ale także do naszej rodzimej fabularnej „superprodukcji”. Można się więc spodziewać, że Drakensang w aspektach technicznych nie będzie olśniewał i jego atutów szukać trzeba będzie gdzie indziej.

Najważniejszą cechą wyróżniającą Drakensanga i jednocześnie stanowiącą jego potencjalny atut, jest oparcie go o papierowy system rpg (na dodatek dość egzotyczny dla większości graczy). System Das Schwarze Auge (ang. The Dark Eye) powstał w 1984 roku i w swojej ojczyźnie przybija popularnością swój pierwowzór - czyli D&D. System doczekał się czterech edycji, przy czym dopiero ta ostatnia została przetłumaczona na język Szekspira. Drakensang nie jest pierwszą komputerową adaptacją tego uniwersum, bo jak starsi fani crpgów pewnie pamiętają na początku lat 90-tych powstała oparta na nim trylogia Realms of Arkania (Blade of Destiny, Star Trail, Shadows over Riva). Seria ta nie odniosła jednak większego sukcesu, choć wielu graczy wspomina ją dziś z nostalgią. Systemu Das Schwarze Auge ma swojemu komputerowemu potomkowi zapewnić dwie rzeczy: bardzo bogaty fantastyczny świat oraz mechanikę rozgrywki. Jeśli chodzi o świat gry, to jest on bardzo zbliżony do klasycznych Zapomnianych Krain. Mamy tutaj eklektyczną mieszankę motywów kanonicznych dla każdego świata high fantasy – elfy, krasnoludy, czarodzieje, artefakty, smoki. W przeciwieństwie do uniwersum Sapkowskiego świat ten jest raczej baśniowy niż realistyczny, choć łączy go z nim pewien swoiście europejski koloryt, który wynika z faktu, że jego autorzy wzorowali się na geografii i historii Europy. Mamy tu więc krainy odpowiadające różnym państwom europejskim z czasów średniowiecznych – ludy północne przypominające wikingów, cesarstwo wzorowane na imperium Arabów oraz na północnym wschodzie kontynentu (o nazwie Aventuria, którą kiedyś tłumaczono jak Arkania) państwo przypominające połączenie Polski i Rosji. Kolejnym polskim akcentem jest fakt, że w systemie znaleźć można pewien rodzaj kawalerii wzorowany na polskiej husarii (Winged Cavaliers). Wydaje się więc, że Drakensang nie wyssie oryginalnego świata z mlekiem matki, choć na pewno będzie to pewna odmiana. Cała siła uniwersum Das Schwarze Auge tkwi w jego bogactwie, które na pewno stanowi świetny materiał na fabularny background. O samej fabule wiadomo niewiele, ponieważ autorzy bardzo zazdrośnie strzegą jej sekretów. Wiemy tylko, że jest ona bardzo epicka, ponieważ jej scenariusz liczy sobie blisko 1500 stron. Pracowali nad nią autorzy znani ze tworzenia papierowych przygód w świecie The Dark Eye, a mianowicie Mark Wachholz, Momo Evers, Anton Weste i Stefan Blanck. Gwarantuje to wysoki poziom (przynajmniej jeśli chodzi o profesjonalizm) przedstawionej historii. Nasza przygoda zaczyna się w znanym ze swego świetnego piwa mieście Ferdok, gdzie ludzie żyją w zgodzie z krasnoludami. Spokój tego miasta przerywa seria brutalnych morderstw, których zagadkę rozwiązać będzie musiał nasz awatar. Gra będzie miała oczywiście obowiązkową główną linię fabularną (niebagatelną rolę odegrają tu z pewnością smoki) oraz całą masę wątków pobocznych. Autorzy zapewniają, że fabuła będzie czytelna nawet dla graczy, który pierwszy raz wybrali się na wycieczkę po Aventurii. Jeśli chodzi o mechanikę rozgrywki, to ma być ona rozbudowana i elastyczna. Miłośnicy losowania statystyk na pewno znajdą tu coś dla siebie. Producent musiał jednak uprościć nieco mechanikę papierowego systemu, aby przystosować ją do potrzeb gry komputerowej. Przy tworzeniu bohatera dostępne będą dwa tryby, jeden dla osób bez znajomości zasad Das Schwarze Auge, i drugi dla starych wyjadaczy (expert mode). W tym pierwszym gracz wybierał będzie tylko jeden z 36 dostępnych archetypów dla swojej postaci. Archetypy to zestawy predefiniowanych charakterystyk postaci – takich jak jej historia, współczynniki czy zdolności. Oprócz archetypu można będzie też wybrać dla naszego herosa jedną z licznych specjalizacji (np. szarlatan). Muszę powiedzieć, że takie rozwiązanie jest bardzo elastyczne. Jeśli chodzi o sposób rozwoju postaci, to wiemy tylko, że podobnie jak w serii The Elder Scrolls umiejętności naszych bohaterów będą się rozwijać wraz ze skutecznym ich użyciem (jest to rozwiązanie bardziej realistyczne, ale raczej mniej atrakcyjne niż swobodne przydzielanie punktów przy każdym levelu). Niewątpliwie od strony mechaniki rozgrywki Drakensang zapowiada się bardzo obiecująco i być może będzie w stanie rywalizować z licznymi grami opartymi na licencji D&D.

W Drakensang gracz kieruje maksymalnie 4 osobową drużyną. Obecnie większość rpgów ucieka od starej koncepcji drużynowej rozgrywki na rzecz intensywnej i zręcznościowej walki (patrz Wiedźmin czy Mass Effect). Sytuację tę ma nieco zmienić Dragon Age, ale trzeba pamiętać, że koncept tej gry powstał dość dawno temu (niektórzy uważali, że gra w ogóle nie ujrzy światła dziennego). Niewątpliwie Drakensang odwołuje się do sentymentu graczy, którym nie obce są papierowe rpgi czy klasyczne crpgi. Autorzy mówią o swoim dziecku „Baldur’s Gate w 3D”, czyli klasyczny crpg w nowym wydaniu. Widać więc, że ani nie chcą wymyślać niczego innowacyjnego, ani rywalizować z współczesnymi widowiskowymi action-rpgami. Drakensang ma oferować bardzo dużą różnorodność gotowych do zwerbowania osób trzecich. Gracz będzie mógł dowolnie żonglować składem swojej drużyny, ponieważ będzie mógł jej członków umieścić w tak zwanym „domu gracza” (Player’s House), gdzie będą oni na niego czekali i w międzyczasie rozwijali swoje umiejętności. Zarządzanie drużyną będzie w Drakensang bardzo ważne, ponieważ odpowiednia konfiguracja jej składu będzie decydować o naszym powodzeniu w walce (i nie tylko). Podobnie jak w Baldur’s Gate czy Nevewinter Nights 2 napotkani towarzysze będą mieli swoją osobowość i będą zachowywać się na podobieństwo żywych ludzi (możemy więc oczekiwać starych jak świat waśni między krasnoludami a elfami). Z zarządzaniem drużyną łączy się kolejna sprawa, a mianowicie – zdolności interpersonalne naszych podopiecznych. W Drakensang dostępną będzie cała grupa zdolności „retorycznych” (czyli np. dyplomacja czy zastraszanie). Powiecie, „ale to już było”, jednak Niemcy dodali jeden mały smaczek w postaci możliwości wyznaczenia reprezentanta drużyny, przez co nasz awatar nie będzie musiał być krasomówcą, wystarczy, że będzie nim jeden ze jego druhów. Jeśli spokojna argumentacja na nic się nie zda, nasza drużyna będzie musiała stoczyć walkę. W Drakensang walka ma charakter taktyczny, wprawdzie odbywa się w czasie rzeczywistym, to jednak mamy dostęp do aktywnej pauzy, dzięki której możemy wydać rozkazy członkom naszej drużyny. W międzyczasie komputer oblicza wynik walki na podstawie mechaniki zaczerpniętej z papierowego systemu.

Ponieważ autorzy polubili przymiotnik „epicki”, dlatego w większości aspektów gry zdają się raczej stawiać na ilość niż na jakość. Mamy więc 3 rodzaje magii i w sumie 50 czarów. Wprawdzie nic o nich nie wiemy, ale skoro gra korzysta z licencji, to chyba nie ma się co martwić o ich jakość. Mocną stroną gry ma być też ekwipunek. I tu także ma być bardzo bogato, prócz zwykłej broni można będzie znaleźć artefakty. Pojawi się też znana już, ale bardzo pożądana opcja tworzenia przedmiotów przy pomocy rąk własnych. Do tego dochodzi także rozbudowana alchemia (choć nie liczyłbym na coś na miarę Wiedźmina). Potworów ma być mnóstwo: ogry, gobliny, wielkie pająki, trole, umarlaki, golemy. Niektóre z nich są naprawdę duże, zaś niewątpliwą ozdobą gry będą ogromne smoki.

Jeśli chodzi o stronę techniczną, to można powiedzieć (opierając się na bardzo skąpych materiałach), że Drakensang prezentuje się nieźle, ale bez żadnych rewelacji. Gra korzysta z autorskiego silnika Nebula 3, który wykorzystuje shadery w wersji 3.0 i działa pod DirectX 9. Drużynę widzimy z tyłu (TPP), oddalenie i położenie kamery można zmieniać. Ogólnie grafika jest bardzo baśniowa i kolorowa (raczej Fable niż Wiedźmin). Na otwartych przestrzeniach można podziwiać rozległe malownicze widoki. Przedstawione w prezentacji miasto naprawdę wygląda majestatycznie. Na uwagę zasługuje dbałość o detale i podobnie jak w przypadku Wiedźmina wierne wzorowanie się na historycznych budowlach. Grafika ma wysokie walory artystyczne i ma w sobie to coś, co rekompensuje brak najnowszych technologii.

Podsumowując Drakensang zapowiada się bardzo ciekawie. Czy okaże się przybranym następcą serii Baldur’s Gate? Czy wytrzyma porównania do zbliżającego się Dragon Age? Na te pytania trudno odpowiedzieć. Być może autorzy rzucili się z motyką na słońce, ale bez wątpienia ich intencje są szlachetne. Niemiecki smoczek w zamierzeniu ma być reinkarnacją dawnych rpgowych smoków, których cnotą była epickość – przebogaty świat, mnóstwo questów, npców, potworów, artefaktów i fabuła, która kazała nam wierzyć, że decydujemy o losach jakiegoś alternatywnego świata. Nawet jeśli Drakensang nie spełni naszych oczekiwań, to i tak z pewnością przywoła wiele dobrych wspomnień.

Info:
Gatunek: rpg
Oficjalna strona gry: www.drakensang.com
Producent: Radon Labs
Wydawca: dtp entertainment AG
Wydawca PL: Techland

Zdzisław “zc82″ Ciba

Podyskutuj na forum

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

« Zwiastun Need for Speed: Undercover SW: Force Unleashed - demo w czwartek! »

Zostaw komentarz