» djsound | wtorek, 9-5-2006 1:27 |
|
Znane i lubiane filmy mają to do siebie, że na jednym wydaniu DVD się nie kończy. Wystarczy wspomnieć Gladiatora, Obcego czy Titanica.
Nie inaczej jest z Epoką Lodowcową. Jakiś czas temu trafiła po raz kolejny na sklepowe półki, tym razem w dwu płytowej „Extremalnej Cool Edycji”. Jest tylko jedno małe „ale”. Wymienione wyżej edycje specjalne są warte swojej ceny, a nowe wydanie Epoki Lodowcowej nie jest warte złamanego grosza. Jest ona tak „dobra”, że zasłużyła na dość nietypowy początek recenzji:
Omijajcie tą edycję jak najszerszym łukiem, to jedna wielka ściema, oszustwo, wydzieranie pieniędzy z naszych portfeli. Dlaczego? O tym będzie nieco później.
Czy jest jakiś kinomaniak, który nie wie co to i o czym jest Epoka Lodowcowa? Czy jest wśród nas, pożeraczy filmów ktoś kto nigdy nie słyszał o przygodach mamuta Mańka, tygrysa Diego, leniwca Sida i rewelacyjnego „wiewióra” Scrata? Nawet jeśli ktoś taki się znajdzie powinien jak najszybciej nadrobić te zaległości. Ale powtarzam – nie w tej edycji. Chcecie kupić ten film na DVD? Rozejrzyjcie się za wydaniem jednopłytowym. Najlepszym pomysłem będzie zakup ciekawego wydania 2 w 1 gdzie oprócz „Epoki” można znaleźć drugi film. Extremalna edycja to pieniądze wyrzucone w błoto. Ale wróćmy do filmu.
Zbliża się epoka lodowcowa, wszystkie zwierzaki (włącznie z ludźmi) udają się na emigrację. Wszystkie oprócz leniwca Sida, którego (nie)chcący porzuciła rodzinka oraz mamuta Manfreda. Poczciwy praprzodek słonia nie ma zamiaru popadać w panikę. W końcu ma grube futro, długą trąbę i wielkie ciosy. Mróz i śnieg mu niestraszne.
Pewnego pięknego dnia Maniek ratuje życie Sidowi, który sztukę wpadania w tarapaty opanował do perfekcji. Zanim zdążą się pokłócić i rozstać znajdą ludzkie niemowlę. Za namową sepleniącego leniwca postanowią zwrócić go jego „stadu” (po naszemu rodzinie). Do ekipy dołączy jeszcze tygrys Diego, który zaoferuje pomoc w tropieniu. Będzie miał jednak nieco inne plany. Jakie? O tym przekonacie się sami oglądając film na DVD.
Jeszcze kilka lat temu rodzice niechętnie wybierali się do kina na bajki ze swoimi pociechami.
Wszystko zmienił pewien ogr i osiołek. Shrek bo o nim mowa, był jedną z pierwszych animacji, która nadawała się i dla dzieci i dla dorosłych. Po jego sukcesie kina zostały zalane tego typu produkcjami, a role się odwróciły. Tym razem rodzice lub starsze rodzeństwo wyciągały maluchy na seans. Co więcej, są to tytuły które pokazały, że dubbing może nie tylko dorównać oryginałowi, ale i go przewyższyć.
Dobre polskie wersje nie są niestety regułą w nadwiślańskich kinach. Wystarczy wspomnieć o Harrym Potterze czy beznadziejnie zdubbingowanej Zemście Sithów. Oba filmy bardzo mi się podobały (jestem miłośnikiem Gwiezdnych Wojen) ale w wersji oryginalnej z napisami.
Od wielu lat byłem przeciwnikiem dubbingowania filmów. Nadal wolę wersje angielskie, ale dziś po raz pierwszy w moim życiu napiszę, iż polska wersja jest lepsza od oryginału. A wszystko to dzięki znakomitemu tłumaczeniu dialogów i naturalnemu podkładaniu głosów. Ekipa od dubbingowania Harrego Pottera (i kilku innych tytułów) mogła by się wiele nauczyć. Kolejne części w drodze, bohater im dorasta a nadal mówi „kreskówkowym” głosem. To smutne – bajka z poważnymi polskimi głosami i poważny film z bajkowymi głosami. Ale wróćmy do Mamuta i jego ekipy.
Na największe brawa zasługuje Cezary Pazura, który użyczył głosu sepleniarzowi Sidowi („sysunia” czy „siocia?”to jedne z zabawniejszych „tekstów”).
Słowo pisane tego nie odda, to trzeba usłyszeć, a najlepiej zobaczyć. Myślałem że Numernabis z Asterixa to szczyt możliwości pana Cezarego ale grubo się myliłem.
Pozostałym aktorom również niczego nie brakuje. Poradzili sobie znakomicie. Pamiętajcie, że słowa te pisze osoba, która do niedawna uważała dubbing za najgorszą rzecz jaka może spotkać film.
Autorzy dubbingu do Zemsty Sithów wydali ją tylko w stereo, co dla mnie jest po prostu świętokradztwem. (nick do czegoś zobowiązuje – prawda?). Gdyby to był dramat czy film dokumentalny nie narzekał bym, ale tak (przepraszam za wyrażenie) wykastrować przeładowany akcją film s/f?
Czy to oznacza, że nie da się zrobić dobrego polskiego dubbingu nie niszcząc „przy okazji” świetnej ścieżki DD 5.1? Otóż moi drodzy da się, czego przykładem jest Epoka Lodowcowa. Dubbing ani trochę nie wpłynął na jakość udźwiękowienia. Zarówno polska jak i angielska wersja zaskakuje głębią dźwięku, rozmieszczeniem efektów i detali w przestrzeni. Prawdziwym majstersztykiem jest tu scena początkowa gdzie rozbrajająca wiewiórka szablozębna próbuje wbić żołędzia w lodową skorupę.
Dźwięk pękającego lodowca skacze po kanałach jak oszalały. Jeśli chcecie pokazać znajomym na co stać Wasz sprzęt grający włączcie im tą scenę (sprawdzone – działa).
Epoka powstała dzięki komputerom w skutek czego obraz jest krystalicznie czysty, wolny od wszelkich „artefaktów”. Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś, kto oglądając film przez lupę znajdzie jakiś nieistotny drobiazg. Ale będą to osoby z za przeproszeniem odchyleniami od normy. Zdrowy na ciele i umyśle widz nie będzie zwracał na nie uwagi – ba, nawet ich nie zauważy.
Ale dajmy już spokój jakości obrazu. Pora przyjrzeć się dodatkom zawartym na płycie. Poznacie też odpowiedź na pytanie dlaczego nowe wydanie to jedna wielka pomyłka.
Pierwsza płyta to oczywiście film oraz parę interesujących dodatków. Miłośnicy zakręconej wiewiórki dostaną kilka krótkich oraz jedną dłuższą bardzo zabawną animację.
Nie zabrakło usuniętych scen, zwiastunów, galerii fotosów czy krótkich dokumentów „making off”.
Pozostałe dodatki to znakomita, nagrodzona Oscarem animacja – Bunny oraz fragment filmu w kilku językach (np. polski, niemiecki, francuski, rosyjski, japoński). Przejdźmy do drugiej płyty.
Najczęściej dysk nr 2 w wydaniach dwupłytowych jest w całości zapełniony dodatkami. Epoka lodowcowa nie jest wyjątkiem.
Największym z nich, a jednocześnie największą atrakcją tego wydania miał być ten zatytułowany: Extreme cool view. Popatrzcie na screena. Pod oknem gdzie wyświetla się film pojawiają się różne ciekawostki dotyczącej prawdziwej epoki lodowcowej, a w prawym dolnym roku pojawiają się co jakiś czas filmowcy, którzy zdradzają tajniki powstania tej przezabawnej animacji.
Niestety dodatek ten zarezerwowany jest dla osób bardzo dobrze znających język angielski. O polskim tłumaczeniu podpisów czy wypowiedzi twórców możecie zapomnieć (pudełko „mówi” co innego!). Epoka to film tworzony z myślą o najmłodszych, a trudno znaleźć malucha, który po kilku latach nauki w szkole będzie rozumiał język obcy ze słuchu (pomijam już specyficzne słownictwo). A teraz „najlepsze”. Jeśli chcecie poznać jakie są pozostałe dodatki na drugiej płycie zacznijcie czytać ten akapit od początku. Poza tym jednym są prawie identyczne (na drugiej płycie nie ma usuniętych scen).
Co więcej na pudełku możemy przeczytać o nieistniejących dodatkach. Są to: Roboty – rzut oka, 2 gry interaktywne, materiał o pracach nad głosem Sida.
Skoro o pudełku mowa, to na okładce są sprzeczne informacje! Cytat:
„Materiały dodatkowe w polskiej wersji językowej” a pod spodem: „materiały dodatkowe w wersji oryginalnej”. Tak to jest jak się przychodzi do pracy „pod wpływem”, bo nie wierzę, że na trzeźwo można przeoczyć coś takiego. Co gorsza, prawdziwa jest ta druga informacja. Wyjątkiem są tu usunięte sceny – to jedyny polski dodatek. Cała reszta jest po angielsku.
Co ciekawe w niektórych dodatkach można włączyć polskie napisy, ale te…nie działają.
Takie wydania kupuje się między innymi dla dodatków. Nie po to dopłacam, żeby dostać coś co w ogóle nie powinno trafić na półki sklepowe. Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości – mój egzemplarz był nowiutki, zafoliowany, dlatego możliwość podmiany krążka nr 2 nie wchodzi w rachubę.
Pora na podsumowanie. Za około 60zł dostaniemy rewelacyjną komedię dla całej rodziny, która rozśmieszy nawet największego „mruka”. Sam film jest doskonały: śmieszny, gdy trzeba trzyma w napięciu, ale i wzrusza. Co więcej oprócz wersji angielskiej znajdziemy polski dubbing, który bije oryginał na głowę, co nie zdarza się często.
Extremalna Cool Edycja mogła by być jedną z ciekawszych edycji specjalnych ubiegłego roku. Ale nie jest i nigdy nie będzie. Zapłaciłem za czekoladowego batonika w pięknym opakowaniu, a okazało się że dostałem zwykłego przesolonego krakersa. Owszem, danie jest zjadliwe i całkiem smaczne, ale to nie jest to do czego zachęcało mnie opakowanie.
Teraz już wiecie dlaczego należy to coś omijać „extremalnie” szerokim łukiem. Ja dałem się nabrać. Nie popełnijcie tego samego błędu.










grudzień 19th, 2006 o 14:41
gry sa bardzo fajne nic ujac nic dodac