» djsound | poniedziałek, 24-4-2006 10:54

Filmy na podstawie gier to póki co dwie w miarę udane produkcje, jeden przeciętniak i kilka “arcydzieł” pana Uwe “stop making movies!” Bolla. Silent Hill zapowiada się, może nie na przełomowe dzieło, które niczym Titanic zgarnie przynajmniej 11 Oscarów, ale film, który nie będzie profanacją pierwowzoru. Z okazji amerykańskiej premiery mamy dla Was mini-zapowiedź, która podsumuje to wszystko co o filmie wiadomo.

Pan Uwe Boll miał plan - cudowny plan. Pewnego dnia obudził się z myślą, że wykupi prawa do najlepszych gier i zrobi z nich filmy. Gracze ucieszyli się, bo w końcu zobaczą na dużym ekranie znakomity Alone in the Dark.
Wszysccy niecierpliwie czekali na pierwsze rezultaty, które…sami wiemy jakie były. Film nie miał prawie nic wspólnego z pierwowzorem. Nic dziwnego - scenarzyści, któży napisali ponoć bardzo mroczny bazujący na grze scenariusz, zwolnili się sami gdy dowiedzieli się co chodzi po głowie panu reżyserowi! Potem był równie beznadziejny Bloodrayne (który na szczęście ominął nasze kina), a niemiecki pseudoreżyser straszy już ekraniz…przepraszam - profanacją Dungeon Siege.
Nadzieją na polepszenie sytuacji był DOOM Andrzeja Bartkowiaka. Niestety, jakiś geniusz zamienił atak z piekieł, na wirusa. No ale po raz pierwszy od RE ekranizacja przypominała pierwowzór (pojawiła się nawet całkiem niezła sekwencja FPP).
Silent Hill to gra, która od wielu lat dzielnie broni tytułu “najlepszego horroru” dlatego ekranizacja nie może po prostu “przypominać gry”. Historia przedstawiona w Silent Hill jest po prostu zbyt dobra, żeby zrobić z niej marną półtora godzinną wyrzynkę zombi. Film Silent Hill ma być niczym kolejna część gry. Możemy na to liczyć? Chyba tak.

Fabuła nie jest kalką żadnej z części. Reżyser Chrispophe Gans skupił się na części pierwszej, ale do smaku dodał szczyptę części drugiej - czyli motyw poszukiwania żony. Początek filmu jest identyczny jak ten z pierwszej części gry. Jedyną różnicą jest płeć głównego bohatera. Tak więc zamiast Harry’ego mamy Rose, która rozbije swoje auto na drodze prowadzącej do zamglonego Silent Hill. Gdy odzyska przytomność okaże się, że jej córka Sharon zniknęła.
Po pewnym czasie na pomoc żonie ruszy Christopher (szkoda że nie James). No ale dość zagłębiania sie w fabułę.

Ogromną zaletą ekranizacji jest wykorzystanie muzyki z gier. Jak wiemy, odgrywała ona dużą rolę w budowaniu klimatu. Mam nadzieję, że równie dobrze sprawdzi się w filmie.
Już pierwsze zdjęcia wypuszczone do sieci udowodniły, że filmowcy starają się jak najlepiej oddać klimat gry. Dziś, po obejrzeniu zwiastunów wiadomo, że scenerie są równie mroczne i złowrogie jak te z gry. To samo tyczy się przeciwników. Miłośnicy gry bez trudu rozpoznają pielęgniarki czy…Piramidogłowego! Małe info dla tych, któży nigdy nie grali w Silent Hill - fakt “piramidogłowy” brzmi zabawnie, ale wierzcie mi na słowo. To naprawdę przerażająca bestia.
Kolejnym dobrym znakiem jest wykorzystanie ujęć typowych dla gry. Jak widać pan Gans, w przeciwieństwie do Uwe Bolla zapoznał się z tym co ma przenieść na duży ekran. Ukończone ujęcia pokazane w trailerze wyglądają po prostu jak gra na konsole “n-tej” generacji. Nie zdziwił bym się gdyby za kilka lat tak właśnie wyglądała kolejna część gry!

I to już koniec naszej wyliczanki. Widzowie ze Stanów Zjednoczonych już wiedzą jaki jest filmowy Silent Hill. Mówi się, że jest to najlepsza ekranizacja jaka do tej pory powstała. Niestety takie zapewnienia nie gwarantują, że film zasługuje na tytuł “Ciche Wzgórza”. Polscy widzowie muszą poczekać do 26 maja. Już dziś obiecuję Wam, że przeczytacie na naszych łamach obszerną i wyczerpującą recenzję miłośnika serii. A póki co, możemy sobie przypomnieć jaki był pierwowzór.


« “Przyszłość jest mroczna, przyszłość to Vista”. Carisma Entertament - Maj 2006 »

Zostaw komentarz